Świat

Pieniążek: Ukraina coraz dalej od demokracji

„Nie mamy już nic do stracenia” – napisał na swoim profilu na Facebooku były minister spraw wewnętrznych Ukrainy Jurij Łucenko.

Wezwał Ukraińców do szturmu na „rządzącą bandę”. Inni politycy mówili o końcu parlamentaryzmu i ładu konstytucyjnego na Ukrainie. To reakcja na szereg ustaw, które w środę zostały przegłosowane w Radzie Najwyższej i które następnego dnia podpisał prezydent.

Podczas środowego posiedzenia Rady Najwyższej złamano wszelkie możliwe standardy. Opozycja chciała nie dopuścić do głosowania nad budżetem i zamknęła spikera Rady Najwyższej Wołodymyra Rybaka w jego gabinecie. Doszło do przepychanek między deputowanymi.

Na miejscu zamkniętego Rybaka pojawił się inny polityk Partii Regionów – wicespiker Ihor Kaletnik, który otworzył obrady. „Opozycyjni deputowani uniemożliwiają rozpatrzenie spraw, blokują trybunę, przeszkadzają w pracy przewodniczącemu posiedzenia, a także w głosowaniu innych deputowanych” – wyjaśnił Kaletnik i od razu dodał, że w takim razie budżet zostanie przyjęty bez omówienia. Przegłosowali go znajdujący się na sali politycy z Partii Regionów i Komunistycznej Partii Ukrainy.

Opozycja wykradła niektórym deputowanym karty, bez których nie da się głosować. Kaletnik ogłosił więc, że Rada przechodzi na tryb „ręczny”. Głosowania odbywały się za pomocą podniesienia ręki. Głosy „liczono” w rekordowym tempie. W internecie pojawiło się wideo, na którym widać, że od razu po podniesieniu rąk znana była liczba głosujących „za”. Wszystkie ustawy były przyjmowane dwustoma pięćdziesięcioma dwoma głosami, co oznaczałoby, że Partia Regionów i komuniści musieli być obecni w stu procentach. Według mediów i opozycyjnych polityków było jednak inaczej. 

Problemy z formą głosowania nie okazały się jednak najpoważniejsze. Tego dnia wprowadzono cały szereg ustaw, które poważnie naruszają ukraiński system polityczny. Wszystkie są wymierzone w protestujących na Majdanie, a także wspierających ich polityków, media i NGO-sy. Pojawia się coraz więcej głosów, że o demokracji na Ukrainie można już zapomnieć.

Wszystkie ustawy zgłosili dwaj politycy Partii Regionów – znany ze swoich antyukraińskich wypowiedzi i kontrowersyjnych pomysłów Wadim Kołesniczenko oraz Wołodymyr Olijnik.

Od teraz Majdan stał się całkowicie nielegalny. Zabroniono zakrywania twarzy, w tym także noszenia kasków (grozi za to do dziesięciu dni pozbawienia wolności), ustawiania namiotów czy scen (do piętnastu dni), grupowego naruszania porządku społecznego (do dwóch lat).

Za udział w masowych zamieszkach przewidziana jest kara do piętnastu lat, za grożenie milicjantowi do siedmiu, za zbieranie informacji o funkcjonariuszach i sędziach do trzech lat, a za propagowanie ekstremistycznych treści do trzech lat.

Rozprawiono się także z tak zwanym Automajdanem. Przez ostatnie dni kolumna samochodów jeździła pod domy przedstawicieli władzy i organizowała tam protesty. Teraz również za to grożą sankcje. Samochody jadące w kolumnie większej niż pięć pojazdów muszą mieć zgodę milicji. Jeśli jej nie będzie, kierowca może zostać pozbawiony prawa jazdy i samochodu nawet do dwóch lat. Natomiast za blokowanie dostępu do cudzego domu przewidziana jest kara do sześciu lat więzienia.

Organizacje pozarządowe, które otrzymują pieniądze spoza Ukrainy, będą – podobnie jak w Rosji – „agentami zagranicznymi”. We wszystkich publikacjach ma pojawiać się informacja, że „organizacja wypełnia funkcję agenta obcego państwa”. Dziennikarze natomiast będą mogli zostać oskarżeni o zniesławienie, za co grozi do dwóch lat więzienia.

Dużo mówiło się na temat amnestii dla osób, które zostały zatrzymane po 21 listopada. Ich sprawy miały zostać zamknięte. Wiele osób obawiało się, że amnestia skończy się tym, że od odpowiedzialności zostaną zwolnieni ci, którzy wydawali rozkazy i bili demonstrantów. Tak też się stało w środę – zdjęto odpowiedzialność ze wszystkich podejrzanych lub oskarżonych o to osób.

Ten spis nie obejmuje wszystkich zmian, które zostały przegłosowane przez parlament, a w piątek podpisane przez prezydenta.

W piątek wieczorem zwolniony został szef Administracji Prezydenta Serhij Lowoczkin, który po rozgonieniu Euromajdanu 30 listopada sam chciał się podać do dymisji. Wówczas jego rezygnacja nie została przyjęta.

Posadę stracił również dowodzący Wojskami Lądowymi Sił Zbrojnych Ukrainy generał-pułkownik Hennadij Worobjow. Przyczyną tej decyzji może być zachowawcza pozycja wojska wobec wydarzeń na Majdanie.

Demonstranci jednak się nie poddają. 19 stycznia ma się odbyć kolejna masowa demonstracja. Ponad sto organizacji społecznych ogłosiło mobilizację na ten dzień.

„Od tego wiecu zaczniemy odnowienie konstytucyjnego ładu. Nastanie kres dyktatury. Te dni będą decydujące” – piszą w swoim liście. „Gdziekolwiek mieszkacie, jedźcie do Kijowa, wołajcie wszystkich i ZOSTAWAJCIE. Kijowianie! Wyciągajcie sąsiadów, kolegów i rodzinę i przychodźcie na Majdan!”.

19 stycznia na Majdanie zapewne znowu zgromadzą się setki tysięcy Ukraińców gotowych do stawiania oporu „bandyckiej władzy”. Jednak wiele osób nie wierzy już, że można jeszcze coś zdziałać pokojowymi protestami. Pytaniem otwartym pozostaje więc, ilu z nich weźmie sobie do serca apel Łucenki.

Bio

Paweł Pieniążek

| Dziennikarz, reporter
Relacjonował ukraińską rewolucję, wojnę na Donbasie, kryzys uchodźczy i walkę irackich Kurdów z tzw. Państwem Islamskim. Stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. W 2014 roku nominowany do nagrody MediaTory. Autor książek „Pozdrowienia z Noworosji” (2015) i „Wojna, która nas zmieniła” (2017). Za tę ostatnią nominowany do Nagrody im. Beaty Pawlak.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.