Idee nie działają.
Same.
Ktoś musi stanąć za ideą.
Człowiek. Jeden lub wielu.

Idee pomagają wymyślić świat na nowo, kiedy trzeba to zrobić.
Ułatwiają zrozumienie, podtrzymują nadzieję, uwalniają od lęku.
Idee nie są odważne. Nie mają wyobraźni. Nie mają kolorów.
To człowiek, który stanął po stronie idei – jest bohaterem.

Zobaczył i pokazuje innym to, co niewidoczne.
Uwierzył, że utopia wypowiedziana dziś,
jutro może stać się barwną rzeczywistością.

Idee rodzą się z krytyki.
Powstają z myślenia.
A kiedy budzi się rozum, kończy się marazm.
Krytyczne myślenie napędza do działania.

Idee to słowa.
Które mają wartość i moc.
Nie chcemy ich tylko tworzyć ani bronić.
Zamierzamy je urzeczywistnić.

Dla Polski otwartej, zielonej i solidarnej.
Tworzonej wspólnie z wami.
Słowem i działaniem.

Przepisujemy idee na rzeczywistość.
Krytyka Polityczna

Film

Łoznica: Moralność żołnierza, moralność policjanta [rozmowa]

Za sprawą wojny z Rosją te pytania znowu stały się aktualne w naszym regionie.

Jakub Majmurek: Minął rok, odkąd pokazał pan film Majdan. Rewolucja godności. Wiele od tego czasu wydarzyło się na Ukrainie. Jak pan to ocenia: jest pan rozczarowany tym, co wyniknęło z rewolucji Majdanu?

Siergiej Łoznica: Nie sądzę, by ta rewolucja się już zakończyła. Ona będzie trwać jeszcze przez długi czas i wywierać długotrwałe konsekwencje. Podobnie jak to było z rewolucją francuską. Dlatego nawet jeśli nie jestem zadowolony ze wszystkiego, co w ciągu ostatniego roku działo się w ukraińskiej polityce, nie czuję goryczy i rozczarowania. Majdan był niezwykłym momentem nie tylko w historii Ukrainy, ale w ogóle w historii współczesnej. To była jedna z najbardziej wyrazistych manifestacji suwerenności ludu. Suwerenności nie tylko wobec skompromitowanej władzy Janukowycza, ale także wobec opozycyjnych liderów. W kryzysowych momentach na Majdanie to właśnie lud był suwerenem. I jak się później okazało, to lud najlepiej wiedział, co robić.

Uchwycenie tego zjawiska było moją główną ambicją w Majdanie; mam nadzieję, że się udało. Ta manifestacja ludowej suwerenności musiała dać do myślenia nie tylko Putinowi i ukraińskiej klasie politycznej, ale w ogóle elitom politycznym na całym świecie. I to jest trwałe dziedzictwo Majdanu.

W tym roku w Krakowie pokazywany był pana film Cmentarz żydowski. To obrazki z codziennego życia parku w okolicach Rygi, postawionego na miejscu dawnego żydowskiego cmentarza. W bardzo ciekawy sposób pokazuje pan proces historycznej amnezji.

Myślę, że to nie amnezja jest tu problemem.

Co w takim razie?

Coś znacznie głębszego, czego amnezja jest jedynie symptomem. Problem na Łotwie nie polega tylko na tym, że wspólnota odmawia pamiętania o swoich dawnych żydowskich sąsiadach. Problem w tym, że wobec tych sąsiądów popełniono zbrodnię. Brali w niej też udział  – w różnej mierze – przedstawiciele miejscowej ludności, nie tylko Niemcy. Amnezja jest efektem braku przyznania się do winy.

By móc pamiętać, trzeba by się najpierw przyznać się do winy i być gotowym na przyjęcie za nią kary.

Nie jest to chyba wyłącznie łotewski problem, film na podobny temat mógłby pan nakręcić także na Ukrainie.

Oczywiście! I pracuję nad takim projektem. Będzie to film o masakrze w Babim Jarze w Kijowie, gdzie jesienią 1941 roku Niemcy przy pomocy sił ukraińskiej policji wymordowali ponad 30 tysięcy Żydów.

Świat kojarzy to wydarzenie przede wszystkim za sprawą Łaskawych Littela.

Znam oczywiście tę książkę, pisząc scenariusz, korzystałem z tych samych dokumentów co Littel. Jestem z nim zresztą w korespondencyjnym kontakcie.

To będzie dokument czy fabuła?

Fabuła, ale samą masakrę chcę odtworzyć możliwie jak najwierniej, z uwzględnieniem historycznych źródeł.

Na jakim etapie jest projekt?

Na razie jest w zawieszeniu. Na Ukrainie toczy się teraz wojna, dopóki się nie skończy, nie widzę szans na zaistnienie warunków, choćby budżetowych, do nakręcenia takiego filmu. Musimy poczekać.

Nie obawia się, że film pokazujący współudział Ukraińców w zagładzie Żydów wywoła na Ukrainie potężny opór? Znamy to z Polski, z naszych dyksusji o książkach Grossa czy tej sprowokowanej przez takie filmy jak Ida i Pokłosie.

Na pewno wywoła. Ale to dobrze. Gdyby nie trafił na opór, to znaczyłoby, że nie ma społecznej siły, że niczego tak naprawdę ważnego nie mówi. Historia drugiej wojny światowej na terenie Europy Wschodniej jest bardzo krwawa, okrutna, naznaczona niespotykaną w tym czasie na tym kontynencie przemocą. Bliskie mi jest podejście Tymothy’ego Snydera, który pisze o tych terenach jako o „krwawych ziemiach”. Jest w jakiś sposób zrozumiałe, że na różne sposoby bronimy się przed traumą pamięci o tych wydarzeniach. Zwłaszcza o zagładzie Żydów, których zginęły tu miliony. Jak mieszkańcy tych terenów mieli się zachować wobec tego, że na przemysłową skalę mordowano ich sąsiadów?

Czy samo przyglądanie się zbrodni, występowanie w roli biernego świadka, nie było formą uczestnictwa w niej?

Chcę zadać te pytania.

Czy Ukraina – po wojnie z Rosją, głęboko podzielona politycznie, silnie zmobilizowana narodowo, jest w stanie sobie dziś te pytania zadać? Pana publiczność je podejmie?

Ukraina musi sobie zadać pytania o swoją przeszłość. Te związane z Babim Jarem i wiele innych. Musi zmierzyć się tym, co w jej przeszłości najtrudniejsze. Bez tego zwrot ku przyszłości, ku demokracji i Zachodowi, jaki obiecywał Majdan, nigdy się nie uda.

Na ile jednak – wobec ogromu traumy i przemocy – to moralne rozliczenie z przeszłością jest możliwe? Gdy oglądałem pana poprzednią fabułę, We mgle, poświęconą walkom partyzanckim na terenie Białorusi w trakcie II wojny światowej, miałem poczucie zanurzenia w świecie, w którym poziom arbitralnej przemocy, przymusu i traumy jest tak potężny, że bohaterowie wydają się marionetkami miotanymi przez potężniejsze od nich siły, a nie jakkolwiek autonomicznymi podmiotami, których zachowania można by osądzać w moralnych kategoriach.

To jest podstawowy dylemat, jaki próbuję rozwikłać w swoich filmach. I im dłużej o nim myślę, im więcej próbuję mierzyć się z nim filmowymi narzędziami, tym bardziej mam wrażenie, że jest on w zasadzie nierozwiązywalny. Bo z jednej strony to prawda, że II wojna światowa rzucała jednostki w sytuacje, w których stopień przemocy czynił każde moralne działanie niemal niemożliwym. Już sama powszechna militaryzacja wytwarzała taką sytuację. Celem szkolenia żołnierza jest przecież to, by wykonywał rozkazy, a nie by rozważał w swoim sumieniu, czy są dobre czy złe.

Jeśli jednak uznamy, że ci, którzy wykonywali rozkazy – w armiach, partyzantkach, policjach – są poza moralną odpowiedzialnością, to czy nie unieważniamy całego naszego języka moralnego?

Czy nie tracimy narzędzi do moralnej oceny zbrodni XX wieku?

Z drugiej strony, jeśli jedyną i ostatnią instancją czynimy indywidualne sumienie, to czy nie wyrzucamy na śmietnik tak ważnej jednak instytucji jak nowoczesna armia? Przecież bez niej nie byłoby możliwe zwycięstwo nad nazizem.

To bardzo skomplikowane pytania. I wcale nie dotyczą tylko historii. Widzę, jak powracają dziś na Ukrainie w kontekście wojny z Rosją, popełnianych przy okazji okrucieństw, niskiego morale oficerów, dezercji, konfliktów między osobistymi lękami i przekonaniami a logiką rozkazu. Nie spodziewałem się, że problematyka z We mgle tak szybko znów stanie się aktualna w naszym regionie.

Siergiej Łoznica – ukraiński reżyser filmów dokumentalnych i fabularnych

**Dziennik Opinii nr 189/2015 (973)

 

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.