Felieton

Letnia woda z mózgu

Odkręcam kran i, patrzcie państwo, leci z niego ciepła woda! Czyli jednak rząd, wszystkie rządy, się sprawdziły? Rozwijamy się, modernizujemy, krok za krokiem, ale jest coraz lepiej. Kiedy odwiedzają mnie znajomi z zagranicy, przeważnie chwalą zmiany, które zachodzą w Polsce, bo naprawdę je widać, głównie jeśli chodzi o fasadę.

Tak, mam ciepłą wodę w kranie, ale już nie w mieszkaniu, w którym przyszłam na świat. Tam wciąż, od stu lat, woda jest zimna. Za to ulica, przy której stoi dom, trzeba przyznać, coraz bardziej wystawna. Właśnie wykłada się ją jakimś granitem czy innym luksusem. Jednak wielu mieszkańców najelegantszej ulicy w moim byłym mieście (mieście na Ł) nie ma ciepłej wody w kranach, nie ma też gazu, niektórzy również nie mają kanalizacji, za to będą mogli pochodzić sobie po granicie. Przychodnia,  z której niechętnych usług korzystam, wygląda jak z serialu o lekarzach, może nawet amerykańskiego, tyle że na wizytę u okulisty czeka się pół roku. Autobus, którym dojeżdżam do centrum, gada do mnie i pokazuje mi reklamy na ekranikach, ale już niedługo, bo mają go zlikwidować. Powiedziałabym więc, że na razie w tym kranie woda tylko udaje ciepłą, w istocie jest ledwo letnia.

I jest jeszcze drugi kran, który przyjęło się uważać za mniej ważny, taki jakby symboliczny. Kran z emancypacją i prawami dla wszystkich obywateli. Również dla nie-obywateli, czyli uchodźców. Tu nikt nigdy nie obiecywał ciepłej wody, miała być letnia, żeby zadowolić na równi miłośników ciepłych i zimnych kąpieli. I taka jest – letnia, prawie zimna. Nawet niektórzy z tych, co to mają ciepłą wodę w kranie, nie jeżdżą komunikacją miejską i nie korzystają z publicznej służby zdrowia, więc dotąd wierzyli rządowi na słowo, że może inni mają tak samo, w końcu to dostrzegli.

A premier na to, zawijając w sreberka, że mamy taką wodę na życzenie społeczeństwa, które do ciepłej nie dojrzało. Bo społeczeństwo to oczywiście byt samoistny, niezależny od prawa, edukacji oraz medialnego ideolo, a lajki od niego zbierać trzeba.

Skąd ta letnia woda w polskich mózgach? Och, całe wieki na to pracowały. Rzymianie tu nie dotarli, szlachta była egoistyczna, pańszczyzna z chłopa zrobiła niewolnika, zabory zraniły i romantyczny naród stworzyły, który wydał z siebie endecję, Kościół uzyskał szczególne miejsce, wojny pozostawiły traumy, komunizm upokorzył… Biedni, peryferyjni, porąbani Polacy, którym historia zrobiła letnią wodę z mózgu. Jednym smoleńską, innym fundamentalnie katolicką, ale te domieszki sprawiają, że na ciepłą nie ma co liczyć.

Przeszłości nie da się zmienić, ale zawsze można się nią tłumaczyć. Jak ludzie, którzy po latach psychoterapii wciąż uważają, że wszystko, co ich spotyka, to wina mamusi.

Nie było innego wyjścia – tak jak konieczny był Balcerowicz, tak nie dało się uniknąć religii od przedszkola. I nie dałoby się wprowadzić do szkół żadnej sensownej edukacji antydyskryminacyjnej – bo tacy jesteśmy. Z powodu pańszczyzny trzeba było zakazać aborcji. A Dziady, w szczególności cz. III,  odpowiadają za to, że nie można wprowadzić choćby związków partnerskich. „Gazeta Wyborcza” musiała uczcić wybór papieża obrazkiem na całą pierwszą stronę, większym niż w dziennikach włoskich, oraz specjalnymi dodatkami, a do każdego programu w tv trzeba zaprosić księdza, zapewne z powodu powstania warszawskiego.

Warto może jednak czasem zastanowić się, kto nam tę letnia wodę z mózgu robi dzisiaj? I w jaki sposób. Może mają w tym swój udział ci najbardziej cywilizowani, zwolennicy ciepłej wody w kranach, nieustannie ostrzegający przed konfliktami i agresją? Którzy rewolucji robić nie będą, a nawet niewielkiej zmiany boją się jak ognia. (Lajki!) Nieustannie trzęsący się ze strachu przed ekstremizmami: z jednej strony ONR-u, z drugiej Krytyki Politycznej, z jednej „terlików”, z drugiej fundamentalistycznych feministek i wojujących ateistów. (Teraz to wręcz obowiązkowy epitet poprzedzający ateistę.) W imię rozsądku, realizmu, lajków i dobrych manier – które z natury swojej są letnie. A wszystko dlatego, że Westerplatte broniło się tylko siedem dni?

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.