UE

Te wybory zdecydują o przyszłości europejskiego projektu

angela-merkel-martin-schulz

Na niecały miesiąc przed wyborami do Bundestagu przewaga chadeków nad socjaldemokratami wynosi kilkanaście punktów procentowych.

Przed wyborami w Niemczech kluczowe dla Europy pytanie nie brzmi, kto je wygra, ale kto zajmie trzecie miejsce. To właśnie od tego, która z mniejszych partii wygra wyścig o najniższy stopień podium, zależeć może przyszłość projektu europejskiego.

Na niecały miesiąc przed wyborami do Bundestagu przewaga chadeków nad socjaldemokratami wynosi kilkanaście punktów procentowych. Z graniczącym z pewnością prawdopodobieństwem Angela Merkel powtórzy wyczyn Konrada Adenauera oraz Helmuta Kohla i po raz czwarty zostanie kanclerzem Republiki Federalnej.

Za plecami dwóch wielkich partii tłoczy się czterech pretendentów, których poparcie waha się od siedmiu do dziesięciu procent. Są to Zieloni, liberalne FDP, lewicowe Die Linke i skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec. Arytmetyka wyborcza wskazuje, że to układ sił na miejscach trzy-sześć w dużej mierze przesądzi o tym, z kim Angela Merkel zawiąże koalicję rządzącą.

Możliwymi konstelacjami są: koalicja chadeków z liberałami albo Zielonymi lub obydwoma tymi partiami, a także kontynuacja wielkiej koalicji z SPD. Szanse na powstanie koalicji pod wodzą socjaldemokratów są z racji niskich sondaży SPD raczej niewielkie. Gdyby jednak SPD udało się odbić w sondażach, do pomyślenia są koalicja z Zielonymi i FDP (zwana z uwagi na partyjne barwy „światłami drogowymi”) oraz czerwono-czerwono-zielony sojusz (RRG lub R2G) z Die Linke i Zielonymi.

Czego można się spodziewać po poszczególnych koalicjach?

Głównym punktem odniesienia w polityce europejskiej jest stosunek partii do reform strefy euro. Kryzys dobitnie pokazał, że konstrukcja wspólnej waluty nie prowadzi do konwergencji gospodarek europejskich, lecz generuje poważne napięcia ekonomiczne i społeczne między północą i południem Europy. Rozwiązaniem tego problemu mogłoby być skierowanie funduszy w kierunku państw południa – czy to w formie inwestycji na rzecz bardziej zrównoważonego rozwoju, czy transferów socjalnych łagodzących społeczne skutki niesymetrycznej konstrukcji euro, choćby w formie europejskiego ubezpieczenia od bezrobocia. W tym duchu, już w trakcie kampanii wyborczej, prezydent Francji Emmanuel Macron postulował utworzenie oddzielnego budżetu strefy euro i przeznaczenie znacznych kwot na inwestycje.

CDU/CSU tradycyjnie akcentowały przede wszystkim konieczność przestrzegania dyscypliny fiskalnej i sprzeciwiały się wszelkim propozycjom, które choćby w zalążku przypominałyby rozłożenie odpowiedzialność za długi pomiędzy państwa wspólnoty. W trakcie kryzysu greckiego symbolem takiej postawy stała się polityka zaciskania pasa forsowana przez ministra finansów Republiki Federalnej Wolfganga Schäuble. Jednak z biegiem czasu także i w szeregach chadeków dojrzewała świadomość, że do ratowania strefy euro konieczne będzie wprowadzenie jakiejś formy mechanizmu redystrybucyjnego. Co ważniejsze, pogląd ten zdaje się popierać sama kanclerz Angela Merkel, która we współpracy z Emmanuelem Macronem widzi szansę na ożywienie francusko-niemieckiego motoru integracji.

Czy Angeli Merkel uda się utrzymać na wodzy wewnątrzpartyjną opozycję i wypracować kompromis z Paryżem, zależeć będzie więc od przyszłego koalicjanta. Największą elastyczność w negocjacjach z Francją zapewniłoby kanclerz Merkel ponowne zaproszenie do rządu SPD lub Zielonych. Obydwie partie popierają kierunek reform wskazany przez prezydenta Macrona. W trakcie kryzysu Martin Schulz, kandydat SPD na kanclerza, zgłaszał nawet propozycje wykraczające poza postulaty Macrona, jak wprowadzenie euroobligacji czy konsolidację długów przekraczających 60% PKB na poziomie europejskim. Także Zieloni od dawna postulują zerwanie z polityką oszczędności oraz wprowadzenie mechanizmów inwestycyjnych na poziomie europejskim.

W obydwu przypadkach istnieją jednak poważne przesłanki, które mogą uczynić utworzenie takich rządów niemożliwymi. Dla SPD wejście w koalicję z CDU oznaczałoby ponowne przyjęcie roli „junior-partnera”. Tymczasem coraz powszechniejsze są wśród socjaldemokratów głosy, że trwanie w „wielkiej koalicji” uniemożliwia SPD wyjście z cienia chadeków i tym samym z sondażowego dołka. Objęcie roli lidera opozycji w przyszłej kadencji byłoby natomiast okazją do odświeżenia programowego i wizerunkowego oraz szansą na przejęcie władzy w 2021 roku. Z kolei koalicji chadeków i Zielonych, określanej mianem „projektu przyszłości”, może zabraknąć wystarczającej liczby mandatów. Zieloni są obecnie najsłabszym zawodnikiem w wyścigu o trzecie miejsce i w sondażach rzadko przekraczają 8 procent.

W takiej sytuacji coraz bardziej prawdopodobne staje się zawiązanie czarno-żółtej koalicji chadeków i liberałów z FDP. Wówczas szanse na gruntowną reformą strefy euro spadłyby znacząco. Choć FDP z radością przyjęła zwycięstwo Emmanuela Macrona, przewodniczący partii Christian Lindner studził entuzjazm podkreślając, że prezydent Francji nie może liczyć na „przyjacielskie prezenty”. Mimo flirtu części FDP z wiceprzewodniczącym Alexandrem Lambsdorffem na czele z ideami socjalliberalnymi, program FDP nie pozostawia w kwestii reformy strefy euro wątpliwości. Liberałowie podtrzymują przywiązanie do rygorystycznej dyscypliny fiskalnej, odrzucają dzielenie się odpowiedzialnością za kryzysy, a nawet proponują specjalne mechanizmy stawiania państw w stan upadłości oraz de facto wypychania ze strefy euro. FDP byłoby więc wymarzonym koalicjantem Wolfganga Schäuble.

Co nam zostało? Dogadanie się z Niemcami

Jeśli Zieloni i FDP nie uzyskałyby pojedynczo wystarczająco dużo głosów do stworzenia koalicji z CDU/CSU, alternatywą byłby sojusz czarno-żółto-zielony, zwany z racji partyjnych kolorów koalicją jamajską. Wówczas polityka europejska rządu RFN byłaby wypadkową ciągłego przeciągania liny między hardlinerami z FDP i częścią chadeków oraz reformatorami z Zielonych i pozostałej części CDU. Funkcjonowanie takiej koalicji mogłoby być jednak niezwykle problematyczne, tym bardziej, że wówczas rząd tworzyłby nie trzy, ale wliczając bawarską CSU, aż cztery partie.

W domu, w szkole i po burzy tęcza minę rozchmurzy

Mniej prawdopodobnymi opcjami są koalicje pod wodzą SPD. Za sprawą słabości socjaldemokratów ewentualnej koalicji z Zielonymi i Die Linke, jak i z Zielonymi i FDP, do uzyskania większości brakuje około 10 punktów procentowych. Gdyby jednak wyniki wyborów dały arytmetyczne szanse na powołanie rządu trzech partii pod wodzą SPD, bardziej prawdopodobne wydaje się powołanie koalicji „świateł drogowych”. W przypadku koalicji R2G skupiającej partie na lewo od centrum, mimo dużej zbieżności w sprawach europejskich, deal-breakerem byłaby jednak skrajnie nieelastyczna postawa Die Linke w kwestiach polityki bezpieczeństwa, na którą składa się m.in. postulat rozwiązania NATO i brak potępienia Rosji za napaść na Ukrainę.

W przeciwieństwie do wyborów prezydenckich we Francji, gdzie o prezydenturę walczyli kandydaci prezentujący wachlarz poglądów od skrajnie eurosceptycznych po euroentuzjastyczne, w Niemczech wszystkie partie mające realne szanse na stworzenie rządu stoją na jednoznacznie proeuropejskich stanowiskach. Jednak różne odcienie ich europejskości, widoczne za sprawą odmiennego stosunku względem reform strefy euro, sprawiają, że o kierunku którym podąży Europa mogą zadecydować ułamki procentów.

Chcę zostać niewolnicą w Niemczech. I nie śmiejcie się z tego!

**
Analiza think-tanku Global.Lab.

Bio

Adam Traczyk

| Współzalożyciel i prezes think tanku Global.Lab
Prezes think-tanku Global.Lab. Absolwent Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW. Studiował także nauki polityczne na Uniwersytecie w Bonn oraz studia latynoamerykańskie i północnoamerykańskie na Freie Universität w Berlinie. Doktorant na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Technicznego w Chemnitz. Uczestniczył w projektach badawczych w Peru i Boliwii, jest także autorem publikacji naukowych z zakresu relacji sportu i polityki oraz pomocy humanitarnej. Pracował m.in. jako asystent naukowy w Fundacji im. Friedricha Eberta oraz w Ambasadzie RP w Berlinie, współpracował także z Helsińską Fundacją Praw Człowieka oraz Polską Akcją Humanitarną.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.
Krzysztof Mazur

30 lat dotacji do południa Europy i 20 lat sztucznie zaniżonych stóp procentowych tylko temu południu szkodzą. Dlaczego nagle miałoby się to zmienić? Szansą dla krajów biedniejszych (zarówno na południu, jak i na wschodzie) jest polityka niskich wydatków państwa i względnie wysokich stóp procentowych prowadzona przez RFN po wojnie. Polityka 'austerity' się de facto nie zaczęła. Zacznie się po kilku latach stagflacji, którą pobudzi 'polityka inwestycji'.