Felieton

Wielka Bogini Płodności rulez

Wielka Bogini Demografii rządzi. Dla niej kobiety mają rodzić dzieci, starzy mają pracować jak najdłużej, a potem jak najszybciej umrzeć. Emigranci wrócić albo przynajmniej przysłać tu urodzone poza Polską dzieci. Jest to polska bogini, w związku tym zupełnie niezainteresowana imigracją. Jak to w kultach kobiecych bywa, skupiona na płodności. Wszyscy modlą się do macic, żeby dały się zapłodnić, a aborcja jest największym złem. Kulty religijne tak właśnie rozwiązują problemy – modlitwą i oczekiwaniem na cud. Kiedy to nie działa, zwracamy się do rozumu, przynajmniej tak nam się wydaje, że do rozumu. Dla jednych to święta macica z dzieciątkiem pod sercem, dla drugich zastępowalność pokoleń i nasze emerytury.

Czy to naprawdę jest bardziej racjonalne? Poczynając, nomen omen, od argumentu, że trzeba w takim razie pomóc matkom, dać im jakąś marchewkę, to może zechcą coś urodzić. A gdyby tak zacząć od innej strony, czyli od dzieci? Wobec dzieci mamy pewne zobowiązania, bo na świat się nie prosiły, same sobie nie poradzą, więc jesteśmy za nie odpowiedzialni. Liberałowie powiedzą, że jest to obowiązek rodziców – chcieliście dzieci, to macie. Cynicy, czy jak kto woli pragmatycy, powiedzą – dołóżmy się do dzieci, a one odpłacą nam w emeryturach i sile roboczej. A czy ktoś powie, dzieciom się po prostu należy? Opieka, właściwe warunki rozwoju, sensowna edukacja? Niekoniecznie biologiczna mamusia i tatuś hetero, choć akurat o tym świętym prawie wciąż nam się przypomina.

Dopiero z tego zobowiązania wobec dzieci wynika konieczność wspierania tych, którzy dziećmi się opiekują. Zapewnienie im czasu, pomocy finansowej. Najczęściej będą to matki? Możliwe, ale niekoniecznie. Mogą być to ojcowie lub inni ludzie. Podobne wsparcie należy się wszystkim, którzy podejmują się opieki nad osobami nieradzącymi sobie – nie tylko jeszcze, ale także już.

To też nie jest racjonalne, to kwestia etyczna. Czy aż tak praktyczna, jak nam się mówi? Co będzie z naszymi emeryturami, jeśli kobiety nie urodzą?

Zacznijmy od tego, że pomysł żebyście pracowali dłużej (mnie to już nie dotyczy), jest pomysłem jedynie na odwleczenie i skrócenie czasu wypłaty emerytur. Niekoniecznie na dłuższą pracę, mimo że tak się to nazywa, raczej na większe bezrobocie. Na razie jednak pracy brakuje, nie tylko dla kilkunastu procent zarejestrowanych, ale i dla wielu bujających się na śmieciówkach, którzy chętnie pracowaliby więcej. A postęp technologiczny powinien sprawić, że brakować jej będzie jeszcze bardziej. Brakuje, ale niektórzy wpadają w pracoholizm albo po prostu są przemęczeni.  Przecież ośmiogodzinny dzień pracy to jakiś komunistyczny wymysł.

Najpierw może więc warto rozdystrybuować sprawiedliwie pracę.

Paradoks sytuacji polega na tym, że pracy brakuje, nie brakuje natomiast dóbr. Świat jest w stanie wyżywić, ubrać i dać dach nad głową wszystkim. Chociaż ostatecznie zasoby są ograniczone, więc nie ma co się tak rozpędzać z tym rozmnażaniem.

Prawdziwym problemem jest dystrybucja. 

Dystrybucja pracy, dystrybucja dóbr, dystrybucja ludzi. Kiedy straszy się nas prognozami starzenia się społeczeństwa, nie uwzględnia się klasycznego elementu demograficznego – migracji. Nawet jeśli nie będzie dość nowych Polaków, czy Europejczyków, którzy zechcą pracować na nasze emerytury, świat jest pełen ludzi. Zamiast zatapiać łodzie, którymi płyną, deportować ich i uszczelniać mchem granice, można im dać pracę, ułatwić aklimatyzację.

Wiem, że to jest gadanie, które niczego nie zmieni. Ale nie zmienia to też faktu, że kiedy mówimy o kłopotach demograficznych, to fałszujemy rzeczywistość. Na świecie nie ma żadnych kłopotów demograficznych, są za to bardzo poważne kłopoty z dystrybucją. A dziećmi, chorymi, starymi i tak się należy opiekować, bo taką mamy etykę – jeszcze.

Zresztą nie wiem, czy mamy. W praktyce politycznej etyka chrześcijańska sprowadza się do odświętnej retoryki, czczenia zygoty i poniżania geja. No dobrze, czasem też dobroczynności, bogaci niekiedy lubią sprawić sobie jakąś akcję charytatywną. Potem już nie ma etyki, tylko pozorny pragmatyzm, pozorna racjonalność i pozorne wyjaśnienia – na przykład demografią. To nas prowadzi do dzieci, dzieci do macicy, macica do Kościoła. Kiedyś pisałam, że rządzi nami bóg albo rynek, koledzy od dawna mnie poprawiają – bóg i rynek. A może Wielka Bogini Płodności?

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".