Czytaj dalej

Ojciec lubił mawiać: „wcielam się w samą siebie” [rozmowa z Susan Faludi]

Feminizm podważa mentalność opartą na relacji zwycięzcy i przegranego w społeczeństwie. Rozmowa z Susan Faludi.

„Mam dla ciebie ciekawą nowinę. Zdecydowałem, że mam już dość wcielania się w rolę agresywnego macho, którym nigdy tak naprawdę nie byłam”. To pierwsze zdanie emaila, w którym Steven Faludi obwieszcza córce, że przeszedł zabieg uzgodnienia płci na tajskiej wyspie Phuket. Steven odszedł, a pojawiła się Stefanie.

Zrób sobie prezent

Susan Faludi, słynna amerykańska dziennikarka i zdobywczyni Nagrody Pulitzera, zapamiętała swojego ojca jako despotycznego tyrana, który opuścił ją po rozpadzie swojego małżeństwa w połowie lat 70. Otrzymany po latach list stał się dla niej niepowtarzalną szansą na rozliczenie krzywd. Akt oskarżenia z czasem zmienił się w fascynującą podróż ponad historycznymi czy politycznymi granicami, a efektem tej podróży stała się niesamowicie ważna książka o relacji córki i ojca, ojca i świata, człowieka i jego płci, narodowości, historii.

Susan Faludi
Susan Faludi – dziennikarka i pisarka, autorka książki “W ciemni”.

Agata Diduszko-Zyglewska: Życie twojego ojca, które opisałaś w książce W ciemni składa się właściwie z kilku osobnych losów: żydowskiego chłopca podczas Holokaustu, maczystowskiego ojca amerykańskiej rodziny i węgierskiej kobiety z wyższej klasy średniej. Dlaczego twój ojciec tak skrupulatnie rozdzielał te etapy życia? Czy to doświadczenie Holokaustu mogło być kluczowym czynnikiem późniejszego „niepasowania” i szukania nowych ról?

Susan Faludi: Z jednej strony, nie sądzę, żeby Holokaust był jakimś włącznikiem, który był katalizatorem późniejszej zmiany płci mojego ojca – innymi słowy, nie uważam, że istnieje relacja przyczynowo skutkowa między jego strasznymi przejściami podczas drugiej wojny światowej a tym, że stał się kobietą. Z drugiej strony, jestem pewna, że traumatyczne doświadczenie inności, które było jego udziałem jako żydowskiego nastolatka podczas Holokaustu wpłynęło na wszystkie inne aspekty jego życia. Jako nastoletni chłopiec, musiał udawać chrześcijanina, żeby przetrwać.

Nie tylko chrześcijanina. Opisujesz brawurową historię, kiedy twój ojciec udając nastoletniego nazistę wchodzi do miejsca, w którym uwięziono jego rodziców i wyprowadza ich stamtąd na oczach wszystkich.

Umiejętność rozdzielania różnych tożsamości i ukrywania tych niepożądanych była dla niego absolutnie newralgiczną umiejętnością w okresie dojrzewania i formowania się jego osobowości. Sama Stefanie (to imię ojca po operacji zmiany płci) łączyła swoje doświadczenie przetrwania Holokaustu z umiejętnością późniejszego zaadoptowania nowej tożsamości płciowej. Lubiła mawiać: wcielam się w samą siebie. To skłaniało mnie do zastanawiania się, które z tych wielu wcieleń było jej prawdziwym ja.

Przy tym wszystkim twój ojciec miał dość konserwatywne podejście do ról genderowych – wspominasz w książce o jej krytycznym stosunku do matki, która być może miała kochanków, i bałwochwalczym stosunku do ojca. Opisujesz też jej zastrzeżenia do Parady Równości w Budapeszcie. Z drugiej strony, jej osobiste wybory były bardzo dalekie od konserwatywnego scenariusza „właściwego” postępowania. Uderzyła mnie też inna sprzeczność – jako mężczyzna twój ojciec realizował patriarchalny schemat, w którym cała rodzina ma być podporządkowana panu domu, a jako kobieta głosił idealistyczny pogląd, że mężczyźni są stworzeni do ułatwiania życia kobietom. Skąd się brały te sprzeczności? Jak Stefanie radziła sobie z nimi?

Tak, mój ojciec był pełen sprzeczności! Czasami zastanawiałam się czy nie wypowiada tych neandertalskich teorii na temat ról płciowych tylko po to, żeby prowokować swoją feministyczną córkę. Na przykład wtedy, kiedy przy zmywaniu po kolacji wykrzykiwała: wracaj do kuchni – tam jest miejsce kobiety! Ale poza wbijaniem mi szpilek, myślę, że Stefanie po prostu desperacko pragnęła dopasować się do rządzących norm kulturowych – a skoro nie mogła się do nich dopasować jako facet maczysta, to próbowała to zrobić jako stereotypowa bezbronna kobieta. Dopiero na późnym etapie życia, przez ostatnie kilka lat, zaczęła pozbywać się genderowych klisz i stała się indywidualną i niepowtarzalną sobą.

Faludi: Haracz pracujących kobiet

czytaj także

Jednak zastanawia mnie ta jej separacja od rzeczywistości przez większość życia, jej brak akceptacji dla narzuconych ram. Czy nie sądzisz, że to może być związane z nieobecnością rodziców w dzieciństwie? Stefanie jako mały chłopiec dzieliła doświadczenie wielu pokoleń dzieci z wyższych sfer – wychowywały ją nianie. Czy to oddzielenie od rodziców nie mogło być przyczyną szczególnej, nacechowanej dystansem, relacji ze światem w ogóle, w dorosłym życiu?

To bardzo interesująca kwestia. I coś w tym jest – mój ojciec spędził większość wczesnego dzieciństwa w samotności, był jedynakiem, a rodzice byli zawsze nieobecni. W istocie spędził dzieciństwo we własnym umyśle, w świecie fantazji. Z drugiej strony, wiele osób dorastało obok nieobecnych rodziców i nie przyniosło to podobnych skutków, więc nie mogę tak po prostu złożyć skomplikowanej drogi życiowej ojca na karb zaniedbań ze strony moich dziadków.

Tłem opowieści o twoim ojcu jest historia i współczesność Węgier. Bardzo precyzyjnie wskazujesz przyczyny tego, że naziści mogli na Węgrzech działać bardzo skutecznie – z pomocą części społeczeństwa. Piszesz m.in. o trzydziestu tysiącach Żydów zadenuncjowanych przez współobywateli w ciągu pierwszych ośmiu dni po wkroczeniu nazistów do kraju! Wskazujesz też niepokojące sygnały powrotu tych samych nastrojów we współczesnych Węgrzech, jak np. w scenie, w której twój ojciec rozpoznaje antysemicką piosenkę śpiewaną przez młodego neofaszystę – tę samą słyszał jako dziecko. Dlaczego w tym kontekście twój ojciec zdecydował się wrócić na Węgry jako kobieta? Uważał się za węgierskiego patriotę – co myślał o kształcie nowego „patriotyzmu” na Węgrzech?

Bardzo często zastanawiałam się nad tym. To była niesamowita sprzeczność. Mój ojciec na węgierskich wakacjach, wystrojony w ekstrawagancki dziewczęcy strój, machający węgierską flagą. Albo idący w zwiewnej spódniczce na wybory, żeby zagłosować na prawicową partię Fidesz. Czy wrócił na Węgry, żeby wreszcie móc być stuprocentowym Węgrem, jak lubił się nazywać? A może wrócił jako osoba trans, żeby zagrać na nosie krajowi, który zniszczył życie jemu i jego rodzinie? Może myślał: nie zaakceptowaliście mnie jako Żyda, to radźcie sobie z tym! Pewnie obie motywacje miały znaczenie.

W książce opisujesz swoje spotkanie z socjolożką Judit Takacs, która mówiła ci o braku inkluzywności węgierskiego społeczeństwa związanej z tym, że Węgrzy postrzegają siebie samych jako wyjątkowych poprzez tragizm własnej historii. Uznają się za ofiary. Takie podejście nie prowadzi do otwartości czy gościnności wobec obcych. Mamy w Polsce podobne problemy – uważamy się za „Chrystusa narodów”, wybielamy własną historię. Każdą próbę krytyki naszej przeszłości traktujemy jako atak. Do czego prowadzi tego rodzaju polityka historyczna?

To straszna tendencja, bo jak coś może ulec zmianie bez wewnętrznej krytyki? Mój ojciec w pewnym sensie ucieleśniał tę narodową mentalność. Im bardziej próbowałam spierać się z nim o politykę, tym bardziej zbywał mnie mówiąc: ty po prostu nie masz pojęcia o węgierskości. To bardzo typowe podejście wielu konserwatywnych Węgrów. Zresztą to nie jest tylko polski czy węgierski problem. To poczucie rozżalenia, oszukali-nas-i-nie-chcemy-słuchać-żadnej-drugiej-strony, rozpowszechnia się po całym świecie, jak jakaś epidemia – wystarczy spojrzeć na wyborców Trumpa w Stanach Zjednoczonych.

 

Ten żal uruchamia mechanizm sprzężenia zwrotnego. Poczucie bycia przegranym wzmacnia tendencje do użalania się nad sobą, szukania z jednej strony kozłów ofiarnych, a drugiej silnego przywódcy, który „ochroni” nas przed wyobrażonym niebezpiecznym obcym. Nie wiem, jak pokonać ten problem. Jedyne rozwiązanie, jakie widzę – i jest ono długoterminowe – to znaleźć sposób, żeby ci ludzie w mniejszym stopniu czuli się przegranymi ekonomicznie, ale też społecznie i psychologicznie. Na tych dwóch ostatnich polach ważnym narzędziem może być feminizm, dlatego że feminizm podważa mentalność opartą na relacji zwycięzcy i przegranego w społeczeństwie.

Minęło trochę czasu od publikacji W ciemni. Jak z dzisiejszej perspektywy oceniasz wpływ procesu pisania tej książki, który był swoistym śledztwem z rewolucyjnymi odkryciami, na twoje życie, postrzeganie siebie i tego, co cię otacza?

Dla mnie osobiście najważniejszym efektem napisania tej książki było uwolnienie się od życia z karykaturalną wizją mojego ojca. Jako dzieci nie widzimy wrażliwych punktów i słabości naszych rodziców. Widzimy tylko ich moc. Dzięki tej pracy mogłam w końcu zobaczyć mojego ojca nie jako symbol władzy rodzicielskiej, ale jako człowieka. To było uwalniające. Dzięki temu mogłam wybaczyć jemu, ale też wybaczyć sobie to, że odsunęliśmy się od siebie na tak wiele lat.

***

Susan Faludi – zdobywczyni nagrody Pulitzera, wielokrotnie nagradzana amerykańska dziennikarka i pisarka. Pisała do „The Wall Street Journal”, „The New Yorker”, „The New York Times” i „Harper’s”. Autorka takich książek jak The Terror Dream (2007), Stiffed (1999), Backlash (1991), za którą otrzymała nagrodę National Book Critics Circle Award for Nonfiction. Nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej ukazała się właśnie jej książka W ciemni.

Bio

Agata Diduszko-Zyglewska

| Publicystka Krytyki Politycznej
Dziennikarka, animatorka kultury, aktywistka miejska; współautorka dokumentu „Miasto kultury i obywateli. Program rozwoju kultury w Warszawie do roku 2020”; absolwentka Instytutu Anglistyki UW oraz Akademii Praktyk Teatralnych w Gardzienicach; studiowała też w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW oraz Instytucie Sztuki PAN.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Komentarz został usunięty

Idziemy w kierunku "Seksmisji" i jako mężczyzna muszę zaprotestować przeciw takim rasistowskim tekstom, gdzie kobiety to z natury łagodne baranki, a faceci samo zło. Zmiana płci nie zmienia chyba jednocześnie poglądów politycznych - prawda ?
Wydawało mi się, że obecny feminizm jest tylko śmieszny, pokazuje skalę głupoty lewicowych środowisk, ale po głębszej lekturze tekstów w KP, przypadku redaktora Dymka uważam, że jest niebezpieczny i rasistowski, zaś w sensie intelektualnym to po prostu bełkot.
Nie da się przecież przypisać kobiet do jednego poglądu politycznego i nadać im jedynie pozytywnych cech w kontrze do mężczyzn.

Ale pamiętasz, że w "Seksmisji" to właściwie mężczyzna trzymał te kobiety w piwnicy czy czymś takim i to on właściwie miał nad nimi ostateczną władzę? To on im zbudował tę opowieść o tym, że nie ma mężczyzn i tym samym to on narzucił im jak mają postępować. Poza tym: jest to film o społeczeństwie kobiet bez mężczyzn zrealizowany (napisany, wyreżyserowany) przez mężczyznę. Mężczyzna zrobił film o tym, jak myśli, jak myślałyby kobiety bez mężczyzn. A to jest ogromna różnica.
Poza tym wskaż mi proszę, jaką rasę dyskryminuje feminizm. Rasę męską? Błagam.
Nikt nie mówi, że kobiety to łagodne baranki z natury, a mężczyźni samo zło. Argument "z natury" jest tutaj chybiony. Wychowuje się mężczyzn do bycia dominującymi, do przewodnictwa, do zdobywania, do indywidualizmu i braku empatii, do egoizmu. Kobiety wręcz przeciwnie, do dbania o innych, o uczucia innych, do współpracy, do altruizmu. Tak jesteśmy wychowywani. I chodzi o to, że wzorce przekazywane mężczyznom po prostu się nie sprawdzają w społeczeństwie, bo wykluczają z niego mnóstwo osób.
I masz rację w swoim ostatnim zdaniu, ale w feminizmie nie chodzi o to, żeby wszyscy mieli takie same poglądy. Chodzi o to, że jako ludzie musimy się jakoś dogadać i dogadywanie się takie, jakie serwują nam męskie wzorce (wzorce, które się wpaja mężczyznom i które dominują w przestrzeni publicznej) jest szkodliwe dla wszystkich.

seksmisja była o tym, że komunizm niczym nie różni się od kapitalizmu, ale spoko. a tekst napisany paskudnym transfobicznym językiem, moim zdaniem w ogóle skandalem jest udzielanie głosu osobom, które tak wyrazają się o osobach transpłciowych.

@nika
Nie mam nic przeciwko zmianie płci, ale mam przeciw dorabianiu do tego mega ideologii. Nie kopie tu osób transpłciowych, zmieniających płeć, bronię zwykłych mężczyzn i tyle.

Komentarz został usunięty

Teks pokazuje skalę odrealnienia, życia we własnym sosie środowisk lewicy i tłumaczy pośrednio dlaczego ta lewica w Polsce znika, więc jeśli ktoś czyta miedzy wierszami, to czasem zły tekst mówi o środowisku więcej, niż dobry.

Komentarz został usunięty

Nie jest Pan w swoim odczuciu osamotniony 🙂
Sam jestem ciekaw jak duży procent czytelników KP to prawdziwi lewicowy a jaki to ludzie którzy wchodzą na tą stronę jak na polityczne demotywatory.
Swoją drogą widzę, że i u ideowych lewicowców coraz mniej chętnych żeby bronić brednie zza oceanu co tylko bardzo dobrze o nich świadczy i pokazuje,że co do zasady Polacy mają do ideologicznych ekstremów zdrowy dystans, zarówno z prawa jak i z lewa.

Jak to mówią Rosjanie - "S żiru biesiatsia".

Feminizm współczesny jest resentymentalny, bo skala opresji wobec kobiet - w ujęciu globalnym - utrzymuje się na stalym poziomie. Istnieje niebezpieczeństwo przewartościowania tylko takich wartości z jego programu, które odwrócą role społeczne i zastąpią patriarchat - matriarchatem. W konsekwencji doprowadzi to do poszerzenia pola walki płciowej w wymiarze symbolicznym i realnym. Równość kobiety i mężczyzny nie może wynikać z układu bilateralnego, w którym obie strony negocjują warunki uznania swoich racji. Równość płci to fakt biologiczny, logiczny, filozoficzny, antropologiczny, etyczny a nawet matematyczny. Jeżeli dyspozycje płci wynikają z faktów, to należy uznać fakty. Mówiąc tylko o konieczności przywracania kobietom należnego im prawa i miejsca, zaprzeczamy mocy sprawczej faktów. Czyniąc w ten sposób szkodę idei feminizmu największą.

"Zabieg uzgodnienia płci"... hmmm, takiego czegoś jeszcze nie widziałam. Naszym dziennikarzom już się wszystko pozajączkowało. Ech...

Ta historia to znakomity materiał na wciągającą, ciekawą, dogłębną i emocjonalną rozmowę. Strasznie żałuję, że została tak spłycona, potraktowana po łebkach, wręcz hasłowo. W moim odbiorze, nie jest to dobry materiał. Jest płytki i nijaki, bezbarwny, zaprzepaszcza drzemiący w tej historii potencjał. Szkoda, naprawdę szkoda.