UE

Czy Unia może ukarać Polskę? Tylko razem z Węgrami

Fot. Jakub Szafrański

Unia szykuje się do użycia artykułu 7. przeciwko Polsce. Czy PiS ma się czego bać? A może znajdzie skutecznego obrońcę w Viktorze Orbanie?

Choć tekst profesor Scheppele został napisany i opublikowany na jesieni zeszłego roku w kontekście walki o zmiany w  polskim Trybunale Konstytucyjnym, uznaliśmy, że warto go przypomnieć, ponieważ groźba zastosowania wobec Polski artykułu 7. Traktatu o Unii Europejskiej pojawia się również obecnie w kontekście przeforsowanych przez PiS zmian w Krajowej Radzie Sądownictwa i w Sądzie Najwyższym.

***

W czwartek 27 października 2016 roku minął termin dostosowania się Polski do rekomendacji w sprawie praworządności udzielonych przez Komisję Europejską. Rekomendacje wymagają od polskiego rządu opublikowania wszystkich decyzji Trybunału Konstytucyjnego i przestrzegania ich. W momencie pisania niniejszego tekstu wciąż pozostają nieopublikowane dwa kluczowe wyroki TK unieważniające prawa napisane tak, by sparaliżować Trybunał. Toczy się walka o to, którzy sędziowie mogą prawowicie zasiadać w TK.

Skoro 27 października minął termin, a polski rząd nie przestał stanowczo domagać się prawa do kontroli nad Trybunałem Konstytucyjnym, Komisja Europejska musi uruchomić artykuł 7. Traktatu o Unii Europejskiej, tak jak groziła wcześniej. Artykuł 7. jest mechanizmem wmontowanym w Traktat umożliwiającym nałożenie na państwo członkowskie sankcji za naruszenie podstawowych zasad UE. Wygląda na to, że Polska nie zamierza spełniać wymagań Komisji.

Wolne sądy! Chcemy weta!

Powód nieposłuszeństwa jest jasny: rząd polski potrafi przewidzieć, czym skończy się ta partia szachów. Wie, że nałożenie sankcji zgodnie z artykułem 7. TUE nie będzie możliwe, nawet gdyby pojawiła się powszechna wola polityczna, by to zrobić.

Artykuł 7 ust. 2 TUE, wyznaczając procedurę powzięcia sankcji, do ich autoryzacji wymaga jednogłośnego poparcia w głosowaniu Rady Europejskiej (z wyłączeniem państwa, którego przypadek jest rozpatrywany). Ale Viktor Orbán, buńczuczny premier Węgier, oświadczył 8 stycznia 2016 roku, że Węgry zablokują wszelkie potencjalnie proponowane przez UE sankcje na podstawie artykułu 7. TUE przeciwko Polsce. Dlaczego Polska miałaby się wycofać, jeśli jej opór nie będzie miał żadnych negatywnych konsekwencji? Polska może po prostu zagrać Unii na nosie.

W obliczu nieustępliwości Polski Komisja może być skłonna do grania na czas albo odwrotu, co byłoby posunięciem katastrofalnym dla praworządności w Unii. Zdolność nakładania sankcji według artykułu 7. TUE można przywrócić. Komisja powinna teraz zrobić to, co należało już zrobić dawno. Powinna zastanowić się nad uruchomieniem artykułu 7. ust. 1 TUE nie tylko przeciwko Polsce, lecz także przeciw Węgrom. Jeśli procedura sankcji zacznie się toczyć przeciwko obydwu krajom jednocześnie, żaden nie zachowa prawnej zdolności do zawetowania sankcji wobec drugiego. To skutecznie zapobiegnie wspólnemu wetu chwilowych sprzymierzeńców.

Artykuł 7. ust. 1 TUE, ostrzegawczy etap procesu sankcjonowania, może zostać uruchomiony większością czterech piątych głosów Rady (oraz większością dwóch trzecich głosów w Parlamencie Europejskim), co oznacza, że ani Węgry, ani Polska nie będą mogły zawetować zastosowania artykułu 7 ust. 1 TUE przeciwko drugiemu z nich.

Jeśli artykuł 7. ust. 1 TUE zostanie jednocześnie uruchomiony zarówno przeciwko Węgrom, jak i Polsce, to żadne z tych państw nie będzie miało prawa głosu, kiedy przeciwko któremukolwiek zostanie włączony artykuł 7 ust. 2 TUE, konkretnie autoryzujący sankcje. W artykule 7 ust. 2 TUE wskazano, że konieczna jest „jednogłośna” decyzja państw członkowskich w Radzie Europejskiej. Jak dotąd zakłada się – chociaż traktat o tym nie mówi – że państwo członkowskie, którego sprawa jest rozpatrywana, nie ma mocy zawetowania sankcji przeciwko sobie samemu. Ale przypuszczalnie ta logika rozciąga się na dowolne inne państwo członkowskie, które uznano by za problematyczne, na podstawie któregokolwiek ustępu artykułu 7. TUE. Żadne państwo ostrzeżone z tytułu artykułu 7 ust. 1 TUE nie powinno głosować w sprawie sankcji z tytułu artykułu 7 ust. 2 TUE przeciwko innemu państwu. Pozwolenie państwu, które już zostało ostrzeżone, że jest bliskie naruszenia wartości Unii, na głosowanie w sprawie nałożenia sankcji na inne państwo, spowodowanych tym samym wykroczeniem, naraziłoby na śmieszność wartości kultywowane w Unii Europejskiej.

Czy europejskie wartości wykluczą nas z UE?

Dziś uruchomienie artykułu 7. ust. 1 przeciwko Węgrom jest nie tylko środkiem do celu, jakim będzie nałożenie sankcji na Polskę. Tak naprawdę artykuł 7 powinien był być zastosowany przeciwko Węgrom już dawno temu. Kiedy Viktor Orbán zajmował się konsolidacją władzy na Węgrzech, Komisja od czasu do czasu groziła użyciem artykułu 7. przeciwko temu państwu, zanim jeszcze wprowadziła procedurę praworządności, służącą za wytyczne w przygotowaniach do zdecydowanego kroku. Parlament Europejski wzywał do użycia artykułu 7. przeciwko Węgrom w sprawozdaniu posła Rui Tavaresa w lipcu 2013 roku, ostrzegając o zagrożeniu poważnego naruszenia wartości Unii. Komisja Wenecka napisała tuzin raportów szczegółowo objaśniających przewiny Węgier. Nie dość, że rząd Orbána nie posłuchał znacznej większości tych wstępnych rekomendacji: nowe działania sprzeczne z wartościami UE są na Węgrzech podejmowane codziennie.

Węgry: Przechwytywanie państwa

Rząd Orbána niedawno zaczął nową ofensywę przeciwko wartościom europejskim. Jest to więc doskonała chwila na zastosowanie artykułu 7 ust. 1.

Choćby węgierskie referendum z 3 października 2016 roku w sprawie odmowy ponownego osiedlania uchodźców na Węgrzech w ramach programu ustanowionego przez Radę Europejską było jednym z wysiłków premiera Orbána mających na celu zablokowanie działania prawa UE na Węgrzech. Gdy piszę te słowa, rząd węgierski stara się wprowadzić poprawkę do konstytucji odmawiającą wszelkiego uczestnictwa Węgier w tym europejskim programie solidarnościowym, zaś jego kampania nienawiści przeciwko uchodźcom wciąż trwa. Komisja rozpoczęła postępowanie w sprawie naruszenia prawa europejskiego przez Węgrów w związku z traktowaniem przez nich uchodźców, ale jak dotychczas to tylko wzmocniło determinację rządu węgierskiego w jego oporze przeciwko unijnej solidarności. Pięć miesięcy po wniesieniu przez Komisję powództwa o naruszenie, Wysoki Komisarz ONZ ds. Uchodźców stwierdził, że karygodne działania Węgier nie zostały przerwane.

8 października 2016 roku w podejrzanych okolicznościach zlikwidowano największy dziennik na Węgrzech, a archiwum jego artykułów dokumentujących korupcję w rządzie i oszustwa w przyznawaniu kontraktów za pieniądze unijne zostało natychmiast usunięte z internetu. Przedtem ujawniono, że z dziennikarzem niezależnego portalu 444.hu skontaktowały się służby bezpieczeństwa i zagroziły ujawnieniem danych osobowych pozyskanych za pomocą „złośliwego” nadzoru, o ile nie zgodzi się on na szpiegowanie w redakcji portalu na rzecz rządu. Stan wolności prasy na Węgrzech jest krytykowany od lat, a nowe nadużycia pokazują, że Węgry wciąż atakują pluralizm mediów, wartość, której przestrzegania wymaga UE.

Ponadto 13 czerwca 2017 roku weszła w życie ustawa ograniczająca jeszcze silniej działalność niezależnych organizacji pozarządowych. Gdy dokonano nalotu policyjnego na węgierskie organizacje pozarządowe finansowane według umowy z Unią Europejską, ograniczanie sektora pozarządowego na Węgrzech skrytykowała Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie oraz premier Norwegii Erna Solberg. 1 stycznia 2018 roku zostanie uruchomiony nowy system sądów administracyjnych, wymierzając niezawisłości sądów ostatni, śmiertelny cios. Nowe prawo daje prokuratorowi generalnemu – urzędnikowi, który już pokazał swoją jednomyślność z partią rządzącą – władzę decyzyjną o „legalności sektora cywilnego” oraz nowe, agresywne narzędzia pozwalające na przeszukiwanie księgowości i komputerów organizacji, wymuszanie ujawnienia całej działalności wewnętrznej organizacji, a wreszcie ubiegania się o jej rozwiązanie za „nielegalną działalność”. Nowy system sądów administracyjnych pozwala rządowi skierować sędziowski nadzór nad działaniami władzy wykonawczej oraz wieloma kluczowymi obszarami prawa publicznego do sądów, w których nie zasiadają zawodowi sędziowie, ale urzędnicy państwowi pozbawieni stabilności zatrudnienia. Władza sądownicza była już zagrożona przez reformy sądownictwa krytykowane kilka lat temu, a działania rządu jeszcze pogorszyły sytuację. Ustawy o organizacjach pozarządowych i sądownictwie umocnią kontrolę Orbána nad obiema tymi sferami życia publicznego.

I do szabli, i do szklanki, i do antysemityzmu, i do illiberalizmu

Teraz Bruksela szykuje się do użycia artykułu 7. przeciwko Polsce. Ale już jest za późno, by indywidualna sankcje stanowiły realną groźbę. Pobłażając Węgrom, państwa członkowskie zmarnowały swoją szansę na wspólne działania w kierunku sankcji dla Polski. Jeśli sankcje zostaną zaproponowane, Węgrzy mają prawo weta. I vice versa.

Instytucje UE muszą stawić czoła tym zagrożeniom dla praworządności. Unia Europejska nie może zacząć od dyscyplinowania Polski. Mechanizmy UE nie zadziałają, jeśli nie odniosą się do groźby węgierskiej, na której rząd polski otwarcie się wzorował. Czas zastosować artykuł 7 ust. 1 przeciwko obu państwom: i Polsce, i Węgrom.

***

Tekst pochodzi ze strony verfassungsblog.de. Tytuł i skróty od redakcji KP.

Z angielskiego przełożyła Aleksandra Paszkowska.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Już widać, że szykuje się kolejne nielegalne działanie przez rzekomo obrońców prawa. Przepisy zacytowane wyraźnie stanowią, że państwo nie może decydować w swojej własnej sprawie sankcji. Nie ma żadnego przepisu, który ten zakaz rozciąga na sprawy sankcji innych państw, nawet jeśli procedura byłaby jednoczesna. Jawny dowód, że nie ma większych naruszeń prawa, niż e, których dopuszczają się eurokomuchy.

Komentarz został usunięty

Tylko 3% imigrantów podejmuje jakikolwiek wysiłek by przyuczyć się do jakiegoś zawodu – wynika z raportu opublikowanego przez Szwedzki Urząd Pracy. Statystyki dotyczą imigrantów, którzy przybyli do Szwecji w ciągu ostatnich 2 lat. Brak wykształcenia znacznie obniża szansę na znalezienie jakiejkolwiek pracy – mówi Annie Rubensson, dyrektor Urzędu. – Pracujemy ciężko by zmotywować ich i pokazać jakie są wymagania na szwedzkim rynku pracy. Nie jesteśmy pewni czy oni wiedzą, że by znaleźć pracę trzeba zdobyć wykształcenie – mówi Rasmussen. Jak na razie „ciężka” praca nie przynosi rezultatów. Wynik w porównaniu z ubiegłym rokiem nic się nie zmienił, choć już wtedy Rasmussen zapewniała, że w przyszłości „rezultaty będą znacznie lepsze”.
EOT

Widać prawiczki mają jakąś zorganizowaną akcję shitstormu na portalach ideowo niewpasowujących się do ciasnego mózgu. 🙂

Nie dyskredytuje sie nikogo. A forum jest po to by sukutować. Żenujący komentarz w miejsce rzeczowych argumentów. To niegodne postępu. Przez takich jak Ty Andrzeju lewica jest wyśmiewana... 😥

Nasza działalność jest możliwa dzięki ludziom takim, jak Ty.Wspieraj nas!