UE

PiS podważa zasadę praworządności. Pora na sankcje Unii Europejskiej

Beata Szydlo Parlament Europejski

Komisja Europejska powinna podjąć działania prewencyjne zgodnie z artykułem 7 Traktatu o Unii Europejskiej, w tym zastosować wszystkie możliwe sankcje aż po zawieszenie państwa członkowskiego w prawie głosu.

Komisja Europejska powinna podjąć poważne środki wobec Polski zgodnie z artykułem 7 Traktatu o Unii Europejskiej, jeśli rząd będzie nadal podważał zasadę praworządności, powiedziały Amnesty International, FIDH, Human Rights Watch, Open Society European Policy Institute i Reporterzy bez Granic w liście skierowanym dzisiaj do Komisji Europejskiej. Unia Europejska i jej państwa członkowskie muszą pokazać determinację w próbie powstrzymania Polski od odwracania się od wspólnych wartości UE, stwierdziły organizacje.

Rok temu w ramach procedury kontroli praworządności, Komisja Europejska rozpoczęła dialog z polskim rządem, mający na celu ustalenie, czy istnieje systemowe zagrożenie dla rządów prawa w Polsce oraz aby zapobiec jego eskalacji. W ramach procesu KE dwukrotnie wydała rekomendacje dla rządu – w lipcu i grudniu 2016. Polski rząd w większości zignorował te rekomendacje, a także – co szczególnie niepokojące – próbował ograniczyć praworządność i prawa człowieka, w tym wolność mediów, zgromadzeń oraz prawa seksualne i reprodukcyjne.

– Przez uciszanie krytycznych głosów i demontaż istotnych gwarancji, Polska tworzy coraz bardziej tłamszące warunki dla sądownictwa, mediów i społeczeństwa – powiedziała Iverna McGowan, Dyrektorka Biura ds. Instytucji Europejskich Amnesty International – Działania polskiego rządu są dalekie od zasad praw człowieka i praworządności zapisanych w traktatach UE.

– Komisja Europejska jest zobowiązana działać zdecydowanie i szybko, gdy zasady założycielskie Unii są zagrożone – powiedziała Draginja Nadażdin, Dyrektorka Amnesty International Polska.

Łętowska: Tego „wygaszenia” już się nie da odkręcić

Od października 2015 roku Prezydent Polski nie przyjął ślubowania od legalnie wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Parlament przyjął nowelizacje, które podważają jego legitymizację i znacząco ograniczają zdolność pracy. Rząd rutynowo odmawiał publikacji i implementacji wyroków Trybunału Konstytucyjnego.

– W społeczeństwie opartym na praworządności głowa państwa nie może wybierać, czy będzie przestrzegać prawa – powiedział Philippe Dam, Dyrektor ds. rzecznictwa w Human Rights Watch. – Komisja ma obowiązek nadal reagować na świadome próby ingerencji w niezależność sądownictwa, podważania podstawowych mechanizmów równowagi i kontroli oraz osłabiania funkcjonowania instytucji demokratycznych w Polsce.

Komisja Europejska uruchomiła procedurę kontroli praworządności w styczniu 2016 roku, gdy polski rząd starał się ograniczyć niezależność Trybunału Konstytucyjnego. Procedura ta, ustanowiona przez Komisję w 2014 roku, została opracowana, aby odpowiedzieć na zagrożenia dla praworządności w państwie członkowskim zanim eskalują one do poziomu, który uzasadnia zastosowanie art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej. Artykuł 7 przewiduje zastosowanie działań prewencyjnych oraz możliwych sankcji, w tym zawieszenia państwa członkowskiego w prawie głosu w Radzie, jeśli narusza ono wartości założycielskie UE, takie jak praworządność.

W lipcu Komisja Europejska dała Polsce 3 miesiące w celu wdrożenia zaleceń, aby dokonać poprawy tego, co uznała za „systemowe zagrożenie dla praworządności” w kraju. Rząd polski odmówił wykonania zaleceń Komisji. W swojej opinii z grudnia Komisja podkreśliła, że w dalszym ciągu istnieje systemowe zagrożenie dla praworządności w Polsce, ale powstrzymała się od odwołania do artykułu 7 Traktatu UE. Zamiast tego wydała dodatkowe zalecenia dla polskiego rządu i wyznaczyła nowy termin do ich wdrożenia. Rząd polski ewidentnie nie podjął odpowiednich kroków w celu rozwiązania tych problemów, mimo zbliżającego się terminu, który przypada na 21 lutego.

– Komisja Europejska zrobiła dobrą rzecz, gdy zareagowała na gwałtowne pogorszenie się praworządności i praw człowieka, w tym wolności prasy w Polsce – powiedziała Julie Majerczak, szefowa brukselskiego biura organizacji Reporterzy bez Granic. – Państwa członkowskie UE powinny bardziej dobitnie wspierać wysiłki Komisji i wziąć na siebie odpowiedzialność za uruchomienie procedury Artykułu 7, jeżeli Polska nadal będzie ignorowała wezwania do przywrócenia demokratycznych mechanizmów kontroli i równowagi.

**
Tekst ukazał się na blogu Amnesty International Polska.

Bio

Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.
Krzysztof Mazur

PiS oczywiście doprowadzi do kryzysu finansowego, z czego nie trzeba się cieszyć, co nie znaczy, że nie można ostrzegać. Na działalności PiSu najwięcej stracą jego wyborcy i wtedy się od niego odwrócą. Po drodze mamy antyreformę edukacji i wojnę z samorządami. A być może też antyreformę służby zdrowia. Czy to się może skończyć dobrze dla PiSu? Szczerze wątpię. Żadna zmiana ordynacji nie uratuje tonącego w długach i chaosie PiSu.

Czy będzie kryzys czy nie, to tak do końca nie byłbym w 100% przekonany, choć raczej stawiam, że jednak przy Morawieckim, który torpeduje np. podniesienie podatków, kryzys jest raczej nieunikniony. Nie wiadomo też kiedy taki kryzys miałby nastąpić, jeśli dopiero po kolejnych wyborach, to przez 8lat rządów PiS, uda im się na tyle wszystko przesiąknąć, że nawet w przypadku kryzysu nie będzie łatwo odsunąć ich od władzy. Kolejne, to PiS ma twardy elektorat ok.25% i nawet w przypadku wielkiego kryzysu, pewnie nadal będzie mógł liczyć na ok.20%, co jest ciągle ogromną siłą. I na sam koniec, nawet jeśli wyborcy PiS się od nich odwrócą, to pytanie do kogo pójdą? Kukiz? Coś w stylu Kukiz? Narodowcy? Bo chyba nie myśli Pan, że postawią na PO czy Nowoczesną...
Ogólnie to chciałem trochę stonować nastrój jakoby PiS zaraz miał się skończyć i za chwilę będzie tak jak było ostatnimi laty. Wcale tak łatwo może nie być, a dwa nie wiadomo czy nie przyjdzie gorsze - jakkolwiek to dziś może brzmieć absurdalnie.

Pełna zgoda rządy PiSu mogą potrwać co najmniej 8 lat. Węgry są tu dobrym przykładem Orban rządzi 7 lat i szykuje się do trzeciej kadencji pod rząd mając przeciw siebie słabą i rozbitą opozycję (i nie wspominam tu o podporządkowanych stronniczych mediach czy ustawionej ordynacji wyborczej i okręgach). Gospodarka nie rozwali się z dnia na dzień wybijcie to sobie z głowy.

Claude de Villars

Przede wszystkim opozycja w Polsce ani nie jest tak słaba, ani tak rozbita jak chcą tego różni żurnaliści. Fakt, że przegrywa głosowania w sejmie jest wynikiem nie jej słabości, ale systemu politycznego jaki sobie skonstruowaliśmy. Opozycja byłaby słaba, gdyby Pis miał większe poparcie niż miał w wyborach - a tak nie jest. Pis traci wyborców w centrum, natomiast kompensuje go wyborcą klientelistycznym - rzecz jednak w tym, że Pis nie buduje systemu, który z jednej strony byłby w stanie utrzymać klientów przy nim (klienci odwrócą się gdy patron przestanie dostarczać im dóbr np. pieniędzy), a z drugiej spowodować, że klienci odwdzięczą się za świadczenia na ich rzecz. Co do żurnalistów - w Polsce jest niestety ten problem, że różnego rodzaju żurnaliści wierzą, że tak jak Michnik będą demiurgami jakiejś nowej (wartości) wartości politycznej. Dlatego, bez zastanowienia starają się kreować takie czy inne osoby jako proroków, przewodników itp. I tak kilkanaście miesięcy temu był to Adam Zandberg i partia Razem, potem był KOD i Kijowski, teraz są Zieloni.

Elżbieta Kurowska

Pani Profesor, to znakomita rozmowa. Na takie czekam. Takie dają mi poczucie, że nie jestem sama ze swoim sposobem myślenia o świecie i jego sprawach. Bo tu o styl myślenia chodzi. O rozumienie sensu, o wagę, znaczenie poszczególnych elementów decydujących o kondycji świata. Od dawna potwierdzam sobie pogląd, że prawo wyznacza ramy, ale standardy trzeba wypracować; że w ramach przepisów tego samego prawa zmieści się zarówno sprawiedliwość, jak i niesprawiedliwość. Od roku 80. do 89. obserwowałam coś w rodzaju preludium do tego, co miało nastąpić i dziać się później. Do mentalności społecznej zaczęły trafiać nowe pojęcia, rodziły się nowe wyobrażenia JAK może być inaczej. Po roku 89 to JAK zaczęło nabierać realnych kształtów. Jak zwykle, praktyka nie nadążała za teorią, treść za formą, jakość za modelem. Nieustannie politycy ulegali pokusie, żeby poprawiać rzeczywistość, zmieniając przepisy prawa, a nie wprowadzając idę sprawiedliwości społecznej poprzez sposób stosowania, wykonywania prawa. Łatwiej dopisać czy wykreślić paragrafy, niż rozpocząć pracę nad swoim rozwojem. Feudalna mentalność w sądownictwie, niestety, nie zmieniła się, po roku 89. (Zresztą, podobnie jest w służbie zdrowia o oświacie). To tu jest obszar, w którym należy dokonywać zmian, a nie w legislacji ani nawet w samej strukturze, choć tu może pewne rozwiązania warto rozważać. Dlatego dzisiaj sądy, a szczególnie sędziowie, nie mogą liczyć na wielkie poparcie społeczne. Zaniedbali swój podstawowy obowiązek: troskę o poczucie sprawiedliwości społecznej. I to nie tyle ferując takie czy inne wyroki, co tworząc uzasadnienia, które nie wystarczały opinii publicznej do poczucia, że sąd zrobił to, co należy w zgodzie z tym, na co wszyscy się umówiliśmy. Sądy nie odwoływały się do obywatelskiego poczucia odpowiedzialności za te normy społeczne, które za zgodą wyborców (pośrednio) stawały się normami prawa, a więc formą jakiegoś wspólnie określonego ładu. Ogromnie ważne w tym, co Pani Profesor powiedziała, jest też rozumienie tego, co się dzieje jako procesu. Rzeczywistość jest procesem, jest dynamiczna i wielowątkowa, jest wypełniona relacjami (kontaktem) i interakcjami, na różnych poziomach i w różnych płaszczyznach. Kto tego, nie dostrzega, będzie działał płasko i krótkowzrocznie. Dziękuję raz jeszcze za ucztę, jaką była ta rozmowa.

Pani Profesor,
Zawsze przedstawia Pani zawiłe problemy prawne w jasny i przejrzysty sposób, za co niezmiernie dziękuję
Obecnie PiS próbuje podporządkować sobie KRS. Wydaje mi się że społeczeństwo oczekuję zmiany choć nie ma pojęcia jakich.
Dlaczego nie wybierać Sędziów Wojewódzkich w powszechnych wyborach w okręgach jednomandatowych (Kukiz15) i z tych 17 sędziów utworzyć KRS. Legitymacja pierwsza klasa i dali byśmy sobie spokój z feudalnymi ślubowaniami przed Prezydentem.
Takiej 3 władzy nic by nie można było zarzucić.

Claude de Villars

Sędzia ma być czynnikiem fachowymi i zawodowym. Ma dać gwarancję realizacji normy prawnej i stania na straży prawa, a nie prawa ludowego. Wybór sędziów - niezależnie w jakich okręgach przekreśli te cele.

Wybory sędziów w powszechnych wyborach ma tez spore wady, chociażby to że sędzia nie powinien prowadzić kampanii wyborczej. Obawiam się też że bez prawniczej wiedzy trudno byłoby mi ocenić wiarygodność i kompetencję kandydatów...

Takie humorystyczne ujęcie tego problemu z USA:
https://www.youtube.com/watch?v=poL7l-Uk3I8

przypomina mi to film "Królestwo żywych trupów"...

Państwo prawa państwem prawa, ale jak dobrze wypunktował kiedyś prof.Łętowską Marek Jurek, ono też ma swoje granice. Mianowicie u p.Łętowskiej liberalizm stoi ponad prawem. Przepisy mają być interpretowane w świetle tych właśnie wartości zastępujących chrześcijaństwo. Czy nie jest to zamiana siekierki na kijek?

Jednak prof.Łętowska zasługuje na wielki szacunek. Jako jedna z nielicznych ma refleksję nad sądownictwem III RP. Działaniami PiS nie zagłusza prawdy o niskiej jakości wymiaru sprawiedliwości. Niech ilustracją tego będzie dezercja członka TK wybranego z rekomendacji SLD Andrzeja Wróbla do Sądu Najwyższego, co zatwierdziła Krajowa Rada Sądownictwa. Z rzekomo ważnego posterunku w TK pan sędzia ucieka na wygodne miejsce w SN pozwalając złemu PiSowi na wybór swojego sędziego i zmianę proporcji z 7:8 na 8:7 dla siebie w składzie TK. To kiepski materiał ludzki jest pierwszą przyczyną upadku. Nie słyszałem, by elity sędziowskie miały podobne jak ws. TK czy KRS publiczne wypowiedzi ws. postaw etycznych swojego środowiska. Pani Łętowska jest tu wyjątkiem. Pomyłki sądowe, których badanie w USA stały się osobną gałęzią nauki prawa w Polsce są tematem tabu jak kiedyś błędy lekarskie albo pedofilia niektórych księży. Sędziowie w III RP mieli immunitet na krytykę lepszy niż biskupi.

Pewno by się p. Łetowska i jej środowiskomocno zdziwilo, gdyby przeczytali, ze jest ona uwazana za liberała stawiajacego wyzej liberalizm niz prawo. To prawda, ze p. Jurek taka łatkę p. Łętowskiej przykleił, gdy prłniła ona funkcje rzecznika. Tyle, ze nastąpiłoto wtedy, gdy rzecznik odmowił podjęcia sprawy ( była sugestia obrazy uczuć religijnych) karykatury w jakimś piśmie, gdzie przedstawiono Madonnę trzymającą w ramionach Dzieciątko z twarzą znanego polityka. Przestrzegania zasady de mińimis non curat praetor nie należy utożsamiać ze stawianiem liberalizmuponad prawo...

Nie, Marek Jurek napisał o p.Łętowskiej że u niej ponad prawem stoi liberalizm w felietonie w Gościu Niedzielnym w 2013 roku oceniając tak jej wywiad dla Krytyki Politycznej przeprowadzony przez Cezarego Michalskiego po tym, jak przestała być sędzią TK. W wywiadzie tym była sędzina TK dowodziła, że wbrew zapisowi konstytucji, iż małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety związki homoseksualne mogą być wzięte pod parasol państwa jak małżeństwa tradycyjne. Przecież to jest to samo podejście do konstytucji, które ma J.Kaczyński, tylko biegun wartości inny.

Malutka korekta gramatyczna do mojej wczesnirjszej odpowiedzi, bo wyszlo dwuznacznie : art. Konstytucji zakazuje zrównywac w reżimie prawnym ( np. Benefity spoleczne) małżeństwa hetero z innymi związkami ( o obojętnej strukturze podmiotowe), ale nie wprowadza zakazu istnienia takich związków i ich honorowania przez ewentualne prawo ( ustawę), tyle, ze to musiałby byc inny reżim, a nie proste " zrownanie" z msłżeństwami hetero. Biedne te nasze dyskusje opanowane przez ułatwiający sobie życie zapał ideowy.

Proponuję uważniejszą lekturę tego, co się cytuje. Art. 18 Konstytucji jest wykorzystywany ideologicznie jako argument o rzekomym zakazie instytucjonalizacji w polskim prawie związkow innych, niż dwuplciowe. Tymczasem dla prawnikow wiernym prawniczemu metier jest to przepis przyznający małzeństwom hetero szczególną ochronę i opiekę. Z tego nie wynka ( rozumowanie prawnicze, nie ideologiczne) że a) nie można innym związkom ( hetero czy homo) przyznawać identycznego rezimu ochronnego, co małżeństwom hetero; b) ale nie wynika zakaz prawnej instytucjonslizacji w prawie innych związkow ( homo czy hetero - np. tak, jak francuski pakt cywilny). Formy prawnej instytucjonslizacji sa bardzo różne. Nie zamierzam tu wchodzić w szczególy, ale to jest chyba co innego, niż wyzszosc liberalizmu nad prawem tout court.

Mamy wiec spór, bo ja jednak upieram się przy swoim. A to dlatego, że wracam do intencji autorów Konstytucji. Mianowicie Kościół w zamian za to, że nie wezwie do bojkotu referendum konstytucyjnego i przynajmniej nie będzie przeciw dostał w Konstytucji kilka koncesji, w tym wykluczenie związków homoseksualnych jako małżeństw. W zamian za to znalazło się w konstytucji kilka postulatów liberalno-lewicowych, na miarę aspiracji ówczesnej lewicy, lub przynajmniej nie znalazły się tam zapisy o katolickim państwie narodu polskiego. Nie oceniam tego w tej chwili etycznie. Zapisali to jak zapisali. By ustalić, o co chodzi w tym zapisie, trzeba odwołać się do intencji stron, a nie do wykładni literalnej, bo język się zmienia. Te intencje mogłaby inaczej odczytać kolejna większość parlamentarna, ale nie grupa sędziów TK stosująca techniki wykładni prawa wypaczające pierwotny cel zapisu. Wiekszość ludzi głosujacych za konstytucją uważała, że w ten sposób przesądzili spór o związki homoseksualne. A tu pojawiają się sędziowie TK i mówią ludziom, co wtedy myśleli.

Pani Profesor . Słuchałem Pani wypowiedzi wiele razy , czytałem też wiele razy , dzisiaj pozwolę sobie wtrącić parę uwag . Zawsze zaskakiwała mnie przejrzystość języka jakiego pani używa , czyli niechęć dla maniery powodującej , że wypowiedzi wielu prawników są trudne do przełknięcia przez słuchaczy . Nie jestem prawnikiem , ale życie zawodowe zmusiło mnie do częstego kontaktu z prawnikami , tymi z prawdziwego zdarzenia i z tymi , których można określić słowem szuja czy alkoholik . Przepraszam za te niewybredne porównania , ale niestety taka jest polska rzeczywistość . Piszę to z pełną świadomością i mógłbym potwierdzić to wieloma przykładami . Pragnę jednak zabrać głos w temacie innym niż prawo , ale bardzo powiązany z możliwościami pokonania aktualnych barier prawnych , poprzez nowe zapisy w Ustawie Zasadniczej co wiąże się z koniecznością wymuszenia treści tych zapisów w referendum . Oczywiście mam świadomość trudności jakie wiążą się w Polsce z przeprowadzeniem referendum , ale myślę że jest to bardziej możliwe do zrealizowania niż ostatnia inicjatywa opozycji w sprawie referendum na temat zmian w systemie nauczania . Przechodząc do konkretów muszę stwierdzić , że nadzieja na zmianę sposobu sprawowania władzy poprzez nowe wybory wynika z nieuzasadnionej wiary że wybierzemy nowych reprezentantów , którzy będą mieli inne cechy , inne dążenia i wizję sprawowania władzy , oraz będą stawiać interes Polski ponad interesem własnym . Doświadczenie pokazuje nam , że ikony walki o wolność i sprawiedliwość odeszły , a każde następne rozdanie przyniosło nam ludzi których jedynym celem jest własna korzyść i obserwujemy coraz gorsze metody sprawowania władzy . Tego procesu niestety nie da się zahamować i kwiatki , które wychodzą na światło dzienne w działaniach opozycji potwierdzają moją diagnozę . Sprawowanie rządów z beztroskim uchwalaniem 59 mld deficytu budżetu nie jest wielką sztuką i może to firmować nawet ktoś , kto zatrzymał się w rozwoju na poziomie wójta , który też rządził rozdzielając kasę , która pożyczył od banku lub od parabanku . Przekroczenie 1 biliona deficytu można zobrazować wyliczeniem , które zrozumie nawet uczeń szkoły podstawowej . Jeżeli przyjmiemy założenie , że od roku 2017 uchwalamy budżet bez deficytu i zakładamy roczną spłatę zadłużenia po 10 mld zł , to proste wyliczenie pokazuje , że spłacać będziemy 100 lat , a to jeszcze nie jest cała prawda bo dochodzą odsetki od papierów dłużnych . Czyli spłata będzie obowiązkiem naszych dzieci , wnuko,w i prawnuków . Proponuję więc rozwiązanie w postaci zapisu w Ustawie Zasadniczej zakazu tworzenia przez przyszłe rządy budżetu z deficytem , jako warunek bezwzględny i opisany czytelnym i nieuniknionym zagrożeniem odpowiedzialnością karną i majątkową za złamanie tego warunku . Jest to może terapia szokowa dla Polaków , ale jednocześnie dająca gwarancję , że partia która podejmie się utworzyć rząd i spełnić ten warunek , będzie musiała powierzyć stery prowadzenia gospodarki fachowcom a nie przypadkowej zbieraninie niedouczonych działaczy , którzy nie mają pojęcia co to jest globalne spojrzenie na sytuację finansową w dzisiejszym świecie . Mam świadomość , ze to co piszę niektórzy ocenią jako demagogię , ale chciałbym aby Pani Profesor oceniła na zimno możliwości takich zmian w konstytucji a w ślad za tym w obowiązujących przepisach , aby do takiego rozwiązanie się przymierzyć , jeżeli nie przed następnymi wyborami , to w trakcie następnej kadencji , kiedy Polacy poczują zimny dreszcz na plecach i pustki w portfelu .

Podoba mi sie pomysl na " zakaz tworzenia przez przyszle rzady budzetu z deficytem " - bylby to dobry poczatek dla praworzadnosci i przejrzystosci finansow w Polsce . Niewatpliwie trudne byloby to przedsiewziecie , ale od czegos nalezy zaczac , prawda ?

Korwin-Mikke mówi o tym "od zawsze", hahaha.

Prawda . Jest to trudne zadanie ale myślę , ze można Polaków przekonać do takiego referendum konstytucyjnego . Przy takim hamulcu finansowym , Polacy nie musieli by się dzielić na wrogie sobie stronnictwa partyjne . Przypuszczam , że w pierwszym roku byłby to szok i kilka upadłych rządów . Prezydent powierzał by misję powołania rządu partii czy koalicji , która była by zdolna tę reformę finansów podjąć . A suweren nie musiałby rozliczać rządzących z wydatków . Oczywiście po takim referendum , gdyby udało się skłonić rodaków do głosowania , rząd miałby czyste pole do drastycznego cięcia wydatków i uwolnienia wolnej działalności jak za czasów Wilczka . Wtedy mamy jak w banku murowany powrót emigrantów z ostatnich 20 lat z grubą kasą . Ważne było by opodatkowanie wszelkich dochodów niezależnie czy to dotyczyłoby tych , których nie sięgają podatki a jednocześnie od podpisania konkordatu otrzymują nawet niezgodne z zapisami konkordatu wpłaty na pokrycie działalności religijnej we wszystkich już dziedzinach naszego życia .

Andrzej Modrzyński

PiS może wygrać następne wybory, ale nie będzie już miał większości. Wtedy być może z Kukiz 15, ale to chyba pogrążyłoby wszystkich.

Kukiz`15 w tej sytuacji byłby koalicją.

Straszno, straszno i ponuro, że lud siedzi cicho, co miesiąc pobiera ochłap 500 zł, i siedzi cicho i patrzy, co robi władza i biedny, karłowaty poseł Jarek, jak rozrabiają, rozgrabiają, psują kraj od wewnątrz i od zewnątrz. Nie mieszkam w Polsce od lat, ale nie wiedziałam, że to stał się taki barani lud. A studenci gdzie? Gdzie ich bunt, pomyślunek? Nic, szaro. Smog wszystko zabrał.

Bardzo mnie cieszy, że "nie mieskasz w Polsce od lat".

Rzadko odwiedzam KP, i za każdym razem gdy wracam przypominam sobie dlaczego tego nie robię.
Pani prof. Łętowska chyba dopiero doznała przebudzenia o funkcjonowaniu prokuratury w Polsce (zaskoczeniem jest wezwanie uczestników zajścia w charakterze świadków - rzekomo w celu zastraszania! - czy Pani prof. zna KK i KPK?). Rozumiem że dla 'jej establishmentu' to może być odkrywanie na nowo uroków funkcjonowania prawa polskiego.
Wnioskowanie o wygaszenie TK? Chyba o rok zbyt późno. Okazuje się, że w ciągu zaledwie roku - z rzekomo całkowicie apolitycznego organu (sic!) przekształcił się on w istną hydrę oddaną całkowicie jednej opcji politycznej (o sieci powiązań polityczno-towarzysko-rodzinnych w dotychczasowych składach można by pisać naprawdę grube księgi - jednak tak szybcy do krytyki obecnego stanu rzeczy dziennikarze i publicyści nie kwapią się by zrzucić maskę sposobu funkcjonowania tej instytucji przez ostatnie ćwierć wieku).
Nigdy nie traktowałem prof. Łętowskiej jako osoby apolitycznej (zasadniczo w składzie TK od dobrych kilku lat, cechy dobrego sędziego posiada jedynie prof. Marek Zubik - a i on sprzeniewierzył się swoim własnym tezom stawianym w monografii, nie przygotowując zdania odrębnego od wyroku TK w sprawie konstytucyjności ustawy o TK - tym sposobem skutecznie zrujnował moje uznanie do jego dorobku - bo czy większą wagę miała dobrze udokumentowana monografia, czy wyrok pisany, z błędami merytorycznymi i ortograficznymi wydany naprędce w celu ratowania większości sędziowskiej w TK ukształtowanej przez poprzedni sejm).
O prawdziwy uśmiech politowania przyprawia mnie natomiast dzisiejsza rozmowa o 'rozproszonej kontroli konstytucyjności' przez sądy powszechne, podczas gdy w szeregu wyroków od 2004 - 2014 roku Sąd Najwyższy kategorycznie wykluczał istnienie takiej możliwości - zaznaczając, że jedynym uprawnionym do tego organem jest Trybunał Konstytucyjny. Z racji wyższej instancji - sytuacja jest patowa dla dzisiejszej opozycji, tak jak dla rządu jeszcze przed paroma miesiącami i jedynie w ramach samokontroli organu (czy to TK czy sejmu) możemy dojść do czegokolwiek.
Zniszczenie autorytetu TK nastąpiło poprzez - tutaj użyję ładnie ukutej parafrazy słynnej falandyzacji tj. rzeplizację prawa, przez Prezesa TK. Szereg zarzutów, które można poczynić w kwestii naruszania godności bezstronności sędziowskiej, jednak nic nie jest w stanie obronić przed wywróceniem o 180 stopni orzecznictwa TK i SN w zakresie statusu sędziów TK czy kwestii proceduralnych (wypełniania ustawowych wymagań procesowych). Orzecznictwo nie pozostawia wątpliwości, że wyrok wydany niezgodnie z zasadami formalnymi jest wadliwy i organ publikujący wyrok mógłby narazić się na zarzut legitymizacji łamania prawa.
Wstyd mi za KP i prof. Łętowską za publikacje takich paszkwili... pusty śmiech ogarnia gdy słyszy się jak rzekomo politycznie zaangażowani prawnicy chcą występować w imieniu całego środowiska akademicki-prawniczego.

Jacek Uczkiewicz

Wyrazy najwyższego uznania Pani Profesor! Serdecznie dziękuję.

Dzięki za wywiad. Imponuje mi pani profesor swoją przenikliwością w ocenie bieżącej sytuacji. Uwaga moja dotyczy zastosowania Uchwały TK z 1991r przez prof. Rzeplińskiego. A raczej niezastosowania jej podczas demontażu TK. Niewiele osób spodziewałoby się tak dalekowzrocznych a niekonstytucyjnych zmian. Dopiero późniejsze wydarzenia dały asumpt do myślenia o rozmontowywaniu i ubezwłasnowolnieniu TK. Okazało się, że dla obecnej władzy każda niegodziwość w każdej z dziedzin życia czy to gospodarczego czy prawniczego , samorządowego nie stanowi hamulca. Jest dopuszczalna i propagandowo uzasadniona. Ja się skupiam na retoryce propagandy, jej emocjonalnej sile tworzącej przekazy społeczne akceptowalne o czym świadczą słupki poparcia. Najmądrzejsze najbardziej uzasadnione merytorycznie kontrapunkty wspomnianej retoryki PiS nie docierają pod strzechy. Dla ludzi wykształconych są drogowskazem intelektualnym. Może społeczeństwo jednak dzięki takim , najrozmaitszym, wydarzeniom dojrzeje, skupi się na tym co jest dla Państwa najważniejsze bo to będzie najważniejsze dla przyszłych pokoleń. No i wyłoni się KTOŚ kto to wszystko pozbiera i nakreśli dalekowzroczną perspektywę. Czego wszystkim życzę!