Świat

Ten kryzys szybko się nie skończy

Fot. Paweł Pieniążek

Pięć miesięcy od wyborów parlamentarnych w Macedonii nie udało się powołać rządu. Jednocześnie demonstranci boją się, że nowy rząd może zagrażać macedońskiej niepodległości.

Tłumy od ponad czterdziestu dni maszerują po ulicach stolicy Skopje. Gdy trafiam na jedną z takich demonstracji, kilka tysięcy osób już od jakiegoś czasu maszeruje przez centrum miasta, a nad nimi powiewają liczne czerwone flagi z żółtym ośmiopromiennym słońcem.

Demonstranci idą spod budynku rządu, gdzie trwało któreś z rzędu posiedzenie, w trakcie którego nic nie udało się ustalić – rządu jak nie było, tak nie ma. Idą pod pomniki macedońsko-bułgarskiego rewolucjonisty Pitu Guli, który walczył z Imperium Otomańskim. To od jego organizacji nazwę wzięła konserwatywna partia, z której wywodzi się prezydent Ǵorge Iwanow: WMRO-DPMNE, Wewnętrzna Macedońska Organizacja Rewolucyjna – Demokratyczna Partia Macedońskiej Jedności Narodowej. Okrzyki, pieśni i przemówienia mają tylko jeden motyw – niepodległą Macedonię. Uczestnicy protestów są przekonani, że mniejszość albańska chce zmienić hymn, flagę, a z czasem może nawet się odłączyć, by stworzyć Wielką Albanię. Pod pretekstem ochrony jedności narodowej toczy się zacięta walka o władzę.

ot. Paweł Pieniążek
Mężczyzna w tłumie trzyma wizerunek rewolucjonisty Pitu Guliego.

Miłość do antyku

Plac, na którym rozpoczynają się przemówienia, to jeden z wielu przykładów rewolucji architektonicznej, którą od 2014 roku trwa w centrum Skopje. Obok pomnika Pitu Guli jest jeszcze pomnik Poległych Bohaterów Macedonii, na który składają się pozłacane rzeźby, fontanna i kolumny. Wszystko stylizowane na czasy antyczne. Po drugiej stronie ulicy stoi pomnik innego rewolucjonisty walczącego z Otomanami Nikoły Karewa. Obok znajduje się wielki łuk triumfalny, silący się na antyczny, który prowadzi do gigantycznego pomnika dumy narodowej, czyli Aleksandra Macedońskiego. W całej okolicy w kolejnych budynkach „odkrywana” jest ich antyczność za pomocą śnieżnobiałego tynku i dostawiania kolumnad.

– To nie jest projekt nacjonalistyczny, tylko artystyczny. Mnie się podoba, a ci, co go krytykują, zawsze pierwsi robią sobie zdjęcia na tle tych budynków i pomników – mówi Dimitar Atanasowski tuż po zejściu z trybuny, z której przemawiał do tłumu.

Jest prezenterem w telewizji Alpha i City Radio. Jednocześnie zaangażował się w protesty. To dlatego że, jak wyjaśnia, kocha Macedonię. Nie chce dopuścić do tego, by albańscy politycy zniszczyli jego kraj.

– Dwudziestu albańskich polityków chce zrobić coś niedobrego, chociaż tego nie chcą nawet Albańczycy. Wielu z nich przecież gra w naszej reprezentacji w piłkę nożną, ręczną czy koszykówkę i są dumni z tego, że mogą nosić koszulki z macedońskimi barwami narodowymi – mówi Atanasowski.

Zanim odpowie na pytanie, czy na protesty przychodzą też Albańczycy, chwilę się waha. Wreszcie stwierdzi, że na pewno trochę ich tu jest. W Macedonii mniejszość albańska to mniej więcej jedna czwarta populacji.

Fot. Paweł Pieniążek
Marsz idzie przez centrum Skopje.

Wielka Albania za rogiem i Soros przeciwko korupcji

Fala protestów z lat 2015-2016 zmusiła władzę do rozpisania przedterminowych wyborów. Do wyjścia ludzi na ulicę skłoniły oskarżenia konserwatywnego rządu Nikoły Gruewskiego o masowe podsłuchy, korupcję i sfałszowanie wyborów w 2014 roku. Szczególnie oburzające była sprawa podsłuchów – okazało się, że założono je ponad dwudziestu tysiącom osób, w tym dyplomatom, dziennikarzom i urzędnikom państwowym. Trwające protesty, zamieszki i kryzys polityczny zmusiły rządzącą koalicję WMRO-DPMNE do rozpisania przedterminowych wyborów, do których ostatecznie doszło 11 grudnia 2016 roku.

W ich rezultacie ponownie zwyciężyła WMRO-DPMNE, jednak notując znacznie gorsze rezultaty. Koalicja zdobyła 51 ze 120 miejsc w parlamencie, o dwa więcej niż Socjaldemokratyczny Związek Macedonii (SDSM). To postkomunistom udało się jednak stworzyć większość wraz z trzema partiami albańskimi. Dla WMRO-DPMNE oznaczało to utratę władzy po jedenastu latach sprawowania rządów.

Fot. Paweł Pieniążek
Marsz idzie przez centrum Skopje.

Obawiająca się przejścia do opozycji prawica i jej zwolennicy oskarżyli partie albańskie o to, że stanowią zagrożenie dla macedońskiej niepodległości. Uznali, że są inspirowani zza granicy. Przyczyną oskarżenia było posiedzenie polityków partii mniejszości albańskiej w stolicy Albanii Tiranie.

– To podczas niego ustalili postulaty, które przedstawili potem SDSM w rozmowach koalicyjnych. Myślę, że są one narzucane przez naszych sąsiadów, Albanię i Kosowo – uważa Atanasowski.

Poza Albańczykami o destabilizację Macedonii przeciwnicy nowej koalicji posądzają też – jak to ostatnio popularne w regionie – miliardera George’a Sorosa. Jak mówi jedna ze zwolenniczek WMRO-DPMNE, finansowane przez niego instytucje oskarżyły rząd o korupcję i tym samym zdestabilizowały Macedonię.

Atmosferę podgrzały jeszcze propozycje zmian hymnu, godła, flagi i wprowadzenia albańskiego jako drugiego języka urzędowego (obecnie ma status regionalnego). Chociaż tych zmian od kilku miesięcy nikt nie postuluje, to głownie one drażnią konserwatywnych demonstrantów.

Fot. Paweł Pieniążek
Demonstranci w trakcie przemówień.

Polityczny pat

Coroczny raport Freedom House uznał Macedonię za kraj częściowo wolny, ale jego wskaźniki od 2011 roku konsekwentnie się pogarszają. Największe problemy związane są z rządzeniem państwem i wolnością mediów.

Symbolem macedońskiego społeczeństwa obywatelskiego jest Jasmina Golubovska, która brała udział w protestach w latach 2015-2016. Na zdjęciu z jednej z demonstracji widać Golubovską przyciśniętą do tarczy policjanta. Na jej twarzy nie ma na jednak grymasu czy złości. Fotograf Reutera uchwycił moment, gdy maluje usta. Po chwili aktywistka pocałowała tarczę, zostawiając na niej czerwony ślad buziaka.

Fot. Paweł Pieniążek
Po środku z zarzuconym na szyję szalikiem z barwach Macedonii stoi Dimitar Atanasowski.

Golubovska wciąż angażuje się w różne inicjatywy i przygląda się życiu politycznemu. Jest przekonana, że cały kryzys polityczny to tylko gra konserwatywnej koalicji WMRO-DPMNE. Jej celem ma być niedopuszczenie do rządów koalicji opartej na SDSM.

– Ten kryzys nie dotyczy wartości czy ideologii. Politycy WMRO-DPMNE sami mówią, że zrobią wszystko, by zachować władzę. Teraz widzimy, co znaczy „wszystko” – twierdzi Golubovska.

Nie widać szans na to, by kryzys udało się szybko rozwiązać. Prezydent Iwanow nie chce powołać rządu, mimo że koalicji udało się sformować większość z sześćdziesięciu siedmiu deputowanych. Natomiast parlament nie może wybrać przewodniczącego ani podjąć żadnej decyzji, mimo że zbierał się już dziesięciokrotnie. Sytuacja jest patowa i – jak twierdzi anonimowo jeden z dziennikarzy przychylnych WMRO-DPMNE – może potrwać nawet do końca roku. W obecnej sytuacji nie da się nawet rozpisać nowych wyborów.

Fot. Paweł Pieniążek
Demonstranci w trakcie przemówień

 

 

Bio

Paweł Pieniążek

| Dziennikarz
Relacjonował protesty w Rosji, ukraińską rewolucję, wojnę na Donbasie, kryzys uchodźczy i walkę irackich Kurdów z tzw. Państwem Islamskim. Swoje teksty publikował na łamach m.in. „Gazety Wyborczej”, „Newsweeka”, „Polityki”, „Tygodnika Powszechnego”. W 2014 roku nominowany do nagrody MediaTory. Autor Pozdrowień z Noworosji. W 2017 roku ukaże się druga również poświęcona wojnie na Ukrainie.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Biorąc pod uwagę uśmiechy na twarzach części z demonstrantów zdaje się że nie są zbytnio przerażeni perspektywą braku "prikazów" z góry.