Czytaj dalej

Dajcie chłopu siedzieć w domu

Oskarżanie Świetlickiego o pracę na rzecz faszystów i kapitalistów, stawianie go obok Trumpa i Kukiza jest nie tylko przesadą, ale też niebezpieczną praktyką, która uderza właściwie we wszystkich poza skrajną prawicą.

Maja Staśko odkryła, że Marcin Świetlicki nie jest poetą zaangażowanym, co więcej, jest poetą, który ostentacyjnie ucieka przed rzeczywistością, nie lubi podróży, nie chce, żeby go angażowano do żadnej sprawy. A może jednak chce, trochę jest przekorny, może żenujący, trochę się kryguje, napisze wiersz o Bronisławie Komorowskim, napisze też o Andrzeju Dudzie i Kindze Dunin. Dlaczego? Bo może. I ja to szanuję.

Niepokorny poeta polityczny znów broi [zobacz memy]

Można Marcina Świetlickiego traktować jako relikt przeszłości, można go nie czytać i krytykować. Większość z nas, byłych studentek i studentów filologii polskiej, nie czyta już wierszy o papierosach i nie słucha Świetlików, czasem przypominamy sobie wersy Świetlickiego i za chwilę o nim zapominamy. Może stał się trochę tym wujkiem na weselu czy imieninach, którego wszyscy znamy i w sumie lubimy, ale wiemy, że śpiewa melodie przeszłości i raczej nie powie nam nic nowego. Oskarżanie poety o pracę na rzecz faszystów i kapitalistów, stawianie go obok Trumpa i Kukiza jest nie tylko przesadą, ale też niebezpieczną praktyką, która uderza właściwie we wszystkich poza skrajną prawicą.

Maja Staśko zarzuca Świetlickiemu, że swoim nowym tomiku pisze o tym, że siedzi w domu i wychodzi z psem, że w swoich starych wierszach, pisząc o Polsce jako dziwce, popularyzował gwałt i przemoc domową, że coś tam mówił w wywiadach, i dogryza mu, że ostatnio nie był nominowany do żadnej nagrody, więc nie mógł dla odmiany jej nie przyjąć (można zacytować jednego białego, heteroseksualnego mężczyznę i stwierdzić, że niekochany nie zdradza).

Nietrudno zauważyć, że w poezji Świetlickiego nigdy nie było pracy, społeczeństwa, problemów innych niż jego własne. Świat jego poezji to eskapizm, indywidualizm, knajpa, mieszkanie i Kraków, jednym słowem „ludzie to nie ty”. Rzeczywistość (pieniądze, buddyzm, materializm) to zła sroka, jak pisze autor, która atakuje i niszczy. Świetlicki to poeta, który żyje nie wiadomo z czego, leży na łóżku, pali papierosy, zakłada sweter i po prostu jest, tak jak w filmie Małżowina Wojciecha Smarzowskiego, bo tak przez lata wszyscy wyobrażaliśmy sobie „bycie poetą”.

Nie ma w tej rzeczywistości takich problemów jak umowa zlecenie, nie było wtedy takiego słowa jak prekariat, tutaj nie Głód Knuta Hamsuna (ten to dopiero był faszysta), to wszystko niegodne i małe, grzyb robak. Kobieta odchodzi, przychodzi, śmierć ma kobiece imię, trudno w kontekście tej poezji mówić o prawach i rolach, tu raczej ścierają się słabości i lęki.

Można pewnie zarzucić Świetlickiemu kicz, można nie lubić poezji stricte niezaangażowanej (stary Świetlicki) i reagująco-obrażonej (nowy i to tylko częściowo), ale oskarżenia, które padają w tekście Mai Staśko, i porównania, które Staśko stosuje, to chyba za dużo. Poeci mierzą się frazą Świetlickiego od lat, szukają swojego języka (i go znajdują), który będzie mówił o bardziej realnych problemach i wypowiadał się z wielu perspektyw. I bardzo dobrze, i trzeba ich czytać, bo w poezji współczesnych, młodych poetek i poetów odbija się to, co boli teraz.

Warkoczami: wiersze wybrane

Świetlicki w swojej ostatniej twórczości popełnił jednak przykry błąd. Zaczął się bronić, odcinać, odpowiadać na pytania, nawiązywać do aktualnych wątków politycznych, odpowiadać na zarzuty. I tutaj zaczyna się nasza wina, tak zwanej lewicy, która w każdym, którego poezja nam się nie podoba, który staje się mało aktualny, widzi faszystę, rasistę i zboczeńca.

Ogólnie autorka zgadza się ze Świetlickim, że jego wiersze nie powinny być na liście lektur, ona twierdzi, że poeta propaguje seksizm, on po prostu nie chce. Nic mu się nie podoba, nigdzie nie był, no dobra, był we Francji. Nie podobało mu się. Czy taka pozycja jest naprawdę aż tak karygodna? Świetlicki staje się podobny do ciot z Lubiewa, które nie interesowały się rzeczywistością, chciały sobie spokojnie żyć i nigdy nie miały nic wspólnego z opozycją. I nawet podejście Świetlickiego przypomina ciotowskie „Co ja dziadówka z torebką na wielki kapitał?”. Czyli pewną rezygnację zmieszaną z egoizmem.

Świetlicki staje się podobny do ciot z Lubiewa, które nie interesowały się rzeczywistością, chciały sobie spokojnie żyć i nigdy nie miały nic wspólnego z opozycją.

Gdzie kończy się wolność autora? I czy naprawdę musimy Świetlickiego robić swoim wrogiem? Czy naprawdę chłopaki czytający jego wiersze stają się ONR-owcami i gwałcicielami? A może powinniśmy docenić, że nawet jeśli Świetlicki krytykuje znienawidzoną przez siebie „polityczną poprawność”, feminizm i lewicę (chociaż nie znajdziemy u niego krytyki żadnych feministycznych i lewicowych postulatów, nie znajdziemy pochwały żadnego faszyzmu ani kapitalizmu, realnej homofobii, a raczej złość na tak zwane lewicowe środowisko), to jednak uważa te zjawiska za tematy, do których współcześnie trzeba się odnieść. W końcu ilu starych poetów (może trzeba dopuścić do siebie tę myśl, że Marcin Świetlicki już nie jest młody) pisze wiersz o parytecie? Wiersz, w którym Maja Staśko nie dostrzegła kryjącej się złośliwości. Bo słowo „kobieto” pada w tym wierszu celowo, nie ma imienia i nie będzie (chociaż w innych wierszach Świetlickiego kobiece imiona i postaci się pojawiają), bo przecież właśnie o płeć tu chodzi. Świetlicki jest tu ironiczny, można nie lubić ironii (ja nie lubię), krytykować „postmodernistyczną liberalną ironistkę”, ale trzeba ją rozumieć i umieć obnażyć. Podobnie jak teksty poety o rasizmie w kontekście ras psów nie są lekceważeniem problemu, ale sprowadzaniem do absurdu zarzutów.

„Uważaj, ważny cytat!” – Drath i Majmurek o tym, kto i czego (nie) uczy licealistów

Nie wiem, jak wygląda stan konta Marcina Świetlickiego, ale naprawdę nie jestem pewna, czy nazywanie poety z Krakowa beneficjentem kapitalizmu to nie jest za dużo. Może na tle barmanek pracujących na umowę zlecenie (albo i nie, albo na czarno) Świetlicki jest uprzywilejowany – to on płaci, stać go na piwo. Wierzę, że nie jest jednak największym symbolem kapitalizmu i pierwszym wrogiem współczesnej lewicy. No i niestety: jest heteroseksualnym, białym, mężczyzną. Czy naprawdę będąc w tej roli, nie można już pisać poezji?

Warto nie tylko zastanowić się, na ile pozycja, którą zajmujemy, kształtuje naszą twórczość, ale też wyciągnąć z tego wnioski. Nie wiem czemu, ale od razu przypomniał mi się napis na murze „Byt określa świadomość” z dopiskiem „I vice versa chuju”. Gdyby tak przeanalizować biogramy współczesnych poetów i twórców, nawet tych lewicowych i zaangażowanych, to większość z nich jest w lepszej sytuacji niż sprzątaczki, pracownicy ochrony (jeszcze w 2016 – 4 złote za godzinę), pracownice call-center. Poezję może pisać zarówno bogata właścicielka firmy, jak i barmanka, bezrobotny czy uprzywilejowany Świetlicki. I o to powinniśmy walczyć, jeśli już mówimy o poezji i lewicy.

Prawica będzie teraz oczywiście (i to już się dzieje) poklepywać Świetlickiego po plecach, tego Świetlickiego, który w wywiadzie dla wp.pl bez ogródek mówi, że ma serduszko po lewej stronie i że wszystko, co jest postępowe i rozwojowe, jest lewicowe. Mówi też, że zawsze staje w kontrze i jak słyszy coś poprawnego, to ma ochotę zrobić coś bardzo nie na miejscu, podobnie jak bohater Rzezi Polańskiego, który słuchając Jane Fondy, biegnie po plakat Ku Klux Klanu.

Maja Staśko wprost stwierdza, że Świetlicki „stoi po złej stronie” i w tym chyba tkwi problem, że w świecie, w którym trzeba stać po którejś ze stron, nie ma miejsca na zblazowanego Świetlickiego, który zawsze „jest na nie”, siedzi w domu, trochę przestał już być modny, trochę już tobół i można go po prostu „oddać” prawicy, bo gdzieś być musi. Faszystom i kapitalistom. Podobno 49 wierszy o wódce i papierosach to ich ulubiony tom.

Bio

Emilia Konwerska

| Publicystka, krytyczka literacka i filmowa
Doktor nauk humanistycznych w dyscyplinie literaturoznawstwo, publicystka, krytyczka literacka i filmowa. Współpracuje z "Magazynem Osiem Dziewięć" i "Krytyką Polityczną". Mieszka w Olsztynie.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Zabawna jest ta gównoburza o starego poetę, którego za 50 lat nikt nie będzie pamiętał(to nie Leśmian albo Miłosz czy inny Rilke, elo). Sami się w ten sposób demaskujecie. Może ten Świetlicki jest seksistowski i faszystowski, a może nie, ale na pewno jego istnienie jest zjawiskiem marginalnym i zupełnie nie ma wpływu na tę "rzeczywistość" społeczną, o której tyle gadacie. Nacjonaliści, kibole, "sztywne chłopaki' czy zwykłe Janusze naprawdę do niczego nie potrzebują takich Świetlickich, bo zwyczajnie nie wiedzą, kto to. Czy stary poeta zaczepiający krytyczkę literacką na jakimś spotkaniu to problem z zakresu dżender-patriarchat? Może. Ale realne problemy to kilku typów wykorzystującyc/gwałcących h pijaną albo ućpaną do nieptrzytomności studentkę na juwenaliach, i w obecności tłumu ludzi, którzy nic z tym nie robią((srsly, Szczecin 2017, tzw. Grzędy; nie byłem tego świadkiem, potem ktoś mi opowiedział, jakby co), albo koleś z dredami, który został tak obity przez dresiarstwo, że zamiast twarzy ma coś w rodzaju krwawego pasztetu. Te dwa światy nie mają sobą nic wspólnego i w żaden sposób się nie przenikają: literacki światek kawiarnianych pogawędek i dyskusji na jakichś spotkaniach a prawdziwy, Zły świat, w którym dzieją się naprawdę Złe rzeczy to dwie, całkiem odrębne dymensje, pomiędzy którymi nie ma żadnego kontaktu, nie mówiąc już o jakiejś hierarchii typu pan poeta coś pisze a prosty lud to bierze i wciela w czyn. Pytanie więc, po co właściwie ta kłótnia? Nie jestem psychologiem, ale gdybym miał się pobawić w amatorską psychoanalizę, to może jest tak, że skupianie się na tym w sumie przytulnym i raczej bezpiecznym kulturalno-litrrackim światku chroni Was przed tym większym, naprawdę Złym światem, w którym nagminnie zdarzają się zbiorowe gwałty, zabojstwa czy śmiertelne pobicia a, patrząc szerzej, również dekapitacje dokonywane przez latynoskie kartele lub czeczeńskich partyzantów, handel żywym towarem, narkomanię, prostytucję i tak dalej.

cuda się zdarzają! czuję to samo czytając te teksty - wszystkie te akademickie dywagacje dzieją się w oderwaniu od prawdziwego życia

Hesse z przeceny.

Kupilem wczoraj z przeceny 14,99 biografie Hessego w Leclercu. Dwa pierwsze rozdzialy przeczytalem jedzac kolacje przy stole. Ciekawe,ze do lat 60-tych uznawano go powszechnie za pisarza z trzeciej ligi,ktory interesuje tylko dorastajacych chlopcow. Prawa autorskie w USA odkupiono za symboliczne 2 k USD uznajac nabywce za frajera. Zdaniem biografa dopiero dzieci kwaity wyciagnely Hessego na gore. Wszak i one dorosly stajac sie powaznymi lobbystami Wilma stepowego DLA kolejnych chlopcow. Hesse przezyl mimo takiej reklamy. I git.

Hesse z III ligi? Przecież w 1946 dostał Nobla. Opublikowano korespondencję Hessego z Tomaszem Manem - ten uważał go za pisarza równego sobie.

poeta bez pięty

Nadtytuł "obrona Świetlickiego" powoduje, że mam ochotę wbić sobie widelec w tchawicę i przekręcić. Dżizas, co za kabotyństwo ! My młodzi, yntelektualnie sprawni lewicowcy mamy moc obalać i bronić starych bogów. Mamy moc obracać w pył i ocalać przed nicością. Atakujemy w słusznym klasowo-genderowym gniewie, ale mamy też moc i łaskawość by czasem powstrzymać rozszalałe rumaki naszych tytanicznych furii. Partia karze, ale miarą wielkości partii jest też, że czasem potrafi przyznać się do błędu i wybaczyć. Wprawdzie Świetlicki jest czasem wykorzystywany przez "faszystów i kapitalistów" (urocza jest ta zbitka znaczeniowa), ale w sumie stary jest i można ostatecznie machnąć ręką. Więc my temu pierdzielowi wielkodusznie wybaczymy. I te powyciągane swetry i łażenie po knajpach zamiast mieszania wegańskiej zupy w koszulce "pierdole, nie rodzę". A nawet to, że nie jest Sylwią Chutnik mu wybaczymy. Gdyby ten dwugłos pojawił się w gazetce szkolnej tworzonej przez młodzież maturalną to może by uszło. Ale wiadomo, że pod światłym zarządem czerwonego Sławka i Prosiaczka, nie ma już właściwie różnicy.

No ale skąd te emocję? Czyżby już się okazało, że Świetlicki "poetą wielkim był i kochać go trzeba". I ani krytykować ani bronić, tylko na kolana chamy. Ej sorry, nie jest to może pewna przesada? Może by tak na ziemię?

Fakt smutny jest jak trafnie zauwazyłeś taki Świetlicki nie jest Sylwią Chutnik, więc nadrabiał miną i pozą na "złego chłopca", gdzie mu talentu nie starcza. O tym jest poprzedni tekst trochę moim zdaniem przydługi, a że czasy powoli nastają takie, że poza na "złego chłopca" nie działa już niezawodnie, żeby udowodnić swiatu, że ktoś jest mądrzejszy, fajniejszy i źlejszy i liczyć się z nim trzeba bezwzlędnie, to powloli się image sypie. "Sad but true", jak śpiewał wieszcz. I nie pomoże tu nawet straszenie partią, bo czasy nastaja też takie że i partię mało kto pamięta.

A czy jak się image sypnie coś poza tym zostaje? Moim zdaniem niewiele, ale ktoś tam myśli inaczej, to sobie polemizuje i broni. No może ma prawo, zawsze w czymś może ktoś dostrzec coś.
Niemniej jendak należy utrzymać ten poziom trzeźwości, żeby zauważyć, że ze Słowackim nie mamy do czynienia. A jak nam się wydaje, że już tuż tuż, to jest niechybnie znak, że to powinno być nasze ostatnie piwo na dziś.

Wartość sztuki w ogolnosci nie moze byc redukowana do ocen pogladów artysty, publicznych lub prywatnych. Te poglady i ich ewentualne ozdwierciedlenie w sztuce, to ewentualny dodatek wazacy na recepcji utworu.

Jacek Wiaderny

Pani Anno, proszę iść być modernistką w innym wieku (sugeruję przełom XIX i XX, odnajdzie się tam Pani)