Gospodarka

Warufakis: Jak ekonomiści rujnują nam święta swoimi teoriami

mikolaj-swieta-krew

Święta bożego narodzenia to ostateczny dowód na to, że ekonomiści nic nie rozumieją. Wyjaśnia Janis Warufakis.

ATENY – Nowy Rok rozpocznijmy z przymrużeniem oka: jak różne rywalizujące szkoły ekonomistów traktują bożonarodzeniowe prezenty? To taka mała zabawa, ale z drugiej strony odpowiedź na to pytanie obnaża pustosłowie i pompatyczność wszystkich teorii ekonomii.

Neoklasycy

Ponieważ traktują jednostkę jako algorytm dążący do maksymalizacji użyteczności i mają obsesję na punkcie paradygmatu transakcji napędzanych czystą użytecznością, to nie widzą żadnego sensu w tak fundamentalnie nieefektywnej formie wymiany towarowej jak rozdawanie bożonarodzeniowych prezentów.

Kiedy Małgosia dostaje od Jasia prezent, który kosztował go X dolarów, ale daje jej mniej użyteczności niż dałby jej towar Y dostępny w sprzedaży za Y dolarów (gdzie Y jest mniejsze lub równe X), to Małgosia jest zmuszona zaakceptować tę stratę użyteczności lub podjąć się trudnego i zwykle niepozbawionego strat zadania wymiany prezentu Jasia na Y. Tak czy siak w grę wchodzi jakiś balast.

W tym sensie jedyną efektywną formą podarunku jest koperta z gotówką. Ale ponieważ całe clou  bożonarodzeniowych prezentów polega na tym, żeby się nimi wymieniać, a nie tylko dostawać, to po co Jaś i Małgosia mieliby wymieniać się kopertami z pieniędzmi? Zwłaszcza jeśli koperty miałyby zawierać taką samą kwotę, czynność ta byłaby bezsensowna. Jeśli nie, to wymiana byłaby żenująca dla osoby, która dała mniej i mogłaby wyrządzić relacji Jasia i Małgosi niepowetowane szkody. Neoklasyk przyjmuje więc hipotezę Scrooge’a: Najlepszym prezentem jest brak prezentu.

Keynesiści

Żeby recesje nie stawały się depresjami, należy odwracać spadek popytu całkowitego poprzez inwestycje bezpośrednie. To wymaga przekonania ze strony przedsiębiorców, że rosnąca konsumpcja spotka się z produkcją zwiększoną na skutek inwestycji. Neoklasyczna propozycja zlikwidowania bożonarodzeniowej wymiany prezentów (albo tylko ograniczenia świątecznej hojności) przyniosłaby katastrofalne skutki w okresach recesji.

Keynesiści mogliby się posunąć nawet do wysunięcia postulatu, że państwo powinno zachęcać obywateli do wręczania sobie nawzajem podarunków (o ile tylko prezenty byłyby kupione w sklepie, a nie własnoręcznie zrobione), a nawet subsydiować tę działalność obniżając podatki od sprzedaży w okresie świątecznym. A czemu ograniczać się tylko do jednych świąt? W okresie recesji keynesizm zaleca wprowadzenie nawet dwóch lub trzech świat bożego narodzenia (najlepiej równo rozłożonych w trakcie roku).

Ale Keynesiści podkreślają też istotną rolę ograniczania deficytu państwowego oraz ogólnej konsumpcji w okresach prosperity. Dlatego, kiedy stan gospodarki się poprawi, mogą rekomendować wprowadzenie specjalnego podatku prezentowego albo podatku od sprzedaży w okresie świątecznej gorączki. A nawet zalecać odwołanie Bożego Narodzenia, kiedy tempo wzrostu PKB przekroczy poziom adekwatny do pełnego zatrudnienia.

Monetaryści

Jako że są przeświadczeni, że kontrola podaży waluty powinna być jedynym narzędziem polityki gospodarczej dostępnym rządom i że powinno się po nią sięgać tylko w celu utrzymania stabilizacji cen, to już pod koniec lata bank centralny powinien od razu zacząć stopniowo podwyższać nominalne stopy procentowe, a w każdym poświątecznym styczniu ostro je ścinać.

Wielkość zmian nominalnych stóp procentowych rekomendowanych przez monetarystów zależy od wysokości celu inflacyjnego banku centralnego oraz realnych stóp procentowych w gospodarce i musi być tak dobrana, by utrzymać tempo zmian w popycie konsumpcyjnym, a jednocześnie aby zapasy dużych przedsiębiorstw detalicznych pozostały zbilansowane.

(Tak: monetaryści to najprzeraźliwsi nudziarze w historii ekonomii!)

Teoria racjonalnych oczekiwań

Ekonomiści ze szkoły chicagowskiej nie zgadzają się ani z keynesistami, ani monetarystami.

W przeciwieństwie do keynesistów uważają, że stymulacja fiskalna w postaci wydatków na bożonarodzeniowe prezenty nie zachęci wytwórców podarunków w okresie recesji do zwiększenia produkcji. Przedsiębiorcy nie dadzą się nabrać na rządowe interwencje gospodarcze. Będą bowiem potrafili przewidzieć, że obecny wzrost popytu na prezenty będzie chwilowy i w dłuższym terminie (to znaczy wtedy, kiedy rząd zmieni strategię – dodatkowe boże narodzenia zlikwiduje, a subsydia zastąpi podatkami) popyt na ich produkty gwałtownie spadnie i tylko na tym stracą. Przy braku zwiększenia zatrudnienia i rozmiaru produkcji, rządowe subsydia i dodatkowe święta doprowadzą tylko do wzrostu zadłużenia oraz inflacji.

Libertarianie ze szkoły austriackiej

Zwolennicy Friedricha von Hayeka i Ludwiga von Misesa mają wobec świąt dwa podstawowe zarzuty. Po pierwsze Boże Narodzenie zawiera element ograniczenia wolności: państwo nie ma prawa i powodu, by zmuszać przedsiębiorców do zamknięcia działalności wbrew ich woli na cztery dni w ciągu dwóch tygodni (25., 26. grudnia oraz 1. i 2. stycznia). Po drugie okres przedświątecznej gorączki konsumpcyjnej, który z roku na rok zaczyna się coraz wcześniej, prowadzi tylko do zwiększenia akcji kredytowej i powoduje powstanie baniek gospodarczych w branży wytwórców zabawek oraz sprzętu elektronicznego. Bańki rosną jesienią, a w styczniu będą pękać, co może mieć potencjalnie katastrofalne skutki przez pozostałą część roku.

Empiryści

Wierzą, że obserwacja zjawisk to nasze jedyne narzędzie w walce z ignorancją ekonomiczną. Dlatego da się bronić tylko takich postulatów teoretycznych, które zostały wywiedzione na podstawie obserwacji wzorców, gdzie wzrost lub spadek wielkości zmiennych egzogenicznych konsekwentnie poprzedza wzrost lub spadek zmiennych endogenicznych, co daje empiryczne wskazanie (na przykład przy pomocy testów Grangera) kierunku przyczynowości.

Taka perspektywa prowadzi empirystów do bezpiecznego wniosku, że Boże Narodzenie oraz gwałtowne wzmożenie wymiany prezentów spowodowane jest wcześniejszym wzrostem w podaży pieniądza i, ceteris paribus, topnieniem oszczędności.

Marksiści

W społeczeństwach, gdzie zysk pochodzi wyłącznie z „ofiarowania” wartości dodatkowej wypracowanej przez pracowników (w ramach kapitalistycznego procesu pracy) i odzwierciedla zdolność kapitalistów do wyzysku pracowników (możliwość wyzysku jest im dana z racji posiadania jednostronnych praw własności do środków produkcji), znaczenie bożonarodzeniowej wymiany prezentów ma wymiar dialektyczny.

Z jednej strony przekazywanie sobie podarunków pod choinką stanowi oazę nierynkowej wymiany towarów, która pokazuje, że niekapitalistyczny system dystrybucji jest możliwy. Z drugiej to jest dla kapitału kolejna okazja do wykorzystania najszlachetniejszych odruchów ludzkości do maksymalizacji zysku poprzez komodyfikację wszystkiego, co w świętach jest czyste i piękne. A puryści, którzy dalej bronią „prawa malejącej (długoterminowej) stopy zysku” powiedzieliby, że zdolność kapitału do czerpania zysków z Bożego Narodzenia zmniejsza się rok do roku, wzbudzając społeczne i polityczne siły, które w długiej perspektywie zagrożą świętom.

Konkluzja

Oczywiście żadna z tych teorii nie potrafi wyjaśnić, dlaczego rok w rok ludzie uczestniczą w rytuale obdarowywania się nawzajem prezentami. I za to powinniśmy być wdzięczni.

**
Janis Warufakis to były minister finansów Grecji i profesor ekonomii na uniwersytecie w Atenach.

Copyright: Project Syndicate, 2017. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożył Maciej Domagała.

Bio

Janis Warufakis

| Ekonomista, współzałożyciel DiEM25
Ekonomista, od stycznia od lipca 2015 roku minister finansów Grecji, współzałożyciel ruchu DiEM25 (Democracy in Europe Movement 2025). Autor książki "Globalny Minotaur" (2016) i "A słabi muszą ulegać?" (2017).

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Tak autor artykułu opisuje swoje spotkanie z przewodniczącym Eurogrupy w 2015.

http://adults-in-the-room-po-polskiemu.pl/adults_part_two/208_Ultimatum.html

Świetny tekst ! Uczona ekonomia uczoną ekonomią a my tak jak to czynimy od, lekko licząc 6 000 /sześciu tysięcy/ lat, obchodzić będziemy Festum Natalis Solis Invictii, niedawno /lat raptem 1600, góra 1700/ podkradzione przez chrześcijaństwo i nazwane, bardzo pięknie zresztą, Świętami Bożego
Narodzenia.
Bo tak naprawdę nasz gatunek to homo ludens a nie homo oeconomicus.