Kinga Dunin czyta

Dyskretna intymność, etno i lesbijki

tango

Wywiady czytamy z trochę wstydliwej, ale w końcu bardzo powszechnej i ludzkiej ciekawości, jak wygląda prywatne życie osoby znanej. Podobne oczekiwania rozmowa z Magdaleną Tulli spełnia w niewielkim stopniu. Kinga Dunin czyta rozmowę Justyny Dąbrowskiej z Magdaleną Tulli „Jaka piękna iluzja”, „Kartaginę” Joyce Carol Oates, „Kamień” Małgorzaty i Michała Kuźmińskich oraz „Bogów tanga” Caroliny de Robertis.

Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską, Jaka piękna iluzja, Znak 2017

Z dzieckiem jest jak z pudełkiem. Trudno wyjąć coś, czego się nie włożyło.

Tulli-Jaka-piekna-iluzjaWywiady czytamy z trochę wstydliwej, ale w końcu bardzo powszechnej i ludzkiej ciekawości, jak wygląda prywatne życie osoby znanej i innych osób, które ona zna. Oczywiście też znanych. Podobne oczekiwania rozmowa z Magdaleną Tulli spełnia w niewielkim stopniu. Jest w niej intymność, ale także bardzo precyzyjnie i świadomie zakreślone granice dyskrecji, chroniące prywatność pisarki. (Jednocześnie ma ona odwagę takie granice przekroczyć, kiedy np. opowiada o swoich porodach w domu).

Jak każda wypowiedź autobiograficzna, także ta jest pewnym konstruktem, w którym „autentyzm” jest swoistym środkiem literackim. Wiem, że narażam się tu autorce, która zżyma się na krytykę bardziej zainteresowaną formalnymi zaletami jej twórczości niż tym, co chciała nam powiedzieć. Nic na to nie poradzę, w Jak piękna iluzja widzę kolejną książkę Tulli, którą cenię też za dopracowaną formę, kompozycję, język. Jestem przekonana, że autorka redagowała ją i pracowała nad nią równie perfekcyjnie jak nad wszystkimi swoje powieściami.

Justyna Dąbrowska pełni w tej rozmowie rolę katalizatora, który ułatwia zwierzenia. Nie jest wywiadowczynią, która podpuszcza, drąży, wskazuje na niekonsekwencje, posługuje się własną wiedzą, żeby uzyskać jeszcze więcej, czy, co też w takich wywiadach się zdarza, eksponuje swoją osobę. Jeśli kieruje tą rozmową – to niewidzialną ręką. Jej pytania pozwalają Tulli po prostu mówić dalej, potwierdzają, że jest słuchana, czasem coś zrekapitulują. To nie jest zarzut! To piękny styl prowadzenia rozmowy, w której naprawdę daje się miejsce drugiej osobie.

No dobrze, zatem o czym jest ta książka? O wyobcowaniu. Takim najprostszym do wypowiedzenia: sytuacji dziecka wychowywanego w innym kraju albo nieradzącego sobie w szkole. O kłopotach z komunikacją z innymi ludźmi. I o tym, jak bardzo ci inni są nam niezbędni, nawet na przysłowiowej bezludnej wyspie – jako punkt odniesienia. O tym, że to dzieci mogą nas wyprowadzić w świat relacji z innymi, wychować. „To dzieci biorą nas na wychowanie”. Jest w tym bardzo dużo racji, oczywiście, o ile pozwolimy się wychowywać. O tym, że chcemy być wysłuchani i zrozumiani przez innych, np. także przez czytelników czy krytyków. Widać, jak trudno było Tulli pogodzić się z nietrafioną recepcją – mimo pochwał – jej pierwszych książek, a ile satysfakcji dały jej Włoskie szpilki i Szum, powieści z elementami autobiograficznymi i bardziej klasyczną narracją, które zdobyły serca odbiorców. (Ja wciąż wolę te wcześniejsze, których pewno nie zrozumiałam).

To dzieci mogą nas wyprowadzić w świat relacji z innymi, wychować.

Jest w tych wyznaniach obecny jeszcze inny wymiar wyobcowania, najbardziej podstawowy i egzystencjalny – poczucie, że może świat nie jest taki, jak się nam wydaje. I nie chodzi tu tylko o zagadki fizyki kwantowej. A czy świat jest tylko piękną iluzją? Czasem mogłaby być piękniejsza.

Ujmująca jest uważność i samoswojość bycia Tulli w świecie. I dojrzałość, czyli poczucie, że udało się jej skomunikować ze sobą, ze światem, uporządkować, co się da, pogodzić z nieuporządkowaniem i cieszyć się życiem (np. muzyką, sprawnością fizyczną), które jeszcze pozostało. Aby to osiągnąć czasem też trzeba wybaczyć sobie i przeprosić innych.

Mądrze i ciekawie panie rozmawiają także o śmierci. Każdy, kto przeżył jakieś kilkadziesiąt lat, musiał kiedyś zmierzyć się ze śmiercią kogoś bliskiego i i już wie, że to nie przydarza się tylko innym, ale i nam również się przydarzy. Chociaż nie biorą pod uwagę tego, co dla mnie jest najbardziej przerażające – że to nie ja umrę, tylko jakaś bardzo nieszczęśliwa, zdezorientowana osoba z ciężką demencją albo Alzheimerem. I nie będę mogła zdecydować za nią, że już pora odejść, a jakoś nie umiem sobie powiedzieć: cóż mnie obchodzi ta osoba.

Niestety jest w tym wywiadzie też polityka. Taki jęk sieroty po III RP, której niechęć (zrozumiała i autentyczna) do PiS, każe wierzyć, że przedtem cieszyliśmy się wolnością w liberalnej demokracji. Z powodów pokoleniowych trochę to rozumiem – dożyliśmy końca komuny, kto by się spodziewał! – a jednak po III RP aż tak bym nie płakała.

No to pomarudziłam sobie na koniec, ale i to jest bardzo dobrze napisane. Bo to jest po prostu bardzo dobra książka (również w warstwie formalnej i językowej, sorry).

Dunin: „Ze zmarłymi tylko przez telefon” [„Szum” Magdaleny Tulli]

***
Joyce Carol Oates, Kartagina, przeł. Katarzyna Karłowska, Rebis 2017

Za mało mnie kochali.
Dlatego mnie stracili. Dziewiętnastoletnią dziewczynę, która rzuciła całe swe życie na szalę!

kartaginaPowieści Oates dzielą się na za krótkie i za długie – nie musi to być ściśle związane z objętością. (Oczywiście niektóre są w sam raz). Kartagina należy do tych za długich.

Piękna okolica, małe amerykańskie miasteczko. Dziewiętnastoletnia dziewczyna wychodzi odwiedzić koleżankę i nie wraca. Bezskuteczne poszukiwania, rozpacz rodziny, konieczność pogodzenia się ze stratą, chociaż nigdy nie odnaleziono zwłok. Wiele powieści tak się zaczyna. Ślady wskazują na to, że doszło do przestępstwa. Oskarżony i skazany zostanie weteran wojny w Iraku, który powrócił z niej poraniony fizycznie i psychicznie. Jest byłym narzeczonym siostry zaginionej – pięknej, dobrej, w przeciwieństwie do zawsze sprawiającej kłopoty, lekko autystycznej zaginionej. Mężczyzna przyznaje się do winy, trafia do ciężkiego więzienia. Rodzina się z trudem radzi sobie z kryzysem…

A po kilku latach uznana za zmarłą Cressidy wraca. Czasu jednak nie da się cofnąć. Wszystko trzeba będzie poukładać od nowa.

To dobry pomysł. Książka, która zaczyna się jak typowy thriller, okazuje się wnikliwą i niezwykle drobiazgową analizą relacji i rozmaitych bolesnych emocji. A przede wszystkim jest to o opowieść o wybaczaniu – innym, a także sobie. O tym, że czasem wybaczyć się nie da. W tej pracy wybaczania, radzenia sobie z poczuciem winy, czasem trzeba sięgnąć po środki nadzwyczajne – np. boską pomoc. W pewny sensie jest powieść głęboko chrześcijańska – nie klerykalna czy moralizatorska, ale właśnie chrześcijańska. Co uświadamia mi, że chyba nie ma takich powieści w Polsce.

Własny pokój w hotelu robotniczym

***
Małgorzata i Michał Kuźmińscy, Kamień, Wydawnictwo Dolnośląskie 2017

W konfesjonale zadzwoniła komórka.

KamieńTo kolejny z cyklu etnokryminałów tych autorów, ale pierwszy, który przeczytałam. Jak rozumiem, etno, bo akcja koncentruje się wokół nielegalnego romskiego osiedla na sądecczyźnie. W jego pobliżu znalezione zostają zwłoki dziecka, które nie jest Romem. Ważnym elementem powieści są realia życia mniejszości romskiej. Odmienne od tego, jak wyglądają ksenofobiczne stereotypy na jej temat, oraz nie pasujące do politycznej poprawnością. Uprzedzenia, dyskryminacja, wreszcie pogrom – nie zdradzam jakiejś wielkiej tajemnicy, od początku możemy się domyśleć, że to niego dojdzie – wypadają jednak jakoś bardziej przekonująco niż polityczną poprawność rodem z warszawki. Nie wiem, czy taki „symetryzm” był w ogóle konieczny. Ale kryminał jest w porządku. Nie raz zdarza mi się porzucić polski kryminał, dlatego że jest po prostu źle napisany. Kuźmińscy piszą bardzo sprawnie. Poza tłem etnicznym obsługują inne aktualne tematy – pedofilia księży, uchodźcy, medycyna alternatywna… Mnóstwo tropów, ale wszystko udaje się autorom sprawnie powiązać.

Tropem przestępców podąża miejscowa policja, ABW oraz para amatorów – dziennikarz i antropolożka z uniwersytetu (przy okazji krótki kurs strukturalizmu, chociaż strukturalizm jest już niemodny.) Para ta ma jakąś historie, którą znają czytelnicy poprzednich książek. Ja mogłam się jedynie domyślać, ale wygląda na to, że się działo! Jeśli będę miała okazję, to może sięgnę też do nich.

O dzieciach, które chcą mówić po polsku

***
Carolina de Robertis, Bogowie tanga, przeł. Anna Dobrzańska, Albatros 2017

Dante umarł jako szczęśliwy człowiek, dziwak znany z tego, że miał w domu trumnę.

Bogowie-tangaTa historia zaczyna się w roku 1913 w Argentynie, a więc będzie też historia argentyńskiego tanga. A jak tango, to wiadomo gdzie – w burdelach, kabaretach, teatrzykach muzycznych. Tam będzie z rozmaitymi zespołami grał na skrzypcach Dante, piękny, delikatny, zwracający uwagę kobiet emigrant z Włoch.

Rzecz w tym, że do Buenos Aires przybył jako siedemnastoletnia dziewczyna, Leda, poślubiona per procura i przygotowana na tradycyjne, zaaranżowane małżeństwo. Kiedy zsiada ze statku, okazuje się jednak, że jej mąż nie żyje. Żeby zarobić na życie, gra na skrzypcach, i aby robić to w takich miejscach, musi przebrać się za mężczyznę. Okazuje się jednak, że nie chodzi tylko o skrzypce. Jej romanse (całkiem nieplatoniczne) z kobietami są bardzo udane, mimo że ukrywa swoją prawdziwą płeć. Ha! Są szczegóły.

Nie jest to może jakaś rewelacyjnie dobra powieść, ale – widać to też w moich omówieniach – geje są już całkiem nieźle reprezentowani w literaturze, a lesbijek jak zwykle jest dużo mniej, więc warto to może odnotować.

Dla ludzi, wdów i babsztyli

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Czas na moment prawdy. W życiu najważniejsza nie jest praca czy nauka, ale prawidłowa religia. Bez niej większość ludzi nigdy nie była i nie będzie w stanie żyć, bo ludzie to ciemne masy debili. Wszyscy jednakże POwinni widzieć, że zdecydowanie najlepszą organizacją religijną na świecie to jest kościół katolicki. Nie mówię od razu, żeby przywracać inkwizycję, bo to może być niemoralne, ale trzeba ulec im, PO prometejsku można by rzec, bo jesteśmy tylko ludźmi i z tego względu musimy być POkorni. To oznacza, że trzeba tępić liberałów i lewactwo. Oni muszą coraz mocniej odczuwać, że to w co zaangażowali się nie ma sensu i na dłuższą metę musi kompletnie upaść. Liberałowie chcą zrobić to co kiedyś zrobili sobie Niemcy, Anglicy, Holendrzy, Francuzi czy Skandynawowie. Oni chcą wyciąć rzeczywistość i zaorać kościół katolicki, wprowadzając w to miejsce swój własny, egoistyczny, narcystyczny i megalomański liberalizm. Takie coś opiera się nie tylko na rozwoju gospodarczym, ale też agresorstwie, POdbojach i wyzysku. Oni są jednak cwaniakami dążącymi do celu PO trupach i jeśli coś zaczęłoby iść nie tak jak obiecywali, to będą umywali ręce mówiąc, że "to wy jesteście suwerenem i macie co chcieliście" nawet, jeśli teraz bezwzględnie żądają, żeby ich słuchać, bo to mesjasze przecież są. Dlatego zapieprzajmy, a oni niech spijają śmietankę, hehe. Ale mówiąc POważnie, to tak się teraz dzieje, że POdbijają Europę islamskie araby, czyli wroga nam pseudo-kultura. Oni robią w zasadzie co chcą. Są silni fizyczni, ale potrzebują różnych zasiłków i rent, bo przecież nie POchodzą stąd i z tego prostego POwodu im się należy POdobno... Moim zdaniem najgorsze to są debile silni fizycznie. Oni POwinni charować, skoro są silni, a zamiast tego nie dość że pasożytują, to jeszcze POzwalają sobie na dużo więcej bezczelności, bezprawia i przemocy. Ale na to POzwala bezmózgi, wyprany różnymi liberalizmami (najpierw gospodarczym, potem światoPOglądowym) zachód. Dlatego nie wolno niczego stawiać, przed kościołem katolickim. Nawet stwierdzenia, że silni POwinni grać w pierwszej POłowie 3-5-2 (z jednej strony troszkę takie skomplikowane, wyrafinowane, gęste ustawienie służące do dynamicznego rozgrywania akcji przez dynamicznych, dobrych technicznie zawodników, a z drugiej ofensywne, bo dwóch napastników) a w drugiej 4-2-3-1 (bardziej proste, ale defensywne, bo tylko z jednym napastnikiem), a słabi najpierw 4-2-3-1 a w drugiej 4-4-2 (najprostsze ustawienie, bardziej ofensywne i powinno dobrze pasować, kiedy zawodnicy są bardziej zmęczeni i mniej dynamiczni z tego powodu, bo nie mają już tej mocy / energii, co wcześniej, ale pod względem techniki i siły dalej POwinni sobie nieźle radzić). Już PrOściej wam tego nie wytłumaczę. Nie bądźcie jak krzesła i zrozumcie moją prawdę.

To żart?

Inteligencja nie opiera się tylko na stabilności, a prymitywni kapitaliści myślą, że jak się raz wprowadzi dziki kapitalizm, to wszyscy się POgodzą i będą się tylko POświęcać dla rozwoju gospodarczego 24h na dobę. Tak się jednak nie dzieje, bo to zbyt słabe założenie jest. Trzeba starać się bardziej oraz umieć przekonywać ludzi do swoich racji. Potrzebne są elementy wyrafinowania i kombinatorstwa. Trzeba umieć ludzi ogrywać, robić ich skutecznie w balona. Trzeba umieć im wcisnąć kit, że czarne nie jest takie czarne, a białe takie białe, jak to normalni ludzie widzą. Trzeba umieć ich zbajerować. Tu potrzebne jest tzw. know how, czyli coś, na czym zna się Hanna Gronkowiec-Wał. Haha, hehe.