Gospodarka

Szarfenberg: 500+ promuje tradycyjną rodzinę, dochód podstawowy jej zagraża

500+

Bezwarunkowy dochód podstawowy jest dla wszystkich dorosłych, niezależnie od tego z kim sypiają lub kogo utrzymują.

Przemysław Witkowski: Czy 500+ to spotykany w innych krajach sposób redystrybucji? A może to polska specyfika?

Ryszard Szarfenberg, Instytut Polityki Społecznej UW: Podobne świadczenia, takie jak Kindergeld, są między innymi w Niemczech. Świadczenia rodzinne nie są niczym nowym w polityce społecznej. W wielu krajach po II wojnie światowej zostały wprowadzone zasiłki rodzinne. Ciekawa jest ich historia w Polsce. W PRL otrzymywały je osoby płacące składki na ZUS. W latach 90. zerwano to powiązanie i wprowadzono kryteria dochodowe kierujące zasiłki do ubogich. Tę decyzję kwestionowali głównie eksperci wywodzący się z polskiej prawicy, którzy od początku twierdzili, że polityka rodzinna powinna być dla wszystkich rodzin, a nie tylko dla ubogich. Z tego założenia za poprzednich rządów koalicji PiS-LPR-S wynikało wprowadzenie becikowego – jednorazowej zapomogi dla kobiet – niezależnie bogatych czy biednych, pracujących czy niepracujących – które urodziły dziecko. To był pierwszy krok ku świadczeniom powszechnym. Sądziłem, że Platforma skasuje to świadczenie, bo było bardzo mocno przez nich krytykowane. Ale tego nie zrobili. Najpierw wprowadzili wymóg wizyt u ginekologa, a potem odcięli od becikowego zamożnych. Kryterium odcinające jest na poziomie ponad 1900 zł netto na osobę. Od początku przyznawania becikowe to 1000 zł, więc po dziesięciu latach straciło ono na wartości. 500+ od początku miało kryterium ubóstwa na pierwsze dziecko, ale od drugiego jest już przyznawane niezależnie od dochodu.

Czemu przyznawać pieniądze także bogatym wielodzietnym rodzinom? Jak rząd to uzasadnia?

Na propozycje, aby wprowadzić kryterium odcinające zamożnych, rząd wysuwa kilka argumentów. Po pierwsze, świadczenie rodzinne powinno być dla wszystkich rodzin, a nie tylko dla ubogich. Wprowadzenie kryterium do 500+ sprowadzi je do „socjalu”. Trzeba jednak pamiętać, że już teraz 500+ ma taki charakter w przypadku pierwszego dziecka. Ponadto, jeżeli „socjal” oznacza „tylko dla biednych”, to kryterium odcinające bogatych zostawia w kręgu uprawnionych również średniaków. Po drugie, rząd twierdzi, że oszczędności wynikające z takiego podejścia będą niewielkie, a komplikacje dla pozostałych duże. W przypadku becikowego pieniędzy nie otrzymuje około 24% dzieci, co w 2015 stanowiło równowartość 90 mln zł. Gdyby kryterium zamożności było takie samo w przypadku 500+ i odcięło tyle samo dzieci pierwszych, to oszczędność wynosiłaby 540,6 mln zł rocznie. W tych rodzinach może być jednak więcej dzieci niż jedno. Załóżmy, że średnio jest to dwoje dzieci. Zaoszczędzona kwota rośnie do ponad 1 miliarda rocznie. Gdyby 500+ było w ogóle bez kryteriów dochodowych, to rzeczywiście ich wprowadzenie skomplikowałoby dostęp. Tak jednak nie jest. Możliwe, że część rodzin rezygnuje ze świadczenia na pierwsze dziecko, a wtedy ich dochód nie jest sprawdzany. Ich liczba jest jednak pewnie niewielka.

Kto straciłby na wprowadzeniu kryterium zamożności? Załóżmy, że zastosowano by kryterium takie, jak w becikowym. Rodzina 2+2 przekraczająca dochody netto 7,7 tys. zł miesięcznie łącznie nie dostałaby dodatkowo 1000 zł. Rodzina 2+5 przekraczająca dochody netto łączne 13,4 tys. zł nie dostałaby 2000 zł. Ważniejszy jest jednak ogólny bilans podatkowo-zasiłkowy dla różnych rodzin. Porównajmy pod tym względem zamożną rodzinę 2+5 z niepracującą żoną (kryterium zamożności jest z becikowego, czyli 1922 zł netto na osobę) z rodziną 1+1 z pracującą matką z dochodem netto na osobę 800,50 zł. Poziom dopłaty do systemu w skali roku na osobę wynosi w pierwszym przypadku: 1961 zł (bez wspólnego rozliczania i ulgi na dzieci oraz 500+ byłoby to 8634 zł), a w drugim 1084 zł (z 500+ to system dopłaciłby tej rodzinie na osobę 1915 zł).

„Dzieci z tego nie będzie”. Anna Gromada o roku z Rodziną 500+

A 500+ to nie są trzy działania w jednym? Jednocześnie polityka demograficzna, mająca budować dzietność, specyficzna forma dochodu gwarantowanego, ale tylko dla wybranej grupy i forma świadczenia społecznego w dawnym stylu?

Zasiłki rodzinne miały chronić przed ubóstwem i rekompensować zwiększone koszty życia rodzin z dziećmi. Zatrudniający płacą za indywidualną wydajność, a nie w zależności od liczby osób na utrzymaniu. Pierwotnie zasiłki rodzinne nie miały więc celów demograficznych. Dopiero wraz ze spadkiem dzietności w krajach zamożnych wprowadzane są tam świadczenia również na dzieci, ale z intencją pobudzania do prokreacji. W tej roli funkcjonują głównie świadczenia z tytułu urodzenia dziecka typu becikowe. 500+ zrywa z takim podejściem, gdyż oferuje dodatkowy dochód od urodzenia do 18. roku życia. To je zbliża jednak do zwykłych zasiłków rodzinnych. Za bodziec demograficzny można ewentualnie uznać kryterium na pierwsze dziecko, gdyż każde następne daje pewność otrzymania świadczenia i zwiększa prawdopodobieństwo, że będzie ono też na pierwsze. 500+ trudno uznać za bezwarunkowy dochód podstawowy (BDP) ze względu na to, że nie jest ono dla wszystkich dorosłych, ale tylko dla tych, którzy mają dzieci na utrzymaniu. Ponadto nawet w tym przypadku nie są to wszystkie osoby dorosłe, gdyż kryterium na pierwsze dziecko wyklucza część z nich. Gdyby nawet 500+ było na wszystkie dzieci, wówczas poza nim byliby dorośli bez dzieci w gospodarstwie domowym. Poziom dochodu podstawowego powinien pokrywać potrzeby na poziomie minimum socjalnego. Dla rodziny typu 2+2 powinno być to 3421 zł w 2015 r. Z 500+ taka rodzina ma niecałe 30% tej kwoty o ile spełni kryterium dochodowe.

Z jednej strony demografię ma stymulować 500+, a z drugiej próbuje się wprowadzić kompleks obostrzeń natury prawno-obyczajowych mających utrudnić edukację seksualną, dostęp do antykoncepcji czy badań prenatalnych. Promowane są klauzule sumienia dla aptekarzy i lekarzy. Czy można te działania uznać za front walki o zwiększenie dzietności i zmuszanie kobiet do rodzenia?

Nie sądzę, aby intencją tych rozwiązań było zwiększanie dzietności. Wycofanie się z in vitro dobitnie to potwierdza. Chodzi raczej o to, aby polityka była zgodna z przekonaniami religijnymi, według których człowiek zaczyna się od poczęcia, a podstawowym przykazaniem jest: nie zabijaj. To też nie jest pewne, gdyż PiS odrzucił propozycję zaostrzenia zakazu aborcji. Możliwe, że zrobił to jednak ze względów taktycznych, a nie strategicznych. Wprowadzono bowiem w życie ustawę o wsparciu kobiet w ciąży i rodzin „Za życiem” i rząd przyjął program pod tą samą nazwą, zapowiadający kolejne działania.

„Za życiem”, czyli niemoralna propozycja PiS-u

Czy rzeczywiście dzieci z niepełnosprawnościami otrzymały wsparcie od rządu PiS?

W 500+ kryterium wykluczające pierwsze dziecko, gdy w rodzinie jest dziecko niepełnosprawne, jest na poziomie 1200 zł. Więcej rodzin z dziećmi niepełnosprawnymi w porównaniu z rodzinami bez takich dzieci otrzyma świadczenie również na pierwsze dziecko. Środowiska rodziców zgłaszają jednak propozycję całkowitego zlikwidowania kryterium na pierwsze dziecko, jeżeli w rodzinie jest dziecko niepełnosprawne. Wspomniana ustawa „Za życiem” była krytykowana przez środowiska rodziców jako wnosząca niewiele nowego, poza jednorazowym świadczeniem pieniężnym. Uchwalony pod koniec 2016 program o podobnej nazwie wnosi nieco nowych rozwiązań, ale jest również krytykowany jako dalece niewystarczający.

Jaki rodzaj rodziny jest promowany wskutek programu 500+?

 Jest to rodzina wielodzietna, gdyż im więcej dzieci, tym większe dochody z 500+. Jest to też rodzina, w której głównie kobieta zajmuje się dziećmi. Ten drugi wniosek opieram na kilku przesłankach.

Program 500+ promuje rodziny wielodzietne, w których głównie kobieta zajmuje się dziećmi.

Po pierwsze, kryterium dochodowe na pierwsze dziecko może skłaniać do tego, aby się w nim zmieścić. Nie zastosowano żadnych środków, które łagodziłyby straty dochodu wynikające z przekroczenia kryterium (np. w zasiłkach rodzinnych jest to złotówka za złotówkę). Dotyczyć to może głównie kobiet, które mniej zarabiają.

Po drugie, 500+ można łączyć bez ograniczeń z całą reszta świadczeń, co oznacza, że mniejsze są bodźce do zdobywania dodatkowego dochodu poprzez pracę. Co znowu dotyczy głównie kobiet, szczególnie w związkach.

Po trzecie, 500+ jest relatywnie wysokim świadczeniem, więc bez wymagań związanych z pracą może niezależnie od innych świadczeń wpływać na zmniejszenie motywacji do zarobkowania. Poza tym nie wprowadzono wraz z programem 500+ żadnych nowych rozwiązań, które rozszerzałyby możliwości łączenia pracy z rodziną. Tu jednak sygnały nie są jasne, gdyż rząd nie wycofał się jak dotąd z żadnych rozwiązań wprowadzonych przez poprzedników, np. ułatwianie i dofinansowywanie tworzenia opieki dla dzieci do lat 3, czy uprawnienie do zapewnienia opieki przedszkolnej dla dzieci w wieku 3-5 lat.

A jak taki zwiększony dochód przekłada się na dzietność? Jest jakieś wyraźne powiązanie?

Generalnie jest tak, że im dochód wyższy, tym mniej w rodzinie dzieci. Gdy jednak dochody rodziny są bardzo wysokie, wówczas zależność może się odwrócić. Za tą zależność może odpowiadać głównie poziom wykształcenia kobiet. Im jest ono wyższe, tym większe szanse na wyższe dochody z pracy, ale też większe aspiracje zawodowe i mniejszy preferowany model rodziny. Jak więc dodatkowy dochód z 500+ wpłynie na dzietność i których kobiet przede wszystkim? Ogólniej rzecz ujmując, na bodźce finansowe powinny być bardziej wrażliwe rodziny uboższe. Jeżeli tam są głównie kobiety z niższym wykształceniem to i planowanie prokreacyjne może być jednak mniej skuteczne lub w ogóle nieobecne. Można więc twierdzić, że dzieci i tak się tam urodzą niezależnie od 500+. Demografowie podkreślają, że jeżeli nawet zwiększy się liczba urodzeń, to głównie z powodu przyspieszenia decyzji, które i tak by zapadły. Poza tym, w ostatnich latach wprowadzano kilka innych rozwiązań, oddziałują też inne czynniki. Wszystko to sprawia, że efekt demograficzny jest bardzo niepewny.

Zakładając, że decyzje prokreacyjne są racjonalne, to zmniejszenie kosztów posiadania dziecka powinno spowodować przyrost urodzeń.

Ze współczesnej psychologii i ekonomii behawioralnej wynika raczej, że ludzie są przewidywalnie irracjonalni. Jeśli zaś pojawia się stres związany z ubóstwem, trudnymi warunkami życia to ta irracjonalność wzrasta. Stąd też kłopoty w planowaniu długoterminowym, w tym w obszarze prokreacji. Wysokie świadczenia dla ubogich rodzin z dziećmi mogą się przyczynić do wzrostu racjonaliści decyzyjnej. Zwiększy się bezpieczeństwo socjalne, spadnie stres związany z brakiem pieniędzy. 500+ może zmniejszyć ubóstwo o kilkadziesiąt procent. Trudno powiedzieć, czy to spowoduje, że rodziny zaczną bardziej planować swój rozwój. Jeżeli jednak się tak stanie, to może to prowadzić do ograniczania kolejnych urodzeń. Poza tym, świadczenie nie zostało bezpośrednio powiązane z urodzeniem dziecka, ale z jego wychowaniem. Nie ma więc jasnego sygnału, czego państwo oczekuje od rodziny.

Mamy jednak tylko 16 mln pracujących na 38 mln mieszkańców. Czy wypchnięte z rynku pracy kobiety, które już i tak mają niższe zarobki, nie będą miały jeszcze niższych emerytur? Nie dołoży się to do ich jeszcze większego uzależnienia od rodzin?

Wpływ 500+ na to, jakie emerytury będą pobierały kobiety za kilkadziesiąt lat, jest bardzo niepewny. Nowy system emerytalny tak skonstruowano, że liczy się właściwie liczba lat do przeżycia, uzbierany kapitał emerytalny oraz staż wymagany do uzyskania minimalnej emerytury. Jeżeli kobiety tylko przez 500+ dodatkowo rezygnowałyby z pracy, to ich kapitał emerytalny się zmniejszy, podobnie jak i staż pracy. Jeżeli jednak już teraz większość ludzi młodych spodziewa się niskich emerytur, to również będzie wpływało na ich chęć do pracy. Poza tym w Polsce mężczyźni umierają o kilka lat wcześniej niż kobiety. Może być więc i tak, że kobiety otrzymają po nich wyższe świadczenia wdowie. Ludzie dzisiaj młodzi, a należący do niżowych roczników odziedziczą średnio duży majątek po rodzicach, mieszkania, oszczędności. Polacy się bogacą, a to również oznacza, że dochody na emeryturze będą również z innych źródeł niż z ZUS.

Nie wiem czy da się takie założenie wpisać w długofalową politykę społeczną. Jak tu powiedzieć kobietom, proszę się nie martwić, pani mąż wcześniej umrze i odziedziczy pani jego świadczenie?

Ten system został skrojony pod tradycyjną rodzinę, w której żywicielem jest mężczyzna, a kobieta zajmuje się domem. Podobnie tradycyjne związki zawodowe domagały się wysokich płac, tak wysokich, żeby mężczyzna mógł utrzymać rodzinę.

Zlikwidujmy pracę, nadchodzą roboty

A to jest dobre dla produktywności krajowej, że pracowałaby tylko jedna osoba z pary?

Czynników wpływających na wzrost gospodarczy jest wiele. Historycznie rzecz ujmując w okresie powojennym, kiedy ten model rodziny dominował, mieliśmy również bardzo wysoki wzrost gospodarczy na Zachodzie. Wzrost aktywności zawodowej kobiet jest jednak na całym świecie od kilku dziesięcioleci faktem, co wiąże się z rosnącym poziomem wykształcenia kobiet. Próba przywrócenia obecnie modelu rodziny męskiego żywiciela, gdy już w większości rodzin w Polsce kobiety pracują, jest skazana na porażkę. Pomijając już to, że większość kobiet chce pracować, spowodowałoby to również zmniejszenie wzrostu gospodarczego. Kto miałby pracować w milionach miejsc pracy zwolnionych przez kobiety? Czy da się je wszystkie lub większość zautomatyzować? Prowadzi to znowu do myślenia w kategoriach dochodu podstawowego. Miałby on odpowiadać na automatyzację wypierającą pracę ludzką, ale dotyczy to mężczyzn, jak i kobiet. Konserwatysta może zadać pytanie: skoro i tak się specjalizujemy, czyli mężczyźni częściej pracują, a kobiety częściej zajmują się opieką w rodzinie, a pracy ma być za mało dla wszystkich, może lepiej niech pracują mężczyźni? Prowadzić to może do idei, żeby najpierw zapewnić dochód podstawowy wszystkim kobietom.

W czym w takim razie lepszy niż 500+ byłby podstawowy dochód gwarantowany?

Jako pozytyw 500+ podawany jest brak stygmatyzacji społecznej, wynikającej stąd, że jest nie tylko dla rodzin ubogich. To samo dotyczy dochodu podstawowego. Oba świadczenia otrzymują także średnie i zamożne rodziny, które nie są przedmiotem negatywnych stereotypów. Jak wspomniano wyżej, oba świadczenia nie wymagają również podejmowania pracy. 500+ od drugiego dziecka można bez ograniczeń łączyć z zarobkami, podobnie w przypadku dochodu podstawowego. Na tym jednak podobieństwa się kończą.

Dochód podstawowy – instrukcja obsługi

BDP jest dla wszystkich dorosłych, niezależnie od tego z kim się razem utrzymują lub kogo utrzymują. Jest to świadczenie na zaspokojenie podstawowych potrzeb osobistych na minimalnym poziomie, a nie świadczenie dla rodzin z dziećmi. Nie ma na celu zwiększania liczby urodzeń czy dzietności, ale przeciwdziałanie ubóstwu i tworzenie podstawy dla osobistej wolności. Niektórzy nawet krytykują to rozwiązanie, obawiają się o jego wpływ na tradycyjną rodzinę. Kobiety, gdy uzyskają pewną niezależność finansową, nie tkwią przy przemocowych mężczyznach, tylko od nich odchodzą. Najpewniej zwiększyłyby się wskaźniki rozwodów. A co z dziećmi pozamałżeńskimi? Być może, jeśli kobiety będą niezależne od początku swojego życia, to mniej chętnie będą wstępować w związki małżeńskie. Dlaczego upadła idea negatywnego podatku dochodowego w USA? Nie dlatego, że ludzie pracowali mniej godzin, tylko dlatego, że to podważało konserwatywną wizję rodziny. Wzrosła liczba dzieci pozamałżeńskich i rozwodów. Gdyby wprowadzić BDP to pojawia się pytanie, czy powinny go otrzymywać również dzieci? Zwykle proponuje się połowę dochodu dla dorosłych, która przekazywana byłaby rodzicom. Jako że w Polsce około 1000 zł na osobę to minimum socjalne, BDP dla dzieci wynosiłoby 500 zł na każde dziecko. Krytyka feministyczna podkreśla jednak te same możliwe konsekwencje, co w przypadku 500+, czyli wpływ BDP na dezaktywizację zawodową kobiet. Trzeba jednak odróżniać dobrowolne wybory, gdy każdy ma zapewnioną podstawę ekonomiczną wolności od świadczeń, które są uzależnione od dochodów, od podejmowania pracy itd.

Niektórzy obawiają się wpływu bezwarunkowego dochodu podstawowego na tradycyjną rodzinę.

Czyli w zasadzie program 500+ byłby zachowany a nawet rozszerzony?

Tak, ale byłby to dochód na osobę, choćby nieletnią, a nie program wspierania rodziny. Teraz na przykład 500+ nie należy się dzieciom w placówkach opiekuńczo wychowawczych. Argument rządu jest taki, że tam mają zapewniony byt. Także rodziny niemające potomstwa, bądź z jednym dzieckiem, ale powyżej progu, mogą zapytać, a co dla nas? Z BDP wiąże się jednak inny problem. Jak jakaś partia miałaby sprzedawać wyborcom ten program, skoro jest on dla wszystkich? Gdzie tu doraźny zysk polityczny w jakiejś grupie społecznej? Skoro dla wszystkich, to jak go sfinansować i kto na tym straci? No i pozostaje jeszcze pytanie czy BDP to idea prawicowa, czy lewicowa? Niektórzy od razu mówią, że skoro wymyślił go neoliberalny ekonomista Milton Friedman, a do tego miałby zastąpić socjaldemokratyczny model państwa dobrobytu, to jest to idea prawicowa. Inni, że skoro jest to świadczenie uwalniające od przymusu ekonomicznego w kapitalizmie, to jest to idea lewicowa.

Co jeśli się uda wprowadzić w Europie powszechny dochód gwarantowany? Nie powstanie automatycznie elitarny klub zamożnych Europejczyków? Co z ludnością nie objętą dochodem? Nie wzrasta jeszcze bardziej rozwarstwienie między krajami? Nie jest to też aby forma kupienia europejskiego pracownika przez udostępnienie mu dywidendy od wyzysku z reszty świata?

To temat na inną rozmowę. Powiem tylko, że są również propozycje wprowadzenia globalnego dochodu podstawowego. Wymagałoby to zapewne daleko idącej integracji politycznej i ekonomicznej w skali globalnej. Wyobraźmy sobie federację federacji kontynentalnych w rodzaju Unii Europejskiej z własną polityką i budżetem tworzonym z globalnych podatków dochodowych.

Ja jestem za, jak jednak przekonać polityków i przeciętnych ludzi na świecie do idei rządu światowego?

Będzie trudno, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy nawet UE chwieje się w posadach z powodu Brexitu i powracają idee bardziej suwerennych państw narodowych oraz polityki protekcjonistycznej. Czy wielkie mocarstwa będą chętne do rezygnacji z części swojej potęgi na rzecz globalnego rządu? Jak całą różnorodność kulturową świata uwzględnić w polityce globalnej? Wiele z problemów z integracją europejską na poziomie globalnym byłoby zapewne dużo trudniejszych do rozwiązania. Z drugiej strony doświadczenia europejskie, ale też z regionalizacją ekonomiczną w innych częściach świata oraz regulacją globalizacji mogą posłużyć do zaprojektowania czegoś, co będzie doskonalsze.

Nosal-Ikonowicz: Walka z ubóstwem jest ważniejsza niż reprodukcja narodu

Bio

Przemysław Witkowski

| Poeta, dziennikarz i publicysta
Przemysław Witkowski – poeta, dziennikarz i publicysta; dwukrotny stypendysta Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu; absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Wrocławskim; doktor nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce; opublikował „Lekkie czasy ciężkich chorób” (2009); „Preparaty” (2010); „Taniec i akwizycja” (2017), jego wiersze tłumaczono na angielski, czeski, francuski, serbski, słowacki, węgierski i ukraiński.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.
Krzysztof Mazur

Odnośnie dochodu gwarantowanego, przyznanie wszystkim mieszkańcom Polski 1000 zł miesięcznie, za wyłączeniem dzieci oraz emerytów, rencistów i niektórych bezrobotnych, którzy już dostają pieniądze od państwa, kosztowałoby ok. 260 mld zł rocznie (rozszerzenie 500 plus na wszystkie dzieci kolejne 23 mld rocznie). Nałożenie podatku na pracujących, żeby uzyskać te 260-280 mld rocznie całkowicie zlikwidowałoby opłacalność legalnej pracy, czyli zlikwidowałoby dochody budżetu w całości, bo nikt by nie pracował. Przy okazji padła by giełda i dochody z podatku od zysków z kapitału. To byłby koniec budżetu i państwa oraz powrót do XVIII wiecznej anarchii sarmackiej.
500 plus też doprowadzi do krachu finansowego, tylko wolniej i będzie to dużo mniejszy krach, z którego Polska wyjdzie za pomocą likwidacji zasiłków, obniżenia emerytur i przejściowego podniesienia podatków. Takie zreformowane państwo neoliberalne będzie się szybko rozwijać i za 20-30 lat świadczenia emerytalne z ZUSu nie będą miały dla większości ludności znaczenia, bo będą znikome, a emeryci będą mieli własne oszczędności. Będą też mogli pracować, to nie będzie już pokolenie wychowane w komunie, że państwo ma mu dać, bo się 'należy'. Po PiSowskim socjalnym krachu Polskę czekają neoliberalne reformy i rozwój. Pozdrawiam.

Krzysztof marzyciel.

Pytanie - skąd chcecie wziąć pieniądze na te kretynizmy?

fantazjowanie skretyniałego marksisty.

Dochód podstawowy to idea anty Marx i anty Smith, bo to idea przeciwstawna apoteozie pracy jako takiej (byle jakiej, dehumanizującej, gównowartej, niewolniczej), i która za podatawę modelu ekonomicznego uważa wartosci, które on ma wspierać: bezpieczeństwo i wolność od przymusu ekonomicznego. Wolność de facto powinna być najważniejszą wartością, a nie jest ona możliwa bez bezpieczeństwa socjalnego. Natomiast dla Marxa i dla Smitha najważniejszy był wzrost gospodarczy, produkcja. Praca była zarpen przez nich fetyszyzowana. Dochód podstawowy wyrasta z krytyki xxwiecznych założeń, zarówno starej lewicy, jak i liberałów. Także z tym łączeniem Marxa z ideą dochodu podstawowego to kulą w płot.

chuj was to obchodzi

nawet tego nie czytałem ,wystarczyło mi nazwisko z kim bedzie ten wywiad i wiecie co wam powiem...jak ja was kurwa nienawidze naplety ścięte....komu wy mydlicie oczy...robicie wywiad z żydami czy 500+ jest potrzebne...oczywiste ze każdy żyd wam powie ze nie, bo goj nie musi wtedy sie u "typków" zadłużać .....chuj wam w koszerne dupsko