Narkopolityka

Ministerstwo Zdrowia bierze się za dopalacze w sposób najgorszy z możliwych

Dopalacze

Z czym w zasadzie chce walczyć resort Konstantego Radziwiłła. Z tym, że ktoś ma w kieszeni dopalacze, używa ich czy z tym, że po nich umiera? Odpowiedź na to pytanie jest kluczowa.

To musiało się wydarzyć. Ministerstwo Zdrowia bierze się za dopalacze. I robi to w sposób prawdopodobnie najgorszy z możliwych. Jeśli pomysły z ministerstwa zostaną przyjęte w obecnej formie, to nawet za posiadanie nowych substancji psychoaktywnych może grozić do 3 lat więzienia.

Projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii przygotowany w resorcie Konstantego Radziwiłła ogłoszono światu 13 listopada. Liczy 41 stron i jego autorzy obiecują, że za sprawą nowych regulacji rozwiążą problem z dopalaczami. „Dziennik Gazeta Prawna” zdążył obwieścić w nagłówku, że „Resort zdrowia wie, jak zgasić dopalacze”. a Wyborcza.pl swój sensacyjno-historyczny artykuł o tym, jak dopalacze rozlały się po Polsce puentuje głosami ekspertów pełnych optymizmu w związku z nowelizacją. Przeczytałem ten projekt i najwidoczniej dziennikarze DGP musieli mieć wgląd w jakieś tajne ministerialne dokumenty, bo w samej nowelizacji resortu Radziwiłła nie dopatrzyłem się żadnych sensownych propozycji.

Dlaczego ciągle zamiast jazdy mamy zjazd?

W czym problem?

Nie jest też łatwo pojąć, z czym w zasadzie chce walczyć ministerstwo. Z dopalaczami, jasne. Ale co to właściwie znaczy? Co według autorów nowelizacji jest tym problemem, który trzeba rozwiązać? „Nowelizacja ustawy została opracowana ze względu na pilną potrzebę ograniczenia zjawiska wytwarzania i wprowadzania do obrotu środków zastępczych i nowych substancji psychoaktywnych” – czytam w mailu od Mileny Kruszewskiej, rzeczniczki prasowej Ministerstwa Zdrowia. Ale właściwie, dlaczego trzeba ograniczać produkcję i handel dopalaczami? Bezpośredniej odpowiedzi nie znajdziemy, bo przecież wiadomo: dopalacze są złe i trzeba z nimi walczyć. Proste, jak w Stranger Things, albo pierwszej lepszej, disneyowskiej bajce. Mityczne zło mieszkające w podziemiach i kanciapach obklejonych banerami XERO24H niczym rak toczy polską młodzież. Dopalaczowemu złu próbował postawić się Donald Tusk, ale wiadomo, Ministerstwo Zdrowia zrobi to teraz mocniej i lepiej. Raz na zawsze zmiecie z powierzchni Rzeczpospolitej Kokolino i Mocarza.

Zanim się to jednak wydarzy, może warto zastanowić się, na czym rzeczywiście polega ten „problem z dopalaczami”? Czy sam fakt, że dorośli ludzie (jeśli chodzi o dzieci i młodzież to trochę inna rozmowa) używają substancji psychoaktywnych, jest problemem? Ministerstwo Zdrowia powiedziałoby pewnie, że tak. Ale skoro nie mamy raczej wielkiego problemu z tym, że dorośli ludzie piją alkohol, to dlaczego wciąganie, czy palenie substancji psychoaktywnych miałoby automatycznie skutkować świętym oburzeniem? Trudno powiedzieć. Jasne, że problemem może być to, że ludzie nadużywają zarówno alkoholu, jak i innych substancji. I tym powinny zajmować się ministerstwa i agencje rządowe. Pragmatycznie rzecz biorąc lepiej byłoby jednak, gdyby przyjęły do wiadomości, że ludzie używają, i zadbały o to, żeby robili to w najmniej szkodliwy sposób.

Więc może to, że używają NOWYCH substancji psychoaktywnych (popularnie nazywanych dopalaczami), jest problemem? Już prędzej, bo stosunkowo łatwiej zrobić sobie nimi krzywdę niż substancjami znanymi od lat (alkohol, marihuana, kokaina, amfetamina, MDMA, etc.). Skutek w najlepszym wypadku podobny, ryzyko dużo większe. W takim razie czyżby tym najważniejszym problemem były właśnie zatrucia i zgony spowodowane dopalaczami? Bingo!

Liczba zatruć różnymi specyfikami mającymi imitować narkotyki sięgnęła w roku 2015 siedmiu tysięcy. I mówimy tutaj o zatruciach, które wymagały interwencji medycznej. Kiedy ostatnim razem po zatruciu pokarmowym dzwoniliście na pogotowie? No właśnie. Nie trudno zatem wyobrazić sobie, że te siedem tysięcy osób musiało przeżywać prawdziwe męki, skoro albo sami zadzwonili po pomoc, albo ich bliscy przywieźli ich na SOR. Są też tacy, którzy nie przeżyli – kilkanaście osób rocznie. Tak wysokie statystyki zgonów i zatruć to kolejny dowód na to, że żyjemy w państwie z tektury, które nie potrafi zadbać o swoich obywateli.

Zgony po dopalaczach to wina polityków

Pozdrowienia do więzienia

Ministerstwo Zdrowia wyszło zatem z propozycją zmian w ustawie i będziemy teraz wstawać z kolan wobec dopalaczowej zarazy. Niektórzy wstaną tylko na chwilę, żeby zakuć ich w kajdanki, doprowadzić przed sąd, a później do zakładu karnego. W wielkim skrócie, kary za dopalacze (produkcję, handel, posiadanie) mają przypominać te, które dzisiaj obowiązują za obracanie koksem, marihuaną, czy amfetaminą.

Produkcja nowych substancji psychoaktywnych? Kara pozbawienia wolności do lat 3 za niewielkie ilości, minimum 3 lata za znaczną ilość. Import i eksport? Pozbawienie wolności do lat 5. Handel? Nawet do 12 lat. I gwóźdź programu, a dla niektórych pewnie gwóźdź do trumny, kary za posiadanie: grzywna, a w przypadku posiadania znacznej ilości ograniczenie bądź pozbawienie wolności do lat 3. W nowelizację wpisana jest co prawda możliwość umorzenia sprawy w przypadku posiadania nieznacznej ilości dopalaczy na własny użytek, ale znowu wracamy do karania za posiadanie substancji.

Jan Paweł II poszedłby siedzieć

Na celowniku ministerstwa zdrowia znalazły się również strony internetowe, które handlują dopalaczami – dostawcy usług internetowych będą zobowiązani zablokować dostęp do takiej strony w ciągu 48 godzin. Nowelizacja ma położyć kres zabawie w kotka i myszkę między państwem, które aktualizowało dotychczas listy zakazanych substancji, a producentami, którzy wymyślali nowe, legalne zamienniki. Jeżeli ustawa wejdzie w życie, to każda substancja, „która wykazuje działanie na ośrodkowy układ nerwowy”, będzie traktowana jak narkotyk.

Zakłady karne w całej Polsce zyskają nowych lokatorów, tak jakby teraz nie były wystarczająco przepełnione, a dopalacze znikną z polskich ulic, domów, nozdrzy i płuc. Tak chyba wygląda scenariusz przyszłości w głowach autorów i autorek nowelizacji.

Dopalacze+

Może jednak zejdźmy na ziemię. Kontrola nad dopalaczami będzie jeszcze mniejsza niż jest teraz, bo cały handel zostanie zepchnięty na czarny rynek. Nie łudźmy się, że dokręcaniem śruby przez policję uda się wyplenić dopalaczowy biznes. Czy ktokolwiek słyszał o kraju, który pozbyłby się narkotyków?

Zejście z dopalaczowym handlem do podziemia oznacza również spadek jakości towaru. I bynajmniej nie największym problemem będzie to, że kokolino i tajfun lżej poklepią amatorów syntetycznych używek. Wzrośnie prawdopodobieństwo zatrucia i zgonu.

Kocham, ale sprawdzam! Przetestujcie sobie dragi

Dzisiaj, co prawda, i tak nie mamy gwarancji, że w dwóch błyszczących opakowaniach z tą samą fantazyjną nazwą dopalaczy znajdziemy taką samą substancję. Chociaż faktem jest, że producenci dopalaczy zmuszeni byli w końcu zadbać o jakość i stabilność towaru, którym handlowali. Zmusiły ich do tego partyzanckie działania Społecznej Inicjatywy Narkopolityki. Działacze i działaczki SINu zaczęli wyrywkowo badać partie dopalaczy i upubliczniać wyniki w internecie. Dzięki ostrzeżeniom o niebezpiecznych substancjach publikowanych przez nich w internecie wiele ludzi uniknęło z pewnością ciężkiego zatrucia. Skład dopalaczy bada również Główny Inspektorat Sanitarny, ale mimo wielokrotnych próśb ze strony Społecznej Inicjatywy Narkopolityki odmawia ich upubliczniania. Szef GISu najwidoczniej uważa, że nagrywanie durnowatych filmików na YouTubie lepiej zapobiega zgonom i zatruciom niż informowanie ludzi o niebezpiecznych substancjach.

Po nowelizacji o badaniach składu dopalaczy będzie można zapomnieć, bo w każdym samozaciskowym woreczku opylanym gdzieś w samochodzie na parkingu będzie inny towar. Ponadto, laboratoria nie będą przecież mogły badać nowych substancji psychoaktywnych, bo żeby je zbadać musiałyby je posiadać, a posiadanie będzie nielegalne.

Prawdziwym szczytem bezmyślności jest właśnie wprowadzanie kar za posiadanie nowych substancji psychoaktywnych. Pomińmy nawet wolnościowe argumenty z klucza „jak to policeman przeszukuje mnie, przecież mam prawo nosić to, co chcę”. Wyobraźmy sobie następującą sytuację: gość po spaleniu dopalaczowego skręta poczuł się gorzej i zaczyna mdleć. Towarzysze i towarzyszki imprezy zastanawiają się, czy dzwonić po karetkę. Czy fakt, że mają przy sobie substancje, za które może grozić więzienie zwiększa czy zmniejsza szansę, że zadzwonią po pomoc medyczną?

Kryminalizacja posiadania uderzy również w tych, którzy potrzebują pomocy najbardziej, czyli w osoby uzależnione. Jak ktoś jest uzależniony od dopalaczy, to z dużym prawdopodobieństwem często jest w ich posiadaniu. W nowej wspaniałej rzeczywistości, rzekomo wolnej od dopalaczy, często będzie narażony na grzywny, a nawet na karę pozbawienia wolności. Trzeba być naprawdę pozbawionym wyobraźni, żeby dokładać osobom uzależnionym dodatkowych problemów z prawem. Na pewno wszyscy z dniem wejścia w życie ustawy polecą na odwyki, spuszczą dopalacze w kiblu i zrobią podwójnego ironmana, jak bohater filmu Najlepszy.

Biegnij, najlepszy, biegnij

Dekryminalizacja!

Skoro w zasadzie wszystko, co proponuje Ministerstwo Zdrowie w projekcie nowelizacji, należałoby wrzucić do kosza, to jak poradzić sobie z „problemem dopalaczy”?

Symptomatyczne, że w uzasadnieniu projektu autorzy odwołują się do doświadczeń Irlandii i Wielkiej Brytanii, krajów, które prowadzą ponadprzeciętnie represyjną politykę zarówno wobec starych jak i nowych substancji psychoaktywnych. Skutek? Rosnąca liczba osób uzależnionych zarówno od syntetycznych kannabinoidów, jak i opioidów (morfiny, heroiny, itp.). W projekcie nowelizacji nie pojawia się za to ani Portugalia, ani Czechy, gdzie problem dopalaczy prawie nie występuje. Zdrowy rozsądek podpowiadałby, żeby wzorować się na tych, którzy radzą sobie lepiej niż gorzej. Ale to w końcu Ministerstwo Zdrowia, a nie Zdrowego Rozsądku.

Theresa May i efekt mocarza

Jak to możliwe, że Czesi i Portugalczycy nie zliczają w tysiącach ofiar Mocarza? Lata temu zdecydowali się zdekryminalizować posiadanie wszelkich (Portugalia) bądź większości (Czechy) substancji psychoaktywnych. Co to znaczy w praktyce? Że w Czechach i Portugalii za posiadanie kilku gram marihuany, koksu, kartonu kwasa, czy piguł nie grożą żadne dotkliwe kary. Dlatego ludzie używają tradycyjnych substancji psychoaktywnych, których działanie jest bezpieczniejsze niż dopalaczy (choć dalej ryzykowne) oraz przede wszystkim dobrze znane lekarzom i ratownikom na pogotowiu. Jakkolwiek zaskakująco może to brzmieć, ratownikom łatwiej jest pomóc komuś, kto przedawkował heroinę (podając nalokson hamujący działanie heroiny) niż osobie, która traci przytomność po dopalaczu, bo najczęściej nie wiadomo, co to w ogóle za substancja.

Unia nas nie zbawi

Nowelizacja ustawy o narkomanii nie będzie pierwszym złym projektem przepchniętym przez ten rząd. Przez te ponad dwa lata rządów PiSu przerobiliśmy już karczowanie Puszczy Białowieskiej, paraliż Trybunału Konstytucyjnego, czy polityczne podporządkowanie sądownictwa. Ostatnią deską ratunku i lekiem na bezsilność na krajowym podwórku miało być odwołanie się do instytucji Unii Europejskiej. I o ile w przypadku wszystkich wymienionych spraw na razie UE okazuje się bezsilna, to przynajmniej próbuje coś zrobić. Jeśli chodzi o dopalacze, nie ma co spodziewać się wielkiej batalii.

Co prawda Unia nie zaleca wprost karania za posiadanie dopalaczy, ale 24 października przyjęła rezolucję wzywającą kraje członkowskie do rozwiązania problemu z nowymi substancjami psychoaktywnymi. Dużo w tym dokumencie o zagrożeniach, niebezpieczeństwie, potrzebie szybkiej oceny ryzyka. Żadnych zaleceń w związku z dekryminalizacją popularnych substancji psychoaktywnym śladem Portugalii i Czech.

„Uzależnienie od narkotyków jest chorobą. Wymiana igieł i strzykawek to element leczenia”

Teraz projekt nowelizacji zostanie poddany konsultacjom publicznym. W jakiejś formie pewnie uda się go przepchnąć, jedyna nadzieja w tym, że w czasie konsultacji eksperci zdołają przemówić autorom projektu do rozsądku i wykreślą z nowelizacji kary za posiadanie.

A jak zrozumieją, że nie należy karać nikogo za kilka gramów nowych substancji psychoaktywnych, to konsekwentnie pewnie zdekryminalizują posiadanie wszystkich substancji psychoaktywnych. Później już tylko wprowadzenie tabeli wartości granicznych (dokumentu, który określał będzie dokładnie, ile to jest „niewielka ilość na własny użytek” dla każdej substancji). Prosty przepis na racjonalną politykę narkotykową i zwiększenie grona wyborców popierających rząd.

Bio

Dawid Krawczyk

| Reporter Krytyki Politycznej

Autor reportaży, wywiadów, analiz i recenzji. Absolwent Filozofii i Filologii angielskiej na Uniwersytecie Wrocławskim. W Krytyce Politycznej od 2011 roku. Redaktor działu Narkopolityka poświęconego krajowej i międzynarodowej polityce narkotykowej. Publikował między innymi w Magazynie Świątecznym “Gazety Wyborczej” oraz polskiej edycji “Le Monde Diplomatique”. Tłumaczenia jego tekstów ukazywały się w językach: angielskim, czeskim, rumuńskim, węgierskim i włoskim.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

No przecież nie chodzi o to w tym wszystkim, żeby bynajmniej ratować czyjeś życie czy zdrowie.
Chodzi o to by można było łatwo zamknąć tego czy owego w do więzienia. Uznaniowość kary jest tutaj najbardziej istotnym elementem.
Zawsze może się okazać, że "podczas przeszukania znaleziono substancję wykazującą oddziaływanie na centralny układ nerwowy". A że akurat była to puszka herbaty - no cóż.... przecież w dużych ilościach....

Zamykanie do więzień to jest to co rajcuje rządzących.

A po opisach tego jak policja napadła na protestujących ludzi przeciwko wycince puszczy i jak ich potem potraktowała - widzę, że z nowego prawa nie tylko rządzący się ucieszą ale i funkcjonariusze niższego szczebla.

Siłą rzeczy należy ograniczyć skalę zjawiska, nie da się tego zrobić bez karania handlarzy, osób wprowadzających dopalacze do obrotu, atakowanie policji i promocja chorego liberalizmu jest tu czymś ohydnym i głupim. Piszesz to w kraju, gdzie powstała sieć ogólnodostępnych sklepów z dopalaczami, czytaj narkotykami, które można było kupić jako przedmioty kolekcjonerskie.
Oczywiście nie ma sensu zamykać smarkaczy, ale rodzice powinni wiedzieć, powinien być nadzór kuratora, obowiązkowe leczenie, a promocja narkomanii na stronach Krytyki Politycznej jest po prostu szkodliwa. Jakaś część młodych ludzi jest jednocześnie uzależniona, czy zażywa dopalacze, różnej maści narkotyki jest jednocześnie mini dealerami i co pozwolić im bezkarnie działać w swoim środowisku, szkole ?
Puszka herbaty ? To jest argument ? Czyli co nie ma w szkołach fali narkomanii, nie ma sytuacji, że co któryś uczeń eksperymentuje z dopalaczami, narkotykami - problem sprowadza się do złej policji - serio ?

Nie znasz istoty problemu, trochę za mało się tym interesowałeś, skoro wypisujesz takie mity.
Tylko depenalizacja posiadania wszystkich substancji psychoaktywnych może uratować zdrowie publiczne.

O tak! Prędzej czy później niemal zawsze pojawia się argument: "przecież my chcemy chronić dzieci!".
Och po prostu wzruszyłem się.

Serio chcecie chronić dzieci? No to super: alkohol (twardy narkotyk), uzależnienie od nikotyny (w długiej perspektywie śmiertelne), do tego dochodzą wspomniane środki odurzające legalne i nielegalne. Ale to już tylko efekt wtórny, a wiecie co leży u u podstaw? Przemoc fizyczna, przemoc psychiczna, opresyjna instytucja szkoły, brak wsparcia rodziców, brak wsparcia grupy rówieśniczej, depresja. Mamy jeden z najwyższych odsetek samobójców wśród młodzieży szkolnej w europie. Fajnie nie?

Jakoś nie słyszę by służby państwowe z równym zaangażowaniem choćby starały się pomóc w rozwiązaniu problemów? Może jakieś przemówienie ministra, który będzie "kategorycznie walczył z brakiem osiedlowych domów kultury"? Hm.. nie, to się nie sprzeda tak dobrze co nie?

Co my oferujemy dzieciom w szkołach? Jakieś mdławe pogadanki o narkotykach, na których miesza się fakty i fikcję bo "lepiej ich bardziej nastraszyć". Młodzież jest bardzo wyczulona na fałsz.

Zamiast młodzieży pokazać jaki odlot może dać literatura i sztuka, katujemy ich Sienkiewiczem. Muzyka? no przecież szkoda pieniędzy na coś takiego, jeszcze im się w głowach poprzewraca. Matematyka służy dręczenia słabszych uczniów, kto by się tam pokazaniem jej piękna przejmował. A jakby tak ktoś z antynarkoty-korepetytorów odważył się i powiedział, że przy tym jaki odlot jaki może dać seks wymiękają wszystkie dopalacze, podpalacze i co tam się nawinie? No nieee, przecież od tego biskup pogrozi palcem, a konserwatywny senator zejdzie na zawał. Jeszcze by im ktoś o antykoncepcji naopowiadał, to by dopiero było.

A co rząd robi by promować nauczycieli którzy z sercem podchodzą do dzieci? Przecież słupki są ważne i punkty!

I ja mam wierzyć, że służbom państwowym chodzi o dobro dzieci? Haha 🙂 "Bujać to my panowie szlachta".

Jeśli rozszerzymy tak bardzo definicję substancji nielegalnej - to będzie hak na dowolną niewygodną dla władz grupę osób. Nawet nie wyobrażasz sobie ile substancji które posiadasz u siebie w domu wykazuje "istotne oddziaływanie na centralny układ nerwowy". Nie będę Ci psuł dobrego samopoczucia, jak zechcesz to sam poczytasz.

Przecież taki policjant, nie przyzna się sam przed sobą ani przed rodziną, że postępuje niemoralnie robiąc przeszukanie obozu dla puszczy, by "sprawdzić czy nie ma tam narkotyków" (a już niedługo dowolnych substancji "oddziałujących"). Owszem sumienie coś tam będzie brzęczeć, ale przecież można je zagłuszyć, krzycząc "to zgodne z prawem". Zbyt duże uprawnienia demoralizują.
Na końcu zawsze będzie jakże wygodny i wyświechtany wytrych "ścigam bandytów, którzy dają dzieciakom narkotyki!".

O to tu chodzi, o opresję właśnie, a nie o żadną ochronę dzieci. Więc proszę Cię nie piernicz mi głupot.

Nie mam wątpliwości, że jeśli będę bardzo uważny i poświęcę mojemu dziecku czas i serce, to mam bardzo duże szanse na to, że uniknie ono zagrożeń związanych z narkotykami. Nawet jak noga się powinie, mam dużą olbrzymią by je z tego wyciągnąć. Natomiast w starciu z aparatem przemocy - nie mam najmniejszych szans.

@Paj
To jest jeden liberalny bełkot - który można sprowadzić do logiki, że skoro nie da się zlikwidować różnych patologii, uzależnień, to koniecznie należy dodać do wielu problemów jeszcze problem z masową narkomanią - bo dlaczego nie.
Czy policja w Polsce skutecznie ściga handlarzy, a policjanci przykładają się do pracy - nie bądźmy śmieszni, skoro chyba każdy w swoim mieście może wymieć dealerów z imienia i nazwiska - więc po tu wrzucasz akcje polityczne Błaszczaka - tak one podważają autorytet policji, jej apolityczność, bezstronność, ale to nie powinno nas prowadzić do jakiegoś wielkiego rozmontowania państwa, wymiaru sprawiedliwości i ścigania przestępstw narkotykowych.
Tak mój syn/córka kupujący narkotyki powinni zostać zatrzymani, w końcu policja najpierw zatrzymuje spisuje raport, a dopiero potem wie coś o sprawie, nie da się pewnych rzeczy prosto rozdzielić, całkiem spora grupa młodzieży dealuje we własnym środowisku i co pozwólmy im bezkarnie nadal działać - wciągać kolejne dzieciaki ?
Jaka opresja ? Tak narkotyki w Polsce dalej powinny być nielegalne i ścigane, nie jestem zwolennikiem wsadzania do więzień narkomanów, jeśli nie sprzedawali narkotyków, ale skoro większość ludzi zaczyna jako nieletni - to siłą rzeczy powinni być zatrzymywani, rodzice powiadaniami, powinni być pod kuratorami, mięć terapie i siłą rzeczy potrzebne są środki represyjne i opresyjne, bo liberalizm wobec narkomanów się raczej średnio sprawdza.

No i dziękuję za bardzo szczerą odpowiedź - widać stąd wprost, że to właśnie o represje tu chodzi i to one są głównym celem.
Nie rozumiem tylko skąd oburzenie na to, że wspominam akcje policji przeciw obrońcom puszczy? Przecież właśnie to jest typowy
przejaw tego do czego tak wysokie uprawnienia i tak szeroka i rozmyta kwalifikacja prawna są wykorzystywane.

Obecnie już powszechnie mówi się o tym, że restrykcyjna polityka antynarkotykowa nie przynosi efektów i tylko zapełnia więzienia amatorami używek. Prędzej czy później prawo musi się zmienić. Podobnie było z zakazem bicia dzieci - tez wielkie lamenty konserwy jak to będzie strasznie. I nic się od tego nie zawaliło, dzieci są bezpieczniejsze i jak na razie nikt nie umarł od zakazu bicia dzieci. No może nie licząc kilku prawicowych komentatorów.

Władza od zawsze dąży do większych uprawnień, czy to ta na górze czy ta na dole jak służby przemocowe. Korzyści z przyznawania nowych okazji do "interwencji" nie ma żadnych, a pole do nadużyć jest bardzo duże. Już teraz policja ma ogromne problemy z agresją funkcjonariuszy - bicie pałką, rażenie prądem, wulgaryzmy, poniżanie zatrzymanych, zastraszanie - oczywiście wszystko to w imię "skuteczności". "Nie, nie, ja nie jestem sadystą, ja tylko jestem skuteczny" ("ścigamy bandytów, nie??").

Z pewnością perspektywa więzienia młodych ludzi to nie jest coś co chcemy im dawać na start. Więzienia są dla morderców, rabusiów a nie młodych głuptaków z substancją odurzającą.

A już abstrahując od całego problemu, to jestem na 100% przekonany, że takiemu młodemu człowiekowi nie potrzeba by napadała go uzbrojona grupa funkcjonariuszy pytając radośnie na wszelki wypadek, "te? a chcesz w ryj?" (to wersja łagodniejsza by wrażliwych uczuć czytających nie ranić).

Skoro twój dzieciak powinien być zatrzymany (tak napisałeś) to jestem ciekaw czy będziesz równie szczęśliwy jak będzie miał kartotekę policyjną albo trafi do jakieś instytucji.
Wiesz, kartoteka policyjna bardzo pomaga w życiu w dostaniu się do szkoły i pracy.
wobec narkomanów sprawdza się (i to nie zawsze) jedynie terapia a nie kodeks karny.
Oczywiście zapomniałeś o drobnym szczególe, ze nie każdy kto zapali skręta zostanie narkomanem. Ale dla Cibie to zapewne liberalny bełkot.

Znajdziesz bez problemu wiele przypadków, gdzie rodzina dowiedziała się za późno, czy na takim etapie, gdy ta walka z nałogiem była już dużo trudniejsza i wymagała nie mało wysiłku. Nie da się walczyć z narkomanią promując liberalne prawo - bądźmy poważni. Nigdzie nie pisałem, że każdy po skręcie zostanie narkomanem, ale umówmy się każdy narkoman jakoś zaczynał, najczęściej łagodnie.

Z uzależnieniami tak to już jest, że wychodzą na jaw w tedy, kiedy terapia jest już skomplikowana. Taka jest natura uzależnienia.
Tyle, ze to nie ma kompletnie nic wspólnego z legalności lub nielegalnością.
Tak, alkoholizm też się zaczyna od pierwszego piwka, ale mam nadzieję, ze alkoholu nie chcesz zakazywać.

Krzysztof Mazur

Racjonalni wyborcy na PiS nie zagłosują, więc po co ma prowadzić racjonalną politykę narkotykową?

warto przypomnieć, że:

1) koniec końców okazało się, że głównym dostarczycielem medycznej marichuany będzie firma z Izraela.

To w dużym stopniu tłumaczy zaangażowanie mediów Sorosa (GW & KP) w sprawę.

2) a OJCEM chrzestnym jest Starszy Brat z Izraela niejaki Dr Zee

https://hyperreal.info/info/dr-zee-ojciec-chrzestny-dopalaczy-wszystko-testuje-na-sobie

to zdekryminalizujmy marihuanę, jak w Izraelu, i nie trzeba będzie importować, a tak na marginesie w waszym pojęciu ten cały Soros wychodzi na jakiegoś Lexa Luthora, no cóż...

No tak i będziemy kupować od dealerów ! Jeśli już to mogłaby powstać spółka celowa ministerstwa zdrowia, która miałaby zgodę na uprawianie marihuany i wytwarzanie na jej bazie leków i cały proces byłby pod odpowiednimi rygorami, prawnymi, bezpieczeństwa, kontroli, odpowiedzialności pracowników itd. Zgoda na medyczną marihuanę nie musi oznaczać - zgody na liberalny dostęp do narkotyków.

Medyczna marihuana to nie narkotyk, nie dopalacze i nie widzę powodu, że mieszać te tematy, leki na bazie medycznej marihuany nie mają nic wspólnego z narkotykami, dwa są czy mają być na receptę i brane pod kontrolą lekarza.

Przypadek?

Lewica zdumiewa promocją ćpania i głaskaniem narkomanów.
Nie moge sam zdecydować co zrobić z pensją, nie mogę nie zapłacić podatków na bezrobotnych itd itp. Oni wiedzo lepiej. Ape już w kwesti zaćpania proponują dowolność. Znarkotyzowani prekariusze szybciej przyjmą uchodźców i prędzej zapłacą podatki.
Szlachcic z żydem ogłupał chłopa wódką. KryPol z Sorosem ogłupią dopalaczami...

Nie rozumiem logiki KP, żeby sobie robić jaja z prawa i sprzedawać groźne substancje jako rzekomo rzeczy kolekcjonerskie do oglądania, a nie zażywania jest to przykład chorego liberalizmu i nie ma tu innej drogi jak karać za sprzedaż tak jak za masowy handel narkotykami, orzekać przepadek majątku na rzecz Skarbu Państwa, nie żałować kar wieloletniego więzienia.
Jak inaczej można walczyć z plagą dopalaczy, niż karać, karać i jeszcze raz karać, jako rodzic chciałbym wiedzieć, że mój syn, córka ma problem z narkotykami, wpadł w nieciekawe towarzystwo ala Jaś Kapela i zawczasu przetrzepać smarkaczowi skórę.

Wygodnie pomijasz, że nie chodzi tu tylko o masowy handel, ale również o ściganie konsumentów.

Ścigać należy kompleksowo i jednych i drugich - jednym zaoferować wiezienie, konfiskatę majątków, a drugim leczenie, powiadomienie rodziców, bo gro konsumentów to osoby nieletnie i do cholery rodzice maja prawo wiedzieć, za nim nie jest za późno.

Ja rozumiem że każdy skomplikowany problem ma dokładnie jedno proste rozwiązanie, i że wpierdol jest dobry na wszystko, w końcu przez długie lata lejąc dzieciaki patrząc czy równo puchną utrzymywaliśmy narkomanię, przestępczość i kulturę osobistą na optymalnym poziomie, a w takim XIX-wiecznym Londynie za kradzież karano stryczkiem albo wycieczką w jedną stronę do Botany Bay, dzięki czemu mogłeś położyć gwineę na chodniku i wrócić po nią następnego dnia, taki był szacunek do prawa. Dopiero rozluźnienie obyczajów, bezstresowe wychowanie i ta straszna poprawność polityczna zakończyły Złoty Wiek, c'nie?

Nie proponuje zamykać w więzieniach samych narkomanów, ale osoby handlujące - na zdrowy rozum, jest to chyba mało kontrowersyjne po za lewicą, żeby ograniczyć dostępność narkotyków na ulicach, w szkołach, dwa legalizacja i tak objęłaby osoby pełnoletnie i nie da się zalegalizować wszystkiego. Natomiast jako rodzic chciałbym do cholery wiedzieć, nie chciałbym by państwo dawało sygnał, że ćpanie jest OK - jak robi Jaś Kapela - sprowadzając temat do złego państwa.
To odwróćmy pytanie jaki sukces osiągnęły rzekomo kraje stosujące liberalną politykę narkotykową jak Czechy ? Przecież tam jest więcej narkomanów, niż w Polsce - śmiem twierdzić, że w Polsce dzięki represyjnemu prawu jest ciut lepiej.

Im więcej państwowej walki z narkotykami, tym mocniej ludzie cierpią przez narkotyki. Niszczenie samego siebie używkami to wrodzone prawo każdego człowieka, a wszystkie narkotyki powinny być legalne na wszystkie cele - czy to kolekcjonerskie, rekreacyjne czy też medyczne.

"Czy ktokolwiek słyszał o kraju, który pozbyłby się narkotyków?"

Tak, jest nim Singapur.

Posiadanie bądź sprzedaż:

Opium: 1200 g
Heroina: 15 g
Kokaina: 30 g
Marihuana: 500 g
Haszysz: 200 g

Skutkuje tam karą śmierci. W efekcie ilość takich wyroków jest znikoma, strach jest bowiem bardzo dobrym środkiem prewencji. Podobnie jak choćby obowiązująca w tym kraju kara śmierci dla skorumpowanych urzędników państwowych .

Abstrahując od tego czy wolny człowiek powinien mieć prawo do posiadania narkotyków, czy nie, naprawdę surowe (nie jakieś 3 lata w zawieszeniu), jednoznaczne, i rygorystycznie przestrzegane prawo jest skutecznym środkiem egzekucji jego przestrzegania. Obstawiam że gdyby za posiadanie dopalaczy otrzymywało się od 10 do 20 lat bezwzględnego więzienia, a za sprzedaż nieletnim szubienicę, ilość użytkowników radykalnie by spadła do poziomu błędu statystycznego.

A wracając do mojej opinii w kwestii wolność, to uważam że wszystkie narkotyki powinny być swobodnie dostępne osobom pełnoletnim, w sklepach, które doliczałyby do ceny substancji "akcyzę" na poczet przyszłego przymusowego leczenia niebezpieczny dla otoczenia wraków ludzi, którzy po takich zabawach zostają. Obrót substancjami bez takiej akcyzy, jak i sprzedaż nieletnim powinna być obarczona sankcjami jakie podałem w akapicie wyżej.

Podobne kary są w Tajlandii albo Wietnamie, pewnie też nie mają problemów z narkotykami. Oh, wait...
Proponuję państwami wielkości znaczka pocztowego się w ogóle nie zajmować, bo tam sama kwestia skali powoduje że działają rozwiązania które na większym organizmie nie miałyby żadnego sensu i skutku. Mówię choćby o kontroli przemytu.

Wielkość Singapuru nie ma tu nic do rzeczy, skoro mówimy o metropolii idealnym środowisku dla dealerów - dla handlu narkotykami, po prostu mają tam nieprzekupną policję, sprawne państwo, które zostało wyniesione do rangi Boga, zupełnie inaczej, niż w Polsce i trochę inaczej, niż w krajach UE - kiedyś Singapur był jednym z najbardziej niebezpiecznych miast portowych za czasów brytyjskiej kolonii, ale przyszła do władzy dobra partia lewicowa i zrobiła z tym porządek.
Kiedyś lewica walczyła ze społecznymi patologiami, masowym alkoholizmem, narkomanią, dziś je promuje w imię chorego liberalizmu - przecież palarnie opium, dostęp do twardych narkotyków był w wielu krajach na przełomie XIX i XX wieku legalny i prawie bezproblemowy.

Więc powiadasz że wystarczy mieć nieprzekupną policję, sprawne państwo wyniesione do rangi Boga i absurdalnie surowe kary za posiadanie żeby problem narkotyków rozwiązać? Wchodzę w to.

@Paskud
Możesz się zgadzać, albo nie z polityką Singapuru, ale ona jest przynajmniej logiczna z punktu widzenia celów i skutków -natomiast to co proponuje lewica jest po prostu groteskowe - czyli promocja liberalnego podejścia do narkotyków, narkomanów, narkomanii jako zjawiska i nie uznawanie skutków takiej polityki jako czegoś złego. Najpierw będziemy się szprycować przy poparciu Jasia Kapeli i znanych celebrytów, a potem - państwo ratuj ! Kupuj czyste igły, dostarczaj specjalnych autobusów, czy nawet samych substancji, ponieważ jesteśmy ludźmi chorymi - chyba na głupotę !
To oczywiście nie jest tak, że z miejsca można odnieść pełen sukces, ale pewne zjawiska mogą się zwiększać, albo zmniejszać, a ja chciałbym, żeby narkomanów było w Polsce mniej, a nie więcej - to taki straszny pogląd ?
Tak gdyby w Polsce rządził ktoś taki jak Lee Kuan Yew - to wiele spraw wyglądałoby inaczej, inne byłoby podejście do państwa, no i trudno sobie wyobrazić, żeby Hanna Gronkiewicz Waltz i inni odpowiadający za reprywatyzację nie zostali rozstrzelani, bo tego wymagałby autorytet państwa - w jego logice.
Dawniej to byli liderzy na lewicy - to byli towarzysze - nie to co dziś !

Albo rybka, albo pipka.

Profilaktyka i pomoc uzależnionym w naszym kraju to fikcja. Osoby mające z tym problem nie mają się do kogo zgłosić. Rządzący nie chcą pozbyć się problemu, ponieważ przynosi im wymierne korzyści, aparat "sprawiedliwości" w prosty sposób może się wykazać, więzienia są pełne, strażnicy zarabiają, policja nabija statystyki. Politycy dostają kasę od gangów narkotykowych, którym nie jest na rękę dekryminalizacja narkotyków bo stracili by dochody. Propagandowo też to dobrze wygląda, "rząd jest dobry bo ostro walczy z narkotykami". Polecam film "Kultura na haju", tam dokładnie wytłumaczyli jak bardzo politycy mają w d... nasze zdrowie

To jest dla Ciebie takie dziwne, że jak władza ma dzielić jakieś pieniądze w stosunkowo biednym kraju to brakuje ich dla narkomanów ?
Czy legalne ćpanie nie tworzy narkomanów i nałóg i jego objawy są przez to inne ?

Nie rozumiesz, utrzymanie więzień kosztuje bardzo dużo, o wiele więcej niż leczenie i zapobieganie narkomani. Prawo jest ustawione pod mafię narkotykową, ona ma wliczone w koszt ryzyko odsiadki, ale i tak wpadają wyłącznie płotki, najczęściej posiadacze niewielkiej ilości (75% zatrzymań wg. statystyk policyjnych )

Ciekawe ile kosztuje nasze biedne państwo utrzymywanie zbrodniarzy wsadzonych za kratki za posiadanie 0,8 g konopi. Radziwiłł w ogóle przedstawił prognozę finansową swoich planów?

Być może zamknięto w Polsce kilka osób posiadających niewielką ilość narkotyków, ale ja widzę po moim mieście, że nie bardzo walczy się z dealerami, którzy kupują coraz to nowe samochody, czyli interes idzie, więc może skończmy z tą demagogią.
Tak - jestem zdania, że młodzież z narkotykami powinna być zatrzymywana, problem zgłaszany rodzicom, szkole, bo być może dzięki temu nie zrobią kolejnych kroków z swojej przygodzie z narkomanią, dwa jestem przeciwny wsadzaniu kogoś do więzienia jeśli tylko był konsumentem - ale tu drobna uwaga, jakaś część młodych ludzi, także dealuje na małą skalę w swoim środowisku.
Natomiast zgódźmy się co do tego, że w Polsce słabo walczy się z ludźmi zbijającymi na dopalaczach, narkotykach, całkiem spore pieniądze to, że ktoś jest dealerem i funkcjonuje kilka lat na mieście pokazuje skalę paranoi i co będziemy dyskutować, że Singapur zły ? Trochę powagi, coś takiego jednak nie byłoby tam możliwe, a u nas jest - i to niezależnie od kary śmierci, bo przecież i tak jej nie wprowadzimy - UE zabrania, więc nie ma sensu prowadzić dyskusji w ślepej uliczce.
Natomiast polska policja pracuje źle, mieliśmy choćby absurd z powstaniem sieci sklepów z dopalaczami co pokazało chyba taki totalny upadek państwa, jego instytucji i je totalnie ośmieszyło.

To jest właśnie efekt polskiej histerii narkotykowej - policji znacznie łatwiej zamknąć 10 gówniarzy z gramem marychy niż dealera (a efekt w statystyce jeszcze lepszy bo przestępstwo to samo).
A co w tym dziwnego, ze dzieciaki dilują na małą skalę? Taki jest zawsze efekt administracyjnego zakazu. Jaki był główny efekt wprowadzenia prohibicji alkoholu w USA - rozwój mafii. Więc na miłość boską jakiego efektu możemy się spodziewać wprowadzając prohibicję substancji zwanych potocznie narkotykami?
Takiego, z dzieciaki będą dilowac, poważni dilerzy będą chronienie przez pieniądze i wpływy a w sklepach będą sprzedawane "odżywki do roślin" (poczytaj sobie o amerykańskiej prohibicji i numerach jakie wtedy odstawiano w pełnym majestacie prawa - to niezwykle pouczające). Jeśli się wchodzi drugi raz do tej samej rzeki to jakiego można się spodziewać efektu?

To rozróżnijmy dwie sprawy, czy polska policja walczy źle z narkotykami - zgadzam się, ale czy walkę należy zaniechać, czy ją uskutecznić i zracjonalizować jeśli chodzi o cele ? Dwa bardzo łatwo dziś krytykować prohibicję, ale masowy alkoholizm był plagą społeczną w bardzo wielu krajach w latach 20-tych, udało się ją częściowo pokonać za sprawą aktywistów społecznych, akcjom trzeźwości, włączyła się lewica, włączył kościół.
Logika, że należy odpuścić przestępczość, bo ona była jest i będzie i najlepiej rozmontować policję i państwo do mnie nie przemawia. Ktoś w Polsce dopuścił tak do plagi dopalaczy, jak i budowy kasyn na każdym osiedlu - nie kupuje logiki, że się nie da, nie można - napiszmy sobie 10 punktowy plan, nie bądźmy Tuskiem pracującym od przypadku do przypadku i popracujmy trochę z głową to się okaże.
Wyznaczmy wysokie nagrody za informacje o handlarzach narkotyków, dopalaczy, wprowadźmy drakońskie kary bezwzględnego więzienia, konfiskatę mienia, wyznaczmy policji normalne cele - nie chce żyć w kraju, gdzie lewica wywiesza białą flagę - uznaje, że narkotyki w szkołach są OK - to liberalna norma.
Dyskusja o walce z narkotykami jest podobna do dyskusji nad interwencjami Banku Japonii, być może nie przyniosły one pełnego sukcesu, ale bez nich kryzys mógł być jeszcze większy.
Załóżmy nawet, że legalizujemy trawkę, to także działoby się pod pewnymi rygorami, a legalizacja nie oznaczałaby zaprzestania walki z handlarzami, narkotykami po za legalnym obiegiem. Nie oznaczałoby zgody na dealowanie w szkołach, dostęp dla małolatów.

Masz dziwny zwyczaj odczytywania w postach innych własnych fantazji.
1. Jak słusznie zauważasz alkoholizm był sto lat temu straszną plaga, ale prohibicja go nie zatrzymała (ona tylko wzmocniła mafie)
2. Jestem przeciwny i dopalaczom i hazardowi, ale pamiętaj, ze jak zaczniesz wszystko rozwiązywać kodeksem karnym to będziesz tylko mnożył patologie. Przecież nie zakażesz sprzedawać odżywek do kwiatów (a to, że każdy wie, ze te odżywki się wciąga to co innego). Stworzyć bubel prawny jest łatwo. mierzyć się z jego konsekwencjami trudno.
3. Lewica nigdy nie mówiła, ze ćpanie jest dla nieletnich lub, że substancje psychoaktywne maja być w szkołach (to nie liberalna norma tylko Twoja fantazja). Natomiast osobną kwestią jest to, ze narkotyki sa faktycznie w każdej szkole i jeśli moraliści tego nie zrozumieją ich polityka bedzie zawsze bezsensowna. Na przykład ostrzeganie dzieciaków tym, ze jak wypalą jednego skręta to skończą na dworcu jeśli wiemy, ze połowa z nich wypaliła już znaczenie więcej jak jednego skręta nie jest ani skuteczne, ani sensowne, jest śmieszne i podważa sens całej profilaktyki.
4. Tak, tu się akurat zgadzam - legalizacja trawy czy lsd (dla dorozłych!!!) powinna iść z walką z podziemiem.

Jaka moja fantazja ? Problem z lewicą jest taki, że ona promuje liberalizm wobec narkotyków i oczekuje dobrych skutków, być może moraliści, zwolennicy restrykcji nie odniosą pełnego sukcesu, ale przynajmniej jakoś ograniczą skalę patologii, skalę narkomani i dziś w Polsce wbrew wielu mitom jest na tym polu lepiej, niż w liberalnych Czechach, w krajach gdzie mamy liberalne podejście do narkotyków ta skala patologii jest często większa, niż w Polsce.
Mogę się nawet zgodzić z tezą, że przez restrykcję i walkę cierpią osoby, które są średnio winne, ale taki to już skutek walki, natomiast plusem tego jest mimo wszystko ograniczenie zjawiska w skali makro. Co mają mówić młodzieży zapalcie jednego skręta - przekaz może być albo w jedną, albo w drugą stronę, bardziej zniuansowane stanowisko państwa byłoby totalnie nieczytelne. Tak wiem to uproszczenie - ale potrzebne.
Skala liberalizmu w wychowaniu młodego pokolenia to osobny problem, ale za cholerę ten liberalizm się nie sprawdza i co pogodzić się z zanikaniem społecznych norm, uznać obecny kierunek za super ? To, że jakieś normy społeczne jak sprzedaż alkoholu nieletnim nie są gdzieś przestrzegane nie znaczy, że należy je totalnie znieść.
Przykład prohibicji z USA prowadzi Cię na manowce, masz lepszy przykład Skandynawii, gdzie sprzedaż alkoholu jest monopolem państwowych sieci w Szwecji, czy Norwegii, gdzie udało się ucywilizować zjawisko, pytanie, czy mamy cywilizować narkotyki jest otwarte, one nie są tak społecznie usadowione jak alkohol w historii, mentalności itd.
No - może nie we wszystkich grupach społecznych.
Legalizacja np trawy, także oznaczałaby ściganie małolatów, nielegalnego obrotu wcale nie rozwiązywałaby problemu, doświadczenia Holandii są bardzo trudne do jakiegoś prostego podsumowania, np turystyka narkotykowa jest dziś totalnie krytykowana, więc to jeśli już powinien być sposób na kanalizację problemów, niech sobie ten przysłowiowy Borys Szyc, czy inny celebryta legalnie zapali, ale nie powinien to być mega biznes, atrakcja turystyczna, coś co ściąga element.
Jestem świadom, że w polskich realiach nie uda się dokonać cudu, ale można wybrać kierunek i zmniejszać skalę narkomanii, albo ją zwiększać, to że walka nie jest skuteczna w 100 procentach, są ogólnodostępne substancje to nie znaczy, że lepiej było gdy sklep z dopalaczami był na każdym rogu ulicy.
Nie ma żadnej cudownej formuły i idei fix na rozwiązanie wszystkich problemów.

No to ja mogę napisać, ze w tych krajach skala patologii jest mniejsza, o ile nie masz danych liczbowych (realnych, nie tak jak z polską aborcją, której podobna nie ma) to sobie tak możemy gadać jak przekupki na rynku.
Przykład prohibicji poruszyłem specjalnie. Gdyż jest on doskonały do analizy jak pomysłowi handlarze omijali prawo i działali legalnie/półlegalnie (np. sprzedawali sok owocowy, na którym była podana dokładna procedura fermentacji z ostrzeżeniem aby jej nie robić). Gdyby ustawodawcy prześledzili tamte czasy mogli by wyciągnąć wiele wniosków.
Na temat profilaktyki mogę Ci powiedzieć tylko to co Wiktor Osiatyński - ona jest kompletnie nieskuteczna. Skuteczny byłby tylko trup, ale on nikomu nic nie powie. Tak się składa, ze obecna profilaktyka najczęściej młodzież rozbawia (bo jest autentycznie tak absurdalna).
Ja (i autor artykułu) cały czas mówimy o legalizacji trawy a ty o powszechności dopalaczy. Trawa to trawa. Dopalacz (czyli pół tablicy Mendelejewa, której lepiej kijem nie tykać) to w dużym stopniu efekt zakazu trawy.

PS
cyt:
"Legalizacja np trawy, także oznaczałaby ściganie małolatów, nielegalnego obrotu wcale nie rozwiązywałaby problemu"
W żądnym wypadku - ścigać można sprzedawcę, który sprzedał małolatowi, ale w żadnym wypadku nie małolata, który sobie coś pociągnął.

Łatwiej zgrywać twardego szeryfa, niż problem próbować rozwiązać. Najprościej mnożyć kary i udawać, że problem został załatwiony. Tusk przeprowadził spektakularną akcję i czy dopalacze zniknęły? Skończyły się zatrucia? Jak widać nie. Tamto działanie jak i to jest wyłącznie pod publiczkę. Niczego nie rozwiązuje, ale tworzy ułudę, że państwo trzyma rękę na pulsie.

Być może nie uda się rozwiązać problemu narkomanii, dopalaczy, ale na miłość boską, chyba jedyna sensowna polityka, to ograniczanie dostępności, a nie sklep z dopalaczami na każdym osiedlu - tak ?

Ale sklepy z dopalaczami na każdym osiedlu nie wzięły się znikąd.
Wykorzystują po prostu lukę prawna w świetle której mogę legalnie sprzedawać odżywkę do roślin.
Sklepy z dopalaczami są tylko efektem antynarkotykowej histerii, którą szerzy się w Polsce od dekady. Bo oczywiści jak licealista strzeli sobie piwko to przecież normalne, ale gdyby nie daj boże wypalił skręta to jego mamusia, ksiądz i lokalny polityk dostaną histerii, że skończy na dworcu.
Mądra polityka narkotykowa, a przede wszystkim depenalizacja marihuany sama istotnie wpłynęłaby na rynek i ograniczała sklepy z dopalaczami.

Czy w krajach gdzie mamy liberalne prawo narkotykowe, które są stawiane nam za wzór jest mniej narkomanów, mniej ludzkich tragedii, czy jednak więcej ? Dwa jednak pozwolę sobie być mniejszości i uważam, że piwko jest mniejszym problemem, po dopalaczach mieliśmy przynajmniej kilkadziesiąt zgonów, bardzo wiele sytuacji skrajnych, lekarze na detoksie nawet nie wiedzieli jak z tym walczyć, jakie tam były substancje.
No tak rasizm kulturowy, bo piwko dobre, a marihuana zła - a musi być polityka równościowa.

"uważam, że piwko jest mniejszym problemem, po dopalaczach mieliśmy przynajmniej kilkadziesiąt zgonów" - a ile zgonów mamy w kraju po alkoholu? 🙂

No to poproszę konkretne dane na temat ilości narkomanów w krajach Europy w zależności od prawa narkotykowego.
Rozumiem, że je masz czy tylko ubierasz własne fobie w teorie?

Mówiłem o maryśce a nie o dopalaczach (fajnie, ze nie czytasz przed powiedziawszy). Jeśli uważasz, ze piwko jest dobre a marycha zła to proponuje sięgnąć do literatury (np. znanego terapeuty Bohdana Woronowicza, no chyba, ze jego tez uważasz za lewaka/liberała czy kogo tam jeszcze.)

Czy jeśli ktoś ma antynarkotykową fobię - to znaczy, że ma się leczyć i z nim jest coś nie tak, a nie ze światem wokół ?
To dość ważne pytanie o społeczne i pożądane normy.

Jeśli ktoś ma jakąkolwiek fobię to jest z nim coś nie tak.
Ale jeśli to sobie uświadomią to już całkiem nieźle 🙂
Normy społeczne są bardzo zmienne w czasie.
Zapewne masz świadomość tego, ze 300 lat temu palono czarownice, 200 lat temu niewolnictwo miało się w najlepsze, 100 lat temu dzieci w Polsce pracowały po 12 godzin w fabrykach a niecałe 75 lat temu w wielu krajach Europy kobiety nie miały praw wyborczych.
To wszystko były pożądane normy społeczne.
Nie trzeba się nawet cofać w czasie - dziś wystarczy tylko przekroczyć granicę i okazuje się, że 500 kilometrów na południe można legalnie posiadać trawę a kobieta może legalnie dokonać aborcji. Aż ciężko uwierzyć...

Autor stosując zapewne zasadę "totalnej opozycji" odwołuje się do irytującej tezy, że "jak nie możemy sobie w pełni poradzić ze złem, to to zło zaakceptujmy i uprawomocnijmy".

Może zastosujmy tę zasadę do propagowania nazistowskich idei w Polsce. Skoro tak wielu Polaków lubi maszerować w faszystowskich marszach i nie można temu zaradzić, to skreślmy przepisy delegalizujące propagowanie idei totalitarnych nazizmu, komunizmu i tym podobnych wyrażając wspólnie w faszystowskich marszach swój patriotyzm.

Tak jak jestem przeciwko kryminalizacji posiadania drobnych ilości dopalaczy lub narkotyków, tak jestem za brutalnym zwalczaniem producentów i handlarzy tych środków. Tutaj trzeba odróżnić macherów i ich ofiary oraz stosować w sposób inteligentny różnorodne metody.

1. Stosujesz standardową argumentację, ze tzw. narkotyki to zło.
2. Terminem "narkotyki" określa się w Polsce kilka różnych rodzajów związków chemicznych, które nie maja ze sobą nic wspólnego poza oddziaływaniem psychoaktywnym. Niestety mówienie o "narkotykach" jest poważnym błędem bo rozmowa się toczy jednoczenie o opiatach, kanabioidach i syntetykach. To trochę tak jakby mówić o pojazdach mając na myśli i rower i samolot.
3. wbrew powszechnej opinii "narkotyki" nie są złem, sa po protu substancjami psychoaktywnymi. Niektóre z nich są bardzo szkodliwe, inne nieznacznie, inne śmiertelne niekóre uzależniają bardzo szybko, niektórych się nie da przedawkować. Czy to się komuś podoba czy nie ludzie będą zażywali substancje psychoaktywne, bo jeśli chcesz zakazać wszystkich substancji psychoaktywnych to zacznie od kawy i papierosów, a alkoholu nawet nie wspominam.
4. Nie każdy kto wypala skręta zostaje narkomanem, tak jak nie każdy kto wypije butelkę piwa zostanie alkoholikiem.
5. Jeśli jesteś za brutalnym zwalczaniem tak zwanych dilerów to rozumiem, że jesteś też za brutalnym zamykaniem sklepów monopolowych (niestety wódka wywołuje znaaaaaaaaaaaaacznie więcej zgonów w Polsce niż osławione dopalacze)
6. Porównanie substancji psychoaktywnych, które dominująca większość użytkowników bierze bez konsekwencji zdrowotnych, a jedynie część się uzależnia do faszyzmu i innych systemów totalitarnych które wprost wzywają do nienawiści a kończą się (jak uczy historia) ludobójstwem jest kompletnie bezsensowne.

Zgadza się. Trzymam się standardowego pojęcia "narkotyki" i standardowej o nich złej opinii. Teoretyzowanie i niuansowanie mnie nie interesuje. U podtrzymuję moją opinię o potrzebie zwalczania tego zła, jak również sposobów jego zwalczania.

Psylocybina i LSD są potencjalnym lekiem na depresję, klasterowy ból głowy, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, zaburzenia lękowe itp, itd.
Ketamina jest najlepszym, jedynym działającym natychmiastowo i mającym dużo mniejszy potencjał uzależniający niż alternatywne 'lekarstwa' środkiem na depresję (http://www.independent.co.uk/news/health/ketamine-depression-treatment-cure-nothing-else-works-oxford-university-rupert-mcshane-a7668441.html).
Opiaty są wspaniałymi anestetykami.
Nie wspominając o ogólnie znanym potencjale medycznym marihuany.
Wziąwszy pod uwagę powyższe, środki psychoaktywne, zwane potocznie 'narkotykami', nie są złe. Twierdzenie że są jest zaprzeczaniem faktom. Twierdzeniem błędnym lub kłamstwem. Wrzucanie wszystkich środków psychoaktywnych do jednego worka i szkalowanie ich jest oznakiem zaburzenia - fobii. Kierowanie się fobią przy ustalaniu prawa odnośnie środków psychoaktywnych skutkuje szkodami - np. brakiem badań nad tymi środkami i ich możliwymy zastosowaniami w medycynie, psychologii i psychiatrii. Jest działaniem szkodliwym. Czyli złym.
Wsadzanie ludzi do więzienia za przestępstwa które nikomu krzywdy nie zrobiły jest wyrządzaniem zła. Ludzie którzy są za takie czyny odpowiedzialni są złymi ludźmi - czy to oportunistyczni politycy czy 'ja tylko swoją pracę wykonuję' policjanci.
Wymachiwanie rękami i wyzywanie się nawzajem od liberałów czy lewicy jest żałosne. Próba wypowiadania się w dyskusji bez jakiejkolwiek wiedzy na temat i wykrzykiwanie że to lewactwo albo tamto świadczy o nadzwyczaj zawężonych horyzontach. Lepiej czas było spędzić czytając rzetelne artykuły naukowe na temat. Ale jeszcze trzeba by zmienić zdanie na temat tych strasznych narkotyków. A w pewnych kręgach zmiana zdania jest uważana za poniżającą - ergo po podstawówce nie uczymy się niczego o świecie.
Dno, dwa metry mułu i dopiero docieramy do poziom dyskursu o środkach psychoaktywnych w tym kraju.
Niech bóg go ma w swojej opiece. Jakikolwiek, jeśli jakiś był to dawno nas opuścił.

te zalosne wypociny sa jaskrawym przykladem na to co narkotyki robia z mozgiem narkomana. Wyzarty chyba dopalaczami mozg autora tego zalosnego tekstu napisal zdanie: "Czy ktokolwiek słyszał o kraju, który pozbyłby się narkotyków?"

Czyli co, najlepiej w ogole nie walczyc z ta zaraza, bo nikt z nimi nie wygral? Kompletny debilizm. O wolnosci doroslych ludzi do trucia sie substancjami psychoaktywnymi juz wspominac nie warto. Jesli chodzi o mnie, to autor moze zacpac sie na smierc, jest mi to obojetne. Tylko nie ratujcie go i nie wzywajcie pogotowia, bo nie zycze sobie aby ratowac go za moje, podatnika, pieniadze. On chcial wolnosc, to niech ma. A jak ktos wezwie do niego pogotowie, to na swoj koszt - czyli koszt interwencji ratownikow ma zwrocic ze swojej kieszeni.

Narkotyki to zlo. Nawet gdy nacpana lewica twierdzi inaczej, to tego nie zmieni.

Szlachetny komentatorze max-ie, argumenty ad personam są nieodpowiednie w dyskusji ludzi dorosłych, należą one do podwórka, rynsztoka i polskiego parlamentu.
Proponuję, zanim się wypowie swoją opinię na temat, sięgnąć do literatury. Poczytać badania. Dowiedzieć się czegoś na temat. W przeciwnym przypadku ryzykujesz wyjście na niedoinformowanego. Badań jest dużo, ciężko coś oryginalnego wymyślić waląc w przedmówcę epitetami.
Wojna z środkami psychoaktywnymi jest bardzo droga: dużo pieniędzy i koszty społeczne wysokie. Racjonalnie podchodząc do sprawy można tychże kosztów uniknąć.
Rozumiem że te substancje budzą emocje, ale gdzie rozum śpi, budzą się demony.
I trole. Dużo, dużo troli.