Film

Za co jestem Formanowi wdzięczny

Lukáš Senft

Miloš Forman przedstawiał w swoim dziele totalitaryzm w jego wielu postaciach i trzymał stronę osób, które stawiały mu opór. Reżyser zmarł 13 kwietnia.

To niemal reguła. Pisząc o Milošu Formanie trzeba powtórzyć utrwaloną mantrę: w Czechosłowacji kręcił prawdziwe, surowe filmy, natomiast w Hollywood dostosował się do amerykańskiego kiczu. Recenzja gotowa, załatwione. Tylko czy takie uproszczenie nie jest samo w sobie kiczem? Artystyczna Europa versus blichtr Miasta Aniołów… Wolałbym zaliczać Formana do żywiołowych twórców tak zwanego Nowego Hollywood – garści reżyserów, którzy łączyli znajomość reguł gatunku z pasją do europejskiej awangardy. Ta grupa tworzyła w latach 70. wyjątkowe dzieła świadome konwencji gatunkowych, lecz jednocześnie poszczególni reżyserzy używali świeżych strategii narracyjnych. Na przykład w Swobodnym jeźdźcu klasyczne kino drogi przesiąkło marihuaną i epizodyczną narracją, Francis Ford Coppola przekształcił „upadły gatunek” filmu gangsterskiego w mityczne opus Ojciec chrzestny, a Martin Scorsese wykrzesał z rekreacyjnej dyscypliny filmu bokserskiego „katolicki dramat” o winie i przebaczeniu, słynnego Wściekłego Byka. Sądzę, że filmy Formana należą właśnie do tej fali: mieszanki europejskiego zuchwalstwa, klasycznego Hollywood i liberalnej kontrkultury.

W takim kulturalnym milieu Forman mógł rozwijać temat, który towarzyszył całej jego twórczości: opór jednostki lub grupy wobec ucisku ze strony struktur represyjnych. Niezależnie od tego, czy stosował realistyczne, nieuładzone zabiegi cinéma-vérité, czy też wybierał tradycyjne formy (musical, dramat historyczny, później przede wszystkim film biograficzny), niemal zawsze chodziło o analizę władzy i oporu wobec niej. Bo despoci grasują wszędzie – pod czerwoną i pod amerykańską flagą. Jestem Formanowi wdzięczny, że stworzył kilka archetypowych historii, które opowiadają o emancypacji człowieka. Porządkuję je tak, jak je postrzegam – jako fazy leczenia sztuką.

I. Diagnoza problemu: obrońcy wszystkich krajów

W Locie nad kukułczym gniazdem Forman przedstawia sadystyczną pielęgniarkę naczelną Mildred Ratched. Za jej pomocą portretuje totalitaryzm w szerszym znaczeniu – przekonanie, że za pomocą reguł można totalnie kontrolować życie, poskromić je, otoczyć murem i wprowadzić w nim kodeks nie znający wyjątków. Taka redukcja doświadczanej rzeczywistości może przybrać nie tylko postać brutalnego „Wielkiego Brata”, lecz również słodko-gorzkiej obrończyni, „Wielkiej Siostry”, która ma przecież wobec nas dobre zamiary i właśnie dlatego zamyka nas przed światem zewnętrznym, podsycając strach przed wszystkim, co żyje za murami ośrodka – lub bardziej ogólnie: przed wszystkim, co żyje.

Taka figura jest wciąż przekonująca we współczesnej polityce: wspaniałomyślni mocarze bronią nas za pomocą najróżniejszych płotów i murów, wzbudzają lęk przed nieznanym, przed obcokrajowcami i innymi kulturami. Przez coraz bardziej surowe reguły i zakazy, przez odwrót od „niebezpiecznie liberalnego humanizmu” w stronę zacieśnionego autorytaryzmu rozpieszczają nasze neurozy spowodowane tym chaosem. W celi jest bezpiecznie.

II. Przyczyna problemu: mit o zwykłym (i złym) człowieku

„Ograniczanie w imię wolności” uchodzi wspomnianym rzekomym obrońcom na sucho, dlatego że mogą powoływać się na to, czego życzy sobie „zwykły człowiek”. Przecież prosty człowiek chce walki z nieprzystosowanymi i wypędzania muzułmanów, pragnie wojny i zaciskania pasa. W filmie Pali się, moja panno Forman wyśmiewa właśnie ten fetysz „zwykłych zjadaczy chleba”. Chodzi o bardziej wywrotowy krok niż o krytykę samych polityków, bowiem o nich można powiedzieć, że byli niedoskonałymi sługami owej nietykalnej woli ludu. Ale Forman przedstawia właśnie ten mityczny lud jako zagubiony, zawistny i podły. Nie uważam jednak, że Pali się, moja panno przedstawia człowieka jako małostkową i podstępną istotę. Raczej parodiuje przekonanie, że małostkowi i podstępni ludzie powinni reprezentować ludzkość.

III. Lek: cuda

W filmie Człowiek z Księżyca Forman przywrócił do życia osobliwego komika Andy’ego Kaufmana. Kaufman nie wymyślał wyszukanych komentarzy politycznych, nie szlifował point, jego skecze nie miały typowej struktury i „były bez sensu”. Potrafił przez cały wieczór brzdąkać przed publicznością na gitarze i śpiewać piosenki o zwierzątkach albo puszczać płyty gramofonowe. Operował szokiem i żenadą. Ale żenujące sytuacje nie były celem samym w sobie – stały się raczej radykalnym środkiem kwestionującym powagę i restrykcyjne normy społeczne. Jak mistrzowie zen, którzy od czasu do czasu niespodziewanie krzyczeli czy uderzali ucznia kijem.

Kaufman wyciągał publiczność z jej zaprogramowania i na chwilę wyzwalał w niej dziecięcy sposób postrzegania świata. Nie infantylność, tylko „wewnętrzne dziecko”, oswobodzone od konserwatywnych ról, potrafiące przez chwilę widzieć piękno i cuda. Jedno z jego ostatnich wystąpień rozpoczynało się od połączenia żenady z przerażeniem: skłonił starą aktorkę, żeby galopowała przez scenę na drewnianym koniu, po czym zainscenizował jej zawał serca. Kiedy z ulgą przekonał się, że staruszka żyje, a nawet się śmieje, zakończył przedstawienie przylotem świętego Mikołaja, podarowaniem widzom prezentów i wspólną przekąską, mlekiem i ciasteczkami. Dzięki poczuciu przynależności i chwili cudu rozmył reguły.

IV. Przebieg leczenia: uzdrowić obraz człowieka

Tylko czy zniesienie tradycyjnych reguł nie wywoła fali chaosu? W chyba najlepszych swoich filmach Forman kwestionuje konserwatywną iluzję par excellence: przekonanie, że człowiek to niebezpieczne monstrum, którego musimy nieustannie pilnować i ograniczać, a także to, że konieczne jest nałożenie restrykcji na jego seksualność, czas wolny i myślenie. Gdyby ludzie poddawali się swoim uczuciom, na pewno zaczęliby kraść, mordować, a w najgorszych przypadkach również kwestionować ojczyznę. Z podobnymi obawami konfrontowani są w filmie Odlot rodzice, od których ucieknie córka. Co się z nią może stać? Najprawdopodobniej zdziczeje, zacznie „ćpać marihuanę”, skończy jako prostytutka… Ostatecznie rodzice sami wypalą jointa. Jednak zamiast popełniać bestialstwa zaczną zanosić się śmiechem i grać w rozbieranego pokera. Córka wraca do domu w chwili, kiedy nagi ojciec tańczy na stole. Ale w kolejnym filmie autorytety nie dadzą się już złapać na swobodnym człowieczeństwie. Hair rozpoczyna się od powołania młodych do wojska. Cała fabuła jest buntem przeciwko przekonaniu, że zabijanie jest częścią „ludzkiej natury”. Główni bohaterowie paląc wezwanie do wojska opuszczają świat reguł. Nawet oni nie zostaną patologicznymi desperatami: skradziony czas wykorzystują na śpiew, uprawianie miłości i kąpiele nago. Zamiast hostii przyjmują LSD, symbol tego, że człowiek potrafi przyswoić i „objąć” cały świat, jest zdolny do nieograniczonego współczucia. Przecież, jeśli polityka emancypacyjna wierzy, że „lepszy świat jest możliwy”, to potrzebuje też wiary w „lepszego człowieka”, który będzie w takim świecie mieszkał.

Uważam, że Miloš Forman to w istocie humanista. Twórca, który wierzył, że człowiek jest zdolny do życzliwości i radości. Twórca, który wypróbowywał inną antropologię: przedstawienie społeczeństwa, w którym człowiek nie jest człowiekowi mordercą. W tym sensie był Czarnym Piotrusiem dla obu stron Atlantyku. I za to jestem mu wdzięczny. Będzie go tutaj brakować.

„Tak ahooooj!”

Tekst ukazał się na A2larm. Z czeskiego przełożyła Olga Słowik.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.