UE

Macron dogaduje się z Merkel. Ale czy w ogóle da się uratować strefę euro?

ANGELA-MERKEL-EMMANUEL-MACRON

Czy będzie to nowy rozdział w historii Unii Europejskiej? Francja i Niemcy chcą wspólnego budżetu strefy euro, który może zacząć obowiązywać już w 2021 roku. „Euro miało przynieść wspólny dobrobyt, który z kolei miał wzmocnić solidarność i służyć realizacji celów integracji europejskiej. W rzeczywistości wspólna waluta przyniosła skutek odwrotny, opóźniając wzrost i zasiewając ziarna niezgody” - pisze Joseph E. Stiglitz.

NOWY JORK – Być może zbliża się kolejny kryzys euro. Włochy, trzecia co do wielkości gospodarka unii walutowej, wybrały rząd, najłagodniej mówiąc, eurosceptyczny. Nie powinno to zresztą nikogo dziwić. Zbiorowy protest we Włoszech jest kolejnym przewidywalnym (i przewidzianym) odcinkiem długiej sagi o źle zaprojektowanym systemie walutowym, w którym dominująca strona, czyli Niemcy, stoją na drodze koniecznych reform. Nie tylko nalegają na prowadzenie polityki, która zaognia wpisane w system problemy, ale też używając retoryki, która wydaje się mieć na celu dolewanie oliwy do ognia.

Włochy czekają na nowy rząd. Jazda bez trzymanki dopiero się zaczyna

Włochom nie wiodło się dobrze od samego początku wprowadzenia euro. Realne PKB (po uwzględnieniu inflacji) w 2016 roku wynosiło tyle samo, co w roku 2001. Tak naprawdę jednak to cała strefa euro kulała. Od 2008 do 2016 roku realne PKB wzrosło ogólnie zaledwie o 3 procent. W roku 2000, a więc w rok po wprowadzeniu euro, gospodarka Stanów Zjednoczonych była zaledwie o 13 proc. większa niż gospodarka strefy euro. Do 2016 roku ta różnica zwiększyła się do 26%. Teraz, przy realnym wzroście w roku 2017 na poziomie około 2,4 proc., a więc niewystarczającym, aby odrobić straty minionych, pełnych wyrzeczeń dziesięciu lat, gospodarka strefy euro znów słabnie.

Jeśli jeden kraj sobie nie radzi, wina leży po jego stronie. Jeśli jednak wiele krajów sobie nie radzi, wina leży po stronie systemu. Tak jak napisałem w mojej książce pt. Euro. W jaki sposób wspólna waluta zagraża przyszłości Europy, euro to system, w którego projekt porażka została wpisana od początku. Odebrał on rządom możliwość korzystania z ich głównych mechanizmów dostosowawczych (stopy procentowe i kursy wymiany), a zamiast stworzyć nowe instytucje, które pomogłyby państwom w radzeniu sobie z potencjalnymi problemami, nałożył nowe ograniczenia. Co gorsza, często oparte na skompromitowanych teoriach gospodarczych i politycznych na temat deficytów, zadłużenia, a nawet polityki strukturalnej.

Euro miało przynieść wspólny dobrobyt, który z kolei miał wzmocnić solidarność i służyć realizacji celów integracji europejskiej. W rzeczywistości wspólna waluta przyniosła skutek odwrotny, opóźniając wzrost i zasiewając ziarna niezgody.

Problem nie polega na braku pomysłów, jak to wszystko naprawić. Francuski prezydent Emmanuel Macron aż dwukrotnie, przemawiając we wrześniu na Sorbonie oraz w majowym przemówieniu z okazji przyznania mu Międzynarodowej Nagrody Karola Wielkiego, wyraził jasną wizję przyszłości Europy. Niemiecka kanclerz Angela Merkel skutecznie jednak zbiła proponowane przez niego rozwiązania, proponując np. rażąco małe kwoty inwestycji w obszarach, które ich pilnie wymagają.

Macron ma pomysł na przeczekanie trudnych czasów

W swej książce podkreślałem pilną potrzebę wspólnego programu ubezpieczenia depozytów bankowych, który chroniłby systemy bankowości w słabszych krajach. Niemcy zdają się doceniać wagę unii bankowej dla funkcjonowania wspólnej waluty, ale niczym święty Augustyn, powiadają „Panie Boże, proszę uczyń mnie czystym, ale jeszcze nie w tej chwili”. Unia bankowa to najwyraźniej reforma, którą trzeba będzie przeprowadzić kiedyś w przyszłości – nic nie szkodzi, że  zaniechanie jej dziś sieje już spustoszenia.

Głównym problemem  unii walutowej jest korekta niedostosowanych realnych kursów walutowych – obecnie borykają się z nią Włochy. Rozwiązaniem z perspektywy Niemiec jest złożenie związanych z tym obciążeń na barki słabych krajów, już dziś doświadczających wysokiego bezrobocia i niskiej stopy wzrostu. Wiemy dokąd to prowadzi – do jeszcze większych trudności, większego cierpienia, większego bezrobocia i jeszcze wolniejszego wzrostu. A nawet jeśli wskaźniki wzrostu ulegną w końcu poprawie, PKB nigdy nie osiągnie takiego poziomu, jaki byłby możliwy przy sensowniejszej strategii. Alternatywnym rozwiązaniem byłoby oczywiście przesunięcie większej części obciążeń na silne kraje, gdzie płace są wyższe, a popyt większy, bo wspierają go rządowe programy inwestycyjne.

Wielokrotnie już widzieliśmy pierwszy i drugi akt tej sztuki. Wybierany jest nowy rząd, który obiecuje skuteczniejsze negocjowanie z Niemcami zakończenia polityki cięć i zaprojektowanie sensowniejszego programu reform strukturalnych. Nawet bowiem jeśli Niemcy jakkolwiek się posuną i tak nie zmieni to kursu gospodarki. Pogłębiają się nastroje antyniemieckie i jakikolwiek rząd, czy to centrolewicowy czy centroprawicowy, który sugeruje, że potrzebne są reformy, wysadzany jest z siodła. Zyskują na tym partie przeciwne istniejącym strukturom władzy. Następuje klincz.

W całej strefie euro przywódcy polityczni przechodzą w stan paraliżu, bo obywatele chcą pozostać w UE, ale chcą zarazem końca oszczędności i powrotu dobrobytu. Mówi im się, że obydwu rzeczy naraz mieć nie mogą. Rządy trapionych problemami krajów, wciąż mając nadzieję na zmianę postawy północnej Europy, trzymają się wytyczonego dla nich kursu, podczas gdy ich obywatele cierpią coraz bardziej.

Wyjątkiem od tej reguły jest portugalski premier António Costa i jego socjalistyczny rząd. Udało im się doprowadzić kraj do ponownego wzrostu (2,7 procent w roku 2017) i osiągnąć duże poparcie polityczne (w kwietniu 2018 roku 44 proc. Portugalczyków uważało, że rząd wręcz prześcignął ich oczekiwania).

Włochy mogą okazać się kolejnym odstępstwem od tego wzorca – ale w zupełnie innym sensie. Antyeuropejskie nastawienie wyziera tam i z lewej, i z prawej strony sceny politycznej. Teraz, kiedy rządzi skrajnie prawicowa partia Matteo Salviniego, ten doświadczony polityk i przywódca partyjny naprawdę może wcielić w życie groźby, których neofici w innych państwach nie śmieli zrealizować.

Włochy są wystarczająco duże i mają wystarczająco dużo dobrych i kreatywnych ekonomistów, by poradzić sobie z rozwiązaniem, które de facto byłoby wyjściem z euro – ustanawiając realnie elastyczną, podwójną walutę, która mogłaby przywrócić dobrostan gospodarki. Naruszyłoby to wprawdzie zasady strefy euro, ale ciężar opuszczenia jej de iure, z wszystkimi tego konsekwencjami, przeniósłby się na Brukselę i Frankfurt, Włochy zaś grałyby na paraliż Unii, który zapobiegłby ostatecznemu jej rozłamowi. Niezależnie jednak od konsekwencji, ze strefy euro pozostałyby zgliszcza.   

Nie musi do tego dojść. Niemcy i inne kraje północnej Europy mogą jeszcze ocalić euro okazując więcej ludzkich uczuć i więcej elastyczności. A jednak po wielokrotnym obejrzeniu pierwszych aktów tego przedstawienia trudno mi już liczyć, że jego bieg się odmieni.

Pociąg Eurozona Express nam odjeżdża

**
Joseph E. Stiglitz otrzymał w 2001 r. nagrodę Nobla w dziedzinie nauk ekonomicznych. Jego najnowsza książka to Globalization and its Discontents Revisited: Anti-Globalization in the Era of Trump.

Copyright: Project Syndicate, 2018. www.project-syndicate.org. Tłum. Katarzyna Byłów-Antkowiak.

Bio

Joseph E. Stiglitz

| Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii
Ekonomista, laureat Nagrody Nobla z ekonomii w 2001. Profesor Columbia University. Był szefem Zespołu Doradców Ekonomicznych Prezydenta Stanów Zjednoczonych i głównym ekonomistą Banku Światowego.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.