UE

Malko: Angielski Wielki Brat

Brytyjczycy posiadają infrastrukturę inwigilacyjną, przy której amerykański PRISM jest tylko ubogim krewnym.

Historia Edwarda Snowdena i ujawnienia skali inwigilacji internetu przez służby wywiadowcze ma też rozdział brytyjski. Wedle słów samego Snowdena – „znacznie gorszy od amerykańskiego”. 

Niewielkim zaskoczeniem było, gdy wśród pierwszych przekazanych „Guardianowi” dokumentów znalazły się materiały wskazujące na współpracę brytyjskich służb specjalnych z amerykańską agencją NSA i korzystanie przez Brytyjczyków z infrastruktury PRISM. „Szczególna przyjaźń” między Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi jest powszechnie znana, a kooperacja między wywiadami obu państw ma długą historię. 

Więcej emocji wzbudziły kolejne przecieki zawierające szczegółowe opisy sukcesów brytyjskiej Centrali Łączności Rządowej (Government Communications Headquarters, GCHQ) w szpiegowaniu dyplomatów w trakcie londyńskiego szczytu grupy G20 w roku 2009. W ujawnionych notatkach agenci GCHQ chwalą się zwabieniem zagranicznych delegatów do specjalnie w tym celu założonych fałszywych kafejek internetowych. Komputery były w nich naszpikowane oprogramowaniem przechwytującym loginy, hasła dostępu oraz komunikację mailową. GCHQ włamała się też na telefony Blackberry zagranicznych gości, przechwytując ich korespondencję mailową.

Rozmowy telefoniczne między uczestnikami szczytu były monitorowane w czasie rzeczywistym i analizowane na bieżąco przez prawie pół setki agentów. 

Wiadomości o szpiegowaniu partnerów i sojuszników z grupy G20 były dla brytyjskiego rządu zawstydzające i doprowadziły do gniewnych reakcji rządów niemieckiego i tureckiego, ale prawdziwy skandal wybuchł dopiero, gdy wyszło na jaw, że Brytyjczycy posiadają infrastrukturę inwigilacyjną, przy której amerykański PRISM jest tylko ubogim krewnym. Rozwijany od 2009 roku, a w pełni sprawny od co najmniej 18 miesięcy program Tempora pozwala brytyjskim służbom wywiadowczym na nadzorowanie nawet do 85% brytyjskiej komunikacji internetowej. GCHQ w ciągu ostatnich lat bezpośrednio podłączyła się do ponad dwustu światłowodów, uzyskując dostęp do przesyłanych nimi danych; korespondencji mailowej, historii przeglądanych zasobów www czy wpisów na portalach społecznościowych. Tempora przechwytuje także dane na temat rozmów telefonicznych oraz nagrywa ich treść. Każdego dnia system rejestruje ponad 600 milionów „zdarzeń telefonicznych”. Wszystko to zapisywane jest na dyskach twardych w kwaterze GCHQ w Cheltenham, 75 kilometrów na południe od Birmingham. Pełne treści przechowywane są tam domyślnie przez 3 dni, a metadane, czyli ogólne informacje służące do identyfikacji i analizy zgromadzonych materiałów,  przez dni 30. 

Do pacyfikowania skandalu rząd Camerona wystawił ministra spraw zagranicznych, Williama Hague. Zapewnia on, że żadne prawo nie zostało złamane i zasłaniając się względami bezpieczeństwa odmawia odpowiedzi na szczegółowe pytania. „Jeśli jesteś przestrzegającym prawa obywatelem, zajmujesz się swoimi sprawami, swoją pracą i życiem osobistym, nie masz się czego obawiać – mówił niedawno w swoim wystąpieniu parlamentarnym – brytyjskie służby nie będą słuchać twoich prywatnych rozmów telefonicznych, nic z tych rzeczy. Tak naprawdę nigdy się nie zorientujesz, jaka praca została wykonana przez wszystkie te agencje, które dbają o to, by twoja tożsamość nie została skradziona i o to, by terroryści nie wysadzili cię jutro w powietrze. Jeśli jednak jesteś terrorystą albo przestępcą albo zagranicznym agentem próbującym nas szpiegować, wtedy powinieneś się martwić, bo tym się właśnie zajmujemy i jesteśmy w tym całkiem nieźli.” 

Obrona Hague’a jest tak typowa, jak to chyba tylko możliwe. Podobnie zresztą cała ta sprawa zdaje się być skandaliczna nie tyle przez rażące odstępstwo od przyjętych norm i zwyczajów, ile właśnie przez bardzo konsekwentne ich wypełnianie. Tak w programie PRISM jak i w Temporze zobaczyć warto nie godne napiętnowanie dewiacje, lecz raczej zjawiska aż nazbyt typowe.

Po pierwsze, uosabiają one postępującą zmianę w dominującej kulturze prawnej i roli samego prawa. Liberalna zasada domniemania niewinności ustępuje zasadzie podejrzliwości. Różnica między niewinnością a winą zaciera się, nie są to już stany od siebie jasno oddzielone, a raczej przeciwne bieguny tego samego spektrum. Każdy jest w jakiejś mierze podejrzany, każdy jest potencjalnie niebezpieczny, różnice stają się ilościowe, a nie jakościowe, a o ich orzekaniu decydują algorytmy zarządzające ryzykiem, a nie decyzje wymiaru sprawiedliwości. Innymi twarzami tego samego zjawiska są systemy informatyczne typujące „no fly lists”, programy analizujące miejski monitoring w poszukiwaniu podejrzanie zachowujących się delikwentów, czy, w skrajnym przypadku, obóz internowanych w Guantanamo.

Po drugie, odpowiadają one na zadawane od lat pytanie kto będzie kontrolował internet: wielki biznes czy państwo? Odpowiedź ta brzmi: jedni do spółki z drugimi. Jak zauważył Timothy Garton Ash, Wielki Brat, jeśli kiedyś się pojawi, będzie „partnerstwem publiczno-prywatnym”. Zarówno PRISM, jak i Tempora korzystają z prywatnej korporacyjnej infrastruktury do zbierania swoich danych. PRISM, czesząc sieć w poszukiwaniu terrorystów, korzysta z infrastruktury Google’a czy Facebooka, których celem jest przeszukiwanie sieci w poszukiwaniu konsumentów. W przypadku Tempory natomiast wiadomo już, że firmy telekomunikacyjne do których należą podsłuchiwane światłowody były za swoją dyskretną kooperację finansowo wynagradzane. Ponadto, od 1994 roku GCHQ ma ustawowy obowiązek działać na rzecz brytyjskich interesów ekonomicznych, można więc zakładać, że infrastruktura Tempory, tak jak amerykańskiego Echelonu, używana jest nie tylko do tropienia  złoczyńców, ale i robienia pieniędzy.  

Po trzecie, zarówno w Wielkiej Brytanii jak i w Stanach Zjednoczonych większość pytanych odpowiada, że popiera rządową inwigilację sieci i jest skłonna zrezygnować z części swojej prywatności na rzecz bezpieczeństwa. Świadczy to oczywiście o skuteczności prowadzonej w tych krajach polityki strachu, ale zapytać należy też, czy lęk przed byciem podglądanym jest dziś realny. Powszechność serwisów społecznościowych i powszedniość internetowego ekshibicjonizmu  zdaje się raczej wskazywać na istnienie zupełnie innego lęku, lęku przed tym, że nikt nie będzie na nas patrzył.

Niewykluczone, że w kulturze narcystycznego indywidualizmu bycie podglądanym coraz częściej stanowi raczej powód do dumy niż obaw.

W końcu, warto zauważyć jak kuriozalne jest twierdzenie administracji Camerona, że bezpieczeństwo narodowe jest tak ważne, że warto poświęcić na jego ołtarzu trochę wolności. Gdyby to spokojny sen Brytyjek i Brytyjczyków był priorytetem, rząd zająłby się tym, co realnie, codziennie i powszechnie poczucie bezpieczeństwa niszczy. Tymczasem erozja praw pracowniczych, rosnące nierówności społeczne i demontaż państwa dobrobytu unaoczniają, że bezpieczeństwo żadnym priorytetem nie jest.

Bio

Jędrzej Malko

| Dziennikarz, autor książki Economics and Its Discontents
Jędrzej Malko - dziennikarz, badacz historii dyskursów ekonomicznych, analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent European Graduate School i doktorant w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym Szkoły Głównej Handlowej. Autor książkiEconomics and Its Discontents

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.