Film

Reżyser najbardziej absurdalnych filmów świata

Deerskin, kadr z filmu/IMDb

Film o facecie, który dla swej kurtki ze skóry daniela postanawia zniszczyć wszystkie inne kurtki świata? To mógł wymyślić tylko Quentin Dupieux.

Gdy przeczytałam krótki opis Deerskin, by się orientować, co nam szykują kina na początek roku, dowiedziałam się, że ma to być film o facecie, który dla swej kurtki ze skóry daniela postanawia zniszczyć wszystkie inne kurtki świata. Od razu wiedziałam, że to musi być Quentin Dupieux. Nie myliłam się.

Quentin Dupieux to inaczej Mr Oizo, znany francuski DJ muzyki elektronicznej, techno i house, a do tego producent muzyczny i reżyser jednych z najbardziej absurdalnych filmów świata. Próbka? W mojej ulubionej Morderczej oponie opona samochodowa brutalnie morduje napotkanych na swej drodze ludzi, którzy zaszli jej za skórę.

Kino Dupieux to parodia gatunków filmowych. Reżyser bawi się formami i schematami, wywracając ich elementy do góry nogami i rozrzucając po całym studiu montażowym w porządku, który może i mieć sens, ale w języku filmowym staje się nielogicznym bałaganem. Bo przecież co by zostało z wielu filmów, choćby takiego Pulp Fiction, gdyby go zmontować i ułożyć „po bożemu”, wedle chronologii, tak jak to ponoć zrobiła barmanka Denise z Deerskin? Nowy film Dupieux to parodia kina grozy klasy któraś-tam-litera-alfabetu w połączeniu z komedią i jatką w stylu Tarantino, z domieszką dramatu psychologicznego, bo przecież samotny mężczyzna przyjeżdża do hotelu, by pobyć sam, i sam popija w zamyśleniu whisky przy barze.


Kino Dupieux to autotematyczne opowieści o kinie właśnie, które zdaje się obsesją reżysera, marzącego chyba o jego totalnym rozmontowaniu. W Morderczej oponie opona rodzi się z filmu, a film będzie trwał, póki żył będzie ostatni widz, w Nonfilm aktor przypadkowo zabija część ekipy technicznej, w Reality bohater, by dostać pieniądze na film, musi odnaleźć najlepszy krzyk w historii kina, a w Deerskin Georges udaje reżysera filmowego, nie mając zielonego pojęcia, na czym to zajęcie polega, więc chodzi po mieście z cyfrową kamerą i czerpie wiedzę z podręcznika w stylu „jak zostać filmowcem”.

Kino Dupieux to w końcu też historie bardzo oddalone od rzeczywistości. Opony mają zdolności parapsychologiczne, kurtki mówią, w biurach pada deszcz. Ale to nawet nie o to chodzi, bo to po prostu zabawa w fantazję. Istotniejsze jest to, że gdy Denise pyta Georges’a, czym się zajmuje, on odpowiada jej, że pije whisky przy barze, a gdy dziewczyna dopytuje, czym zawodowo, on ze szczerym zdziwieniem odpowiada „hmmm”… Próbowaliście kiedyś, siedząc z piwem przy barze, na pytanie o to, czym się zajmujecie, odpowiedzieć „piję piwo przy barze”? Spróbujcie, a zobaczycie, jakie zdziwienie wywołacie. W końcu znany wszystkim schemat rozmowy polega na tym, że jak mówisz „cześć”, to „cześć” słyszysz w odpowiedzi, jak pytasz, czym się ktoś zajmuje, to ktoś mówi o pracy, jak kichasz, jest „na zdrowie!”, a na pytanie o to, co słychać, odpowiedź brzmi, że „dobrze”. O nie, nie. U Dupieux tak nie jest. W jego kinie jest jak w literaturze Julia Cortázara, gdzie rozmontowywane są językowe kalki i przyzwyczajenia, logika zostaje, ale wydaje się nam nielogiczna, bo akcja rodzi się na bieżąco, jakby z improwizacji, bez czerpania z gotowców, wbrew regułom, jest nowa, dziwna, może nawet niebezpieczna.

#MeToo w telewizji śniadaniowej

Deerskin ma kilka zalet i kilka wad. Do zalet, prócz wymienionych powyżej absurdów i rozwalania utartych form, należy z pewnością gra Jeana Dujardina. To film jednego aktora, który potrafi zadrwić z siebie i z konwencji. Jeśli chodzi o wady, to film momentami – jak to się mówi – siada i nawet nie chodzi o tempo, bo 77 minut sprawnie idzie do przodu, a chyba właśnie o ten ogrom absurdu, który, gdy już się do niego przyzwyczaimy, traci swój urok.

Domyślam się, że wiele osób będzie się doszukiwać w Deerskin ukrytych znaczeń – od oceny polowań na zwierzęta, poprzez kondycję sztuki i samotność jednostki we współczesnym świecie, aż po psychiczną traumę człowieka po rozstaniu i wiele innych. Tylko po co? To jest kino Dupieux. Bawmy się wraz z nim, dając się porwać fajnej i absurdalnej historii, która trochę rozmontuje szarość codzienności.


*
Anna Wyrwik – absolwentka socjologii i kulturoznawstwa na UJ, publikuje m.in. w „Przekroju”; zajmuje się literaturą Beat Generation.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać