Miasto

Miasto to nie maszyna, miasto to organizm

Jeśli film "Ludzki wymiar" miał skłonić do refleksji, to z pewnością zrealizował swoje zadanie dzięki wrocławskiej widowni.

Prezentowany w ramach Planete + Doc Film Festival obraz Andreasa M. Dalsgaard opowiada o najbardziej ludzkim doświadczeniu w środowisku wielkich aglomeracji: schematach zachowań w przestrzeni publicznej.

Ludzki wymiar ma skłonić widza do refleksji na temat polityki miejskiej, o tym jak powinny wyglądać metropolie przyszłości – już nie mega, a gigamiasta. Dzisiejsze metropolie wyłaniają się zza horyzontu w postaci wieżowców typowych dla centrów biznesowych, domów mieszkalnych o metrażach mieszkań podobnych do boksów i dzielnic sypialnych zlokalizowanych na obrzeżach, do których dotrzeć można za pomocą sieci estakad.

Wszystko to składa się na obraz futurystycznego miasta, którego życie skoncentrowane jest wokół ciągłego przemieszczania się. Gdyby się mu bliżej przyjrzeć, okaże się, że każdy fragment ma za zadanie pełnić odrębną funkcję: miejsca do pracy, rozrywki lub odpoczynku. Wobec tego za jednym z bohaterów filmu należałoby zapytać – „czy tak projektowane są świetne miejsca?”.

Kształtować miasto nie chaos


Film Ludzki wymiar podzielony jest na pięć części. Każda z nich ma skłonić do refleksji nad tym, jak obywatele, bez udziału lub przy pomocy włodarzy miast, mogą zajmować się planowaniem przestrzeni.

Za przykłady posłużyły metropolie z pięciu kontynentów. Planiści oraz urbaniści postanowili przywrócić miasta mieszkańcom z bardzo dobrym skutkiem. Kopenhaga z nudnej, szarej europejskiej stolicy przemieniła się w tętniącą życiem miejscowość, w której co roku wyjeżdżają tysiące rowerów. W Nowym Jorku Times Square znowu zaczął być skwerem dzięki ograniczeniu ruchu samochodowego, co przyczyniło się do zwiększenia ilości i poprawienia jakości relacji interpersonalnych w samym centrum wielkomiejskiego zgiełku (przedstawiona w Ludzkim wymiarze spontaniczna bitwa na śnieżki była nie do pomyślenia jeszcze kilkanaście lat temu). Zaś w Christchurch odbudowa po trzęsieniu ziemi przyczyniła się do aktywizacji społeczności w ramach planowania wyglądu nowej przestrzeni.

Nie wszędzie jednak interwencje w miejski krajobraz przebiegają w ten sam sposób – miasto Dhaka wyłączyło z ruchu drogowego riksze, ponieważ władze Bangladeszu kopiują modernistyczne projekty Zachodu skupiające się na maksymalnej płynności przemieszczania się samochodów. W Melbourne mieszczańskie przedmieścia to zapowiedź gett przyszłości.

Przemiany w tych miejscach zostały wpisane w kontekst historyczny. Twórca filmu wskazuje, które z pomysłów dawnych planistów, urbanistów, architektów jawią się jako wiecznie żywe duchy przeszłości.

Jan Gehl a Wrocław

Zaplecze teoretyczne Ludzkiego wymiaru w dużej mierze stanowią idee Jana Gehla. Jako architekt wraz ze swoimi współpracownikami ingeruje w przestrzeń publiczną i zmienia ją po kawałku. Prof. Gehl pracuje przy pomocy obserwacji, konsultacji społecznych i ciągłego rewidowania wprowadzanych zmian. Nie oddaje mieszkańcom gotowej realizacji projektu, który wypracował na drodze konsultacji społecznych. Raczej pozwala im na samodzielne poszukiwania nowego zastosowania dla starej, źle skomunikowanej lub przejętej przez samochody przestrzeni. Mieszkańcy są obecni na każdym etapie przemiany miejsca. Pas ruchu zmienia się w szeroki chodnik z ławkami i kawiarnią tylko jeśli jest to zasadne – gdy ludzie chcą z niego korzystać. Wypowiedzi bohaterów wskazują na to, że takie zmiany cieszą się dużą popularnością, bo „im więcej przestrzeni publicznych tym więcej życia społecznego”.

Jan Gehl gościł we Wrocławiu w 2010 roku. Ten fakt stał się pretekstem do rozmowy na temat wrocławskich doświadczeń w zakresie partycypacji w ramach debaty pt. Jakich miast chcemy? Dobre praktyki, aktualne problemy. W odczuciu publiczności proces odzyskiwania miasta poprzez współdecydowanie to projekt, który wdrażany jest własnymi siłami, na przekór twierdzeniom o „pięknoduchostwie”. Wśród osób, które zabrały głos dominowali ci, którzy nie tylko „sympatyzują” z ideą partycypacji, ale i starają się wcielać ją w życie. Żywe reakcje (śmiech w odpowiedzi na pomysł budowy „nadodrzańskiej”, bo przecież nie górskiej, kolejki linowej; niedowierzanie i irytacja związane z zapowiedzią zmian wprowadzanych na Wyspie Słodowej) wydają się być równie ważne co opinie zebrane od panelistów w osobach Przemysława Filara, Ewy Miszczuk i Izabeli Mironowicz. Ta ostatnia stwierdziła, że „nie da się zaprojektować miejsca tak, by odpowiadało każdemu. Nawet na poziome konsultacji społecznych zawsze znajdą się grupy osób, które będą mieć sprzeczne wizje wobec tego samego miejsca. Podczas gdy jedni zechcą parku, inni zapragną kolejnego pasa ruchu”. Konstatacja nie pozostała bez odpowiedzi i wiele spośród zgromadzonych osób zarzucało anachroniczność tej wizji.

Niewykorzystany potencjał

Pojawił się pomysł rozszerzenia ścisłego centrum aż do okolic fosy. Przemysław Filar upomniał się również o co najmniej dwa inne martwe centra (centrum południowe oraz przy pl. Społecznym). Jak mówił: „to na ich terenie i w ich okolicy ulokowany jest niewykorzystany potencjał”, który należy zamienić w parki, osiedla mieszkalne, szkoły, przedszkola i wszelkie inne inwestycje, które nadadzą miastu nowy wymiar, takie jak hyde parki czy trasy rowerowe nie będące urywającymi się w najmniej oczekiwanym momencie ścieżkami wydzielonymi ze skrawka ulicy.

Jeśli Ludzki wymiar miał skłonić do refleksji, to z pewnością zrealizował swoje zadanie dzięki wrocławskiej widowni. Zarówno bohaterowie tego filmu, jak i publiczność Planete+ Doc Festival, dali wyraz chęci czerpania z rozwiązań zrównoważonego rozwoju miast. Zdaje się, że zwłaszcza ci ostatni będą dopominać się o każdą przestrzeń, która zamiast realizować interes publiczny staje się przestrzenią biznesu.

Bio

Aneta Ilnicka

| Aktywistka
Aktywistka, działaczka społeczna związana z Klubem Krytyki Politycznej we Wrocławiu.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.