UE

Kto pobił polskich bezdomnych w Mladej Boleslavi?

Václav Drozd

Kilka miesięcy po wyborach samorządowych wybrałem się do Mladej Boleslavi, żeby sprawdzić, dlaczego ponownie wygrał tutaj Raduan Nwelati – polityk, który występuje przeciwko obcokrajowcom oraz wspiera strażników miejskich skazanych za dręczenie bezdomnych.

Do dziś dobrze pamiętam przygnębienie, które odczuwałem, kiedy jadąc na dworzec autobusowy w Mladej Boleslavi po raz pierwszy mijałem mur fabryki Škody. Po prawej stronie wejście dla pracowników, po lewej szary sześcian centrum handlowego Bondy i mały szynk dworcowy. Przed nim zataczał się pijany mężczyzna, który rozmawiał ze mną łamanym czeskim z ukraińskim akcentem. Zaproponowałem mu papierosa i zapytałem, co robi w Boleslavi. Wyciągnął z kieszeni kartę pracowniczą Škody mówiąc, że niedawno go wylali. Teraz mieszka na ulicy i nie wie, co robić, może spróbuje szczęścia w innym mieście albo wróci na Ukrainę. Kilkaset metrów dalej w poprzek ogrodzonego terenu fabryki przebiega droga, która prowadzi na cmentarz miejski. Pochowani są tam przede wszystkim robotnicy ze Škody oraz ich rodziny. Powiększające się potężne hale produkcyjne stopniowo otoczyły cały cmentarz i wkrótce pewnie go pochłoną. Betonowy mur z krzyżem przylega bezpośrednio do nowo budowanej lakierni fabryki, która wprawdzie obiecuje kilkaset nowych miejsc pracy, jednak większość czynności będą w niej wykonywały roboty.

Mladá Boleslav, fot. Petr Zewlak Vrabec

Kilka miesięcy później, tuż po wyborach samorządowych i do Senatu, wybrałem się ponownie do Mladej Boleslavi, żeby sprawdzić, dlaczego ponownie wygrał tutaj Raduan Nwelati – polityk, który występuje przeciwko obcokrajowcom oraz wspiera strażników miejskich skazanych za dręczenie bezdomnych.

Chcesz pracować? Przestrzegaj zasad!

– W ciągu ostatnich dwóch lat stan bezpieczeństwa się pogorszył. Powodem jest napływ zagranicznych pracowników, którzy przyjeżdżają pracować do Škody przez agencje. Robotnicy są często wyrzucani, a później zostają w Boleslavi, stają się bezdomni i ćpają – opowiada mi przy kawie aktywny członek miejscowej organizacji Obywatelskiej Partii Demokratycznej (Občanská demokratická strana, ODS), który chciał pozostać anonimowy. Udzielił mi wywiadu bez zgody swojego partyjnego kolegi, burmistrza Nwelatiego. Mężczyzna obawia się, że wywiad dla lewicowego dziennika mógłby obrócić się przeciwko niemu. Spotkaliśmy się, żebym mógł lepiej zrozumieć, dlaczego osoby takie jak on aktywnie wspierają najmocniejszą partię prawicową, która wyborców kusi ideologiczną mieszanką indywidualizmu, konserwatyzmu, a ostatnimi laty również coraz głośniejszym sprzeciwem wobec migrantów.

– Żeby zaoszczędzić ludzie mieszkają po dziesięć osób w jednym mieszkaniu. Robią tam bałagan i ciągle chodzą do knajpy – polityk opisuje, jak miejscowi postrzegają zagranicznych robotników w mieście.

Podobnie mówią też inni ludzie w Boleslavi, która według nich nie jest przygotowana na napływ nowych mieszkańców:

– W Kosmonosach, gdzie mieszkam, problemy społeczne widać gołym okiem. Robotnicy, którzy nie pracują, dużo piją. Dlatego miejscowi się radykalizują, trafiają do nich proste hasła. Kolejnym problemem są narkotyki, perwityna [metamfetamina – przyp. red.] jest w fabryce w zasadzie na porządku dziennym, znam osobę, która sprzedaje tam narkotyki – opisuje Bára, która przez całe życie mieszka w Boleslavi i pracuje w zakładzie ubezpieczeń.

„Boleslav dla boleslaviaków” – reklama wyborcza Raduana Nwelatiego

Burmistrz Nwelati zaoferował wyborcom bezkompromisowe rozwiązanie – latem rozpoczął kampanię wyborczą od hasła „Boleslav dla boleslaviaków”. Co można było znaleźć w jego programie: „Zerowa tolerancja dla obcokrajowców. Chcesz tu pracować? Przestrzegaj zasad! W przeciwnym razie nie chcemy się tu!”. W październikowych wyborach już po raz czwarty obronił stanowisko burmistrza; osiągnął też sukces w wyborach do Senatu.

– Chyba użył niewłaściwych słów. Myślę, że przede wszystkim zostało to źle zrozumiane. On osobiście nie ma nic przeciwko obcokrajowcom, tylko przeciwko temu, że robią nam tutaj burdel i niszczą to, co ODS przez dwanaście lat budowała, a co jest oczywiście głównie jego zasługą – komentuje kampanię burmistrza jego kolega z partii. Nie zgadza się również z twierdzeniem, że burmistrz wykorzystywał w kampanii nienawistną retorykę. – Niedawno nawet oświadczył, że miasto przyjęłoby uchodźców, gdyby to byli jacyś specjaliści i nie robili tu burdelu. ODS nie jest ksenofobiczna, nie stoimy po tej samej stronie co Okamura, chodzi nam o bezpieczeństwo.

Właśnie bezpieczeństwo jest głównym tematem, który ODS podkreśla na poziomie lokalnym i ogólnokrajowym, a wybory samorządowe pokazały, że partia trafiła też do wyborców, dla których alternatywą była otwarcie ksenofobiczna SPD Tomio Okamury. W wyborach samorządowych partia Okamury przegrała – wyborcy rozliczyli ją z marnej aktywności w parlamencie.

Nie centrum, tylko skraj prawicy

Natomiast ODS w niedawnych wyborach samorządowych potwierdziła pozycję hegemona na prawicy oraz najmocniejszej partii w opozycji przeciwko ANO Andreja Babiša. Dzięki przewodniczącemu partii, Petrowi Fiali, sprawiającemu wrażenie powściągliwego profesora politologii udaje się im stwarzać wrażenie liberalnej europejskiej partii prawicowej. Zmiany personalne w jej władzach wzmacniają wrażenie, że partia „oczyściła się” ze swojej wątpliwej przeszłości. Co to za przeszłość? Za rządów Mirka Topolánka, a później Petra Nečasa ODS stała się symbolem klientelizmu i korupcji na wszystkich poziomach, przy czym towarzyszyło im nieustanne powtarzanie mantry o konieczności oszczędzania oraz cięć. Ta partia zapoczątkowała transformację czeskiej gospodarki w latach 90. oraz znacząco przyczyniła się do tego, że zasada wykluczania wszystkiego, co obce – Romów, biednych, bezdomnych, migrantów – stała się w polityce niezbędnym składnikiem. Założyciel ODS, były prezydent Václav Klaus, wraz ze swoim synem Václavem młodszym, jest dzisiaj jednym z głównych przedstawicieli ultrakonserwatywnej prawicy – aktywnie opowiada się za ograniczeniem praw mniejszości oraz zaprzecza istnieniu zmian klimatu.

Dzisiejsza ODS znajduje się jednak wciąż bliżej prawicowego bieguna czeskiej sceny politycznej niż jej centrum. Świadczy o tym przemówienie przewodniczącego Petra Fialy z ostatniego zjazdu partii: „Zmierzamy do załamania naszego systemu społecznego. Nie tylko my, ale z różną prędkością cała Europa. Nie można utrzymać państwa opiekuńczego w takim zakresie, kiedy jest nas coraz mniej, kiedy chęć posiadania dzieci zastępujemy napływem pracowników z kultur, które nie chcą lub nie potrafią się z nami zintegrować. (…) Politykę społeczną musimy skorygować, ograniczyć. I musimy zacząć od tych, którzy nie potrzebują świadczeń społecznych, ale nadużywają ich”. Dawniej ODS walczyła przede wszystkim z „nieudacznikami”, którzy nie nadążają za szybkim tempem społeczeństwa, natomiast dziś otwarcie przeciwstawia się obcokrajowcom i biednym.

Burmistrz Nwelati nagradza strażnika miejskiego skazanego za znecanie się nad bezdomnymi

Burmistrz Mladej Boleslavi Raduan Nwelati również należy do skrajnie prawicowego skrzydła ODS. W ubiegłym roku jego nazwisko odmieniano w mediach przez wszystkie przypadki w związku ze sprawą sądową dwóch strażników miejskich Roučki i Bělskiego, którzy systematycznie torturowali fizycznie i psychicznie mladoboleslavskich bezdomnych.

Z tego powodu przyjechałem tu po raz pierwszy jesienią ubiegłego roku. Mogłem wtedy z bliska obserwować, jak wygląda polityka partii, kiedy deklaracje na temat wypędzania obcokrajowców oraz osób znajdujących się w trudnej sytuacji społecznej zostają wprowadzone w czyn. Na dwa dni przed rozprawą główną Nwelati przyznał jednemu z oskarżonych strażników odznaczenie za dziesięć lat wiernej służby dla miasta. Miasto pokryło nawet koszty obrony oskarżonych strażników i aż do wydania wyroku zatrudniało ich przy obsłudze systemu monitoringu. Natomiast w sądzie udzielił im wsparcia szef miejskiej policji Tomáš Kypta, który w wyborach kandydował również z ramienia ODS. Strażnicy byli pewni siebie, aż do wydania wyroku nie przyznawali się do winy i skarżyli się na niedostateczność uprawnień, jakie policja miejska ma względem bezdomnych. Członek ODS, z którym rozmawiałem o tym przypadku, wyraził swoje przerażenie przemocą ze strony strażników, zaprzeczając jakoby wypędzali bezdomnych na podstawie poleceń o podłożu politycznym.

Społeczne oczyszczanie miasta

Świadek, którego jesienią ubiegłego roku odwiedziłem w szpitalu, gdzie leczył długotrwałe urazy spowodowane napadnięciem przez strażników miejskich, opowiadał mi, jak pijanego wrzucili go do rzeki Jizery. W mokrym ubraniu musiał później dokuśtykać do miasta, więc odmarzły mu nogi. Jedną musiał mieć później amputowaną, druga będzie już zawsze chora. Kilkukrotnie wywieźli go też kilka kilometrów za miasto, zabrali mu buty i kazali wracać na boso. Poniżanie i brutalne fizyczne znęcanie się były sposobem, jakim strażnicy pacyfikowali zbuntowanych bezdomnych, którzy ponownie wracali na zakazane miejsca w centrum miasta.

Miejsce koło jazu nad rzeką Jizerą, gdzie policjanci wrzucali bezdomnych, fot. Petr Zewlak Vrabec

Na pytanie, jak zaczęły się problemy z miejską policją, mężczyzna powiedział mi:

– Najbardziej atakowali obcokrajowców, nienawidzili przede wszystkim Polaków. Oni dostawali cięgi. Odwozili ich do lasu i kopali. Zostawiali ich tam, zabierali im ubrania i buty. Bili ich na przykład za to, że pili alkohol na ławce. Byli to obcokrajowcy pracujący przez agencje, które ich wykorzystywały. Wielu z nich zwolniono ze Škody, niektórzy byli sami za to winni, inni nie, ale nie stać ich było nawet na bilet powrotny do domu, więc zostali tutaj. Władze miasta zrobiły czystkę. Ale potem olali już obcokrajowców i wzięli się za nas.

Podobno w przeszłości próbowali zgłaszać ich brutalność władzom policji miejskiej, ale rezultat był odwrotny od zamierzonego – podobno w reakcji na skargi gnębienie jeszcze się pogorszyło.

Sprawa miała też nieprzyjemny epilog dla organizacji LUMA MB, która udziela bezpłatnej pomocy ofiarom przestępstw. Do pracownicy socjalnej Martiny Brzobohatej zwróciły się najpierw napadnięte osoby, a ona poradziła im, aby złożyły na policji zawiadomienie o przestępstwie. Przed sądem obrońcy strażników twierdzili, że pracownica socjalna uknuła spisek bezdomnych przeciwko ich klientom, chcąc wzbogacić się na odszkodowaniu. Martina Brzobohatá wielokrotnie komentowała sprawę w mediach. Od organizacji odwróciły się władze miasta, które do tej pory wspierały działania jej poradni kwotą stu tysięcy koron rocznie:

– W tym roku nie dostaniemy od miasta ani korony. Tłumaczę to sobie tym, że nasza organizacja udzieliła pomocy bezdomnym napadniętym przez straż miejską, przypadkiem zajęła się policja i cała sprawa skończyła się w sądzie – powiedziała mi pracownica socjalna, według której przeciwko jej organizacji wystąpiła wiceburmistrzyni miasta Zdeňka Veškrnová z ODS. Przed październikowym głosowaniem rady miasta na temat wsparcia finansowego usług socjalnych polityczka odpowiedzialna za politykę społeczną powiedziała o organizacji:

– Po rocznym śledzeniu postępowania pani Brzobohatej, proponuję dla organizacji Luma dotację z budżetu w wysokości zero koron.

Pracowica socjalna Martina Brzobohatá, która udzielała pomocy napadniętym bezdomnym, fot. Petr Zewlak Vrabec

Represje zamiast pracy socjalnej

Według kierownika lokalnego centrum Naděje (charytatywnej organizacji pozarządowej, która opierając się na zasadach chrześcijaństwa pomaga osobom w potrzebie, bezdomnym, samotnym, niepełnosprawnym, wykluczonym społecznie – przyp. tłum.) Tadeáša Hrabovskiego żeby zrozumieć lokalne napięcia należy spojrzeć na politykę fabryki Škody:

– W ciągu ostatnich lat w Mladej Boleslavi szybko rośnie liczba cudzoziemców, którzy do pracy w Škodzie przyjeżdżają z Polski albo ze Słowacji. Działa tu mnóstwo agencji pracy, które ich zatrudniają. Niektórzy obcokrajowcy nie dostają pracy albo szybko ją tracą. Nawet miasto uznało już, że agencje są problemem, że właściwie to one są przyczyną bezdomności – mówi, a po chwili dodaje: – Problematyczne są też hotele pracownicze dla zagranicznych pracowników. Odnotowaliśmy wiele przypadków obcokrajowców, którzy twierdzili, że nie można było w nich wytrzymać, więc woleli się wyprowadzić. W jednym pokoju mieszka tam dużo osób albo panuje tam bałagan. Obcokrajowcy często lądują na jakiś czas na ulicy, dopóki nie znajdą lepszego miejsca zamieszkania.

Kierownik oddziału organizacji Naděje Tadeáš Hrabovský, fot. Petr Zewlak Vrabec

Podobne doświadczenia ma także pracownica socjalna Lucie Ditrychová z organizacji pozarządowej Centrum pro integraci cizinců (pol. Centrum integracji obcokrajowców), która w Mladej Boleslavi prowadzi poradnię dla migrantów:

– Ogromnym problemem jest brak zakwaterowania dla osób, które przyjeżdżają do pracy. Ceny wynajmów są porównywalne z cenami w Pradze. Znalezienie czegokolwiek jest właściwie niemożliwe. Bardzo powszechne stały się sytuacje, w których dużo osób mieszka w jednym mieszkaniu. Wprawdzie agencje zapewniają robotnikom zakwaterowanie, ale za miejsce w pokoju robotnicy płacą często nawet 5000 CZK (ok. 830 zł – przyp. tłum.) – opisuje Ditrychová. Podważa jednak to, że zagraniczni robotnicy stanowią poważne ryzyko dla bezpieczeństwa, o czym tyle mówią przedstawiciele miasta: – Uważam, że Boleslav jest jednym z najbezpieczniejszych miast w ogóle. Straż miejska działa w taki sposób, że nikt nie odważy się tam nic zrobić. Chodzi najwyżej o zanieczyszczanie przestrzeni publicznej, zakłócanie porządku czy jakieś utarczki, których zagraniczni robotnicy dopuszczają się w czasie wolnym.

Na pytanie, czy miasto przeznacza wystarczającą ilość środków na usługi socjalne, które pomogłyby systematycznie rozwiązywać wspomniane problemy, odpowiada:

– W Mladej Boleslavi przeważają przede wszystkim rozwiązania represyjne, ale pewne usługi socjalne dla tych osób oczywiście istnieją. Tylko że jest ich zdecydowanie za mało.

Dokąd trafiają pieniądze?

Patrząc na tegoroczny budżet miasta Mladá Boleslav, jest jasne, dlaczego mimo ponadprzeciętnie wysokich zarobków i widoczny dobrobyt mieszkańców, których dużą część stanowią pracownicy dobrze prosperującej fabryki aut, w mieście tak bardzo odczuwa się problemy społeczne. Z całkowitego budżetu 1,2 mld CZK miasto przeznaczyło na Wydział Spraw Społecznych zaledwie trochę ponad 26 mln CZK, czyli 2%. Z tej kwoty miasto finansuje osiemnaście organizacji świadczących wszystkie usługi społeczne dla klientów z różnorodnymi potrzebami, od uzależnionych od narkotyków, po niewidomych. Dla poradni oraz centrum interwencyjnego LUMA MB w tym roku nie znalazło się miejsce w budżecie. Jedyna organizacja, która specjalizuje się w Boleslavi w pracy z zagranicznymi robotnikami jest wspomniane już Centrum pro integraci cizinců (CIC), którego poradnia otwarta jest jedynie w poniedziałki do 10:00 do 16:00:

– Świadczymy specjalistyczne usługi w zakresie doradztwa socjalnego, spotykamy się też z obcokrajowcami, ale najczęściej zwracają się do nas pracownicy organizacji Naděje albo pracownicy rady miejskiej, żebyśmy zajęli się problematyką cudzoziemców. Chodzi przede wszystkim o osoby bez dachu nad głową, którym udzielamy podstawowego zabezpieczenia: dajemy im jedzenie oraz ubrania – opisuje oferowane usługi dyrektorka operacyjna CIC Lucie Ditrychová.

Miasto dotowało działalność tej organizacji kwotą 50 tysięcy CZK. Lokalni politycy za problem uważają często nie tylko obcokrajowców, lecz również osoby bez dachu nad głową. Według oficjalnych szacunków policji miejskiej w ubiegłym roku na ulicach Mladej Boleslavi mieszkało ich łącznie 169 (w 2016 roku było ich rzekomo jedynie 30, co oznacza wzrost o 560%). Jedyną organizacją udzielającą im wsparcia jest lokalny oddział Naději, który dysponuje jedynie 16 łóżkami w noclegowni. Z budżetu miasta otrzymała w tym roku 560 tysięcy CZK. Kolejne 150 tysięcy CZK ma zostać zainwestowane w namiot, który podczas największych mrozów będzie służył jako schronisko dla bezdomnych.

Ośrodek Naděje w Mladej Boleslavi, , fot. Petr Zewlak Vrabec

Dla porównania: roczne wydatki operacyjne policji miejskiej liczą 41 mln CZK (bez zakupu sprzętu oraz pojazdów mechanicznych), co stanowi 3% budżetu. Jedynie na system monitoringu miasto ma wydać o 15 tysięcy CZK więcej niż na wsparcie usług socjalnych organizacji Naděje. Ponadto Mladá Boleslav za niecałe 4 mln CZK zatrudnia tzw. asystentów bezpiecznego miasta, którzy przechadzają się w kamizelkach odblaskowych bez broni. Jeden z nich podczas krótkiej rozmowy wytłumaczył mi sens swojej pracy:

– Jesteśmy uszami i oczami policji. Naszym celem jest oczyszczenie miasta z bezdomnych. Głównymi problemami, którymi się zajmujemy, są żebractwo, smród i alkohol na ulicach.

W Mladej Boleslavi aparat represyjny jest finansowany zdecydowanie lepiej niż usługi socjalne, ale w rezultacie rośnie odnotowywana przestępczość, a także liczba ludzi w potrzebie, którym jednak nie ma kto pomóc. Straż miejska, która nigdy nie może zastąpić pracy socjalnej, rozwiązuje problemy po swojemu, a media ratuszowe jeszcze o tym intensywnie informują. Na stronie facebookowej Mladej Boleslavi policja miejska opisuje swoją interwencję w następujący sposób: „We wtorek (16.10.) o godz. 20:35 strażnicy przeprowadzili kontrolę terenu za Kliniką Dr. Pírka, gdzie według zeznań obywateli ktoś miał rozbić namiot. Strażnicy znaleźli na miejscu trzech mężczyzn obcego obywatelstwa. Kontrola tożsamości wykazała, że nie chodziło o osoby poszukiwane przez policję. Mężczyźni poinformowali strażników, że są zatrudnieni w jednej z agencji pracy i czekają na przydzielenie hotelu pracowniczego. Strażnicy polecili mężczyznom, aby usunęli namiot następnego dnia, kiedy przebiegnie kontrola.”

Wszyscy grają do jednej bramki

Kiedy pytam członka ODS, dlaczego ludzie głosują akurat na jego partię, z kontrowersyjnym Raduanem Nwelatim na czele, wylicza mi inwestycje:

– Miasto otrzymuje ogromną liczbę dotacji, z których dużo się buduje – teraz dokończono budowę basenu, zrewitalizowano śliczne stare miasto, gdzie jest podziemny parking. Naprawiane są chodniki, jest tu dużo placów zabaw. Miasto dobrze funkcjonuje, więc dziwi mnie, że mimo to dużo osób głosowało na ANO.

To, że władze miasta sporo inwestują przede wszystkim w infrastrukturę transportową, jest między innymi rezultatem presji ze strony Škody oraz jej podwykonawców, w których interesie jest to, żeby drogi prowadzące do fabryki były należycie wyremontowane. Na pytanie, czy fabryka samochodów wnosi wystarczający wkład do budżetu miasta, odpowiada:

– Škoda zaczyna dość współpracować, ale partycypuje przede wszystkim w projektach, które w ostatecznym rezultacie przyniosą jej jakiś zysk. Czyli infrastruktura, drogi albo parkowanie.

W tym roku firma ogłosiła, że założy fundusz rozwoju, w który planuje do 2020 roku zainwestować 750 milionów koron, ale zastrzegła sobie prawo do decydowania, na co zostaną przeznaczone pieniądze. Ze strony władz miasta padają ogólne komentarze na temat budowania nowych mieszkań dla robotników i o większych inwestycjach w sferę socjalną, ale na konkretny plan wydatków będziemy musieli jeszcze poczekać.

Reklama wyborcza Raduana Nwelati, fot. Petr Zewlak Vrabec

Ponowne zwycięstwo w wyborach starych władz było możliwe również dzięki bierności opozycji, którą niszczy szeroka koalicja partii pod przewodnictwem ODS. Po wyborach ma ona 29 z 33 przedstawicieli – opozycję tworzą już w znacznej mierze komuniści, jeden kandydat Unii Chrześcijańskiej i Demokratycznej oraz polityczka z Partii Zielonych. Ponadto reprezentantom miasta udaje się mobilizować wyborców przez systematyczne wskazywanie osób zakłócających porządek publiczny oraz przez interwencje strażników miejskich przeciwko tym osobom. Sprawa dręczenia bezdomnych przez strażników pozostała bez większego oddźwięku ze strony mladoboleslavskich wyborców oraz oponentów politycznych. Jednak wydaje się, że głównym warunkiem trwałego sukcesu ODS są masowe inwestycje budowlane finansowane z bogatego budżetu – dzięki tym wydatkom kierownictwo Nwelatiego utrzymuje polityczny konsensus na temat kierunku rozwoju miasta.

tłum. Olga Słowik

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.