UE

Rzeczpospolita Europejska Ulrike Guérot

Michał Sutkowski, Ulrike Guerot. Fot. Jakub Szafrański

„Europejska wojna domowa” to wojna, w której idee nacjonalistyczne, paradoksalnie, dzielą społeczeństwa.

Gościem Agnieszki Lichnerowicz w programie Światopodgląd był Michał Sutowski, który mówił o nowej książce Wydawnictwa Krytyki Politycznej Europejska wojna domowa niemieckiej politolożki, autorki koncepcji „Rzeczpospolitej Europejskiej”, Ulrike Guérot.

Europejska wojna domowa

Michał Sutowski mówił o tezach książki Guérot i punkcie wyjścia jej rozważań:

– Książka Ulrike Guérot pokazuje ciągłość myślenia federalistycznego o Europie, nie sięgając może do czasów starożytnych, ale na pewno do historii idei XX wieku, a zwłaszcza okresu po I Wojnie Światowej. To było po tym, jak nacjonalizm sprawił, że narody – kolokwialnie mówiąc – wzięły się za łby i doprowadziły do wielomilionowej hekatomby od pól Flandrii po front wschodni. Wówczas zaczęto myśleć o tym, że skoro napięcia pomiędzy państwami narodowymi eskalują tak drastycznie, to być może należy pomyśleć nad jakąś formułą polityczną, która doprowadziłaby do załagodzenia nacjonalizmów.

Tytułowa Europejska wojna domowa to wojna, w której idee nacjonalistyczne, paradoksalnie, dzielą społeczeństwa. Jak mówi Sutowski, Guérot podaje przykłady „tych partii prawicowo-populistycznych, które prezentują […] ekskluzywistyczną, etniczną najczęściej koncepcję własnego narodu, która jest mocno zawężona”, tzn. wyklucza poza nawias wspólnoty wszystkich nie zgadzających się z linią i stylem politycznym tychże partii.

– Wiele stylów życia, czy poglądów po prostu się w tej formule nie mieści. W związku z tym ci, którzy mówią, że chcą, po pierwsze, odbudować suwerenność narodów w ramach państw narodowych, wzmocnić ich zdaniem osłabioną, czy wręcz zwalczaną przez kosmopolitów, czy przez elity europejskie tożsamość narodową, w efekcie, czy w praktyce politycznej prowadzą do głębokiej polaryzacji, […] polaryzacji między partią populistyczną, a resztą świata, czy resztą narodu w tym przypadku.

W tej sytuacji, w której „państwa narodowe gniją” – jak rekonstruowała tezy autorki Agnieszka Lichnerowicz, trzeba zbudować Rzeczpospolitą Europejską, która „będzie umową społeczną między równymi sobie obywatelami” – dodawała Lichnerowicz – która będzie zjednoczona nie tylko gospodarczo, ale [również] unią podatkową, unią socjalną, w której każdy obywatel będzie miał jeden głos, a zatem wybory będą transnarodowe, przynajmniej do jednej izby parlamentu, transnarodowe będą też listy wyborcze. Tylko w ten sposób – zdaniem autorki – uratujemy demokrację”.

W jej wizji Rzeczpospolitej Europejskiej mielibyśmy, dwa poziomy wspólnot.  Po pierwsze. regiony wielkości mniej więcej 7 mln mieszkańców, takie, w których poczucie wspólnoty jest autentycznie żywe i niezapośredniczone przez wielkie idee; po drugie, ogólnoeuropejska wspólnota polityczna oparta na patriotyzmie konstytucyjnym. W tej pierwszej – jak twierdzi autorka Europejskiej wojny domowej: „może nie każdy zna kogoś w rządzie, ale każdy zna kogoś, kto zna kogoś w rządzie”. To taka niemiecka „heimat”, mała ojczyzna, znana od dzieciństwa, w której człowiek czuje się bezpośrednio zakorzeniony. Sutowski dodawał przy tym krytycznie, że „teza, iż najbliższy jest nam właśnie ten siedmiomilionowy Heimat, broni się dobrze w przypadku kilku regionów Hiszpanii, broni się w przypadku wielu regionów Niemiec, ale już np. z Francją byłby problem, dlatego że Francja ma za sobą 200 lat twardej polityki centralistycznej”. Coś podobnego, choć z innych powodów, można powiedzieć o Polsce, gdzie świadomość narodowa wydaje się dużo mocniejsza niż tożsamości regionalne. Z kolei we wspólnocie na drugim poziomie, powyżej państwa narodowego „nie budujemy narodu europejskiego, nie budujemy jednej tożsamości narodowej, w której teraz zamiast Polakami czy Austriakami, będziemy Europejczykami – mówił Sutowski. Budujemy za to wspólnotę bliską tej znanej z niemieckiej tradycji liberalnej drugiej połowy XX wieku, tzn. wspólnotę opartą na kontrakcie politycznym i przywiązaniu do prawa.

Europa w stanie „zimnego pokoju”

– To jest patriotyzm konstytucyjny, to znaczy, że łączy nas nie to, że mówimy wspólnym językiem, bo dalej będziemy mówili różnymi językami, niekoniecznie łączy nas też wspólna historia, bo często bywa ona bardzo burzliwa i nie raz krwawa i bolesna. Łączy nas za to przywiązanie do pewnych wartości, które są wcielone w ustrój polityczny. Krótko mówiąc, przywiązanie do pewnej umowy społecznej. Łączy nas to, że zapisaliśmy się, niejako, do jednej wspólnoty i mamy na nią wpływ jako obywatele, na zasadzie „jeden obywatel, jeden głos” niezależnie od tego, jakie dotychczas obywatelstwo posiadaliśmy – dodawał Sutowski.

Guérot i podobnym jej myślicielom często stawia się zarzut, że chcą na siłę zbudować naród europejski i zniszczyć te narody, które są. „To jest nie prawda – mówił Sutowski. – To nie jest pomysł na zastąpienie dotychczasowych narodów nowym, tylko na zbudowanie struktur politycznych na różnych poziomach. Rzeczywiście faktem jest, że taki projekt zakładałby zmniejszenie znaczenia, być może z perspektywą obumarcia, poziomu pośredniego, czyli poziomu państwa narodowego, choć moim zdaniem rzeczywiście Ulrike Guérot nieco zbyt pochopnie o tym przesądza.

Ulrike Guérot mówi wprost, że jej manifest jest utopijny, ale wyznacza tej utopii dość odległy horyzont czasowy – to rok 2045, setna rocznica zakończenia II Wojny Światowej.

Mimo utopijności swojej wizji Guérot pisze też o sprawach bardzo konkretnych.

– Między innymi proponuje europejskie ubezpieczenia od bezrobocia finansowane na przykład z podatku od transakcji finansowych. Bruksela, upraszczając, przydzielałaby je europejskim bezrobotnym, niezależnie od […] ich miejsca zamieszkania. W Polsce […] zdecydowana większość ma poczucie, że jednak coś od tej Unii dostała. Natomiast w krajach południa, zwłaszcza w młodszym pokoleniu, bardzo wielu ludzi ma poczucie, że jest to głównie instytucja, która wymusza cięcia. Tego typu rozwiązanie byłoby czymś namacalnym, czymś, co pozwoliłoby zrozumieć, że solidarność europejska to nie jest frazes albo jakiś abstrakt filozoficzno-polityczny, tylko że to jest pewien konkretny mechanizm polegający na tym, że płacimy podatki, ale otrzymujemy z nich coś w zamian, na przykład siatkę bezpieczeństwa.

Obok projektowanego na dalszą przyszłość powszechnego dochodu gwarantowanego ubezpieczenie to miałoby wzmocnić legitymizację Unii Europejskiej w oczach jej obywateli i w przyszłości pozwolić na bardziej śmiałe reformy.

Źródło: Tok FM. Opracowała Kaja Wilczyńska

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Lewica żyje w swoim świecie, zamiast analizy mamy tu koncert życzeń, po pierwsze owe nacjonalizmy i ruchy nazwijmy je umownie populistyczne są wyrazem sprzeciwu wobec liberalnej polityki imigracyjnej, a w ogromnej mierze dotyczy to przyjmowania milionów często dysfunkcyjnych społecznie imigrantów z krajów Bliskiego Wschodu i Afryki, gdzie ostatni kryzys jest tylko przelaniem czary goryczy, bo w wielu krajach taka polityka była prowadzona przez lata nie bacząc na skutki, delikatnie mówiąc nie najlepsze. Do tego dochodzi terroryzm islamski, masowe gwałty i kryminalizacja - słowem zmiany na gorsze w sielskich, sennych nie raz społecznościach. Kolejna rzecz skala transferów socjalnych w UE ma swoje granice, pomysły by Niemcy płaciły na socjal w całej UE - a tak należy czytać niektóre postulaty autorki to droga do końca UE. Warto trzeźwo ocenić czy jest, a czym nie jest UE - jakie są granice integracji, gdzie nawet w ramach kraju ludzie nie godzą na wielkie transfery do innych części, bo niby dlaczego ktoś ma mieć prawo odbierać im owoce ich pracy ? Unia podatkowa, czy unia socjalna to mrzonki, bo nie da się uciec od odpowiedzialności, a dalej ponoszą ją politycy na szczeblu krajowym, a nie urzędnicy UE, zaś tworzenie sytuacji, gdy jedni płacą, a drudzy ponoszą odpowiedzialność, czy raczej jej nie mają to chore !
Być może ograniczenie imigracji z krajów islamskich to egoistyczne, ale jest to zdrowy egoizm, lepszy od pewnego sadomasochizmu, czy ślepoty lewicy.

stoicki obserwator

Najlepsze jest to że ojciec pani Urliki na 99% mordował niewinnych Europejczyków w trybie przemysłowym, a ta pani 70 lat po wojnie neguje istnienie narodów estońskiego, łotewskiego i kilku innych, przy okazji wyzywając ludzi od "faszystów".

Niemcy.

stoicki obserwator

"To było po tym, jak nacjonalizm sprawił, że narody – kolokwialnie mówiąc – wzięły się za łby i doprowadziły do wielomilionowej hekatomby od pól Flandrii po front wschodni."

Nieprawda, to byli Niemcy i wychowani na niemieckich teoriach Sowieci. W obu przypadkach mało miało to wspólnego z nacjonalizmem w dzisiejszym rozumieniu, ale za Polaka tuszującego niemieckie zbrodnie zawsze plusik, w końcu organizacje pozarządowe muszą z czegoś żyć.

"W jej wizji Rzeczpospolitej Europejskiej mielibyśmy, dwa poziomy wspólnot. Po pierwsze. regiony wielkości mniej więcej 7 mln mieszkańców, takie, w których poczucie wspólnoty jest autentycznie żywe i niezapośredniczone przez wielkie idee; po drugie, ogólnoeuropejska wspólnota polityczna oparta na patriotyzmie konstytucyjnym."

Czyli że ledwie 70 lat po najbardziej antyludzkim, antyeuropejskim i antydemokratycznym zrywie w historii cywilizacji ludzkiej, Niemcy znów bez żenady dyktują wszystkim jak mają żyć, a każdemu kto w pełni nie zgadza się z nową berlińską schizofrenią przypina się łatkę, o ironio, "faszysty". Wielkoniemiecki faszyzm dwukrotnie obrócił Europę w pył w XX w. i zdegradował ją do II ligi światowej, a oni nie czują wstydu. To nie są normalni ludzie, tyle.

Zgodnie z teorią tej Pani (7 mln okręgi), istnienie takich krajów/narodów/etnosów jak Słoweńcy, Estończycy, Łotysze, czy Litwini jest po prostu nieważne, niepotrzebne i hamujące rozwój. Nie wiem czy Stalin kiedykolwiek pozwoliłby sobie na tego rodzaju szowinizm, ale z tego co wiem to nigdy nie negował wprost sensu istnienia narodu estońskiego.

Cesartswo Rzymian a później i Greków istniało ponad 1000 lat. I nawet tam był Rzymianin Grek, Rzymianin Trak, Rzymianin Gal itd. Itd. Podobnie ukochany Raj Czerwonych CCCP. Komuch Gruzin, Komuch Niemiec itd. Naród europejski to lewicowa mrzonka i utopia.
Chyba, ze jakis kataklizm w postaci Putina czy Koreii przeora Europe do tego stopnia, ze w jednym okopie odmrożą sobie stopy Polak Francuz Niemiec i Hiszpan.
Inna sprawa, że lewica wiecznie zwala winę za wojny na nacjonalizm. A to tylko brednia dla ludu. W kazdej wojnie chodzi o ziemię i pieniądze. Lata socjalradości czyli od końca wojny do lat 80 to nie złote lata lewicy tylko lata realnego zagrożenia ze strony CCCP. Plus to, ze do wojen dochodzi po kryzysach gospodarczych. A to czy eroga definiujemy na podstawie kryterium rasowego, narodowego, religijnego czy klasowego nie ma różnicy.
Akurat trzeba się z tym pogodzić, iż czeka nas w Europie właśnie nowy podział ale nie jak marzy sie lewicy ale tak jak przeraża wszystkich poziom regionalny. Heimatów będzie coraz więcej.

Zazdraszczam trochę Amerykanom gdyż w 200 lat zbudowali państwo gdzie każdy jest angolem meksykanem chinczykiem niemcem ale przedewszystkim obywatelem USA. Tylko to akurat było budowane w dzikim kapitaliźmie bez rent i zasiłków i tylko tam się to udało na świecie.

stoicki obserwator

Owszem, dokonało się to po wymordowaniu 99% ludzi którzy mogli mieć jakiekolwiek pretensje do tych ziem. Zazdraszczam.

Biadolenie jak u Zhina...
Przeproś za wymordowanie neandertalczyków skoro taki wrażliwy jesteś... . Plus sasi przepraszają brytów, germanie celtów itd.
Zazdraszczam.

Przecież skala konfliktów rasowych w USA jest większa, niż w UE. Jakbyś, też nie zauważył to toczy się tam ostry spór o imigrację, rdzeń społeczeństwa, czy supremację białych.

Ale fakt faktem awantura jest pomiędzy amerykanami. Czarnymi żółtymi białymi.

Twierdzenie, że do I wojny światowej doprowadził nacjonalizm to uproszczenie niegodne człowieka wykształconego. Wojna zaczęła się od tego, że imperialne i wielonarodowe Austro-Wegry poczuły się zagrożone nacjonalizmem serbskim i wydały Serbii wojnę. W odpowiedzi imperialna i wielonarodowa Rosja ogłosiła mobilizację swych sił zbrojnych, na co Niemcy odpowiedziały napadając na sprzymierzoną z Rosją Francję. Nie bez winy była też imperialna Wielka Brytania, która nie ostrzegła na czas Niemiec, że nie pozwoli na ich dominację na kontynencie i przyłączy się do wojny. Podsumujmy: imperializm to nie to samo co nacjonalizm, wojnę wywołały państwa imperialne i narodowe pospołu.

Droga redakcjo, do podpisu zdjęcia wkradł się błąd. Michał Sutowski nazywa się Sutowski, nie "Sutkowski".