UE

Jak powstrzymać twardy Brexit

Theresa May grozi, że Wielka Brytania nie cofnie się przed twardym Brexitem. Ta strategia działa, dopóki istnieje nieprzekraczalny termin, który w końcu zmusi Unię do kapitulacji. Bez niego psychologiczna gra nerwów zmieni się w zwykłą spychologię, a strategia negocjacyjna May nie będzie już miała racji bytu.


LONDYN. Czy brytyjska premier Theresa May wyprowadziła w pole wszystkich przeciwników? Parlament starał się wykluczyć możliwość zerwania relacji między Unią Europejską a Wielką Brytanią, drugim co do wielkości partnerem handlowym UE, jednak May postawiła na swoim i w ten sposób zdwoiła presję na liderów Unii, by zaakceptowali jej żądania przed zbliżającym się nieuchronnie terminem Brexitu, który upływa 29 marca.

Lepszej umowy nie będzie

Przystawianie sobie pistoletu do głowy jest taktyką negocjacyjną, która rzadko kiedy przynosi sukcesy. Przekonała się o tym Grecja, gdy zagroziła opuszczeniem strefy euro. Jednak załamanie handlu z Wielką Brytanią jest znacznie bardziej zatrważającą perspektywą dla Unii. Co więcej, główne ustępstwa, jakich żąda May, są dosłownie marginalne dla wszystkich państw UE oprócz Irlandii. Wydaje się więc, że w obliczu zbliżającego się nieuchronnie terminu Brexitu pierwszymi, którym zadrży powieka, będą przywódcy unijni. Jeśli stracą nerwy, dadzą May to, czego chce: zwolnienie z wszelkich gwarancji utrzymania otwartej granicy z Irlandią, a może nawet obietnicę zniesienia wszelkich barier dla handlu z UE.

Jednocześnie wygląda na to, że May przechytrzyła swoich przeciwników w kraju. Skłaniając dziesiątki posłów Partii Pracy, by głosowali zgodnie z jej polityką w kluczowych sprawach dotyczących Brexitu, zdołała zdyskredytować laburzystów w oczach całego pokolenia młodych, proeuropejskich wyborców. A gdy przekonała torysów popierających Brexit, że wszystkie sporne kwestie za sprawą jakiejś politycznej magii znikną z kolejnej umowy rozwodowej, zapewniła sobie szansę na utrzymanie się przy władzy przynajmniej do następnych wyborów – albo i dłużej.

Historyczny błąd Partii Pracy

czytaj także

Jednak te korzystne dla May scenariusze opierają się na jednym, podstawowym założeniu: że data 29 marca jako ostateczny termin Brexitu nie zostanie przesunięta. Przywódcy europejscy mogą w prosty sposób zneutralizować groźbę wyprowadzenia Wielkiej Brytanii z UE bez żadnej umowy, a tym samym uniknąć jakichkolwiek ustępstw wobec żądań May. Muszą tylko zrozumieć, jaka metoda kryje się w jej szaleńczej strategii gry na zwłokę i niepodejmowania żadnych wiążących decyzji.

Kunktatorstwo jako strategia prowadząca do zwycięstwa służy Theresie May przez całą karierę polityczną. Gdy była szefową Home Office, czyli brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych, wygrywała bitwy z innymi ministrami, odmawiając po prostu wyrażenia swoich poglądów na daną kwestię, czy też wręcz nie przychodząc na spotkania, dopóki do podjęcia ostatecznej decyzji nie zostało kilka minut.

Strategia „czekania na koniec odliczania” często przynosi sukces, ale tylko pod warunkiem, że istnieje „deadline” – twardy i nieprzekraczalny termin, który zmusza przeciwników do kapitulacji. Bez tego gra nerwów zmienia się w zwykłą spychologię, nieskuteczną próbę uchylenia się od odpowiedzialności, co odzwierciedla paradoksalne połączenie dwóch cech charakteru May: sztywności stanowiska jak u robota i frustrującego braku zdecydowania.

Jest oczywiste, co Unia powinna zrobić, kiedy zrozumie w pełni strategię negocjacyjną May: bezwzględnie obstawać przy obecnej treści umowy brexitowej, a  jednocześnie odsunąć ostateczny termin jej podpisania. Liderzy UE powinni kategorycznie odmówić ustępstw w sprawie umowy rozwodowej, nie pozostawić cienia wątpliwości w sprawie poparcia stanowiska Irlandii i nie zająknąć się nawet słowem o jakichkolwiek przyszłych umowach handlowych. Ale powinni także ogłosić publicznie, że nie traktują już 29 marca jako ostatecznego, nieprzekraczalnego terminu, są za to gotowi przedłużyć okres negocjacji brexitowych o tyle, ile będzie potrzeba, żeby wspólnie uzgodnić nowy kształt relacji Unia – Wielka Brytania oraz by pokazać, że wypracowana umowa satysfakcjonuje obie strony.

29 marca jest arbitralną datą, która zdominowała negocjacje dotyczące Brexitu wyłącznie ze względu na pewne ekscentryczne zapisy w traktatach unijnych. Uchylenie tego terminu byłoby tylko potwierdzeniem tego, co już dzieje się kulisami. Brytyjscy i europejscy urzędnicy już teraz planują opóźnienie wejścia Brexitu w życie, chociaż żadna ze stron nie chce powiedzieć tego otwarcie, sądząc, że widmo nadciągającego deadline’u daje im argumenty w negocjacjach.

Nieustająca udręka Brexitu

Wbrew wcześniejszym oczekiwaniom widać teraz wyraźnie, że narzucony z góry termin osłabił pozycję negocjacyjną UE. Tylko dzięki niemu May zdołała uczynić broń z groźby „twardego” Brexitu bez umowy. Gdyby nie ta złowieszcza data, May nie mogłaby grozić unijnym przywódcom rozpętaniem chaosu w gospodarce i nie miałaby szans przepchnąć przez parlament spartaczonego planu wyjścia z Unii, który nigdy nie zdobędzie powszechnego poparcia w Wielkiej Brytanii i może na całe lata zatruć relacje UK–UE.

Brytyjscy i europejscy urzędnicy już teraz planują opóźnienie wejścia Brexitu w życie, chociaż żadna ze stron nie chce powiedzieć tego otwarcie.

Zastanówmy się teraz, co by się stało, gdyby przywódcy unijni zagłosowali za zawieszeniem terminu podpisania umowy i zaproponowali przedłużenie negocjacji brexitowych o tyle czasu, ile potrzeba, by wypracować porozumienie, które prawdziwie zadowoli obie strony.

May mogłaby teoretycznie odrzucić przedłużenie i upierać się dalej, że Wielka Brytania wyjdzie z hukiem z Unii 29 marca, jeśli UE odrzuci jej żądania albo parlament nie poprze jej umowy. Jednak w tym przypadku wina za cały chaos twardego Brexitu spadnie tylko i wyłącznie na nią oraz na jej Partię Konserwatywną. W tych okolicznościach nawet najbardziej eurosceptyczni posłowie Partii Pracy nie będą chcieli zagłosować za całkowicie arbitralnym terminem narzuconym przez May na Wielką Brytanię wyłącznie z powodów politycznych.

Dlaczego laburzyści nie próbują powstrzymać Brexitu?

Dzięki temu parlament powinien z wyraźną większością przegłosować ustawę, która o włos przepadła w ubiegłym miesiącu. To pozwoli usunąć z brytyjskiego prawa datę Brexitu 29 marca i odebrać Theresie May opcję wyjście z UE bez umowy.

Przypuśćmy jednak, że parlament odrzuci unijną ofertę przedłużenia okresu negocjacyjnego, być może po to, by zasygnalizować poparcie dla groźby wyjścia z Unii bez umowy. Nawet wtedy Unia nic nie straci, jednostronnie odstępując od terminu 29 marca. Ci przywódcy europejscy, którzy zamierzają skapitulować przed żądaniami May w ostatniej chwili, by uniknąć twardego Brexitu, mogą to nadal zrobić na dzień przed tą datą.

Krótko mówiąc, usunięcie arbitralnej daty Brexitu ze strony UE może być kluczem do odblokowania całego procesu. Zamiast być zakładniczką May i jej gróźb o twardym Brexicie, Unia może dać Wielkiej Brytanii czas na znalezienie ogólnonarodowego konsensusu, a potem na spokojne ustalenie kształtu przyszłych relacji z Europą. Ma to być unia celna, układ o jednym rynku w stylu norweskim, umowa handlowa bez wchodzenia w bliskie związki, a może należy w ogóle odejść od Brexitu? W negocjacjach z udziałem zakładników pierwszy, niezbędny krok, by wypracować przełom, polega na usunięciu terminów. Przywódcy europejscy powinni wykonać ten krok natychmiast.

 

**
Anatole Kaletsky jest głównym ekonomistą i współprzewodniczącym Gavekal Dragonomics. Jego najnowsza książka nosi tytuł Capitalism 4.0, The Birth of a New Economy.

Copyright: Project Syndicate, 2019. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożył Maciej Domagała.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.