UE

Sotiris: Porzućmy fantazję o „dobrym kompromisie” z Brukselą

Nie widzę żadnej szansy na zwrot polityczny w Europie, który wyrwie Grecję z błędnego koła recesji.

Sławek Blich: Vaclav Klaus wynik greckiego referendum nazwał „policzkiem wymierzonym europejskiej nomenklaturze”. Przyłożył pan do niego rękę?

Panagiotis Sotiris: Oczywiście – nie tylko zagłosowałem na „nie”, ale byłem też rzecznikiem i organizatorem publicznych kampanii na rzecz OXI. Zdecydowany sprzeciw wyrażony w referendum był koniecznością, stanowczym odrzuceniem austerity i drastycznej polityki oszczędności i cięć prowadzonej przez Unię Europejską.

W jednym z artykułów pisze pan, że pomysł zorganizowania referendum był słuszny, bo uwolnił zablokowaną energię społeczną i polityczną. Dlaczego to wcześniej nie było możliwe?

Po raz pierwszy widziałem tak wielką masową mobilizację polityczną w społeczeństwie. Setki tysięcy ludzi odtrąciło politykę cięć budżetowych i stało się ruchem społecznym z prawdziwego zdarzenia, zjednoczonym w kampanii na rzecz OXI. Ci ludzie wychodzili na ulice, poznawali się i przekonywali nawzajem, organizowali masowe wiece obywatelskiego oporu. W miniony piątek w Atenach odbyła się jedna z największych politycznych manifestacji w greckiej historii.

To ci sami ludzie, którzy wynieśli do władzy Syrizę?

Powstawanie i wzrost popularności Syrizy, jej dochodzenie do władzy politycznej i rządowej, to niezwykle złożony i trudny do analizy czas. Z jednej strony tryumf Syrizy był naturalną konsekwencją dynamiki społecznej ostatnich pięciu lat, zwłaszcza burzliwego i pełnego protestów okresu 2010-2012. Z drugiej strony musimy dostrzec i zrozumieć Realpolitik, czyli nieuchronne zderzenie Syrizy z pewnym constans, widocznym zwłaszcza na poziomie międzynarodowych negocjacji. Szybko okazało się, że los rządu Tsiprasa jest identyczny jak wszystkich poprzednich gabinetów: greccy negocjatorzy prowadzą w Brukseli niekończące się pertraktacje, rozmowy stają się coraz trudniejsze, grecki rząd idzie na kolejne ustępstwa, i tak aż do momentu, w którym zmuszony jest do akceptacji praktycznie wszystkich istotnych założeń polityki austerity.

Te przeciągające się, daremne negocjacje, z przewidywalnym zakończeniem i bez nadziei na przełom – to nie mogło zmobilizować ludzi do wyjścia na ulicę, rozniecić dynamiki społecznej i politycznej. Dlatego kluczowa była decyzja o zerwaniu tego kontinuum i ogłoszeniu ogólnokrajowego referendum – to one uruchomiły te nadzwyczajne, a uśpione siły.

Czy to pana zdaniem wyjaśnia, dlaczego zdecydowana większość Greków zagłosowała na „nie”, choć ani sondaże, ani scenariusze rysowane media na taki wynik nie wskazywały?

Tak, był to wybór historyczny. Także dlatego, że greckie społeczeństwo głosowało w atmosferze otwartego szantażu. Groźby w sferze publicznej nie były czysto werbalne – były namacalne i rzeczywiste. Grecy zorganizowali referendum i oddali głos w kraju z zamkniętymi bankami i wszystkimi tego życiowymi konsekwencjami. Twierdzę, że widmo bankructwa i katastrofy humanitarnej było bardzo wygodnym narzędziem do bezceremonialnego szantażowania całego społeczeństwa. Pomimo tego, i to jest najważniejsze, Grecy nie ugięli się przed szantażem i przeważającą większością głosów demokratycznie odrzucili plan dalszych cięć i oszczędności. Również tym sensie referendum wyzwoliło społeczną i polityczną dynamikę, oddając ludziom na chwilę władzę nas własnym losem.

Przyklasnął więc pan premierowi Tsiprasowi, który w przemówieniu po referendum podkreślił, że prawdziwa demokracja nie ulega szantażystom?

Zgadzam się z premierem co do zasady, ale mógłbym znaleźć też wiele powodów, by krytykować Tsiprasa i jego rząd.

Na przykład za co?

Nie tylko ulegli tej grze i weszli w niekończące się negocjacje, dopiero w ostatniej chwili przerwane przez referendum, lecz w międzyczasie zgodzili się też na zbyt daleko idące i zbyt bolesne ustępstwa na rzecz dominującej w Europie logiki austerity forsowanej przez eurogrupę.

Zwycięstwo w referendum dało Tsiprasowi silniejszy mandat do renegocjacji warunków umowy i znalezienia racjonalnego modelu wyjścia z kryzysu.

To mrzonki. Doszliśmy do stanu, w którym nie jest możliwe prowadzenie negocjacji sensu stricto, rozumianych jako wspólne, partnerskie dochodzenie do wyważonego kompromisu.

Nie mam złudzeń, że europejskie instytucje, oświecone nagle grecką demokracją, porzucą dawne metody działania, włączając w to szantażowanie całego społeczeństwa i żądanie bezwarunkowego spełnienia wszystkich roszczeń – z symboliczną lub żadną taryfa ulgową.

Nie wierzy pan, że grecki rząd wynegocjuje dobrą umowę na „szczycie ostatniej szansy” w niedzielę?

To trudne do wyobrażenia. Jeśli w ogóle podpiszą porozumienie, z pewnością będzie to prolongata takiej albo innej formy polityki cięć i oszczędności, głębsza recesja i zwijanie sektora publicznego. A to nie jest coś, na co zagłosowali w referendum Grecy. OXI było nie tylko wyborem politycznym, ale i egzystencjalnym.

Raz na jakiś czas do mediów przeciekają sugestie, że kredytodawcy gotowi są jednak złagodzić swoje stanowisko. Nawet MFW przyznaje, że polityka oszczędności wobec Grecjii nie działa.

Niestety, głównym rozgrywającym w tych negocjacjach nie jest MFW, lecz Unia Europejska. MFW może bez problemu ogłosić, że wspiera dalsze negocjacje, bo i tak skończą się one kolejnym, tak czy inaczej opakowanym austerity. Jeśli Trojka chce komuś pomóc, to są to jedynie banki i kredytodawcy, a nie Grecy i Greczynki. To samo mogę powiedzieć o UE.

Nie pomoże nawet dymisja Janisa Varoufakisa?

Z oceną byłego już ministra finansów trzeba będzie poczekać aż do momentu, w którym nowi negocjatorzy przedstawią w Brukseli konkretne propozycje. Varoufakis otwarcie przyznał, że rezygnuje na wyraźne życzenie premiera Tsiprasa, żeby ułatwić mu dalsze negocjacje. Być może ważniejsza od rezygnacji Varoufakisa okaże się nominacja jego następcy, Euclida Tsakalotosa.

Choć nie tak przebojowy jak Varoufakis, światopoglądowo Tsakalotos wychyla się nawet mocniej w stronę lewego skrzydła Syrizy, o czym się w mediach niewiele się mówi.

Oczywiście Tsakalotos chce dalej negocjować z UE i sprzeciwia się Grexitowi, ale wywodzi się z marksistowskiego skrzydła partii i jest szanowany nawet przez jej najbardziej radykalne frakcje.

Po referendum liderzy głównych opozycyjnych partii w Grecji poparli wysiłki negocjacyjne premiera Tsiprasa. To ważne wydarzenie w samej Grecji?

Odbyła się wspólna konferencja, na której opozycja – z wyjątkiem Partii Komunistycznej i Złotego Świtu, który zbojkotował spotkanie – poparła premiera. Grecki rząd będzie próbował uwieść europejskich partnerów nowymi atutami: że Syriza wygrała referendum, że ma za sobą całe spektrum sił politycznych w Grecji, a nawet usunęła prowokatora Varoufakisa.

Nie uwiedzie?

Problemem jest sama logika tych negocjacji, w których próbujemy znaleźć wspólny grunt z Unią Europejską. Ale ilekroć próbowaliśmy, zawsze kończyło się to wycofywaniem Grecji i zwiększaniem stanu posiadania przez kredytodawców. Powtórzę to: osiągnęliśmy punkt krytyczny, mamy niemożliwy do spłacenia dług i jesteśmy kompletnie uzależnieni od woli EBC. Bez zastrzyków finansowych system bankowy Grecji nie utrzyma płynności dłużej niż kilka dni.

Dlatego nawołuję do porzucenie fantazji o „dobrym kompromisie”, który wygramy w końcu moralnymi argumentami i prodemokratycznym nastawieniem. Dlatego domagam się poważnego zwrotu i rozpatrzenia radykalnej alternatywy – czegoś, o czym grecki rząd w ogóle nie chciał dotąd dyskutować.

To znaczy?

Jedyną alternatywą wydaje mi się suwerenne opuszczenie strefy euro. Uważam, że tylko w takim scenariuszu cała dynamika referendum będzie miała sens, tylko tak otworzy się możliwość wykrzyczenia otwartym tekstem: „Obywatele i obywatelki, zmęczeni cierpieniem, odrzucili austerity, decydują za siebie i są gotowi na rozłam”.

Rozłam w strefie euro, czy wyjście z Unii Europejskiej?

Technicznie rzecz biorąc byłoby możliwe opuszczenie strefy euro i wprowadzenie lokalnej waluty bez wychodzenia z Unii Europejskiej. Ale przy dzisiejszej europejskiej architekturze finansowej i biurokratycznej decyzja o porzuceniu wspólnej waluty oznacza otwarte nieposłuszeństwo i wypowiedzenie kluczowych traktatów konstytuujących Unię Europejską. W krótkim czasie to oznaczałoby zapewne opuszczenie całej Wspólnoty.

Slavoj Żiżek ilustruje ten dylemat z charakterystyczną dla siebie dezynwolturą: tylko jedno jest gorsze niż chaos i ubóstwo po wyjściu z Unii, a mianowicie pozostanie w niej.

Tego nikt nie wie, ale chciałbym podkreślić, że Grecy każdego dnia zmagają się ze sprawami wykraczającymi poza myślenie strategiczne i abstrakcyjne. Grecja, by uniknąć katastrofy, potrzebuje pilnych działań. Śmiertelne zagrożenie, w jakim znajduje się dziś grecka ekonomia i społeczeństwo, wymagają równie radykalnych rozwiązań.

Pan je ma?

Na przykład odzyskanie suwerenności walutowej i ekonomicznej, żeby rozliczać się z bankami na własnych warunkach. Powinniśmy mieć odwagę, żeby mówić o nacjonalizacji systemu bankowego i sprawowaniu demokratycznej kontroli nad Centralnym Bankiem Grecji.

Setki tysięcy Europejczyków wyszło na ulice w ostatnich tygodniach, by zamanifestować solidarność z Grecją.

Bo to jest najważniejsza i najbardziej autentyczna grupa przeciwników austerity w Europie. Państwo greckie jest dzisiaj w asymetrycznej relacji z resztą krajów Unii Europejskiej, i w tym sensie tylko asymetryczne alianse mogą działać. Prawdziwymi przyjaciółmi Grecji są te oddolne ruchy i organizacje społeczne w krajach europejskich organizujące masowe wiece poparcia.

Musimy sięgać wzrokiem dalej i szukać sojuszników poza anachroniczną polityką, tam, gdzie jest energia do wytworzenia presji politycznej wystarczająco silnej, by zmienić układ sił politycznych w Europie.

Co to znaczy „asymetryczna relacja”?

Jeśli myślimy w kategoriach państw lub partii tworzących rządy, to Grecja nie ma dziś żadnych prawdziwych sprzymierzeńców w Europie. Większość tzw. europejskich przywódców i przywódczyń śpiewa jednym głosem – głosem austerity – w chórze dyrygowanym przez Niemcy. Nawet Francja nie zakwestionowała na serio niemieckiej wersji austerity. Matteo Renzi z Włoch wygłasza czasem racjonalne postulaty w takim schizmatycznym duchu, po czym sam aplikuje Italii własną wersję austerity, byle tylko uniknąć tej europejskiej. Nie dziwię mu się.

Wszyscy na jednego?

To ciekawy i smutny fenomen współczesnego układu sił w Europie. Rzecznikami cięć i oszczędności są i kraje peryferyjne, i te spoza strefy euro, a nawet te, które nijak nie mogą na tym zyskać – ale wszystkie one samobójczo stają za plecami Niemiec i przyjmują opresyjne stanowisko wobec Grecji.

Podobno nieprzejednanie Unii to gra na skompromitowanie Syrizy i wybicie rewolty z głów ewentualnych naśladowców w Portugalii czy Hiszpanii.

Zgadzam się – tak ostre stanowisko instytucji i krajów europejskich nie ma uzasadnienia ani w zasadach ekonomii, ani w strategicznym myśleniu o spójności Europy. Musi kryć się za tym konkretny i poważny projekt polityczny, celujący w eliminację wszelkich nowych ruchów społecznych i upokorzenie każdej agendy politycznej spoza głównego nurtu europejskiej polityki.
Dokładnie taka była logika dotychczasowych negocjacji: najpierw zaoferujmy Grecji upokarzające warunki, które zduszą ekonomię, zrujnują płynność systemu finansowego i powalą społeczeństwo na kolana, potem zmuśmy Syrizę do zaakceptowania czegoś niemożliwego do zaakceptowania przez partyjnych liderów i elektorat, by w konsekwencji pozbawić ją władzy i zainstalować w kraju mainstreamowy gabinet popierający kolejną dawkę austerity.

Historia się nie powtarza, ale możne nas wiele nauczyć. Wielu porównuje dzisiejszy, plądrujący Grecję kryzys do krachu z 1929 roku, którego następstwa, w połączeniu z nierealistycznymi postanowieniami traktatu wersalskiego, pomogły zdobyć popularność faszystom w latach 30. To tylko publicystyka czy memento dla Europy?

W powstaniu i wzlocie Złotego Świtu, zwłaszcza w okresie 2011-2013, można doszukać się elementów tej klasycznej narracji o narodzinach faszyzmu. Mamy więc społeczeństwo w głębokim kryzysie, gęstą atmosferę społecznej i politycznej polaryzacji prowadzącą do eskalacji i prawicowych, i lewicowych ekstremów. Ale jest coś bardziej interesujące od zgranych analiz: choć Złoty Świt był najradykalniejszym rzecznikiem OXI, to nie oni skonstruowali ten dyskurs i nie oni go wygrali – zrobili to ludzie lewicy. Uważam, że póki to lewica będzie wiodącą siłą demokratycznej walki w Europie, póki to my definiujemy pole gry – o odzyskanie demokracji, suwerenności, równości i walki o kres austerity – póty nie będzie tu miejsca dla Złotego Świtu i jemu podobnych.

A co oznacza dla Syrizy – przegrać?

Coś zgoła innego niż utracić władzę. Dzisiaj największym zagrożeniem nie jest Syriza tracąca urząd premiera, lecz Syriza i cała szeroko pojęta lewica tracąca tożsamość, stapiająca się z tłem i stająca się tylko kolejną wariacją mainstreamowej polityki. Jest do tego prosta droga – akceptacja kolejnego pakietu cięć i oszczędności pod przykrywką kompromisu z UE.

Wiemy zatem, co nie jest dobrą drogą dla Europy i dla Grecji. A co nią jest?

Jeśli mówimy o abstrakcyjnych scenariuszach, to dobrą, racjonalną umową między Grecją i Europą byłaby radykalna redukcja greckiego zadłużenia i obciążeń finansowych związanych z jego obsługą, wycofanie większości ostrych, neoliberalnych reform narzuconych Grecji w poprzednich „pakietach ratunkowych” oraz dowód autentycznej solidarności ze strony UE w postaci inwestycji publicznych pobudzających gospodarkę, zmniejszających bezrobocie i napędzających wzrost. Ale o czymś takim możemy mówić tylko w spekulatywnych pogawędkach. W kontekście Realpolitik nie widzę dziś żadnej szansy na zwrot polityczny w Europie, niezbędny, by wyrwać Grecję z błędnego koła oszczędności, recesji i nędzy.

I groźba Grexitu może to zmienić?

To jest jedyny i najlepszy czas na rozłam. Być może pora uzmysłowić Unii Europejskiej, że to ona potrzebuje terapii wstrząsowej, zastrzyku demokracji? Jeśli przynajmniej jeden kraj zdobędzie się – i to jest historyczna rola Grecji – na odwagę i wybierze drogę rozłamu, schizmy, która wstrząśnie całym kontynentem, być może zainspiruje tym nowe, oddolne społeczne i polityczne ruchy, które zmienią układ sił. W tej radykalnej dialektyce grecki rozłam wydaje się jedynym zdarzeniem o wystarczającym potencjale, by zapoczątkować dynamikę takich zmian w Unii Europejskiej.

Panagiotis Sotiris jest filozofem, wykładowcą krytycznej myśli społecznej i politycznej na Uniwersytecie Egejskim. Jest członkiem koalicji ANTARSYA.

***

CZYTAJ O GREXIT W DZIENNIKU OPINII:

Slavoj Żiżek: Dlaczego Varoufakis drażnił europejskich technokratów?

Thomas Piketty, Jeffrey Sachs, Dani Rodrik, Henier Flassbeck i Simon Wren-Lewis: Żelazna kanclerko, historia widzi i ocenia

Igor Stokfiszewski: Europa solidarna z Grecją

Simom Wren-Lewis: Czego nie wiecie o greckim długu

Aleksis Tsipras: Grecy właśnie powiedzieli, jakiej Europy pragną

Dionisios Sturis: Greckie „nie” to głos odwagi i dojrzałości

Piotr Kuczyński: Troika gra w durnia

Judith Butler, Slavoj Żiżek, Immanuel Wallerstein i inni: Grecy, nie poddawajcie się!

List ekonomistów: Nie twórzcie nam złej historii!

Michał Sutowski o Grexit: Samobójstwo z rozsądku

Jakub Dymek: Odpieprzcie się od Grecji!

**Dziennik Opinii nr 191/2015 (975)

 

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.