Idee nie działają.
Same.
Ktoś musi stanąć za ideą.
Człowiek. Jeden lub wielu.

Idee pomagają wymyślić świat na nowo, kiedy trzeba to zrobić.
Ułatwiają zrozumienie, podtrzymują nadzieję, uwalniają od lęku.
Idee nie są odważne. Nie mają wyobraźni. Nie mają kolorów.
To człowiek, który stanął po stronie idei – jest bohaterem.

Zobaczył i pokazuje innym to, co niewidoczne.
Uwierzył, że utopia wypowiedziana dziś,
jutro może stać się barwną rzeczywistością.

Idee rodzą się z krytyki.
Powstają z myślenia.
A kiedy budzi się rozum, kończy się marazm.
Krytyczne myślenie napędza do działania.

Idee to słowa.
Które mają wartość i moc.
Nie chcemy ich tylko tworzyć ani bronić.
Zamierzamy je urzeczywistnić.

Dla Polski otwartej, zielonej i solidarnej.
Tworzonej wspólnie z wami.
Słowem i działaniem.

Przepisujemy idee na rzeczywistość.
Krytyka Polityczna

Czytaj dalej, Świat

Nie jesteśmy wolni, bo życie marnujemy w pracy

praca-kapitalizm-reklama-spoleczna-3

W kapitalizmie nie jesteśmy wolni, bo większość czasu spędzamy w pracy, która nie ma z reguły większego sensu. „Być wolnym” to nie to samo co zapierniczać od rana do nocy, sprzedawać siebie samych, żeby przeżyć od pierwszego do pierwszego.

„Wy, wschodni Europejczycy, macie inne wyobrażenie życia. Nie rozumiecie, czym jest człowieczeństwo” – zarzucała mi kiedyś koleżanka z Grecji. Nie miała na myśli tego, że każdy z nas jest bezduszną, ordynarną bestią, ale raczej to, że szacunek dla człowieka i wrażliwość na ludzkie życie znajdują się karygodnie nisko w naszej hierarchii wartości. Zachowujemy się tak, jakby katastrofa klimatyczna nas nie dotyczyła, a zamiast tego dalej upajamy się iluzją niewyczerpanych zasobów i fetyszem pracy. Tyle że po przeciwnej stronie butnej iluzji nieograniczonych zasobów leży nasze życie – skończone, śmiertelne, ograniczone. Szwedzki filozof Martin Hägglund w swojej najnowszej książce This Life: Secular Faith and Spiritual Freedom (Życie doczesne. Świecka wiara i wolność duchowa) otwiera właśnie temat skończoności, ukazując, że przymus pracy najemnej, nierówności i zmiana klimatu jeszcze bardziej skracają nam życie.

Harówa od rana do nocy to nie wolność

Łatwo szermuje się dziś pojęciem wolności. Uważamy wolność za świętą, zakładamy nawet partie ludzi „wolnych” (np. czeska prawicowa Partia Wolnych Obywateli czy Korwinowska partia Wolność w Polsce). Tyle że w postkomunizmie wielu z nas uwierzyło w ideologię, która wolność ograniczyła do pogoni za zyskiem. Rzekomo wszyscy mamy szanse i tylko od nas zależy, jak bardzo się staramy. Niezwykłe, że nasz majątek i wpływy odbierane są tylko jako niezbity dowód na posiadanie dobrych pomysłów, pilność i ciężką pracę jednostki. Przestaliśmy zaś dostrzegać instytucje, dystrybucję bogactwa, interesy ekonomiczne oraz to, że wpływają one na każdego z nas. Uważamy za normalne, że wolność oznacza rozpychanie się łokciami.

Martin Hägglund przedstawia inną wizję wolności. W kapitalizmie nie jesteśmy wolni, ponieważ większość czasu spędzamy w pracy, w której żadna wolność nie panuje i która nie ma większego sensu. „Być wolnym” to nie to samo, co zapierniczać od rana do nocy. A wolny wybór trudno połączyć z tym, że sprzedajemy siebie samych, żeby przeżyć.

Wolny rynek wyżyma pracownika jak mokrą szmatę

Na nasze decyzje wpływa bowiem przede wszystkim konieczność zarobkowania, żeby się utrzymać. Często z tego powodu robimy coś wbrew sobie, dostosowujemy się do czegoś, czego nie chcemy. Większość ludzi po prostu żyje w dyktaturze przymusu ekonomicznego, który niewiele ma wspólnego z wolnością.

Brak wolności ekonomicznej odciska się na nas wszystkich. W Czechach, moim kraju, dane wskazują, że połowa ludzi nie widzi sensu w swojej pracy, a syndrom wypalenia jest chlebem powszednim dla coraz większej liczby młodych osób.

W dyktaturze przymusu ekonomicznego nie możemy spędzać większości czasu z osobami, na których nam zależy, ani robić tego, co naprawdę chcemy. Jak dobrze żyć? Czym wypełnić życie? Niestety, odpowiedzi na najważniejsze życiowe pytania dyktuje nam konieczność ekonomicznego przetrwania. Praca okazuje się błędnym kołem taniej harówy i konsumpcji, które nie pozwalają nam na dysponowanie własnym czasem. W ten sposób marnujemy to, co najcenniejsze.

praca-kapitalizm-reklama-spoleczna-3
Kampania społeczna agencji DDB. Fot. Tato Gómez

Nie zajmujmy się życiem pośmiertnym

Hägglund stawia radykalne pytania i krytykuje ludzką skłonność do ulegania złudzeniom, które odwracają uwagę od skończoności naszego życia. Dlatego w swojej książce podważa też religie. Twierdzi, że religie, dając nadzieję na zbawienie po śmierci, służą w istocie jako fałszywe alibi tłumaczące, dlaczego nie potrafimy ulepszyć świata doczesnego.

Wprawdzie nie potrafimy wyeliminować biedy, ale możemy ją kompensować nadzieją na życie w raju czy na nirwanę, której dostąpią także ubodzy. Wyobrażenia skierowane na życie pozagrobowe odwracają naszą uwagę od życia tu i teraz. Z Hägglundem nie zgodzi się pewnie wielu wierzących, którzy – przeciwnie – starają się czynić świat lepszym. Tyle że wizje życia pozaziemskiego z definicji nie mogą oferować klucza do stworzenia bardziej sprawiedliwego porządku na ziemi. A właśnie o to powinno nam chodzić w pierwszej kolejności.

Szukanie czegoś większego od nas samych przybiera różne formy. Dla jednych to religia, a dla innych może to być nacjonalizm czy „powrót do tradycji”. Podobnie – nacjonalizm usprawiedliwia wykluczenie czy życie w ubóstwie w zamian za poczucie dumy narodowej. Właśnie przeciwko temu zwraca się Hägglund, twierdząc, że politykę należy podporządkować dążeniu do maksymalizacji jakości życia. Nawet jeśli zdaniem niektórych nasze dążenia do zwalczania nierówności społecznych czy przezwyciężenia katastrofy klimatycznej są naiwne, to jednak wciąż chodzi nam o walkę o lepszy świat rzeczywisty, tu i teraz, a nie fantazjowanie o zaświatach.

praca-kapitalizm-reklama-spoleczna-3
Kampania społeczna agencji DDB. Fot. Tato Gómez

Żyjemy krótko – traktujmy to poważnie

Życie człowieka kończy się śmiercią. Nie będzie drugiego, lepszego, nie będzie żadnego „potem”. Życie jest krótkie, a zmarnowanie go to najgorsze, co możemy z nim zrobić. Dlatego musimy stworzyć takie warunki, żeby jak najlepiej i jak najgodniej je razem przeżyć.

Jednak w systemie, w którym głównym celem ludzkiego życia jest harówa i maksymalizacja zysku, nie za bardzo się to może udać. W społeczeństwie, w którym na pytanie: „jak dobrze spędzać czas?”, udziela się odpowiedzi: „zapierdalać i inwestować w kapitał ludzki”, prawdziwa wolność jest nam odebrana. I dotyczy to zarówno biednych, jak i bogatych.

Wolny rynek nie robi się sam

Filozof podnosi kluczowy temat naszych czasów – skończoność. Ludzie zawsze ulegali pragnieniu nieskończoności. Zdobywali niebo i kosmos. Prowadzili wojny, które milcząco zakładały nieskończoność „zasobów ludzkich”, nie przejmując się milionami zabitych. W końcu wymyślili kapitalizm, który by trwać, potrzebuje nieprzerwanego wzrostu, nieskończonych zasobów naturalnych i namnażania bogactwa. Tylko że związany z tym wyzysk ludzi i eksploatacja planety mają swoje granice. Nie musimy tu spekulować – widać to gołym okiem. Ponownie stajemy oko w oko ze skończonością – jesteśmy świadkami załamania bioróżnorodności, wymierania gatunków i rozpadu więzi społecznych.

Bardziej opłaca się wynająć Polaka niż kupić robota [rozmowa]

Dlatego spróbujmy potraktować naszą skończoność poważnie. Najcenniejszym zasobem, jaki mamy, jest według Hägglunda czas. Jeśli nie chcemy go zmarnować, powinniśmy stworzyć ku temu odpowiednie warunki. Ludzie potrzebują szansy na rozwój tego, co szwedzki filozof nazywa „wolnością duchową”, a także na lepsze urządzenie pracy i społeczeństwa.

Jesteśmy czymś więcej niż zasobami ludzkimi, jak wmawiają nam ekonomiści. Człowiek ma wielką wartość, nawet (a może zwłaszcza) jeśli jego praca nie generuje prywatnego zysku, lecz dokłada się do interesu publicznego czy troski o dobro innych ludzi.

Wynika z tego postulat ograniczenia pracy najemnej do minimum oraz ucieczki od kapitalizmu – w przeciwnym razie zamienimy tylko jeden rodzaj braku wolności na inny.

Pracujmy krócej! To nie jest żadna rewolucja

Socjalizm demokratyczny jako odpowiedź

Wizja Hägglunda ma jedno „ale”. Ludzie od zawsze pragnęli nieskończoności, wypatrując z lękiem własnego końca. Wymyślają sobie bujdy, które spełniają ich potrzebę nieskończoności. Jeśli akurat nie wydobywają paliw kopalnych, rzucają się w fale internetu i czerpią bogactwo z nieskończonych wirtualnych danych. A narkotyki, które mają nas wynosić ponad ziemską rzeczywistość? Albo ordynarne pragnienie władzy, sławy i sukcesu? Niestety, nasza konfrontacja ze skończonością zazwyczaj prowadzi do poszukiwania kolejnej nieskończoności, często bez względu na konsekwencje.

Mindfulness robi wam wodę z mózgu

czytaj także

Mimo to autor zachęca nas do wyciągnięcia wniosków. Czy nie powinniśmy przyznać, że obecny system gospodarczy zawiódł i nieubłaganie niszczy życie na ziemi? Oraz że w tej zgubnej spirali niebezpiecznie przybliżamy się do własnego końca, a nie do nieskończonych możliwości? Kto wie – może właśnie konfrontacja ze skończonością planety i klimatu zmusi nas do wyraźnej zmiany systemu i siebie samych.

Jak to rozwiązać? Według Hägglunda odpowiedź nazywa się socjalizm demokratyczny. Ale czy potrafimy sobie coś takiego w ogóle wyobrazić w działaniu? Na razie stoimy z założonymi rękami i czekamy, aż do działania zmusi nas katastrofa.

Masochiści w pracy. Dlaczego pozwalamy się wyzyskiwać i jesteśmy za to wdzięczni?

**
Tekst ukazał się w siostrzanym magazynie A2larm.cz pod tytułem
Svoboda v dnešním kapitalismu je fraška, varuje filosof”. Z czeskiego przełożyła Olga Słowik. Zmiany od redakcji. 

Bio

Jaroslav Fiala

| Redaktor naczelny A2larm.cz
Politolog i redaktor naczelny czeskiego magazynu internetowego A2larm. Wykłada na Uniwersytecie Karola w Pradze.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.