UE

Warufakis: Między młotem a kowadłem

Janis Warufakis

Nie pierwszy raz Ameryka próbuje rozbić Europę. Jednak pierwszy raz Europa jej w tym pomaga. A wszystko to było do przewidzenia i rzeczywiście zostało przewidziane.

Johannesburg – Gdy europejscy przywódcy próbują sobie wytłumaczyć, dlaczego Donald Trump z taką wrogością odnosi się do tradycyjnych sojuszników Ameryki, albo czemu jego administracja z takim zapałem stara się rozbić w drobny mak międzynarodowy porządek, najczęściej uznają, że w amerykańskiej polityce to zupełna nowość. Nie można się bardziej mylić.

„W mojej filozofii, cała zagranica chce nas wystrychnąć na dudka, a naszym zadaniem jest ją w tym uprzedzić” argumentował w 1971 roku John Connally, ówczesny amerykański minister skarbu, próbując – jak się okazało, skutecznie – przekonać prezydenta Richarda Nixona, że nadszedł czas, aby ukarać Europę przez rozmontowanie systemu Bretton Woods.

Warufakis: Immanuel Kant kontra Angela Merkel

Podobnie jest teraz. Trump z pewnością zgodziłby się, że „ważąc między wymogami stabilnego międzynarodowego systemu a chęcią zachowania swobody działania w polityce krajowej” Stany Zjednoczone mądrze „wybrały to drugie”. To słowa Paula Volckera, ówczesnego prezesa nowojorskiej Rezerwy Federalnej, odnoszącego się do decyzji Nixona w swoim przemówieniu wygłoszonym siedem lat później. Przyszły przewodniczący Rezerwy Federalnej USA następnie oświadczył, że „w latach 80. kontrolowana dezintegracja światowej gospodarki [była] uprawnionym celem polityki”.

Coś jednak odróżnia dzisiejszą sytuację od tej, z którą Europa mierzyła się w latach 70., a mianowicie: podobna do weimarskiej implozja ośrodka politycznego Europy. W latach 70. amerykański atak finansowy na Niemcy, Francję i Wielką Brytanię (choćby przez upłynnienie kursu dolara) natrafił na wspólny front europejskich władz. Dziś natomiast obrońcy europejskiego status quo muszą walczyć na dwóch frontach – przeciwko posunięciom Trumpa oraz, w samej Europie, przeciwko ludziom pokroju Matteo Salviniego i Luigiego di Maio, wschodzącym gwiazdom włoskiej sceny politycznej, którym wspierający obecnie rządzącą klasę polityczną, osaczony prezydent odmówił prawa do utworzenia rządu, chociaż ich ugrupowania uzyskały parlamentarną większość. (Trzy dni po publikacji artykułu okazało się, że Ruch Pięciu Gwiazd i Liga utworzą jednak koalicyjny rząd we Włoszech – red.)

Warufakis: W pułapce liberalizmu

Wprowadzenie przez Stany Zjednoczone ceł na import stali i aluminium, które mają rzekomo uderzyć w Chiny, stanowi zarazem najświeższy sygnał dla Europy, że retorykę „Ameryka przede wszystkim” należy brać poważnie. Podobnie wycofanie się USA z podpisanego z Iranem porozumienia o broni jądrowej, co dało Trumpowi kolejną świetną okazję do delektowania się niemocą Europy, a zwłaszcza niemocą niemieckiej kanclerz Angeli Merkel.

Zmuszona do twierdzenia, że Niemcy, najliczniejszy kraj UE i jej największa gospodarka, poprą umowę z Iranem, Merkel została natychmiast upokorzona przez niemieckie firmy, które jedna po drugiej zaczęły się wycofywać z Iranu. Żadna nie miała ochoty rzucić wyzwania potędze finansowej Stanów Zjednoczonych ani stracić ulg podatkowych, które Trump zaoferował prawie pięciu tysiącom niemieckich spółek, w sumie na kwotę 600 miliardów dolarów. Zanim jeszcze minął szok związany z Iranem, Ameryka zagroziła wprowadzeniem cła w wysokości 25% na importowane samochody, co odebrałoby niemieckim eksporterom co najmniej 5 miliardów dolarów rocznie.

Sachs: Zaostrza się spór o Iran

Jakkolwiek poważne były to ciosy, skala trudności piętrzących się przed Niemcami staje się jasna dopiero, kiedy w pełni zrozumiemy ich powiązanie z wydarzeniami we Włoszech.

Jeśli Trumpowi przyświeca cel obalenia ogólnoświatowego układu, z którego Niemcy od dziesięcioleci korzystały, to Salvini i di Maio mają na widoku dezintegrację strefy euro, którą widzą jako korzystną kartę przetargową w prowadzonej przez nich kampanii przeciw imigrantom. Zaledwie trzy lata temu, kiedy w imieniu Grecji negocjowałem z rządem Niemiec spłatę gigantycznego zadłużenia i odstąpienie od drakońskiej dyscypliny budżetowej, która do dziś dławi mój kraj, ostrzegałem moich rozmówców na spotkaniach ministrów finansów strefy euro w ramach tzw. Eurogrupy:

„Jeśli będziecie nalegali na wprowadzenie polityki, która pogrąży całe społeczeństwa w trwałej stagnacji i upokorzeniu, już wkrótce będziecie musieli radzić sobie nie z europejską lewicą, taką jak my, ale z antyeuropejskimi ksenofobami, którzy uważają, że ich powołaniem jest doprowadzenie do dezintegracji Unii Europejskiej”.

I to właśnie się dzieje. Kolejne rządy Merkel, wetując tak potrzebne reformy UE, podzieliły Europę. Rządowe media w Niemczech nazywają włoskiego ekonomistę, którego nominacja na ministra finansów została zawetowana przez prezydenta, „włoskim Warufakisem”. Ten przydomek maskuje podstawową różnicę – ja chciałem w zrównoważony sposób utrzymać Grecję w strefie euro, a z niemieckimi przywódcami ścierałem się w sprawie restrukturyzacji zadłużenia, która mogłaby to umożliwić. Doprowadzając do upadku naszego proeuropejskiego rządu latem 2015 r. Niemcy zasiały ziarno gorzkich plonów, które teraz zbieramy w postaci marzącej o wyjściu ze strefy euro większości we włoskim parlamencie.

Powiązania przyczynowo-skutkowe między dwoma źródłami obecnej politycznej bolączki Niemiec mają podstawy gospodarcze. Trump jedno rozumie doskonale – to, że Niemcy i strefa euro są na jego łasce, ze względu na rosnącą zależność od wielkiej nadwyżki eksportu do USA i reszty świata. Ta zależność zaś rosła nieubłaganie w wyniku polityki dyscypliny, którą najpierw wypróbowano na Grecji, a potem wprowadzono we Włoszech i innych krajach.

Aby to powiązanie zobaczyć, przypomnijmy sobie „pakt fiskalny” zmierzający do wyeliminowania strukturalnych deficytów budżetowych, na który nalegały Niemcy, czyniąc z niego warunek udzielenia pożyczek zagrożonym bankructwem rządom i bankom. Warto odnotować, że ten paneuropejski pęd do dyscypliny zdarzył się w kontekście olbrzymiej przewagi oszczędności nad inwestycjami. Warto też zauważyć, że te olbrzymie oszczędności i zbilansowane budżety rządów w oczywisty sposób oznaczały ogromne nadwyżki w handlu, a więc zwiększające się uzależnienie Niemiec i całej Europy od wielkich nadwyżek eksportowych do Stanów Zjednoczonych i Azji. Innymi słowy, te same chybione strategie, które doprowadziły do wyłonienia ksenofobicznego, antyeuropejskiego rządu we Włoszech, wzmocniły przewagę Trumpa nad Angelą Merkel.

Niezdolność Europy do zaprowadzenia porządku na własnym podwórku doprowadziła do nowej większości parlamentarnej we Włoszech, która teraz planuje wydalić pół miliona imigrantów, napędzając wiatr w żagle wojujących rasistów na Węgrzech, w Polsce, Francji, Wielkiej Brytanii, Holandii oraz, oczywiście, w samych Niemczech. Jednocześnie, ponieważ Europa jest zbyt osłabiona, aby hamować zapędy Trumpa, USA spróbują zmusić Chiny do deregulacji sektora finansowego i technologicznego. Jeśli im się to uda, co najmniej 15% krajowego dochodu Chin wycieknie z kraju, potęgując deflacyjne siły, z których rodzą się polityczne monstra w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Zielonka: Płacimy za wypaczenia liberalizmu

A wszystko to było do przewidzenia i rzeczywiście zostało przewidziane. Nikogo nie powinna dziwić sytuacja, w jakiej znalazły się obecnie Merkel i Europa. Trzeba jednak być niebezpiecznym głupcem, aby się z tego cieszyć.

 

**
Copyright: Project Syndicate, 2018. Tekst ukazał się 29 maja na stronie www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożyła Katarzyna Byłów-Antkowiak.

Bio

Janis Warufakis

| Ekonomista, współzałożyciel DiEM25
Ekonomista, od stycznia od lipca 2015 roku minister finansów Grecji, współzałożyciel ruchu DiEM25 (Democracy in Europe Movement 2025). Autor książki "Globalny Minotaur" (2016) i "A słabi muszą ulegać?" (2017).

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.