UE

Sierakowski o Polsce w UE: euro albo śmierć

Emmanuel Macron i Jean-Claude Juncker. Fot. Theduran.com, World Economic Forum.

Plan na przyszłość Unii Europejskiej, niezależnie od tego, jak długo jeszcze będzie odsuwany, może być tylko jeden, a Polska nie ma innego wyjścia i musi za wszelką cenę stać się jego częścią – pisze Sławomir Sierakowski.

Gdy tylko pojawiły się ponadnarodowe kryzysy, a skumulowało się ich w Unii Europejskiej co najmniej kilka naraz (Frans Timmermans nazwał to nawet multikryzysem), od początku wiadomo było, że skuteczna odpowiedź może być tylko ponadnarodowa. Tym bardziej, że u źródła większości była niedokończona integracja europejska, czyli brak przeniesienia kluczowych decyzji gospodarczych i politycznych na poziom ponadnarodowy. Równocześnie ożywiła ona też lokalne nacjonalizmy, dążąc do dezintegracji Wspólnoty. A zatem choroba okazała się być tym samym, co remedium: Unią Europejską.

Skala niechęci do Unii osiągnęła taki stan, że francuski intelektualista Jacques Rupnik żartował, że czas zmienić na uniwersytetach nazwy studiów o integracji europejskiej na studia o dezintegracji europejskiej.

Zarysowana sprzeczność zrodziła dwa rodzaje reakcji, z jakimi w ostatnim czasie mamy do czynienia w Europie. Po kryzysie finansowym i uchodźczym Wielka Brytania wybrała opuszczenie Unii, zaś Francja szybkie dokończenie integracji. Niemcy zaś, od których zależy najwięcej (ale nadal za mało, żeby dać Unii brakujące przywództwo), znowu stanęły pomiędzy. W ostatnich wyborach zwyciężyła Angela Merkel, ale osiągnęła najsłabszy wynik w historii chadecji. Jej jeszcze bardziej proeuropejscy koalicjanci socjaldemokraci przegrali i odeszli z koalicji, zaś z trzecim wynikiem do Bundestagu dostała się antyunijna skrajna prawica. Nowa koalicja będzie szpagatem między proeuropejskimi Zielonymi i eurosceptycznymi liberałami z FDP”

Zwycięzcy się martwią, przegrani świętują

Dziś wydaje się wprawdzie, że kryzys finansowy i uchodźczy – przynajmniej na dłuższą chwilę – Unia ma za sobą, ale od wybuchu wojny hybrydowej na Ukrainie i po zwycięstwie Trumpa pogorszyło się otoczenie międzynarodowe. Z Unii zniknął też drugi co do wielkości płatnik netto do wspólnego budżetu, czyli Wielka Brytania, za to pojawiło się wiele czynników dezintegrujących. Wszędzie wzmocnili się populiści, a u władzy więcej jest typów spod ciemnej gwiazdy, jak Viktor Orban, Milos Zeman czy Jarosław Kaczyński, do których 15 października dołączył jeszcze Sebastian Kurz, a ostatnio także Andrei Babis w Czechach.

O Sebastianie Kurzu, co nowość ze złem pożenił i wygrał

Przyszły władca Czechii? Poznajcie Andreja Babiša

Dwa scenariusze dla Europy

Tymczasem na stole negocjacyjnym w Unii pojawiły się dwa konkretne plany dalszej integracji. Swoje propozycje zgłosili dwaj spośród najwyższych rangą polityków w Europie: szef Komisji Europejskiej Jean Claude Juncker, instytucji tradycyjnie najbardziej sprzyjającej integracji i naturalnej sojuszniczce państw najsłabszych, oraz prezydent Francji Emanuel Macron, który po zwycięstwo szedł owinięty w europejską flagę.

Macron ma pomysł na przeczekanie trudnych czasów

Oba scenariusze łączy jedna zasadnicza rzecz, która jest już przesądzona: dalsza integracja europejska, o ile w ogóle nastąpi, będzie integracją wokół strefy euro. To tu dokona się zasadniczy podział Europejskiej Unii – po jednej stronie znajdzie się większość państw, które będą współdecydowały o swojej przyszłości dalej, po drugiej zaś cała reszta, której nic ze sobą nie łączy, bo składa się albo z najbogatszych państw w Unii, jak Szwecja czy Dania, którym dalsza integracja nie jest specjalnie do niczego potrzebna, albo z najbiedniejszych, jak Polska czy Bułgaria, dla których integracja jest warunkiem rozwoju gospodarczego i bezpieczeństwa.

13 września przemówił Jean Claude Juncker. Były premier malutkiego Luxemburga nie zaszedłby tak wysoko, gdyby nie wiedział, jak radzić sobie z większymi państwami, a o kierunku integracji decydować będą przede wszystkim Francja i Niemcy. Kiedyś ważni byli jeszcze Brytyjczycy, ale odeszli, a skoro to miejsce się zwolniło, to kandydatami do zastąpienia ich mogliby być nawet Polacy, ze względu na najlepsze wyniki gospodarcze, a także na to, że unijny Zachód nie może tak zupełnie decydować za unijny Wschód. Nie bez powodu Juncker w przemówieniu podkreślił, że „Europa musi oddychać dwoma płucami – wschodnim i zachodnim, w przeciwnym razie dostanie zadyszki”. Polska jednak w pogoni za wielkością uciekła w kąt i tam pręży muskuły do lustra.

Świat poznał prezesa

Co zaproponował Juncker? Przede wszystkim zaapelował: „Jeżeli chcemy, aby euro jednoczyło, a nie dzieliło nasz kontynent, powinno być czymś więcej niż walutą wybranej grupy państw. Dążymy do tego, by cała Unia Europejska posługiwała się euro jako swoją walutą”. Szef Komisji wie, że nowe państwa musiałyby spełnić odpowiednie kryteria, a społeczeństwa najczęściej boją się tej zmiany, zaproponował więc ścieżki dostosowawcze, aby pomóc uniknąć negatywnych konsekwencji wprowadzenia nowej waluty dla ubiegających się państw.

Spośród pojawiających się propozycji w dyskusjach nad dokończeniem gospodarczej integracji strefy Euro (czyli uzupełnieniem wspólnej polityki monetarnej wspólną polityką fiskalną – podatkami i redystrybucją), Juncker przekonuje do wprowadzenia wspólnego ministra finansów, który miałby interweniować, gdy jakieś państwo znajdzie się w kryzysowej sytuacji gospodarczej. Nie idzie jednak tak daleko, żeby proponować wspólny budżet eurozony (dla Polski byłaby to zresztą przykra wiadomość, bo budżet eurozony zredukowałby znacząco fundusze płynące do nas). Poza tym szef Komisji proponuje uprościć i udrożnić proces decyzyjny w Unii, łącząc urząd szefa Komisji i prezydenta Rady Europejskiej („Nothing personal, Donald”), a także odebrać państwom narodowym prawo weta w sprawie podatków i wspólnej polityki zagranicznej.

Dwa tygodnie później swoje bardzo śmiałe przemówienie Emanuel Macron wygłosił na uniwersytecie Paris Sorbonne. Horyzontem miałby być rok 2024 – to wówczas Unia powinna miałaby dorobić się wspólnej polityki obronnej, zaczynając od „grup interwencyjnych” i ścisłej współpracy przemysłów zbrojeniowych, a kończąc na wspólnej armii, policji i wywiadzie (ze wspólnym budżetem na obronę już w 2020 r.). Francuski prezydent postuluje zintegrować się wokół walki z terroryzmem w Europie i wspólnej agencji ds. azylu. Chce także reformy edukacyjnej, wsparcia dla badań i rozwoju, dlatego miałaby powstać także nowa agencji ds. cyfryzacji. W ramach zintegrowanej polityki klimatycznej, Macron chce opodatkowania energii wytwarzanej z węgla. Zaskoczeniem był plan rewizji świętej dotąd dla Francji wspólnej polityki rolnej, na której korzystają też bardzo polscy rolnicy.

Macron ma pomysł na przeczekanie trudnych czasów

Najważniejsza jednak ma być integracja eurozony ze wspólnym budżetem (ma w części pochodzić ze wspólnego podatku od transakcji finansowych, który dziś mają tylko Francja i Wielka Brytania), ministrem finansów i harmonizacją podatków od przedsiębiorstw i płacy minimalnej (a dokładnie jej siły nabywczej).

Realizując program Macrona, Unia znalazłaby się blisko wyposażenia eurozony w kompletną politykę gospodarczą, jaką tradycyjnie posiadają państwa. Dopiero wtedy Unia stałaby się jednym organizmem gospodarczym, a ze względu na swoją wielkość mogłaby nie tylko konkurować skutecznie z USA, Japonią i Chinami, ale przede wszystkim skuteczniej zapobiegać kryzysom gospodarczym wewnątrz i na zewnątrz. Dziś bogata północ Europy korzysta ze sztucznie podbijanej konkurencyjności eksportu, dzięki posiadaniu wspólnej waluty z biedniejszymi państwami południa. Jednocześnie Niemcy, największy obok Chin eksporter na świecie, sami kiszą gotówkę pochodzącą z powstałej w ten sposób nadwyżki w bilansie handlowym. Produkują, sprzedają, ale sami nie kupują. A zatem nie wydają tego, co zarobią na eksporcie.

„Polityką osiągnąć to, co kiedyś wymagało wojny” [Skidelsky o wyborach w Niemczech]

Dlatego inni, w tym biedne południe, nie sprzedają i nie zarabiają. Dotąd nie sposób było zrównoważyć tej kryzysogennej (także politycznie) sytuacji transferami socjalnymi i innymi instrumentami równoważenia rozwoju gospodarczego między regionami. Sama realizacja planu Macrona jeszcze tego nie zagwarantuje, ale znacząco nas do tego przybliża. Nas?

Czy jest zbawienie poza euro?

Nas może i też by przybliżało, ale gdybyśmy weszli do strefy Euro. Inaczej nas oddali. A co by było, gdybyśmy to euro jednak przyjęli? Ekonomiści mówią o pozytywnych i negatywnych skutkach:

Społeczeństwa najbardziej boją się podwyżki cen (tzw. „efekt Cappuccino”, czyli zaokrąglenie cen w sklepach w górę w następstwie wymiany waluty). Ale tak naprawdę poważniejszego zwiększenia inflacji to nie wywoła.

Ważniejsza była lekcja płynąca z kryzysu finansowego, gdy własna waluta, a właściwie jej osłabienie przez obniżenie stóp procentowych, okazało się zbawienne. Konkurencyjność naszego eksportu wzrosła i jakoś się uratowaliśmy. Eksperci na czele z Piotrem Kuczyńskim przewidują jeszcze, że po przyjęciu euro spadnie oprocentowanie kredytów i obligacji państwowych, co będzie silną zachętą do zadłużania się obywateli i rządów (przypomina się Grecja). Obawiają się także, że niezależny od Komisji Europejski Bank Centralny może nie być już tak opiekuńczy wobec słabszych i ochrona przed kryzysem może być słabsza. Gdyby taki nadszedł, wzrosłoby bezrobocie, a ratować moglibyśmy się tylko powiększając deficyt sektora publicznego (w najgorszym okresie kryzysu finansowego Platforma powiększyła go do 8%, a po wszystkim wróciła poniżej 3%).

Polexit jest możliwy, a euro nierealne

Tyle minusy, a plusy? Dziś w handlu z zagranicą nigdy do końca nie wiemy, ile za miesiąc czy rok zapłacimy za 1 euro. Po przyjęciu wspólnej waluty to zmartwienie będziemy mieli z głowy. Zaoszczędzimy też na spreadzie, czyli różnicy między kursem kupna i sprzedaży waluty. Każdy wie, jak serce ściska w kantorze, gdy oddaje się „nie wiadomo za co” część wymienianej gotówki. Wspomniane już wyżej niższe oprocentowanie kredytów (w Unii stopy zawsze były niższe niż w Polsce) będzie zachętą inwestycyjną dla firm, co na pewno poprawi nasz wzrost gospodarczy. Nasze płace będą szybciej doganiać średnią europejską, choćby poprzez łatwiejszy przepływ pracowników. Zauważmy, że gdy zniknie przewaga konkurencyjna w postaci taniej siły roboczej, marzenia o unowocześnieniu gospodarki staną się koniecznością.

Jaki jest tego ekonomiczny bilans? Raczej remisowy, ale ryzyko z pewnością istnieje.

Francusko-niemiecki pat kupuje Polsce czas

Tymczasem to, czy do reformy i głębszej integracji strefy euro w ogóle dojdzie, zależy teraz od Niemiec. Już po zwycięstwie Macrona sympatyzująca z nim Angela Merkel zapowiedziała, że Niemcy zaprezentują własne pomysły dotyczące polityki fiskalnej, czyli tego, czego w Europie strzegą niemal jak niepodległości. Polityka oszczędności i sukces ekonomiczny to przecież najważniejsza część powojennej niemieckiej tożsamości i dumy. Bez Niemiec Francuzi nic nie wskórają. Wyniki wyborów okazały się zatem spełnieniem koszmaru Macrona.

Sierakowski: Niemcy w lewo, Austria w prawo

W nowej koalicji CDU-CSU-Zieloni i FDP w Niemczech, która rodzi się w bólach, znajdzie się hamulcowy wszelkich zmian w polityce gospodarczej Unii – Christian Lindner, być może nawet na pozycji ministra finansów. Lindner nie ukrywa, że „nie wyobraża sobie budżetu dla strefy euro, a więc przekształcenia strefy euro w państwo (…) czy transfer 60 mld euro lub więcej, które płynęłyby do Francji na konsumpcję i do Włoch, by kompensować błędy popełnione przez Berlusconiego”. „Ten problem jest dla nas czerwoną linią” – powiedział szef liberałów po wyborach. FDP może się zatem zgodzić na jakieś postulaty planu Macrona, ale nie na reformę eurozony.

Zazwyczaj dobrze przewidujący Wolfgang Munchau w „Financial Times” wnioskuje więc, ze prawdziwe negocjacje w tej sprawie odbędą się nie między Francją i Niemcami, ale między CDU i FDP. Inny ekonomista Hans Kundani ubiera to w jeszcze inną metaforę, że odbierając głosy CDU i SPD, a dając je eurosceptycznym FDP i AfD, sami Niemcy odrzucili plan reformy strefy Euro.

Odzyskać frustrata z saksońskiej prowincji

W takiej sytuacji Macronowi pozostanie albo pięknie rozbić się o niemieckie nein, albo poprzeć jakąś rozwodnioną przez Niemców wersję swojego planu (wspólny, niewiele nieznaczący minister finansów i wspólny fundusz strefy euro zamiast budżetu) i ogłosić polityczne zwycięstwo.

To symptomatyczne, że nowa książka Ivana Krasteva, która niedługo ukaże się w naszym wydawnictwie, po angielsku nazywa się After Europe, po niemiecku Europadämmerung [Zmierzch Europy], a Francuzi zatytułowali ją Le destin de l’Europe [Przeznaczenie Europy].

Interesujące jest również porównanie tego, co drukują najważniejsze dzienniki w Niemczech i we Francji. „Le Monde” publikuje w dziale opinii kolejne teksty lub wywiady z najważniejszymi europejskimi politykami, wyczekując pozytywnej odpowiedzi na plan Macrona. Nawet obecny minister spraw zagranicznych Niemiec Sigmar Gabriel wypowiedział się o nim bardzo pozytywnie, ale nic go to nie kosztuje – odchodzi zaraz z urzędu. Mateo Renzi również zaopiniował go bardzo pozytywnie. Również jako były premier. Ci zaś, którzy mają realną władzę, wciąż mają znaki zapytania w oczach, które kierują w stronę Niemiec.

Prawico, lewico, liberałowie, zrozumcie jedno: Unia Europejska jest wybawieniem

Tymczasem „Frankfurter Allgemeine Zeitung” połączył obroty handlowe państw Grupy Wyszehradzkiej i nieźle się przy tym zdziwił. Okazało się, że Polska, Węgry, Czechy i Słowacja są razem największym partnerem handlowym Niemiec (256 mld euro) z ogromną przewagą nad Chinami (170 mld) i Francją (167 mld). Co więcej, obrót z Polską, Czechami, Węgrami i Słowacją rośnie jak na drożdżach (o 9% większy w 2016 niż rok wcześniej), a np. z Francją, tradycyjnie największym partnerem handlowym Niemiec, urósł zaledwie o 0.6%. Jeśli dziwiliście się, dlaczego Angeli Merkel brak jest stanowczości w relacjach z Jarosławem Kaczyńskim albo z Viktorem Orbanem (Merkel nie zrobiła właściwie nic, żeby uniemożliwić zamknięcie Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego ufundowanego przez George’a Sorosa w Budapeszcie), to te liczby powiedziały wam wszystko. Słuchając Macrona na Sorbonie, Niemcy myślami odpływali do naszego regionu. I dwa razy się zastanowią, zanim pozwolą na dalszą integrację bez nas.

Polska: posmoleński, ambergoldowy wilczy dół drugiej prędkości

Tyle sama ekonomia, ale my jesteśmy dziś w innej niż Niemcy czy Francja sytuacji. Opisany przeze mnie francusko-niemiecki impas może się okazać dla Polski bardzo zwodniczy. Plan na przyszłość, niezależnie od tego, jak długo jeszcze odsuwany, może być tylko jeden i dzisiejszy stan Unii go w znaczącym stopniu determinuje. Dlatego dla Polski euro to nie tylko waluta, lecz coś znacznie ważniejszego – euro ma bowiem wartość najwyższą właśnie dla takich państw, jak Polska czy kraje bałtyckie (które nie przypadkiem skorzystały z pierwszej okazji, żeby do eurozony wejść). Dla Polski istnieje zatem jeszcze jeden, niewymienialny i bezcenny aspekt posiadania euro – nasze bezpieczeństwo.

Sutowski: Nie ma zbawienia poza Unią

Bio

Sławomir Sierakowski

| Socjolog, publicysta, współzałożyciel Krytyki Politycznej
Współzałożyciel „Krytyki Politycznej”. Prezes Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego. Socjolog, publicysta. Ukończył MISH na Uniwersytecie Warszawskim. Pracował pod kierunkiem Ulricha Becka na Uniwersytecie w Monachium. Był stypendystą Collegium Invisibile, Ministra Edukacji Narodowej, Instytutu Goethego oraz niemieckich fundacji GFPS i DAAD, a także amerykańskiego The German Marshall Fund, Princeton Univeristy oraz Yale University. Wystąpił w filmowym tryptyku izraelskiej artystki Yael Bartany „I zadziwi się Europa”.


Komentarze są zamknięte

Przynależność do strefy euro nie uratowała gospodarki Grecji ani jej infrastruktury socjalnej a wręcz przeciwnie

Dobry przykład, jaką to "sojuszniczką najsłabszych" jest Komisja Europejska 😉

Unia walutowa nie jest lekiem na całe zło, nie ma jednak kryzysu walutowego w Grecji, który niewątpliwie miałby miejsce, gdyby Grecja miała własną walutę i te koszty społeczne w takim scenariuszu byłyby dużo wyższe. Widzieliśmy to choćby na Białorusi w 2011 roku, gdzie ponad 100 procentowa inflacja zmniejszyła realne dochody ludności o połowę.

...a tym czasem od pół roku niemcy drukuja 250 mld DM tygodniowo ( kontrakt z drukarnia DeLa Roi) i szukuja sie do wyjscia z Euro...koło czerwca 2018 beda gotowi..

Rozumiem, że jak Rybiński postawisz oszczędności życia grając przeciw Euro - skoro masz taki dobry cynk - hmmm ?

Krzysztof Mazur

Lewicowa polityka niskich stóp procentowych w strefie Euro (oraz w strefie USD) jest przyczyną światowego kryzysu finansowego, gdyż doprowadziła do bańki kredytowej i prowadzi nadal, więc kryzys się nie skończył, ale narasta. Dla Polski i Europy będzie lepiej jeśli Polska będzie miała własną walutę z wyższymi stopami procentowymi, bo dzięki temu bańka kredytowa w Polsce jest nadal mniejsza, chociaż oczywiście też istnieje. Co nie znaczy, że państwo nie może do prowadzić do kryzysu własnymi długami zaciąganymi na socjal zachwalany w KP, w tym 500 plus i obniżanie wieku emerytalnego. Odpowiedzią na kryzys niskich stóp procentowych musi być podniesienie stóp procentowych. Jeśli banki centralne tego nie rozumieją, bo w keynesowskich podręcznikach nic o tym nie ma, to zrozumieją, gdy nastąpi kilka lat stagflacji. W interesie Polski jest dostęp do wspólnego rynku UE, co nie wymaga i nie będzie wymagało wstępowania do strefy Euro. Myślenie, że wspólna waluta rozwiąże wszystkie problemy, w szczególności problemy wytwarzane przez tą walutę, jest myśleniem magicznym. Oprócz wspólnego rynku Polska powinna wspierać wspólną politykę obronną UE, co również nie ma związku ze strefą Euro. Natomiast ilość dotacji, które będą trafiać do Polski nie ma większego znaczenia i nawet lepiej by było, gdybyśmy przestali wierzyć, że rozwój gospodarczy bierze się z dotacji, co jest zwykłą, banalną nieprawdą. Wynik wyborów w Niemczech jest dla UE oraz Polski korzystny. Liberałowie zablokują przekształcanie UE w państwo socjalne dążące do bankructwa. Zieloni z kolei zablokują proputinowskie pomysły części niemieckich polityków z FPD i CDU/CSU. Trump nic konkretnego nie zrobił i nie zanosi się, żeby miał zrobić. Skończyło się jak na razie na gadaniu. Najlepsze wyniki gospodarcze Polski wynikają ze startu z bardzo niskiego poziomu, Polska nadal jest państwem w Europie bardzo biednym i to się szybko nie zmieni, a wyniki gospodarcze będą coraz gorsze za sprawą demografii i socjalu. Budowanie programu politycznego wokół strefy Euro to, poza myśleniem magicznym o gospodarce i Europie, działanie w interesie PiSu (podobnie jak to było z wciśniętymi Polsce kwotami uchodźców). Jeśli chcemy, żeby PiS wygrywał wybory, ogłaszajmy konieczność wejścia do strefy Euro.

Na razie sama strefa Euro jest raczej źródłem problemów, niż jakimś stymulatorem rozwoju, pewien bilans korzyści i strat zmienił się na tyle istotnie, że trzeba na serio rozważyć scenariusz rozwoju bez Euro - to oczywiście nie oznacza,że można spocząć na laurach, a kluczowa jest długofalowa strategia naprawy finansów publicznych, budowy modelu rynku kapitałowego w tym GPW i wzrostu znaczenia Polski na rynkach finansowych.

Dwa na dziś z takim postulatem wyszła tylko Nowoczesna, ale nie jest on zbyt popularny i w ciągu najbliższych 6 lat jest to i tak temat politycznie martwy. Moim zdaniem na dziś referendum w sprawie Euro byłoby przegrane - ja sam głosowałbym przeciw.

Sierakowskiemu dobrze by zrobiło przeczytanie wydanej niedawno przez KP książki Josepha Stiglitza "Euro. W jaki sposób wspólna waluta zagraża przyszłości Europy".

Reasumując - w interesie niemieckiego właściciela - Polska powinna przyjąć Euro i podzielić los Grecji.
Czyje interesy reprezentuje autor tego dziennikarskiego gniota?

Nie no jasne, bo przeciez w kazdym kraju nalezacym do strefy euro jest tak jak w Grecji.

Zablokować kartę Kaczyńskiemu - bezcenne!

Które państwo strefy euro spełnia dziś kryteria zapisane w Traktacie z Maastricht ? Który kraj z walutą euro przestrzega Paktu stabilności i wzrostu z Amsterdamu ? Reguły, które legły u podstaw strefy euro są notorycznie łamane przez kraje eurozony i nikt w Brukseli, Berlinie, czy Paryżu nie widzi w tym niczego karygodnego. Jak można wchodzić do takiego klubu ? Największym problemem w UE jest brak poszanowania prawa i wspólnych zasad. Wchodząc do UE podpisywaliśmy traktaty, umowy i zobowiązania, które jak się okazuje może jednoosobowo zawiesić niemiecki kanclerz i znowu nikt w Brukseli nie widzi w tym niczego karygodnego. Sceptycyzm Europejczyków wobec Brukseli, czy jak to określa lewica „prawicowy populizm” jest naturalnym wynikiem polityki Brukseli, Berlina i Paryża.
Jest życie poza strefą euro panie Sierakowski. Szwedzi w referendum odrzucili euro, Duńczycy mają opt-out, Norwegia z gospodarką mniejszą od polskiej funkcjonuje na wspólnym rynku. Szwecja, Czechy i Polska to dziś kraje z największą dynamiką wzrostu gospodarczego w UE. Ważniejszy od euro jest dla Polski dostęp do wspólnego rynku i możliwość prowadzenia niezależnej polityki monetarnej, która daje nam instrumenty do elastycznego reagowania i stymulowania własnej gospodarki.

Szczerze, dozgonnie i bez żadnych wątpliwości wierzę w to, że Niemcy oraz Francja kierują się "wspólnoty", "Europy" oraz "innych krajów" a nie swoimi własnymi oraz w to, że gdyby poważny interes tych krajów znalazł się w sprzeczności z interesami "wspólnoty", wówczas bez wahania dobro owej "wspólnoty" przedłożyli by ponad dobro narodowe. Czytam regularnie Krytykę, Wyborczą i oglądam TVN, jestem szczęśliwy.

Przeszedł mi dzisiaj faszyzm. Moja przyszła partia, którą stworzę będzie lewacka i pro-imigrancka.

Skończyłem czytać na: "szef Komisji Europejskiej Jean Claude Juncker, instytucji tradycyjnie najbardziej sprzyjającej integracji i naturalnej sojuszniczce państw najsłabszych" :))))))))))))))))))))))

Nasze bezpieczeństwo wywalczyły POLSKIMI armatami.