Felieton

Rząd powinien poprawić emerytalne propozycje

Umorzenie obligacji byłoby doskonałe. Obawiam się jednak, że jest niemożliwe, bo byłaby to nacjonalizacja bez odszkodowania

Od dawna byłem przeciwnikiem przymusu ponoszenia ryzyka rynkowego przez pracujących Polaków. Takim przymusem był obowiązek kierowania części składki emerytalnej do OFE. Poza tym system wynagradzania OFE od początku reformy z 1999 roku był, delikatnie mówiąc, bardzo korzystny dla OFE i skrajnie niekorzystny dla emerytów. Uważałem, że kolejna zmiana powinna brać pod uwagę dobro triady: emeryt – finanse publiczne – rynek finansowy (GPW).

Twierdziłem, że ten warunek zapewni Polakom dobrowolność, ale rozumianą inaczej, niż chce tego rząd. Ja zostawiłbym w spokoju kapitały, które już zostały zgromadzone w OFE. Traktowałbym je jako w pewnym sensie prawa nabyte Polaków. W pewnym sensie, bo przecież Sąd Najwyższy w 2007 roku powiedział, że zgromadzone pieniądze nie należą do przyszłego emeryta – należą do całego systemu emerytalnego. Uważałem, że zmiany dotyczyłyby jedynie nowych składek płaconych przez zatrudnionych Polaków, którzy powinni móc zadecydować, czy chcą je przekazać OFE czy TFI. Z powodu interesów budżetu dopuściłbym również powrót do ZUS. Zmieniłbym też zdecydowanie sposób wynagradzania OFE.

Jak widać, propozycje rządowe są dalekie od tego, czego bym oczekiwał. Zaproponowane przez rząd warianty można zawęzić do dwóch, bo ten trzeci zdobyłby poparcie garstki Polaków.

Wariant z umorzeniem obligacji i wariant z dobrowolnością są dla przyszłego emeryta neutralne.

W porównaniu z obecnym systemem emerytura w obu wariantach byłaby praktycznie taka sama. Jedno jest pewne – jeśli ktoś jest zainteresowany losem GPW, to zdecydowanie lepszy byłby dla niego wariant z umorzeniem obligacji. Wtedy składka wzrosłaby z obecnych 2,8 proc. do 2,92 proc., a OFE nie mogłyby kupować obligacji rządowych.

Przy okazji warto wspomnieć, że opowieści o tym, ile zyska na tym Ministerstwo Finansów i rząd, są nieuprawnione. W raporcie mówi się, że o wartość procentową w stosunku do PKB, na jaką umorzy się obligacje, zostaną obniżone progi ostrożnościowe – obecnie wynoszą one 50 i 55 procent, a po zdjęciu długu o wysokości 10 proc. PKB wynosiłyby odpowiednio 40 i 45 procent. Tylko próg konstytucyjny (60 procent) zapewne by się nie zmienił. Jest tu pewien kruczek w postaci planowanej reguły wydatkowej, która zapewne w ogóle dwa pierwsze progi usunie, ale to jest na razie jedynie hipoteza.

Błądzą również ci krytycy, którzy twierdzą, że rząd zabiera pieniądze z OFE po to, żeby zatkać dziurę budżetową. W wariancie z dobrowolnością nie uda się sprawy zamknąć przed końcem roku. Miesiąc zejdzie na konsultacje, potem musi to przyjąć Sejm, Senat i podpisać prezydent, a potem każdy Polak miałby trzy miesiące na podjęcie decyzji.

Wariant z umorzeniem obligacji byłby doskonały, mimo że nie ma w nim dobrowolności. Obawiam się jednak, że jest niemożliwy do zrealizowania. Nie bardzo wiem, jak można zabrać z OFE te obligacje. Nie jestem prawnikiem, ale wydaje mi się, że byłaby to nacjonalizacja bez odszkodowania, czyli w cywilizowanym świecie rzecz nie do pomyślenia.

Jeśli mam rację, to zostaje wariant z dobrowolnością.

Dobrowolność z możliwością zabierania kapitału z OFE jest dla GPW szkodliwa. Jeszcze bardziej szkodliwa jest proponowana procedura podejmowania decyzji o tym, czy chce się mieć konto w OFE, czy jedynie w ZUS. Rząd proponuje, że jeśli przyszły emeryt nie złoży deklaracji, to zgromadzony przez niego kapitał i przyszłe składki przejdą do ZUS. Taka procedura wygląda na nieuczciwą zagrywkę, bo przecież wiemy, jak działają Polacy. Olbrzymia część zlekceważyłaby temat i wylądowała z ZUS. Uważam, że przy wariancie z dobrowolnością każdy Polak powinien dostać do wypełnienia stosowny druk i jeśli go nie odeśle, to rzeczywiście przechodziłby do ZUS.

Jak widać, opinie podobne do tych, które niedawno zaprezentował Goldman Sachs (GS), są nieuprawnione. GS bardzo krytyczne wyraził się o wszystkich wariantach proponowanych przez rząd, twierdząc, że „to byłoby negatywne dla rynków akcji z powodu niższych napływów środków i potencjalnie wymuszonej sprzedaży akcji…”. Mówiono również o możliwości obniżenia ratingu Polski.

To wszystko doprowadziło do chwilowej przeceny na GPW. Warte odnotowania jest jednak to, że złoty nie zareagował na pogróżki Goldman Sachs. Nie zareagowały też obligacje – rentowność spadała. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że warianty zaprezentowane przez rząd muszą zostać zmienione po to, żeby były zgodne z prawem i poczuciem sprawiedliwości oraz po to, żeby nie zaszkodziły warszawskiej giełdzie.

Czytaj także:

Piotr Kuczyński: Lepiej umorzyć obligacje

Ryszard Bugaj, Tak, to jest demontaż systemu. I ja mu przyklaskuję

Bio

Piotr Kuczyński

| Analityk rynku finansowego
Analityk rynku finansowego, główny analityk firmy Xelion. Współautor, razem z Adamem Cymerem, wydanej nakładem Krytyki Politycznej książki "Dość gry pozorów. Młodzi macie głos(y)". Felietonista Krytyki Politycznej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.