Świat

Jestem lekarką z RPA. Oto, jak Trump zamknął mi usta i zakazał mówienia o aborcji

Dr Tlaleng Mofokeng. Fot. sheleadsafrica.org

Jako lekarka od ponad dziesięciu lat wykonuję zabiegi przerwania ciąży. Oto, jak prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump jednym podpisem w praktyce zakazał mi mówić i pisać o prawie do aborcji.

JOHANNESBURG – Ponad dwadzieścia lat temu mój kraj zliberalizował prawo aborcyjne.  A w styczniu ubiegłego roku prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump jednym podpisem w praktyce zakazał mi nawet mówić i pisać o prawie do aborcji.

Mieszkam w Południowej Afryce. Jako lekarka od ponad dziesięciu lat wykonuję zabiegi przerwania ciąży. W ramach swojej pracy często opracowuję materiały edukacyjne dla organizacji pozarządowej, która stara się zapobiegać zakażeniom wirusem HIV. Materiały te dotyczą antykoncepcji, przemocy seksualnej oraz wielu innych aspektów zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego. Informują, że postępowe prawo w naszym kraju zezwala na przerwanie ciąży. Wielu młodym kobietom ratują życie.

Jednak dwa dni po tym, jak Donald Trump wygrał wybory prezydenckie w listopadzie 2016 roku – i na ponad dwa miesiące przed jego inauguracją – organizacja, dla której pracowałam, wstrzymała dystrybucję poradnika o zdrowiu reprodukcyjnym, ponieważ informował o tym, że konstytucja RPA gwarantuje kobietom prawo do aborcji. Poradnik został później wznowiony, ale o przerywaniu ciąży nie było w nim już ani słowa.

Ta autocenzura to skutek amerykańskiej praktyki znanej na całym świecie jako „reguła knebla”. Wprowadzona w latach 80. ubiegłego wieku i konsekwentnie przywracana przez każdą republikańską administrację, reguła ta zabrania udzielania pomocy finansowej zagranicznym organizacjom, które doradzają kobietom w sprawie aborcji, kierują na zabiegi przerywania ciąży,, wykonują je lub propagują. Administracja Trumpa nie tylko formalnie przywróciła tę regułę, ale także rozszerzyła listę programów wsparcia, które uzależniają pomoc od spełnienia tego warunku.

Jak wiele krajów rozwijających się, Południowa Afryka otrzymuje od USA setki milionów dolarów rocznie. W 2016 roku Amerykańska Agencja Rozwoju Międzynarodowego (USAID) przekazała mojemu krajowi 531 milionów dolarów na programy „wspierające zdrowie i dzietność”. Ta pomoc zdziałała wiele dobrego. Ale ograniczenia, jakie narzuca, krępują nam ręce.

Irlandia: Od panelu obywatelskiego do referendum w sprawie aborcji

W moim kraju od dawna nie jest niespodzianką, że Stany Zjednoczone wtrącają się do naszej polityki zdrowotnej. Z „regułą knebla” mieliśmy do czynienia już wcześniej. Za czasów prezydenta George’a W. Busha na przykład usługi związane ze zdrowiem reprodukcyjnym mocno podupadły, a edukacja na temat aborcji i jej dostępności praktycznie nie istniała. Placówki medyczne korzystające z pomocy finansowej agencji USAID miały surowy zakaz informowania ciężarnych kobiet o aborcji – nawet wtedy, gdy wykryto u nich wirusa HIV. Dziś, gdy Trump objął tą regułą jeszcze więcej programów pomocowych, lekarze w Południowej Afryce i wielu innych krajów mają te czasy w pamięci i biją na alarm.

Nawet kiedy prezydenturę w Ameryce sprawowali demokraci, kobiety w Południowej Afryce miały utrudniony dostęp do aborcji. Chociaż od 1996 prawo do usunięcia ciąży jest zabezpieczone w konstytucji, jedynie 5 procent państwowych klinik i szpitali oferuje ten zabieg, a co najmniej połowa aborcji wykonywana jest w warunkach zagrażających zdrowiu i życiu kobiet. W całym kraju – nawet przed wejściem do siedziby Ministerstwa Zdrowia w Pretorii – łatwo trafić na ulotki reklamujące pokątnie usuwanie ciąży. W ten sposób oferuje się zabiegi „na poczekaniu”, często polegające na zastosowaniu niesprawdzonych koktajli pigułek i procedur, które mogą się skończyć niepełnym usunięciem płodu, wywołać sepsę, a nawet doprowadzić do śmierci kobiety.

Rozciągalne sumienie konsultanta Chazana

W ubiegłym roku Amnesty International opublikowała raport przedstawiający szczegółowe warunki, jakie muszą być spełnione, aby zabiegi aborcji można było uznać za bezpieczne, wykonywane w porę i zgodne z obowiązującym prawem. Zalecenia obejmowały między innymi przystępny cenowo dojazd do klinik planowania rodziny, ułatwienie dostępu do nowoczesnych środków antykoncepcyjnych (w tym do antykoncepcji awaryjnej), objęcie większej liczby uczniów i uczennic edukacją seksualną, a także opracowanie strategii zwalczania stygmatu, jaki nadal wiąże się z usunięciem ciąży.

Tymczasem amerykańska polityka powoduje, że żadna z tych zmian nie przyjdzie łatwo. Jeśli kraje takie jak Południowa Afryka mają się uchronić przed atakiem republikanów na prawa reprodukcyjne kobiet, będą potrzebne nowe sposoby walki z „globalnym kneblem”.

Kraje rozwijające się muszą zacząć rezygnować z pomocy finansowej udzielanej pod tego rodzaju rygorem, jeśli uniemożliwia ona personelowi medycznemu wykonywanie zabiegów zgodnie z krajowymi przepisami prawa. Lokalne organizacje pozarządowe we współpracy z partnerami zagranicznymi muszą znaleźć nowe źródła finansowania programów, które informują kobiety o ich prawach i zapewniają dostęp do bezpiecznej aborcji. Celem „reguły knebla” jest zmuszenie lekarzy i edukatorów seksualnych do milczenia. Nie możemy się ugiąć pod tym szantażem.

Lokalne starania jednak nie wystarczą. Równie konieczne jest poparcie amerykańskich prawodawców, którzy mogą uchylić bezwzględną politykę Trumpa. Przedłożony w ubiegłym roku projekt ustawy o zdrowiu, upodmiotowieniu i prawach kobiet (tzw. „ustawa HER”) zabrania uzależniania amerykańskiej pomocy finansowej dla zagranicznych instytucji pozarządowych od spełnienia arbitralnie narzuconych warunków. Przyjęcie ustawy „HER” przez amerykański Kongres oznaczałoby całkowite uchylenie „reguły knebla” i odpolitycznienie pomocy finansowej.

Ufajmy kobietom

Każda obywatelka Południowej Afryki ma konstytucyjnie zagwarantowane prawo do samodzielnego decydowania o swoim zdrowiu reprodukcyjnym. To prawo zostało jednak podeptane przez neokolonialną mentalność, która uzależnia pomoc od kaprysów aktualnie rządzącej partii. Skoro obywatelki i obywatele Południowej Afryki zgodzili się przyjąć jedno z najbardziej liberalnych praw aborcyjnych na świecie, politykom po drugiej stronie globu nie wolno ich tego prawa pozbawiać.

**
Tlaleng Mofokeng jest wiceprezeską Południoowoafrykańskiej Koalicji na rzecz Sprawiedliwości Seksualnej i Reprodukcyjnej.

Copyright: Project Syndicate, 2018. www.project-syndicate.org. Z angielskiego tłumaczył Marek Jedliński.

Nadażdin: Projekt zakazujący aborcji zmobilizuje społeczeństwo

czytaj także

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.