UE

Brexit z tak słabym rządem? Tych trzech błędów Theresa May nie może już popełnić

theresa-may-brexit

„Żadna umowa jest lepsza niż zła umowa”? Taka strategia nie tylko podminowuje proces negocjacji brexitowych, ale jest po prostu kłamstwem.

Kiedy Premier Theresa May kompletuje nowy rząd po wyborach, w których jej Partia Konserwatywna straciła większość parlamentarną, musi również pamiętać o tym, że już za kilka dni będzie musiała zająć się szczegółowymi negocjacjami brytyjskiego wyjścia z Unii Europejskiej. Przygotowania do tych negocjacji trwały już od pewnego czasu, ale blokowały je trzy elementarne błędy negocjacyjne, a obecnie dokłada się do tego fakt, że poparcie społeczne dla brytyjskiego rządu znacznie zmalało.

„Rób pokój idioto”!

Pierwszym klasycznym błędem było to, że rząd Wielkiej Brytanii wyobraził sobie, że staje oto do bitwy. Zgodnie z tą wizją negocjatorzy muszą ukrywać swoje rzeczywiste plany czy intencje, a ich dążeniem jest zdobycie dominującej pozycji i pokonanie przeciwników. Dorzućmy do tego nieco wyszukanych oszustw, a będzie tak, jakbyśmy przygotowywali się do lądowania wojsk w Normandii.

Ale Brexit to nie desant morski w Normandii. Wielka Brytania nie musi pokonać wrogów, ale spróbować zachować obopólnie korzystne relacje z krajami, od których nie może się zdystansować geograficznie i od których nie może sobie pozwolić na dystans w innych sferach. Nie powinna więc trzymać w tajemnicy swoich planów, tak jak to do tej pory robiła, a już na pewno nie powinna przypierać nikogo do ściany, tak jak starała się to zrobić Theresa May ogłaszając, że „żadna umowa jest lepsza niż zła umowa”.

10 rzeczy, które możesz zrobić, żeby utrudnić jej Brexit

Zamiast tego Wielka Brytania musi wspierać oparty na współpracy proces dążący do wspólnego rozwiązania problemów. Negocjacje powinny skupić się na osiągnięciu jak największych korzyści dla obu stron, w tym poprzez skrojone na miarę porozumienie o wolnym handlu między Wielką Brytanią a UE, do którego chce doprowadzić premier May. Uczciwość, otwartość i przejrzystość są kluczem do zapewnienia obu stronom możliwości należytego i sprawnego oszacowania ewentualnych korzyści, nie wspominając już o stworzeniu sektorowi prywatnemu i innym stronom szansy proponowania innowacyjnych rozwiązań.

Nie tak wspaniała izolacja

Drugim klasycznym błędem jest skupianie się w negocjacjach wyłącznie na własnych interesach. Skuteczne negocjacje wymagają głębokiego zrozumienia interesów, priorytetów i ograniczeń drugiej strony. Co leży na szali? Gdzie jest szansa na kompromis? Co może ograniczyć partnerom możliwość przystania na warunki umowy?

Przykładowo, zarówno Wielka Brytania jak i UE borykają się z niedoborem kadr. Brytyjczycy na chybcika klecą zespół, który ma się zająć negocjowaniem umów handlowych. Unia z kolei jest już zaangażowana w negocjacje około dziesięciu innych porozumień o wolnym handlu, z właściwie wszystkimi – począwszy od Rady Współpracy Zatoki Perskiej, na USA skończywszy. Europejskie rządy nadal muszą wdrożyć pięć porozumień podpisanych już z Kanadą, Singapurem, Wietnamem, Afryką Zachodnią i Wschodnią.

Brytyjczycy spodziewają się, że zostaną obsłużeni poza kolejką ze względu na skalę, głębokość i wagę gospodarczych więzów ich kraju z UE. Ale jeśli UE na to pozwoli, narazi się na ataki ze strony tych, którzy w tej kolejce aktualnie ugrzęźli. Podczas całych negocjacji UE będzie musiała uważać na to, jaki komunikat wysyła do reszty swoich partnerów negocjacyjnych. Jeśli Wielka Brytania ma pomóc w wypracowaniu wzajemnie korzystnej umowy, jej strategia musi uwzględniać zarówno to, jak i inne ograniczenia, które mogą wpływać na decyzje UE i jej państw członkowskich.

Żądajcie możliwego

Trzecim błędem jest tworzenie nierealistycznych oczekiwań. Rozmowy w sprawie wyjścia z Unii będą niewątpliwie długie i trudne – tym trudniejsze, im większe będzie rozczarowanie obywateli, przedsiębiorców i samych negocjatorów tym, że ich wygórowane oczekiwania nie będą spełniane.

Odpowiednie kreowanie oczekiwań może być najważniejsze w kwestiach związanych z czasem. Wielka Brytania ma nadzieję na zawarcie specjalnie skrojonego porozumienia o wolnym handlu z Unią w ramach przyznanego dwuletniego okresu negocjacyjnego. Ale porównywalne negocjacje z innymi dużymi partnerami UE, takimi jak Japonia czy Kanada, zajęło 9-10 lat. Tamte porozumienia kształtowały się stopniowo, a nie poprzez jeden skok na bank.

Drodzy państwo, w Zjednoczonym Królestwie skończył się thatcheryzm

Wystarczy spojrzeć na porozumienie UE z Kanadą, które swój początek miało w ustaleniu w 2004 roku ram negocjacji. Prawie dziewięć lat później, w 2013 r., osiągnięto porozumienie „co do zasady”. Właściwe porozumienie zostało podpisane dopiero we wrześniu ubiegłego roku, po czym rozpoczął się proces jego zatwierdzania przez instytucje europejskie, zwieńczony w lutym aprobatą Parlamentu Europejskiego. A to jeszcze nie koniec, bo władze krajowe muszą jeszcze ratyfikować niektóre elementy paktu.

To sugeruje, że w ramach dwuletniego procesu Wielka Brytania może co najwyżej mieć nadzieję za ustalenie ram porozumienia z UE. Ostateczna umowa z pewnością powstanie dużo później, również dlatego, że pewne jej części będą wymagały ratyfikacji przez poszczególne państwa członkowskie. Rząd brytyjski powinien otwarcie i bez dwuznaczności powiedzieć o tym swoim obywatelom.

W międzyczasie Wielka Brytania musi skupić się na zapewnieniu przejściowego porozumienia z UE. Około 40 procent brytyjskiego eksportu trafia na rynki unijne, a brytyjskie fabryki w dużym stopniu uzależnione są od szybkiego przepływu towarów – zarówno bydła z Irlandii, jak i wałów korbowych z Niemiec – przez europejskie granice.

Krótko mówiąc, Wielkiej Brytanii nie stać na utratę tych działających bez tarć granic, nawet tymczasowo, podczas oczekiwania na ostateczne porozumienie. Z pewnością też nie stać jej na to długofalowo, do czego doszłoby w przypadku braku jakiejkolwiek umowy po upływie dwóch lat. Groźba Theresy May, która stwierdziła, że żadna umowa jest lepsza niż zła umowa, nie tylko podminowuje proces negocjacji, ale jest po prostu kłamstwem.

Brak umowy oznaczałby prawdopodobnie powrót do standardowych zasad Światowej Organizacji Handlu (WTO). To wiązałoby się z 14,4% cłami na brytyjskie produkty rolne – w sektorze, który już i tak ucierpiał poprzez utratę wsparcia z europejskiej Wspólnej Polityki Rolnej. Brytyjski nabiał objęty byłby cłem w średniej wysokości 40%.

Co do usług, największego sektora brytyjskiej gospodarki, zasady WTO w zakresie ich eksportu powstały około dwadzieścia lat temu i są niestety okropnie przestarzałe. Żeby mieć pojęcie o tym, jak bardzo byłyby ono dla Wielkiej Brytanii niekorzystne, wystarczy wspomnieć, że prawie wszyscy, z wyjątkiem 6 z 164 członków WTO, mają bądź to podpisane w tym zakresie własne porozumienie o wolnym handlu z UE, bądź dążą do podpisania takiego.

Theresa May zwołała ostatnie wybory po to, aby uzyskać większe poparcie w negocjowaniu dobrego porozumienia dla swojego kraju. To jej się nie udało. Teraz jeszcze bardziej niż wcześniej osiągnięcie dobrego porozumienia będzie wymagało strategii negocjacyjnej opartej na współpracy, myśleniu o przyszłości i realizmie.

**
Copyright: Project Syndicate, 2017. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożyła Katarzyna Byłów-Antkowiak. Tytuł i śródtytuły od redakcji.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.