UE

Słowacja po zabójstwie Kuciaka: Nacjonaliści i neofaszyści u bram

Reportaż z protestów w Bratysławie, 2018 rok. Fot. Saša Uhlová

Potężne antyrządowe protesty na Słowacji nie mają jasnego punktu dojścia. Nawet opozycja nie spełnia za bardzo wszystkich norm liberalnej demokracji. Przyszłość polityczna kraju po morderstwie dziennikarza śledczego Jána Kuciaka może przynieść niemiłe niespodzianki. Reportaż Sašy Uhlovej z Bratysławy.

– Andrej Kiska to straszny prezydent, marionetka – mówi mi czterdziestoletnia kobieta w zadymionej knajpie na największym bratysławskim osiedlu Petržalka. Jej koleżanka z aprobatą przytakuje, ale chwilę później przyznaje, że sama głosowała na Kiskę.

– Już od lat głosuję na mniejsze zło, głosowałam na Kiskę przeciwko Ficy, bo nie znoszę Ficy, ale zwłaszcza teraz mam wrażenie, że na Słowacji nie ma dziś lepszej alternatywy niż rząd Smeru – dodaje po chwili. – Chciałabym, żeby wytrzymał ten kryzys – mówi.

Mniej więcej czterdziestopięcioletni mężczyzna, który siedzi z nami przy stoliku, przytakuje.

– Opozycja czeka na klęskę partii Ficy, ale jaka jest dzisiejsza opozycja na Słowacji? Faszyści, mafioso Kollár, wariat Matovič i jeszcze Sulík, który też chce wystąpić z Unii Europejskiej.

Reportaż z protestów w Bratysławie, 2018 rok. Fot. Saša Uhlová
Fot. Saša Uhlová.

Demonstrujący na ulicach ludzie tak naprawdę w ogóle nie wiedzą, w imię czego demonstrują, zgodnie twierdzą ludzie, z którymi rozmawiam.

– Może myślą, że demonstrują w imię wolności? Ale przecież nikt im jej nie odbiera, Słowacja jest wolna – twierdzi jedna z kobiet.

Ludzie, z którymi rozmawiam, mieszkają na osiedlu Petržalka w Bratysławie. Nie śledzą polityki zbyt systematycznie, dopiero teraz, w czasie napiętych emocji, trochę bardziej interesują się życiem politycznym. I boją się tego, co przyjdzie po Ficy. W protestach widzą spiętrzone emocje, z czego trochę się śmieją.

– My Słowacy jesteśmy jak Albańczycy – mówi jedna z kobiet. – Zawsze się do czegoś zapalimy. Teraz protestują ludzie, którzy przez długie lata milczeli. Dołączają do nich studenci, przychodzą też osoby, które demonstrują w każdej sprawie, bo lubią emocje. Ale nie demonstruje cała Słowacja, jak czasami jest to przedstawiane w mediach. Z takiego portretowania protestów korzysta opozycja, zwłaszcza ta, która tylko czeka na to, żeby wyprowadzić nas z Europy.

Reportaż z protestów w Bratysławie, 2018 rok. Fot. Saša Uhlová
Fot. Saša Uhlová.

Za uczciwą Słowację

Jest czwartkowy wieczór, następnego dnia ma się odbyć kolejna demonstracja zorganizowana przez ruch Opowiedzmy się za uczciwą Słowacją (Postavme sa za slušné Slovensko). Już od kilku tygodni Słowacja wrze. Protestujący na ulicach ludzie żądali i doprowadzili do dymisji premiera Roberta Ficy oraz ministra spraw wewnętrznych i wicepremiera Roberta Kaliňáka. Protesty zapoczątkowało zabójstwo młodego dziennikarza Jána Kuciaka i jego dziewczyny Martiny Kušnírovej, których znaleziono zastrzelonych w domu w wiosce Veľká Mača koło małego słowackiego miasta Galanta. Motyw zabójstwa nie został do tej pory wyjaśniony, ale śmierć Kuciaka i Kušnírovej wywołała lawinę antyrządowych protestów.

Dlaczego zginął słowacki dziennikarz?

czytaj także

Temat, nad którym Kuciak pracował przed swoją śmiercią, łączy główną doradczynię kancelarii rządu Márię Troškovą z włoską mafią. Do tego doszło jeszcze wystąpienie prokuratora Vasiľa Špirki, według którego w roku 2010 zdymisjonowany wicepremier Kaliňák został skorumpowany, a później miał zastraszać prokuratora Špirkę, żeby przeszkodzić mu w badaniu sprawy. Przeciwko Kaliňákowi marsze antykorupcyjne organizowano już przed obecnym kryzysem.

Zdymisjonowany premier Słowacji Robert Fico. Fot. kremlin.ru
Zdymisjonowany premier Słowacji Robert Fico. Fot. kremlin.ru

Pod koniec dnia spędzonego na proteście moi kompani radzą mi, żebym na demonstracji pytała ludzi, dlaczego protestują, bo podobno nie będą potrafili odpowiedzieć. Kiedy następnego dnia przychodzę na Plac Słowackiego Powstania Narodowego, jest jasne, że nie muszę pytać. Głównym postulatem piątkowej demonstracji są przyśpieszone wybory parlamentarne. Na razie Robert Fico złożył dymisję, a misję utworzenia rządu prezydent Kiska powierzył Peterowi Pellegriniemu (również należącego do partii Smer-SD). Kiska poprosił też gabinet Fica, żeby wykonywał swoje funkcje, dopóki nie zostanie powołany nowy rząd.

Postulat wyborów przedterminowych jest powtarzany w przemówieniach, tłum skanduje swoje żądania, pozornie wszyscy zgadzają się, że to najlepsze rozwiązanie. Pytam więc ludzi w tłumie, jak patrzą na przyszłość, kogo z opozycji chcieliby zobaczyć w przyszłym rządzie. Odpowiedzi są mętne.

– Zawsze wybiera się mniejsze zło, ale jakakolwiek inna koalicja będzie lepsza od tej obecnej – brzmi najkonkretniejsza odpowiedź, którą słyszę podczas protestu.

Odcienie słowackiej prawicy

Jak właściwie wyglądają dzisiaj możliwości wyboru dla liberalnych słowackich wyborców, którzy stanowią dużą część protestujących? W parlamencie oprócz partii rządowych, czyli Kierunku – Socjalna Demokracja (SMER – sociálna demokraciaiální demokracie, Smer-SD), węgiersko-słowackiej partii Most-Híd oraz ministrów z nacjonalistycznej i konserwatywnej Słowackiej Partii Narodowej (Slovenská národná strana), są jeszcze cztery podmioty.

Wolność i Solidarność (Sloboda a Solidarita, SaS) ekonomisty i byłego przedsiębiorcy Richarda Sulíka pierwotnie była prawicowo-liberalną czy nawet libertariańską partią. Jednak Sulík zmienia swoją retorykę, głosi dziś antyeuropejskie i antyimigracyjne poglądy, przestając być opcją dla wielu liberalnych wyborców.

Kolejną partią są populistyczni, konserwatywni Zwyczajni Ludzie i Niezależne Osobistości (Obyčajní ľudia a nezávislé osobnosti, OĽaNO), którego główną twarzą jest przedsiębiorca Igor Matovič, założyciel wydawnictwa regionPRESS wydającego 36 regionalnych tygodników na całej Słowacji. Matovič wsławił się licznymi kontrowersyjnymi wypowiedziami, zachowaniem oraz ogólną nieobliczalnością.

Kolejnym podmiotem jest ruch Jesteśmy Rodziną – Boris Kollár (Sme Rodina – Boris Kollár), socjalnie-konserwatywny i ksenofobiczny projekt przedsiębiorcy łączonego z mafią. Dla liberalnych wyborców przeważnie nie do przyjęcia. I wreszcie nacjonalistyczna, skrajnie prawicowa Partia Ludowa Nasza Słowacja (Ľudová strana Naše Slovensko) Mariana Kotleby.

**
Marián Kotleba w 2015 roku. Fot. RafaVideoArt

Poza parlamentem znajdują się jeszcze Partia Społeczności Węgierskiej (węg. Magyar Koalíció Pártja, MKP; słow. Strana maďarskej koalície, SMK), będąca nacjonalistyczną pozostałością po partii, z której powstał rządowy liberalniejszy Most-Híd, oraz konserwatywna partia chrześcijańska KDH. Oprócz tego istnieją jeszcze dwa nowe mniejsze liberalne projekty Progresywna Słowacja (Progresívne Slovensko) oraz Razem – Demokracja Obywatelska (Spolu – Občianska demokracia), które łącznie mają jednak około 2,5% poparcia i nie wiadomo, czy do kolejnych wyborów zdołają się połączyć i przekroczyć próg 5%.

Byle nie Fico

Rado Kovács, nauczyciel współorganizujący akcje ruchu Opowiedzmy się za uczciwą Słowacją w Rożniawie, sądzi, że zrekonstruowany rząd obecnej koalicji będzie rządził aż do regularnych wyborów. I jest to dla niego opcja nie do przyjęcia.

– Bardzo się boję, że do regularnych wyborów zniszczą też pozostałe instytucje państwowe, których nie zdążyli zniszczyć do tej pory, a my praktycznie przestaniemy być standardowym państwem demokratycznym.

Reportaż z protestów w Bratysławie, 2018 rok. Fot. Saša Uhlová
Fot. Saša Uhlová.

Jednak nie widzi idealnej koalicji politycznej na horyzoncie ewentualnych przyśpieszonych wyborów. Chciałby rządu opierającego się na zasadzie społeczeństwa obywatelskiego, dlatego głosowałby na Progresywną Słowację (Progresívne Slovensko) lub partię Razem (Spolu). Fakt, że łącznie mają około 2,5%, komentuje z westchnieniem: – Brakuje nam prawdziwej socjaldemokratycznej partii, bez niej znajdujemy się w dość złej sytuacji.

Optymistyczniej postrzega sytuację na przykład Anton Vydra, dziennikarz i redaktor konserwatywnego czasopisma „Tydzień”. Vydra jest przekonany, że partie opozycyjne na Słowacji muszą dziś nie tylko krytykować koalicję rządową, ale również pracować nad sobą.

– Takie partie jak SaS, OĽaNO, powstająca Progresywna Słowacja czy partia Razem, a właściwie też KDH, mają w swoich szeregach ciekawych, pracowitych ludzi. Jednak problemem są przewodniczący tych partii. Na przykład Veronikę Remišovą z OĽaNO uważam za obiecującą polityczkę, ale niestety przewodniczący Matovič to nieobliczalny człowiek – sądzi Vydra. – Mimo to myślę, że te partie, czy też ludzie w nich, byłyby w stanie współpracować. Ale trzeba się też liczyć z sukcesem partii Jesteśmy Rodziną, którą uważam za problematyczną, nie mówiąc już nawet o Kotlebie i ĽSNS, których najchętniej nie widziałbym w ogóle parlamencie, nie ma tam dla nich miejsca – uważa dziennikarz.

Przedwczesne wybory i antyeuropejska opozycja

Zarysowuje się więc perspektywa możliwego rządu SaS Sulíka, OĽaNO Matoviča i Jesteśmy Rodziną Kollára, ewentualnie KDH (o ile by się dostało do sejmu), a równocześnie musiałaby je uzupełnić jedna z węgierskich partii lub nacjonalistyczna Słowacka Partia Narodowa. Zmienić sytuację mógłby sukces Progresywnej Słowacji lub partii Razem, co jednak nie wydaje się zbyt realistyczne.

– Byłaby to szeroka koalicja z wieloma przeciwstawnymi poglądami i kłótliwymi indywidualnościami, której czas trwania szacowałbym na kilka miesięcy – komentuje powyborczą perspektywę politolog Pavel Hardoš z bratysławskiego Uniwersytetu Komeńskiego. Boi się on ewentualnych wyborów przedterminowych, ponieważ kampania wyborcza odbywałaby się w stylu „kto jest, a kto nie jest w mafii” i „kto jest większym zagrożeniem dla demokracji”. W polaryzującej atmosferze – jak sugerują ostatnie sondaże – wyraźnie stracić może rządzący Smer, natomiast zyskają najprawdopodobniej nacjonaliści, faszyści czy prawicowi populiści.

Reportaż z protestów w Bratysławie, 2018 rok. Fot. Saša Uhlová
„Fico chroni złodziei”. Fot. Saša Uhlová.

– Mocna pozycja populistycznych konserwatystów i eurosceptyków w takiej koalicji wywołuje pytania, czy polski albo węgierski scenariusz erozji demokracji nie może sprawdzić się również na Słowacji – obawia się politolog.

Akceptowalnym scenariuszem są dla Hardoša wybory w normalnym terminie oraz takie działania rządu, które uspokoiłyby sytuację: obsadzenie stanowiska ministra spraw wewnętrznych przez niezależnego kandydata, zmiana kluczowych osób w policji i w prokuraturze oraz zobowiązanie się do przyjęcia reformy, która odpolityczniłaby policję i wzmocniła jej niezależność. Więc w zasadzie wszystko to, czego domaga się inicjatywa Chcemy znowu wierzyć w państwo (Chceme opäť veriť v štát).

Piraci z Wyszehradu – ostatnia nadzieja antyestablishmentu

Również prawnik i filozof Michal Lipták uważa spełnienie tych warunków za wystarczające. On także obawia się, że w przypadku wcześniejszych wyborów kampania byłaby bardzo agresywna:

– A w jakim kierunku gotów jest pójść po zwycięstwo premier Fico widzieliśmy, kiedy zaatakował George’a Sorosa – przypomina Lipták.

Według Liptáka po Smerze i Ficu można spodziewać się nawet najbardziej wywrotowych tez – że na Słowacji organizowany jest z zewnątrz „majdan”, że państwu zagrażają elementy antyrządowe. Natomiast opozycja postawiłaby według Liptáka na to, że partia Smer sama jest w zasadzie mafią, która morduje dziennikarzy.

– Już sama nazwa protestu „Za uczciwą Słowację” jest w pewien sposób polaryzująca. Czy osoby, które nie życzą sobie upadku rządu, bo na przykład boją się prawicowej polityki, są automatycznie „nieuczciwe”? – pyta Lipták. Według niego ludzie wciąż mogą głosować na Smer-SD z różnych racjonalnych i uzasadnionych powodów. – Wciąż jest to partia, która w politycznym spektrum Słowacji znajduje się najbardziej na lewo.

W obliczu możliwego przejęcia władzy przez opozycję, Lipták bałby się zwłaszcza eurosceptycyzmu Sulíka, za pomocą którego ten mógłby chcieć rozwiązać pogłębiający się kryzys legitymizacji. W tym przypadku Sorosa jako wroga zewnętrznego zastąpiłaby Bruksela. Lipták nie widzi żadnego jednoznacznego punktu wyjścia z obecnej sytuacji, ale niektóre są według niego mniej złe od pozostałych.

– Utrzymanie się Ficy na stanowisku premiera byłoby na pewno jedną z gorszych możliwości – puentuje Lipták.

Reportaż z protestów w Bratysławie, 2018 rok. Fot. Saša Uhlová
Fot. Saša Uhlová.

Którędy dalej?

W sobotę, dzień po dużej demonstracji, zagaduję osoby z przypinkami odwołującymi się do protestów „Za uczciwą Słowacją”. Pytam już zupełnie wprost: – Na kogo byście głosowali?

I o ile w ogóle dostaję odpowiedź, zawsze jest to Progresywna Słowacja, która w ogólnokrajowych sondażach ma jednak 1,4%. Zatem wydaje się, że rodząca się na ulicach siła składa się głównie z lewicowców. Być może dzięki swoim demonstracjom doprowadzą do wcześniejszych wyborów, ale jednocześnie nie mają politycznej alternatywy, która miałaby w obecnej sytuacji realną szansę na dostanie się do parlamentu.

Niektórzy z zapytanych chcieliby, żeby powstał rząd tymczasowy, a słowackie społeczeństwo miało czas odpocząć i znaleźć alternatywę; inni zaś odrzucają takie rozwiązanie jako zbyt prowizoryczne. Jeszcze inni, zastanawiając się nad perspektywą po wyborach, odpowiadają, że najważniejsze nie są wybory przedterminowe, ale to, żeby ludzie na ulicach pokazali, że mają tego już po dziurki w nosie i że chcą zmiany.

W tej chwili ani nie wiadomo, czy wcześniejsze wybory odbędą się, czy nie, ani jaki wynik mogłyby przynieść. Doświadczenia z ubiegłych wyborów pokazują, że sondaże mogą zasadniczo różnić się od ostatecznych wyników. Zatem przyszłość polityczna kraju wciąż jest jeszcze otwarta, niezależnie od tego, czy wybory odbędą się w regularnym, czy we wcześniejszym terminie. Miejmy jednak nadzieję, że nie spełni się najbardziej pesymistyczny scenariusz i Słowacja nie pójdzie węgierską czy polską drogą.

Reportaż z protestów w Bratysławie, 2018 rok. Fot. Saša Uhlová
Fot. Saša Uhlová.

**
Tekst publikujemy dzięki współpracy z czeskim dziennikiem A2larm.cz. Tłum. Olga Słowik

Bio

Saša Uhlová

| Reportażystka A2larm.cz
Dziennikarka radiowa i reportażystka dziennika internetowego A2larm.cz.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.