Felieton

Stop lewackiej antydyskryminacji

Anna Zalewska, Konstanty Radziwiłł

Gdy umrze kolejny Dominik, ministerstwo edukacji wyśle mu na pogrzeb księdza z kazaniem przestrzegającym inne dzieci przed zgubną promocją homoseksualizmu.

Wydawałoby się, że wszyscy, niezależnie od poglądów politycznych, orientacji seksualnej i poziomu niepełnosprawności, bylibyśmy skłonni zgodzić się, że „w szkole istotne jest zapewnienie poczucia bezpieczeństwa, sensu i rozumienia oraz akceptacji tego, co się dzieje wokół nas”. To jednak nieprawda. Ministerstwo Edukacji Narodowej najwyraźniej uważa inaczej, bo mówiące o tym zapisy wykreśliło z wymagań wobec szkół, zastępując je twierdzeniem, że istotne jest kształtowanie „postaw patriotycznych”. Czyżby MEN obawiało się, że jeśli dzieci poczują się zbyt bezpiecznie, a na dodatek posiądą jeszcze zdolność rozumienia i akceptacji tego, co się dzieje wokół nas, to nie będą już chciały być dobrymi patriotami?

Polska przoduje… w homofobii

Teoretycznie bycie patriotą nie wyklucza posiadania poczucia sensu ani zrozumienia otaczającego nas świata, więc być może więcej o nowej wizji edukacji powie nam to, że z wymagań wobec szkół zniknął również zapis o tym, że „w szkole lub placówce są realizowane działania antydyskryminacyjne”. Choć organizacje zajmując się edukacją antydyskryminacyjną od lat alarmują, że działania w tym zakresie organizowane w polskich szkołach są wyrywkowe i niewystarczające, to nawet i one najwyraźniej zdaniem MEN zagrażają kształtowaniu się postaw młodych obywateli.

Wprowadzony w 2015 roku, czyli pewnie jakieś dwadzieścia lat za późno, zapis o edukacji antydyskryminacyjnej służyć miał walce z uprzedzeniami ze względu na płeć, orientację seksualną, wiek, niepełnosprawność, pochodzenie oraz wyznanie. Niestety, nie da się walczyć z uprzedzeniami nie tłumacząc, że ludzie innych orientacji seksualnych są tacy sami jak my i należą im się takie same prawa, a na wpuszczanie tego rodzaju homoseksualnej propagandy do placówek edukacyjnych nie może być miejsca w katolickiej Polsce. Przy okazji stracą też kobiety, osoby niepełnosprawne, czy wszystkie inne potencjalne ofiary dyskryminacji, ale przynajmniej oszczędzimy dzieciom w szkole homopropagandy. Katolicy z Prawa i Sprawiedliwości są gotowi wiele poświęcić, żeby tylko dzieci nie musiały oglądać gejów.

Wiara i szyderstwo [polemika z Krzysztofem Vargą]

Gdy ma się takie priorytety, można się oczywiście nie przejmować, że Instytut Badań Edukacyjnych, jednostka podległa administracji rządowej, w swoim raporcie jeszcze z 2010 roku podawał, że „system edukacji w Polsce przyczynia się do reprodukowania nierówności. Proces wykluczenia społecznego powoduje nie tylko bieda, czy niski status społeczny rodziców, lecz także negatywne postawy wobec grup czy zbiorowości uważanych za «inne». Obojętność wobec niepełnosprawności czy nieprzychylność wobec grup mniejszościowych można także przypisać niewiedzy, będącej konsekwencją braku należytej edukacji”.

Od tamtego czasu sytuacja się nie poprawiała. W grudniu 2015 roku ukazał się alarmujący raport Towarzystwa Edukacji Antydyskryminacyjnej „Ostatni dzwonek”. Zebrane w nim doniesienia prasowe przypominają choćby sprawę Dominika z Bieżunia, zadania z matematyki o tym, ilu uchodźców należy zrzucić z tratwy, czy dzieciaków wyzywających się „ty, imigrancie”. Raport jest również całościową krytyką polityki państwa, które na chyba żadnych szczeblach edukacji nie wprowadza rzetelnie w życie konstytucyjnego zapisu „nikt nie może być dyskryminowany z jakiejkolwiek przyczyny”. Skoro nawet rządy PO miały problem z realizacją tego postulatu, to przy planowanej zmianie konstytucji proponowałbym go urealnić i zmienić na cytat ze znanego Polaka: „zawsze się trochę gwałci”. Może nie jest to do końca politycznie poprawne, ale za to byłoby znacznie bardziej prawdziwe, jeśli chodzi o stosunek PiSu do edukacji.

Po publikacji raportu, który zawierał kilkanaście rekomendacji, co należałoby zrobić, żeby polskie dzieci bardziej akceptowały inność i grupy mniejszościowe, 58 organizacji, grup i partnerów społecznych tworzących Koalicję na rzecz Edukacji Antydyskryminacyjnej wystosowało list do Minister Edukacji Narodowej z prośbą o spotkanie. Proponowano w nim wprowadzenie kursów doszkalających dla nauczycieli oraz tematu przeciwdziałania dyskryminacji do standardów kształcenia i kilka innych rzeczy, które powinny być standardem w nowoczesnym państwie. Ministerstwo na list nie odpowiedziało i do spotkania oczywiście nie doszło. Ministerka edukacji Anna Zalewska sama przez wiele lat była nauczycielką, więc wie, że żadnych rekomendacji ani dokształcania nie potrzebuje. Wszystko, co ważne, powiedzieli jej już w parafii i na Nowogrodzkiej. Skoro nie przejmuje się setkami tysięcy podpisów w sprawie reformy edukacji, dlaczego miałaby się spotykać z jakimiś organizacjami, które chciałyby, żeby wszystkie dzieci czuły się w szkole bezpiecznie?

Ale czy można się czegoś innego spodziewać po minister Zalewskiej? Zawsze, gdy myślę o pani minister, przypomina mi się jej zacięta mina, gdy wraz z narodowo-katolicką bojówką wykrzykującą w stronę aktorów hasła „sataniści”, czy „stop lewackiej propagandzie” skutecznie zerwała czytanie sztuki Golgota Piknic w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu. Jak z dyskryminacją może walczyć ktoś, kto sam aktywnie dyskryminuje artystów? O ile jednak artyści mają różne środki obrony i możliwości działania, o tyle dzieci w szkole nie zawsze. Gdy umrze kolejny Dominik, wyślemy mu na pogrzeb księdza z kazaniem przestrzegającym inne dzieci przed zgubną promocją homoseksualizmu.

Wydawałoby się, że we współczesnym, błyskawicznie zmieniający się świecie, musimy być otwarci na zmiany, otwarci na ludzi, którzy są inni niż my. Tymczasem w Polsce nie jesteśmy w stanie się nawet zgodzić, żeby standardem było przeciwdziałanie dyskryminacji. Niestety nie jesteśmy w stanie się na to zgodzić, bo Prawo i Sprawiedliwość nie tylko musi się domagać słusznej dyskryminacji wobec osób o orientacji homoseksualnej, ale też buduje swój kapitał polityczny na lęku przed imigrantami i uchodźcami. Ich też trzeba trochę dyskryminować. Podobnie zresztą jak kobiety, które też powinny znać swoje miejsce. Niepełnosprawni dostają tutaj rykosztem, bo przecież ani nauka katolicka, ani patriotyczna nie ma chyba nic przeciwko osobom z niepełnosprawnościami. Czasem jednak trzeba poświęcić pewne grupy, żeby zachować tożsamość i spójność narodową. I tylko dzieci żal. Choć z drugiej strony pewnie już dziś dzieci więcej się uczą ze smartfonów niż z podstawy programowej. Jak bardzo PiS by się nie starał, żeby dzieci nie czuły się w szkole bezpiecznie i nie rozumiały zbyt wiele z otaczającego świata, to ten świat jest na wyciągnięcie ręki. Kiedyś poznają jakiś „innych”, którzy okażą się tacy sami jak oni. I będą miały żal do szkoły, że ich tego nie nauczyła. Ale kto wie, może z tego żalu zagłosują na kogoś, kto będzie próbował zrozumieć coś więcej z tego, co się dzieje w wokół nas. Na przykład, że „inni” i „obcy” mogą dać nam więcej niż zabrać.

Podpisz petycję na naszademokracja.pl

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista. Autor dwóch książek z wierszami ("Reklama" oraz "Życie na gorąco"), powieści ("Stosunek seksualny nie istnieje", "Janusz Hrystus, "Dobry troll") i zbioru felietonów "Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu". Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Poza tym, fajnie byłoby gdyby ktoś w końcu zauważył, że Gejowie itp bynajmniej nie są jedyną grupą opresjonowaną przez tzw. społeczeństwo. Np. studiując jakiś bardziej "modny" kierunek można przyznać się do odmiennych preferencji łożkowych, i w sumie nie skutkuje to żadnym ostracyzmem, ale jeśli ktoś wspomni np. o tym, że ma zaburzenia osobowości i chodzi na psychoterapię albo nawet raz nie zasłoni blizn po samookaleczaniach, to wszyscy nie dość, że odwracają się od niego, jakby miał trąd ale zaczynają podejmować próby w celu uprzykrzenia temu komuś życia. Na dodatek, taki hipotetyczny student musi użerać się nie tylko z innymi studentami, którzy różnymi sposobami starają mu się zaszkodzić, ale również z częścią "kadry naukowej" i to nawet na tych wydziałach, gdzie, wydawałoby się, owa kadra powinna prezentować jako taki poziom intelektualny(filozofia, psychologia, kognitywistyka) i nawet wówczas, jeśli ów student jest bez wątpienia najzdolniejszym osobnikiem na całym roku i na półce pt. "przeczytane i zrozumiane" może postawić dzieła takich autorów, jak Nietzsche, Jaspers, Szestow, Marcel czy Bierdiajew, podczas gdy gnębiący go plebs nie posiada nawet 1/50 jego erudycji, elo. Zasadniczo, w przypadku gdy taki student jest narcyzem-socjopatą, który patrzy na innych z mieszaniną pogardy i rozbawienia, nie dzieje się nic szczególnie złego. Gorzej, że w takiej sytuacji może znaleźć się też na przykład cicha dziewczyna z nerwicą lekową, niezbyt śmiały chłopak z jakimiś bliżej nieokreślonymi problemami osobowościowymi i tak dalej. Wtedy plebs wyczuwa krew i prędzej czy później taka osoba albo rezygnuje ze studiów, albo zaczyna w jakiś rozpaczliwy, nieumiejętny sposób bronić swojej godności, co przeważnie stanowi dla plebsu tylko dodatkową zachętę. I wcale nie jest tak, że wśród gnębiących znajdują się tylko jednostki wychowywane w tradycyjny, katolicki sposób: to często są też kolesie z tunelami w uszach, którzy w "polubionych" na fejsbuku mają stronki w rodzaju "maoizm-zandbergyzm"(czy jakoś tak) albo biegle mówiące trzema językami dziewczęta z bogatych domów, co wskazuje na to, że tzw. lewicowa walka z uprzedzeniami czy edukacja antydyskryminacyjna mają, najdelikatniej mówiąc, pewne luki.

Korekta obywatelska. Nie: Kiedyś poznają jakiś „innych”. Tak: "Kiedyś poznają jakichś „innych”.

Zenobiusz Hayek

Niestety zarówno lewica jak i prawica popełniają ten sam grzech - nie potrafią oddzielić państwa od społeczeństwa. Rolą państwa nie powinno być ideologiczne pranie mózgu młodego człowieka, ani poprzez "wychowanie patriotyczne" ani poprzez "edukację dyskryminacyjną". Od kształtowania norm społecznych i właściwych postaw jest społeczeństwo, a głównie rodzina. Państwo powinno interweniować dopiero wtedy, gdy ktoś te normy wyraźnie przekracza stosując przemoc. Ktoś może powiedzieć że 'edukacja antydyskryminacyjna' ma niewiele wspólnego z ideologią. Nie czarujmy się - to nieprawda. Np. feministyczne pitolenie o tym, że "przemoc wobec kobiet jest wyrazem historycznie nierównych relacji władzy między kobietami a mężczyznami, które doprowadziły do dominacji mężczyzn i dyskryminacji kobiet oraz stanęły na drodze do pełnego rozwoju kobiet" to jedynie ideologia. Jeśli lewica wyobraża sobie, że będzie wykorzystywać edukację antydyskryminacyjną czy seksualną do wychowywania armii młodych żołnierzy gotowych do walki z wyimaginowanym patriarchatem to srogo się zawiedzie.

Krzysztof Mazur

Czytałem całego Hayeka i muszę go bronić przed 'Zenobiuszem Hayekiem'. Hayek zgodziłby się, że szkoła jest częścią społeczeństwa i powinna oddziaływać na wychowanie młodych ludzi, w tym zapobiegać dyskryminacji. Co nie znaczy, że programy nauczania ma szczegółowo układać ministerstwo, ani nie oznacza poparcia dla feministycznych pomysłów na zrównywanie płci, np. parytetów.

Dobrze powiedziane

Muszę sam stworzyć własną religię. Nie ma innego wyjścia.

Proponuję Kościól imienia Testovirona. To mogłoby chwycić.

Jasiu, gnębienie "innych" to polska tradycja, tak samo jak wyrzucanie śmieci w lasach, grillowanie na balkonie czy szczanie do morskiej wody, a tradycja to rzecz święta!

Nasza działalność jest możliwa dzięki ludziom takim, jak Ty.Wspieraj nas!