Izabela Sowa-Jasińska

Tak krawiec kraje…

Zdecydowanie zbyt łatwo rozprawia się z tematem galerii sztuki XX i XXI wieku w Muzeum Narodowym w Warszawie Marta Górnicka. Zacznijmy od kwestii pamiątek. Rzeczywiście, przymuzealne sklepy stały się obowiązkowym punktem wizyty w instytucjach sztuki, to w nich zakupem pocztówki i kubka z Matissem ostatecznie potwierdzamy swój udział w kulturze zwanej wysoką. Świat sztuki gładko odnalazł się w rzeczywistości gadżetów i marek. Tate Modern, brytyjskie muzeum sztuki nowoczesnej w Londynie, w pogoni za widzem i dochodem zainwestowało w 1998 roku duże fundusze w rebranding i przy wsparciu profesjonalnej agencji marketingowej stworzyło jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie (Google, Starbucks, Tate Modern…). Wszechobecna identyfikacja wizualna, uniformy obsługi, kubki, notesy, długopisy, kartki, zakładki, kawa sprzedawana jako LaTate, świąteczne Tate ciasteczka. Kolorowy Tate Trade World zaciekle i skutecznie konkuruje z licznymi atrakcjami oferowanymi przez stolicę Wielkiej Brytanii. Na tym tle skromny sklepik z pamiątkami w Narodowym jest jak lokalny spożywczak za rogiem, który moglibyśmy nawet polubić za staranny dobór galanterii.

Muzeum Narodowe w Warszawie po latach udawania, że sztuka ostatniego stulecia, a już szczególnie ta nam współczesna, jest mało zajmująca, wypełniło wreszcie swój obowiązek przygotowując pokaz kolekcji polskiej sztuki XX i XXI wieku. Do tej pory Warszawa była jedną z nielicznych stolic Europy nieposiadających stałej galerii sztuki najnowszej własnego kraju. Tym bardziej nabrzmiały oczekiwania wobec Piotra Rypsona, kuratora kolekcji: jaki format po dekadach milczenia nada sztuce narodowej ostatnich 112 lat jedno z najważniejszych muzeów stolicy? Ulokowana w kilku salach zajmujących łącznie 700 m2 wystawa została pomyślana jako prezentacja dominujących tendencji artystycznych w układzie następujących po sobie dziesięcioleci. Zarzuca się Rypsonowi wybór najprostszej narracji – prezentację chronologiczną, zawężającą opowieść do linearnej zmiany stylistyk, technik artystycznych, wprowadzanych do dzieł nowych tematów. Niektórzy, jak Marta Górnicka, z lekceważeniem podsumowują ją jako propozycję jedynie dla szkolnych wycieczek, czyli nudną, historyczną, niewnoszącą nic nowego do dyskusji o kulturze naszych czasów. Słychać żal, że brakuje hiperkuratorskiego pomysłu nadającego nowe sensy znanym dziełom, problematyzującego w odważny sposób nasze rodzime dokonania w świeżo nakreślonych kontekstach. Hmm, naprawdę?

Nie wiem, jaki procent Polaków i Polek regularnie odwiedza muzea i galerie sztuki współczesnej, orientuje się chociażby pobieżnie w propozycjach artystycznych ostatniego stulecia i uzna wystawę w Muzeum Narodowym za nic niewartą prezentację przypadkowo dobranych prac. Jakoś nie wierzę, że są nas miliony. Skoro nie czytamy książek, szkoły nie mają programów wiedzy o kulturze, mieszkamy w kraju, gdzie działa zaledwie kilkanaście nowoczesnych instytucji sztuki i w którym mniejsze ambitne placówki od lat walczą o swój program (i o fundusze) z niewykształconymi urzędnikami samorządów, utożsamiającymi – przepraszam, ale to wciąż aktualny banał – kulturę z rozrywką, to skąd miałoby się wziąć nagle polskie społeczeństwo poszukujące w muzeach nowych narracji?

Krytykując pokaz Muzeum Narodowego, warto zastanowić się lepiej, z jakich to zrobimy pozycji. Dziwi się autorka, dlaczego po otwierającym wystawę kolażu dzieł filmowych z początku XX w. oglądamy przedstawienia „licznych legend o Janosiku” w grafikach i obrazach (choć tak naprawdę są dwa). Całkiem słuszne pytanie! Na początku ubiegłego wieku zarówno awangardowi filmowcy, jak i polscy artyści eksperymentowali z formą w imię zerwania z naturalizmem. Nie ma co gardzić Janosikami – mocne sylwety i ostre kontury ogorzałych lic inspirowały polskich formistów, twórców jednej z niewielu oryginalnych polskich awangard (formiści czerpali z motywów sztuki ludowej i naiwnej). Zatem odpowiedź na pytanie: „Dla kogo ta wystawa? – Dla wycieczek szkolnych. Dla kogo jeszcze?” brzmi następująco: dla polskiego słabo wyedukowanego na polu kultury społeczeństwa. Górnicka pyta z niepokojem: a co z ideami muzeum krytycznego, co z muzeum jako przestrzenią spotkania i debaty? No chcemy, bardzo chcemy. Ale zanim przyciśniemy pedał gazu, włączmy najpierw silnik, zapewniając lepsze przygotowanie i dostęp do kultury szerszym grupom, żebyśmy mieli z kim i o czym w muzeach XXI wieku dyskutować.

Pogódźmy się z tym, że Muzeum Narodowe nie ma możliwości stworzenia galerii sztuki polskiej XX i XXI wieku, o jakiej marzymy. Galeria jest za mała, ulokowane gęsto prace walczą o naszą uwagę. Z konglomeratu artystycznych idei i wizerunków zapadają w pamięć wyciągnięte światłem świetne obrazy Andrzeja Wróblewskiego, abstrakcje Stażewskiego, niespokojny Fangor, obozowe piosenki Aleksandra Kulisiewicza. Zbiory muzeum są niepełne. Pojawiają się pytania o nieobecnych albo o inną perspektywę poznawczą. Jednak nieliczni wyjdą z galerii z poczuciem wysłuchania opowieści z brakującymi rozdziałami, wiedząc, że historia ma więcej bohaterów.

Muzeum krytyczne potrzebuje krytycznego widza/uczestnika. Skąd go wziąć? Nie mamy w Polsce szerokiego projektu edukacji kulturalnej. W polu gry zostały zdesperowane instytucje kultury oraz organizacje pozarządowe, które dwoją się i troją, żeby nas wesprzeć i wciągnąć we współtworzenie świata, w którym kultura mówi istotne rzeczy o rzeczywistości. Przygotowują programy edukacyjne, warsztaty, wydają liczne publikacje, organizują debaty. Tylko że to wszystko odbywa się w dużych miastach. Dla mieszkańców prowincji kultura ciągle leży daleko. Dlatego bronię i wystawy, i szkolnych wycieczek. Skoro powszechny dostęp do kultury to mrzonka, nie wypinajmy się na szkolne wycieczki, niech przyjeżdżają i spędzają cały dzień w muzeum. Dla wielu to może być jedyny taki dzień w życiu.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Izabela Sowa-Jasińska
Izabela Sowa-Jasińska
Koordynatorka Instytutu Studiów Zaawansowanych
Zastępczyni dyrektora biura kultury m.st Warszawy. Studiowała kulturoznawstwo i zarządzanie kulturą na UŚ. Do 2009 pracowała w instytucjach kultury na Górnym Śląsku, ostatnio w CSW Kronika w Bytomiu. Współredaktorka książki Drżące ciała Artura Żmijewskiego. Inicjatorka i organizatorka licznych wydarzeń kulturalnych i edukacyjnych na Śląsku (m.in. Festiwal Teatralny Teatromania, Hartowanie Teatrem przy BCK). Pracowała także w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego. W latach 2010-2011 zarządzała klubokawiarnią w Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat w Warszawie, w latach 2012-2019 koordynatorka Instytutu Studiów Zaawansowanych w Warszawie i projektów kulturalnych Stowarzyszenia im. S. Brzozowskiego.
Zamknij