UE

Feminizm.si

Słowenia, niewielki postjugosłowiański kraj, wyprzedza Polskę w praktycznie każdym możliwym rankingu dotyczącym równości płci. Na czele armii właśnie stanęła tam kobieta. Jak to się stało, że wiele z feministycznych postulatów trafiło na podatny grunt właśnie na pograniczu Bałkanów?

Generałka dywizji Alenka Ermenc objęła stanowisko szefowej Sztabu Generalnego sił zbrojnych Słowenii. Wiadomość, że na czele słoweńskiej armii stoi kobieta, obiegła 26 listopada światowe media. Nic dziwnego – to nie tylko pierwsza kobieta-generał w Słowenii, ale także jedyna szefowa obrony kraju należącego do NATO.

To nie jest polityczna nominacja. Pięćdziesięciopięcioletnia generałka rozpoczęła karierę wojskową w 1991 roku, wraz z rozpadem Jugosławii i tak zwaną wojną dziesięciodniową, która zakończyła się proklamowaniem niepodległości przez Słowenię. Dodatkowe studia w zakresie polityki obronnej ukończyła w Wielkiej Brytanii, służyła w dowództwie natowskiej misji KFOR w Kosowie, konsekwentnie pięła się po szczeblach wojskowej kariery.

Słowenia: Woda jest prawem człowieka

czytaj także

Teraz będzie dowodzić liczącą 7,5 tysiąca żołnierek i żołnierzy armią Słowenii. Wielu liczy na to, że Ermenc ją zmodernizuje – Słowenia musi stosunkowo szybko poprawić stan swojego wojska. W tegorocznym sprawdzianie gotowości bojowej przeprowadzonym przez NATO słoweńska armia wypadła wyjątkowo kiepsko.

Pilotka to nie tylko czapka

Przed Alenką Ermenc zatem sporo wyzwań. W marcu tego roku – jako świeżo nominowana osoba numer dwa słoweńskiej armii – stwierdziła w wywiadzie, że kobiety w słoweńskim wojsku mają takie same możliwości awansu jak mężczyźni. W porównaniu z innymi państwami członkowskimi NATO Słowenia ma stosunkowo wysoki udział kobiet w armii, sięgający 16%. To wciąż niewiele, ale tendencja jest ewidentnie rosnąca, a przykład generałki może przyczynić się do wzmocnienia trendu.

Różnice w traktowaniu kobiet w Polsce i Słowenii obserwowalne są już na poziomie języka. W wiadomości o nominacji Ermenc słoweńskie dziennikarki i dziennikarze nie muszą zastanawiać się nad tym, jakiego słowa użyć. Nie ma mowy o żadnej pani generał, Eremenc to generalica, ewentualnie generalka, obie formy są uważane za poprawne. Może nie tak częste w słoweńskim jak żeńskie formy innych zawodów i funkcji (choćby predsednica [prezydentka] czy premierka), nie wzbudzają jednak żadnych kontrowersji i znajdują się w każdym słowniku.

Nie ma równości w polskim domu

czytaj także

Słowenia – dwumilionowe państwo przed trzydziestką – w kwestii równości płci radzi sobie wyjątkowo nieźle. W Global Gender Gap Report z 2017 roku kraj ten awansował o kolejną pozycję i w tej chwili zajmuje siódme miejsce, po Islandii, Norwegii, Finlandii, Rwandzie, Szwecji i Nikaragui. Autorzy raportu podkreślają, że Słowenia osiągnęła osiemdziesięcioprocentowy stopień równości płci (closing gender gap), poprawiając swój wynik o 13% w ciągu ostatnich jedenastu lat. Czyni ją to jednym z najszybciej rozwijających się pod tym względem państw globu i liderem równości płci wśród krajów Europy Wschodniej i Azji Centralnej. Gender Equality Index z 2017 roku jest nieco mniej łaskawy, wciąż jednak przyznaje Słowenii 68,4 punktu na sto możliwych, co przekłada się na dziesiąty wynik wśród państw Unii Europejskiej. Dla porównania, Polska ma 56,8 punktu i znajduje się na 18 miejscu, a sąsiednia Chorwacja, unijny beniaminek, zajmuje 24 z 28 miejsc.

Partyzantki

Nie da się zrozumieć dzisiejszej sytuacji kobiet w Słowenii bez choćby pobieżnego wspomnienia o byłej Jugosławii. Kobiety w trakcie II wojny światowej miały istotny udział w tzw. walce ludowo-wyzwoleńczej (NOB – Narodnooslobodilačka Borba), nie tylko jako sanitariuszki czy kurierki, ale także walczące w pierwszym szeregu partyzantki. W socjalistycznej Jugosławii podkreślano ich rolę w wyzwoleniu od faszystów, emancypację kobiet traktując, obok braterstwa i jedności czy samorządności, jako jeden z najistotniejszych elementów budowy nowego komunistycznego społeczeństwa.

Organizacją, która początkowo masowo skupiała kobiety w walce o ich równouprawnienie był Antyfaszystowski Front Kobiet. Wraz z industrializacją i rozwojem kraju do partyzantki dołączyły kolejne symboliczne reprezentacje kobiet: robotnice, ale też aktywistki. Warto przy tym pamiętać, że rozwój ten był dość nierównomierny – emancypacja była udziałem przede wszystkim kobiet ze środowisk miejskich i bardziej rozwiniętych republik jugosłowiańskich (m.in. właśnie Słowenii), podczas gdy w dużej części kraju, pomimo prawnie zagwarantowanej równości, walka z konserwatywno-patriarchalnym modelem przebiegała znacznie oporniej.

Rozwój feminizmu w Jugosławii miał swoje własne nurty i fale – początki kształtowania się feministycznego dyskursu przypadają na koniec lat siedemdziesiątych. Symboliczny początek wyznacza międzynarodowa feministyczna konferencja w Belgradzie w 1978 roku, symptomatycznie zatytułowana Kwestia Kobieca – Nowe Podejście. Druga połowa lat osiemdziesiątych to przede wszystkim feministyczny aktywizm ukierunkowany na akcje związane z pomocą ofiarom przemocy domowej.

#jaztudi

Rozpad Jugosławii przynosi z kolei wzmożoną aktywność kobiecych organizacji pacyfistycznych, sprzeciwiających się wojnie i szalejącym wokół nacjonalizmom. Istotne w kobiecym aktywizmie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych jest także zainteresowanie sztuką jako przestrzenią pozwalającą na redefinicję takich pojęć jak ciało, seksualność, władza czy widoczność. Jedną z interesujących inicjatyw artystycznych tego okresu jest na przykład projekt Apriliji Lužar Kobiece Taxi – słoweńska artystka poruszała się ulicami Lublany w taksówce, w której kobiety mogły opowiedzieć swoje doświadczenia związane z przemocą i wykorzystywaniem seksualnym.

Stałym elementem dyskusji o feminizmie w państwach postjugosłowiańskich jest obecność sporu pomiędzy jego liberalnym i lewicowym odłamem. Niedawną konferencję poświęconą tej tematyce zapowiadał plakat, na którym partyzantki zadają pytanie „Dlaczego nie wystarczy klasa?”, podczas gdy młoda, nowoczesna dziewczyna pyta: „Dlaczego nie wystarczy płeć?”.

Ken Loach: Jeśli nie rozumiemy walki klas, nie rozumiemy zupełnie nic

Słowenia nie doświadczyła krwawej wojny, która była udziałem sąsiednich ex-republik, dlatego w latach dziewięćdziesiątych organizacje kobiece mogły skupić się na innych problemach. Według raportu z 1999 roku, w Słowenii działało około pięćdziesięciu różnych kobiecych NGO-sów, w większości zlokalizowanych w Lublanie. Kobiece organizacje pozarządowe, z których dziś osiem największych zgromadzonych jest w Kobiecym Lobby Słowenii, koncentrują się przede wszystkim wokół problemu przemocy wobec kobiet i dzieci, do dziś uważanego za istotny problem.

Niedawny, szeroko obecny w tym kraju ruch #metoo (w słoweńskim wariancie #jaztudi) skoncentrowany był przede wszystkim wokół kwestii niezgody na społeczne przyzwolenie wobec napastowania seksualnego, ale także różnorodności kobiecego doświadczenia. Świadectwa ofiar zebrał Instytut Ósmego Marca, który w prowadzonej przez siebie kampanii postawił sobie za cel oddanie głosu kobietom z różnych grup społecznych, także pracującym w warunkach prekarnych, bezrobotnym czy emerytkom.

Młode państwo od samego początku uznało politykę równości płci za jeden ze swoich priorytetów i rozpoczęło działania systemowe, których efekty możemy obserwować. Od 1992 roku przy słoweńskim rządzie działa Biuro ds. polityki kobiet, przemianowane później na Biuro ds. spraw równych szans. Słowenia wprowadziła w 2006 roku obowiązkowy parytet podczas tworzenia list wyborczych – obecnie kobiety muszą stanowić na listach co najmniej 35% kandydujących.

Dodajmy do tego liberalizm obyczajowy: zalegalizowane małżeństwa osób tej samej płci (choć bez prawa adopcji dzieci), swobodny dostęp do aborcji oraz bardzo późny wiek zawierania małżeństw, a otrzymamy regionalnego lidera.

Borba trwa

Na hurraoptymizm wciąż jednak za wcześnie. Parytety nieco pomogły Słowenii w jej tradycyjnym problemie, czyli braku kobiet w polityce. W 2004 roku było ich w parlamencie tylko 13,3%, czyli mniej więcej tyle samo, co na początku lat dziewięćdziesiątych. W ostatnich wyborach kobiety uzyskały już 22 z 90 mandatów. Do tej pory tylko raz w dwudziestosiedmioletniej historii słoweńskiej polityki premierką była kobieta, Alenka Bratušek.

Bałkany nie muszą być wcale uznane za „europejskie”. Polska niebawem też może nie być

Weteranka słoweńskiego feminizmu Sonja Lokar wskazuje na inne niezwykle palące problemy. W Słowenii, którą kryzys ekonomiczny z 2008 roku dotknął szczególnie mocno, postępuje deindustrializacja, problemem jest emigracja wysoko wykwalifikowanych pracowników, a strategiczne przedsiębiorstwa w dużej mierze sprzedane zostały zagranicznym korporacjom. Co szósta osoba w Słowenii żyje dzisiaj poniżej granicy ubóstwa. Procesy prekaryzacji pracy w większym stopniu wydają się dotykać kobiet niż mężczyzn. Efektem chociażby różnice w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn, również na tych samych stanowiskach.

Ruch #metoo w Słowenii odsłonił skalę mobbingu i nadużyć seksualnych w pracy, często związaną ze strachem przed utratą zatrudnienia i niestabilnym rynkiem. Słowenia nie jest też zupełnie wolna od widocznego w całej Europie wzrostu klerykalno-prawicowych inicjatyw. Choć jakiekolwiek wypowiedzi polityków negujące obecne prawo aborcyjne spotykają się w Słowenii z ogromnym społecznym sprzeciwem, niedawno odebrano samotnym kobietom możliwość bezpłatnych zabiegów in vitro. Dlatego słoweńskie feministki, gratulując nowej generałce, raczej nie zamierzają osiadać na laurach.

***

Aleksandra Wojtaszek – dziennikarka i tłumaczka, bałkanistka. Zajmuje się przede wszystkim tematyką społeczeństw i kultury państw byłej Jugosławii. Absolwentka kroatystyki, studiowała w Krakowie, Zagrzebiu i Belgradzie, obecnie pisze doktorat o współczesnej literaturze Chorwacji i Serbii. Współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”, publikowała m.in. w „Herito”, „Ha!arcie”, „małej kulturze współczesnej” i „New Eastern Europe”.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.