Świat

Społeczeństwo zmęczenia

Dziś miejsce zakazów zajęła presja na osiągnięcia. Miejsce szaleńców zajęli nieudacznicy i ludzie wypaleni.

Każda epoka ma swoje dominujące choroby. I tak mieliśmy kiedyś epokę bakterii, która jednak skończyła się wraz z wynalezieniem antybiotyków. Mimo nieuchwytnego lęku przed pandemią grypy, nie żyjemy dziś również w epoce wirusów. Dzięki technologiom wspomagania odporności mamy ją już za sobą. Nasz nowy wiek XXI to, patrząc z perspektywy patologii, nie tyle wiek bakterii czy wirusów, ile wiek neuronów. To choroby układu nerwowego, takie jak depresja, zespół nadpobudliwości z deficytem uwagi (ADHD), zaburzenie osobowości typu borderline czy syndrom wypalenia zawodowego wypełniają krajobraz patologii rozpoczynającego się XXI stulecia. […]

Poza społeczeństwem dyscyplinarnym

Społeczeństwo współczesne nie jest już Foucaultowskim społeczeństwem dyscyplinarnym złożonym ze szpitali, domów dla obłąkanych, więzień, koszar i fabryk. Jego miejsce już od dłuższego czasu zajmuje inne – społeczeństwo klubów fitness, biurowców, banków, lotnisk, centrów handlowych i laboratoriów genetycznych. Społeczeństwo XXI wieku nie jest już więc społeczeństwem dyscypliny, lecz społeczeństwem osiągnięć. Jego mieszkańców nie nazywamy już „podmiotami posłuszeństwa”, lecz podmiotami osiągnięć. To menadżerowie samych siebie. Mury instytucji dyscyplinarnych, które odgradzały normalne od nienormalnego, wydają się dziś anachroniczne. Foucaultowska analityka władzy nie jest w stanie opisać zmian psychologicznych i topologicznych, jakie dokonały się w związku z przejściem od społeczeństwa dyscyplinarnego do społeczeństwa osiągnięć. Używane często pojęcie „społeczeństwa kontroli” również nie oddaje tych zmian; zawiera w sobie wciąż zbyt wiele negatywności.

Społeczeństwo dyscyplinarne to społeczeństwo negatywności. Określa je negatywność zakazu. Dominuje w nim fraza „nie wolno”, przy czym słowu „należy” również odpowiada negatywność, związana z przymusem. Społeczeństwo osiągnięć wyzbywa się coraz bardziej tej negatywności, znosi ją postępująca deregulacja. Pozytywną frazą społeczeństwa osiągnięć jest nieograniczone „móc”. Pierwsza osoba liczby mnogiej jego afirmacji – Yes, we can – wyraża właśnie pozytywny charakter takiego społeczeństwa. W miejsce zakazu, nakazu czy reguły wchodzą projekt, inicjatywa i motywacja. Społeczeństwo dyscyplinarne jest jeszcze opanowane przez „nie”, a jego negatywność generuje szaleńców i przestępców. Społeczeństwo osiągnięć produkuje za to ludzi z depresją i nieudaczników.

Zmiana paradygmatu od społeczeństwa dyscyplinarnego do społeczeństwa osiągnięć na jednym poziomie zachowuje pewną ciągłość. Społeczną nieświadomość zamieszkuje mianowicie wyraźne dążenie do maksymalizacji produkcji. Od pewnego poziomu wydajności techniki dyscyplinujące czy szerzej: negatywny schemat zakazu, szybko dochodzą jednak do swoich granic. Aby móc dalej zwiększać wydajność, paradygmat społeczeństwa dyscyplinarnego musi ustąpić paradygmatowi osiągnięć, czy inaczej: pozytywnemu schematowi możliwości. Po prostu od pewnego poziomu wydajności negatywność zakazu działa blokująco i uniemożliwia jej dalszy wzrost.

Społeczeństwo dyscyplinarne jest jeszcze opanowane przez „nie”, a jego negatywność generuje szaleńców i przestępców. Społeczeństwo osiągnięć produkuje za to ludzi z depresją i nieudaczników.

Pozytywność możliwości jest dużo bardziej wydajna niż negatywność powinności. W ten sposób społeczna nieświadomość przełącza się z powinności na możliwość. Podmiot osiągnięć jest szybszy i bardziej produktywny od podmiotu posłuszeństwa. Możliwość nie unieważnia jednak powinności. Podmiot osiągnięć pozostaje wciąż zdyscyplinowany, tyle że stadium dyscyplinarne ma już za sobą. Możliwość dalej podnosi poziom wydajności, który wcześniej udało się uzyskać dzięki technikom dyscyplinarnym poprzez imperatyw powinności. Z punktu widzenia wzrostu wydajności między powinnością a możliwością nie dokonuje się zatem zerwanie, lecz występuje ciągłość.

Alain Ehrenberg umiejscawia depresję właśnie w tym przejściu od społeczeństwa dyscyplinarnego do społeczeństwa osiągnięć:

kariera depresji rozpoczyna się wówczas, kiedy dyscyplinarny model sterowania zachowaniem, który w autorytarny sposób – metodą zakazów – przypisywał odpowiednie role klasom społecznym i obydwu płciom, ustępuje na rzecz normy, która nakłania każdego do powzięcia osobistej inicjatywy: zobowiązuje nas do bycia sobą (…). Człowiek w depresji jest nie w formie, jest wyczerpany wysiłkiem stawania się sobą[1].

Problematyczne jest jednak to, że Ehrenberg ujmuje depresję wyłącznie z perspektywy ekonomii ego. Depresję wywołuje tu społeczny imperatyw, aby należeć wyłącznie do siebie. Depresja to zatem patologiczny objaw niepowodzenia człowieka późnej nowoczesności w stawaniu się samym sobą. Do depresji jednak prowadzi też niedostatek więzi, charakterystyczny dla rosnącej fragmentacji i atomizacji społecznej, a o tym aspekcie Ehrenberg nie mówi. Nie zauważa on również immanentnej dla społeczeństwa osiągnięć przemocy systemowej, która wywołuje zaburzenia psychiczne. To nie sam imperatyw „bycia sobą”, lecz presja na osiągnięcia wywołuje depresję z wyczerpania. Z takiej perspektywy syndrom wypalenia nie jest więc ekspresją wyczerpanego ego, lecz raczej wyczerpanej, wypalonej duszy. Zdaniem Ehrenberga depresja rozprzestrzenia się tam, gdzie nakazy i zakazy społeczeństwa dyscyplinarnego ustępują odpowiedzialności za siebie i inicjatywie. W rzeczywistości jednak chorym nie czyni nas nadmiar odpowiedzialności i inicjatywy, lecz nakaz osiągnięć będący nowym imperatywem społeczeństwa pracowników późnej nowoczesności.

Depresja rozprzestrzenia się tam, gdzie nakazy i zakazy społeczeństwa dyscyplinarnego ustępują odpowiedzialności za siebie i inicjatywie.

Alain Ehrenberg fałszywie zatem zrównuje współczesny typ ludzki z człowiekiem suwerennym Nietzschego: „człowiek suwerenny, na podobieństwo samego siebie, którego nadejście obwieścił Nietzsche, wkrótce stanie się rzeczywistością na skalę masową. Nie stoi nad nim nic, co mogłoby mu powiedzieć, kim ma być, gdyż uważa on, że należy tylko do siebie”[2]. A to przecież Nietzsche powiedziałby, że ten nowy typ człowieka, który ma stać się rzeczywistością na skalę masową, to nie żaden suwerenny nadczłowiek, lecz ostatni człowiek, który jedynie pracuje[3]. Nowemu typowi człowieka, bezbronnie wystawionemu na nadmiar pozytywności, brakuje jakiejkolwiek suwerenności. Człowiek w depresji to animal laborans, które samo siebie wyzyskuje, tyle że dobrowolnie, bez zewnętrznego przymusu, staje się katem i ofiarą jednocześnie. Ego w ścisłym sensie to wciąż jeszcze kategoria immunologiczna. Depresja wymyka się jednak wszelkim schematom immunologicznym. Przychodzi wówczas, gdy podmiot osiągnięć nie może już móc. Jest ona zmęczeniem twórczością i możliwością. Skarga jednostki będącej w depresji: „nic nie jest możliwe” możliwa jest tylko w społeczeństwie wierzącym, że tak naprawdę nic nie jest niemożliwe. Nie móc już móc – to prowadzi do niszczących samooskarżeń i do autoagresji. Podmiot osiągnięć jest w stanie wojny z samym sobą. Człowiek w depresji to inwalida takiej wewnętrznej wojny. Depresja jest chorobą społeczeństwa, które cierpi na nadmiar pozytywności. Jest lustrzanym odbiciem ludzkości, która sama ze sobą toczy wojnę.

Podmiot osiągnięć jest wolny od zewnętrznej instancji panowania, która zmuszałaby go do pracy czy wyzyskiwała w sposób bezpośredni. Jest panem i władcą samego siebie. W tym sensie nie jest podporządkowany, ewentualnie samemu sobie. Tym właśnie różni się od podmiotu posłuszeństwa. Upadek instancji panowania nie prowadzi jednak do wolności, powoduje raczej stopienie się wolności i przymusu. Wówczas podmiot osiągnięć ulega wolności przymuszającej czy raczej wolnemu przymusowi maksymalizacji osiągnięć[4]. Nadmiar pracy i osiągnięć przeradza się w samowyzysk. Jest on bardziej wydajny niż wyzysk zewnętrzny, gdyż łączy się z poczuciem wolności. Wyzyskujący jest jednocześnie wyzyskiwanym, a więc sprawca i ofiara nie dają się już od siebie odróżnić. Ta autoreferencyjność generuje paradoksalną wolność, która na gruncie immanentnych jej struktur przymusu zamienia się w przemoc. Choroby psychiczne społeczeństwa osiągnięć to właśnie patologiczne manifestacje tej paradoksalnej wolności.

przełożył Michał Sutowski

© MSB Matthes & Seitz Berlin Verlagsgesellschaft mbH, Berlin 2010. All rights reserved. Całość eseju Byung-Chul Hana w najnowszym numerze Krytyki Politycznej Znudzeni, zmęczeni, wściekli.

 

[1]           Alain Ehrenberg, Das erschöpfte Selbst. Depression und Gesellschaft in der Gegenwart, Frankfurt a. M. 2008, s. 14.

[2]           Tamże, s. 155.

[3]          Nietzscheański ostatni człowiek wynosi zdrowie do rangi bogini: „zdrowie ceni się ponad wszystko. «Myśmy szczęście wynaleźli» – mówią ostatni ludzie i mrużą oczy”. Fryderyk Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra. Książka dla wszystkich i dla nikogo, przeł. Wacław Berent, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 1995, s. 14.

[4]          Wolność we właściwym sensie jest związana z negatywnością. To zawsze wolność od przymusu, który pochodzi od immunologicznego innego. Tam, gdzie negatywność ustępuje miejsca nadmiarowi pozytywności, zanika również nacisk na wolność, która dialektycznie wypływa z zanegowania negacji.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

To rozróżnienie na Foucaultowskie społ. dyscyplinarne i społ. osiągnięć jest zupełnie sztuczne. Ostatecznie za nieprzestrzeganiem imperatywu osiągnięć stoją poważne sankcje, środki... dyscyplinując właśnie. Tu "nie ma" loserów, tak jak w PRL "nie było" np. niepełnosprawnych. Diagnozy Foucaulta wciąż aktualne, z tym, że rolę dozorców w panoptykonie pełnią współwięźniowie.

Wirklicher Geheimrat

Nudna i długa dygresja: "Społeczeństwo dyscyplinarne" to nie społeczeństwo, w którym panuje dyscyplina, bo tak szerokie pojęcie odnosiłoby się do każdej społeczności (w zasadzie nie różniłoby od przymusu wywieranego przez dowolny"fakt społeczny", jaki opisywał Durkheima w swoim uzasadnieniu dla socjologii jako odrębnej nauki). Jeśli o coś chodziło Foucault, to raczej o analizowanie władzy, a dokładnie tego, jak działa władza, w jakim miejscu i jak organizuje miejsce swojego działania i wreszcie jakie przez to jednostki wytwarza (a nie czym jest władza, czym jest społeczeństwo). Tak więc kiedy pisał o dyscyplinarnym społ., odnosił się raczej do nowego zjawiska z przełomu XVIII/XIX w., gdy populacje zaczęto zamykać w "miejscach odosobnienia" (szpital, więzienie, szkoła, fabryka etc) i właśnie w tych miejscach poddawać je technikom dyscyplinarnym typowym dla tej formacji (regulamin, egzamin, inne normalizujące pierdoły; co ważne, techniki te wywodziły się z wojska i nieprzypadkowo był to okres powszechnej mobilizacji i skoszarowania). Szpitale, szkoły wciąż istnieją, tak samo jak dawne techniki z nimi związane, ale nie potrzeba już "zamykać" populacji i wiązać władzę z ww. miejscami, co wręcz próbuje się je "otwierać" i rozprzestrzeniać (szkoła już nie jest miejscem koszarowym i blokiem czasowym, przez jaki dana jednostka musi przejść i zostawić za sobą, staje się nieustannym szkoleniem albo "życiem jako nauką").
A jeśli coś zarzucać pojęciu społ osiągnięć (zresztą po tak krótkim frag. ciężko oceniać), to raczej, że nie widać tu analizy mitu merytokratycznego, zgodnie z którym każdy/każda jest oceniana tylko ze wzg. na swoje osiągnięcia, a przede wszystkim skorelowanego z nim ekon. mitu produktywności krańcowej, który sprowadza się do konkluzji, iż "rynek" właściwie wycenia daną pracę. Można wysunąć tezę, że wyczerpanie przeżywane indywidualne jest skorelowane z wyczerpaniem tej ideologii jako uzasadnieniem dla obecnych rosnących nierówności, mówiąc prościej, że na naszych oczach odtwarza się, rzecz jasna w tzw. krajach rozwiniętych, klasyczne społeczeństwo kapitalistyczne z jego silnymi klasowymi podziałami (na koniec jeszcze 1 dygresja: paradoksalnie, samo pojęcie "merytokracji" zostało stworzone przez brytyjskiego socjologa w latach 60 i miało wprost negatywną konotację; była to krytyka strategii P. Pracy, która zarzuciła klasowy, vel. solidarnościowy etos na rzecz mitu indywidualnego).

inny krzysztof

upraszczając - czy orientacja na cele i osiągnięcia jest czym innym niż wyścig szczurów? Czy wypadniecie albo przegrana w tym wyścigu nie jest przypadkiem od dawana uważana za przyczynę ”wielkomiejskiej depresji”? (poza takimi przyczynami jak alienacja - co jest z resztą zaznaczone jako niedostatek więzi) .
Bo mam wrażenie iż autor streszcza opinie i poglądy które są mimo wszystko dość powszechne.