Świat

Sachs: Kto nas terroryzuje bronią? Biały, republikański mężczyzna, wyborca Trumpa

Stephen Paddock zamordował 58 i zranił ponad 500 ludzi podczas strzelaniny na koncercie w Las Vegas. Fot. kadr CBS.

Ameryka – w przeszłości i obecnie – jest państwem pełnym rasizmu i etnicznego szowinizmu, uciekającym się do masowej przemocy.

Masakra w Las Vegas i wszystkie jej konsekwencje to typowa Americana [gatunek muzyczny wywodzący się ze Stanów Zjednoczonych, określany jako „progresywne country”. Bezpośrednie nawiązanie do morderstwa w czasie koncertu w Las Vegas – przyp. tłum.]. Niepoczytalna osoba wnosi prawie dwadzieścia tuzinów zaawansowanej broni automatycznej do pokoju na 32. piętrze hotelu, aby mordować z niego uczestników koncertu muzycznego. Dokonuje masowego mordu, a następnie popełnia samobójstwo.

W odpowiedzi na to wydarzenie wojny kulturowe wybuchają na nowo – adwokaci ograniczenia publicznego dostępu do broni toczą zażarty bój z entuzjastami militariów. Mimo tego obydwie strony zgadzają się co do jednego: nic się nie zmieni. Po tygodniu transmitowanych w telewizji pogrzebów i ściskających za serce obrazów, amerykańskie życie wróci do normy – aż do następnej masakry.

Masowa przemoc jest głęboko zakorzeniona w kulturze amerykańskiej. Pochodzący z Europy amerykańscy osadnicy w ciągu dwóch wieków dopuścili się ludobójstwa na rdzennych mieszkańcach Ameryki oraz ustanowili niewolniczą gospodarkę, tak mocno utrwaloną, że zakończyć ją mogła tylko wyniszczająca wojna domowa. W niemal wszystkich innych krajach, nawet w czasach Carskiej Rosji, niewolnictwo i pańszczyzna zostały zakończone dekretem lub innym ustawodawstwem, bez trwającego potem przez lata rozlewu krwi. Kiedy wojna się skończyła, Ameryka ustanowiła i wdrożyła stuletni system apartheidu.

Po dziś dzień wskaźniki dotyczące ilości zabójstw i kary pozbawienia wolności są w Ameryce kilkukrotnie wyższe niż w Europie. W kraju, który jednocześnie prowadzi wiele pozornie niekończących się wojen za granicą, każdego roku słyszy się o kilku nowych strzelaninach. Ameryka, w dużym skrócie, jest państwem – w przeszłości i obecnie – pełnym rasizmu i etnicznego szowinizmu, uciekającym się do masowej przemocy.

Strzelanina w Las Vegas jeszcze raz wyraźnie udowodniła potrzebę wprowadzenia zakazu posiadania broni automatycznej. Gdy Ameryka wprowadziła taki zakaz, od września 1994 r. do września 2004 r., pomogło to ograniczyć masowe morderstwa. Kongresowi nie udało się go jednak przedłużyć z powodu intensywnego lobbingu ze strony entuzjastów broni. Nie ma również żadnych planów jego ponownego przywrócenia na szczeblu federalnym. Możliwe jest wprowadzenie zakazu używania tzw. „bump stock” – urządzenia użytego właśnie przez zabójcę z Las Vegas, które umożliwia przerobienie karabinu półautomatycznego na broń w pełni automatyczną. Poza tą jedną inicjatywą w najbliższym czasie na szczeblu federalnym nie będzie żadnych innych działań dotyczących ograniczenia posiadania broni.

Gdy w 1996 r. Australia zabroniła używania broni maszynowej, gwałtownie spadła liczba masowych strzelanin. Amerykańscy miłośnicy broni odrzucają jednak tego typu dowody, a wydarzenia – takie jak to w Las Vegas – służą jedynie wzmocnieniu ich przekonania, że broń palna jest ich jedyną prawdziwą ochroną przed niebezpiecznym światem. Według danych pochodzących z najnowszych badań, przywiązanie do broni jest szczególnie intensywne wśród mniej wykształconych, białych republikańskich mężczyzn, zamieszkujących głównie na obszarach wiejskich i podmiejskich na Południowym i Środkowym Zachodzie. Ta sama grupa demograficzna stanowi trzon wyborców popierających prezydenta Donalda Trumpa.

7 argumentów za dostępem do broni palnej

Pomimo głębokich podziałów ideologicznych w kraju widać promyk nadziei. Zgodnie z konstytucją Stanów Zjednoczonych poszczególne stany mają prawo zdelegalizować dostęp do broni automatycznej i wprowadzić regulacje dotyczące broni palnej (nie mogą jednak całkowicie zabronić posiadania pistoletów i strzelb, zgodnie z interpretację przez Sąd Najwyższy tzw. „drugiej poprawki” i „prawa do noszenia broni”). Mój własny stan – Nowy Jork – już zakazał broni maszynowej, podobnie jak niektóre inne stany. Zamiast toczyć kolejną z góry przegraną bitwę w Waszyngtonie, bardziej obiecujące wydaje się być zachęcenie pozostałych regionów do skorzystania ze swoich uprawnień.

Stany, które tego dokonają, doprowadzą do obniżenia liczby masowych strzelanin na swoim terytorium, będą miały dynamicznie rozwijające się gospodarki, a ich obywatele będą się czuli bezpieczniej. Las Vegas ucierpi teraz nie tylko z powodu traumy po ostatniej masakrze, ale także ze względu na brak turystów i obniżenie ilości organizowanych tam konferencji, przynajmniej do czasu, gdy Nevada rozprawi się z prawem do posiadania broni automatycznej i zapewni bezpieczeństwo swoim gościom.

W dzisiejszej Ameryce są nie tylko czerwone (konserwatywne) stany i niebieskie (postępowe) stany, ale de facto czerwone kraje i niebieskie kraje, odległe regiony – o odmiennych kulturach, bohaterach, polityce, dialektach, gospodarkach i ideach wolności. W Nowym Jorku wolność oznacza brak obaw, że każdego dnia tysiące nieznajomych, dzielących z tobą miejskie chodniki i parki, nosi przy sobie karabin czy pistolet. W Teksasie lub Las Vegas – to prawo do noszenia własnej, sprawdzonej broni gdziekolwiek nie pójdziesz.

Nadszedł czas, aby czerwone i niebieskie stany poszły swoimi drogami. Nie musimy walczyć w kolejnej wojnie domowej, aby zgodzić się na ugodowy i minimalny ruch, prowadzący do  poluzowania powiązań między stanami. W tej kwestii konserwatyści mają rację: zredukujmy władzę rządu federalnego i przekażmy więcej przychodów oraz regulacji prawnych z powrotem do poszczególnych stanów. Pamiętajmy jednak, że podlegają one konstytucyjnym ograniczeniom dotyczącym praw podstawowych i kompetencji organów władzy. W ten sposób każda strona wojen kulturowych może zbliżyć się do swoich preferowanych rozwiązań bez utrudniania drugiej –  osiągnięcia tego samego.

Mój własny stan rozwinąłby się w takiej luźnej federacji, wykorzystałby nowe kompetencje do zaostrzenia prawa w kwestii posiadania broni oraz – do proporcjonalnego poszerzenia usług społecznych dzięki oszczędnościom z podatków (płaconych obecnie rządowi federalnemu). Z kolei słabszy rząd federalny oznaczałby mniej amerykańskich „wojen z wyboru” na Bliskim Wschodzie.

Za jakiś czas Stany Zjednoczone również wprowadzą na szczeblu federalnym prawodawstwo dotyczące kontroli broni. Gdy więcej kongresmanów zda sobie sprawę, że ich własne życie leży na szali, w końcu zobaczymy działania na skalę całego kraju. Przykre, że niektórzy się już o tym przekonali. Dwóch członków Kongresu zostało postrzelonych w tym dziesięcioleciu (Gabrielle Giffords w 2011 roku i Steve Scalise na początku tego roku). Na razie jednak członkowie Kongresu nadal pozostają uzależnieni politycznie od szalonych bandytów i zwolenników posiadania broni. Niestety jest to przerażające, ale taka jest prawda.

W Ameryce Trumpa nastroje powodujące niestabilność i sięganie po przemoc z użyciem broni palnej są podsycane codziennie. Idealnym rozwiązaniem byłoby szybkie wdrożenie prawa na skalę krajową, ale póki to się nie stanie należy zachęcać poszczególne stany, aby wybrały dla siebie drogę „broniopoczytalności”.

Zandberg: Prawicowi fetyszyści broni znajdują się w mniejszości

**
Copyright: Project Syndicate, 2017.  Z angielskiego tłumaczyła Marta Modzelewska.

 

Bio

Jeffrey D. Sachs

| Ekonomista, Columbia University

Profesor Zrównoważonego Rozwoju oraz profesor Polityki i Zarządzania Zdrowiem Publicznym na Uniwersytecie Columbia. Jest dyrektorem Centrum ds. Zrównoważonego Rozwoju na Columbii oraz Sieci Rozwiązań na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju przy ONZ.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.
Prawicowy sympatyk lewicy

"Według danych pochodzących z najnowszych badań, przywiązanie do broni jest szczególnie intensywne wśród mniej wykształconych, białych republikańskich mężczyzn, zamieszkujących głównie na obszarach wiejskich i podmiejskich na Południowym i Środkowym Zachodzie. Ta sama grupa demograficzna stanowi trzon wyborców popierających prezydenta Donalda Trumpa."

Haha, pięknie politpoprawne określenie rednecków 🙂 Ale niestety, moje drogie lewicowe ptysie, to nie rednecki są nadreprezentowane we wszystkich statystykach dot. napadów z bronią i morderstw, a pewna inna grupa społeczna/etniczna, której nazwy nawet nie wymieniacie bo to nie pasowało by do głównej, bzdurnej tezy artykułu.

Na razie szybka wklejka z wikipedii, na dokładniejsze statystyki nie mam teraz czasu, ale moge je potem przytoczyć:

In 2013, number and percentage of murder arrests by race were:

Black or African Americans 4,379 = 52.2% (tu dodajmy że Czarni stanowią mniej niż 15% ogólu populacji)
White Americans (including Hispanic Americans) 3,799 = 45.3%
American Indians or Alaska Natives 98 = 1.06%
Asian Americans 101 = 1.2%

The "National Youth Gang Survey Analysis" (2011) state that of gang members, 46% are Hispanic/Latino, 35% are black, 11.5% are white, and 7% are other race/ethnicity.[48]

According to the FBI Uniform Crime Reports, in the year 2008 black youths, who make up 16% of the youth population, accounted for 52% of juvenile violent crime arrests, including 58.5% of youth arrests for homicide and 67% for robbery. Black youths were overrepresented in all offense categories except DUI, liquor laws and drunkenness.

Choć może macie i racje. Ameryka jest pełna rasizmu i szowinizmu - przede wszystkim CZARNEGO szowinizmu wobec CZARNYCH. Bo strzelają się głównie Czarni z Czarnymi a nie Wasi znienawidzeni "biali mniej wykształceni republikańscy mężczyźni z obszarów wiejskich".

Janusz Morświn-Pipke

Idąc tym torem rozumowania (wpływ melaniny w skórze na skłonność do przestępczości) można wykazać, że w Polsce istnieje analogiczny związek pomiędzy grubością karku, zamiłowaniem do odzieży sportowej i długością włosów.

Bo tak właśnie jest - obok warunków ekonomicznych, a może nawet bardziej, to właśnie kultura getta, gdzie się liczy kasa, pięść i "pizda nad głową" daje taki produkt niezależnie od koloru skóry. A ta kultura była promowana przez dziesiątki lat wśród młodzieży - u nas też, choć krócej niż w swoim amerykańskim mateczniku. I rezultatem jest nie naród ale zlepek plemion, nie obywatel, tylko homie, esse czy ziomuś, który nie poda ręki frajerowi czy psu.

Wydaje mi się, ze w tej wytkniętej przez pana części tekstu, nie chodzi o grupę osób, dokonujących statystycznie najliczniej napadów z bronią w ręku, faktycznie są to czarni ( najczęściej krótką, bo nie sposób z inną dokonać zakończonego powodzeniem napadu na dajmy na sklep) a zwolennicy posiadania bez ograniczeń długiej broni automatycznej, artykuł i zacytowany przez pana fragment, jest zupełnie o czymś innym. Trzymając się poetyki problemu i tematu - pudło. Problemem o jakim mowa, są masowe maskary, dokonane przez ograniczoną liczbę osób. Umożliwia to tylko i wyłącznie dostępna technologia, oraz rodzaj broni. Tak więc prawicowy prześmiewco, kula w płot...I oby więcej takich strzałów, ze strony prawej Pozdrawiam E.

Tak, tak, tyle że ów biały szaleniec z karabinem automatycznym w ręku pojawia się kilka, kilkanaście razy w roku i zyskuje niebywały rozgłos medialny, nie to że w USA, ale na całym świecie, przy pomocy zagregowanych agencji informacyjnych. A Tyrone czy Gonzalo strzelający do wrażego dealera, sklepikarza lub konkubiny występuje w tysiącach sztuk rocznie i jakoś umyka uwadze wszystkich poza lokalsami. Ba, Tyrone i Gonzalo nawet zastrzelony przez policję czy obrabianego sklepikarza pojawia się w statystykach jako ofiara "gun violence". Nieraz nawet robi się z niego niewinnego męczennika pokazując zdjęcia z bierzmowania, a omijając te facebukowe na których osiłek pozuje z klamką i plikiem studolarówek - czyż tak nie było z chłopięciem Trayvonem Martinem? I to Tyrone/Gonzalo per saldo wyrabia wynik w kostnicach i zakładach karnych a nie mityczny faszystowski rednek z alabamskiego wypizdowa uzbrojony w karabin szturmowy oklejony kolimatorami i flagami konfederacji. Tylko, że w dużych miastach policjanci, wybieralni prokuratorzy i burmistrze nabierają wody w usta na temat Tyronów i Gonzalów, ponieważ ich donatorzy i media zjedliby ich za rasizm. Przy okazji, ostatni świr został skonfrontowany i zmuszony do odwrotu przez starszego jegomościa z sąsiedztwa ostrzelanego kościoła, który to zdołał się pojawić na miejscu bez butów za to z karabinem w ręku przed przyjazdem policji a potem z pomocą równie przypadkowego kierowcy podjął pościg za uzbrojonym i opancerzonym czubem. Jak to się mówi, gdy potrzebujesz policji w ciągu sekund, przyjedzie za minutę. Czemuż, ach, czemuż Sachsowie tego świata nie poświęcą felietonów owemu bosemu dziadkowi i jego dziwnej motywacji do wyręczenia policjantów?

Ten artykul jest albo nieprawdziwy albo zle przetlumaczony. Latwo sprawdzic, ze zakaz broni automatycznej jest w mocy w USA od dawna. To o czym pisze Sachs to zakaz "assault weapons", czyli - luzno tlumaczac - karabinow. Rzeczywiscie wolno je miec pod warunkiem ze nie sa automatyczne. Co ma z tym wspolnego Trump, Sachs dokladnie nie mowi.

To jest pokłosie bzdurnego prawa z 1994 roku które zakazywało pewnych rodzajów broni definiowanej jako szturmowa. To błyskotliwe określenie obejmowało np. egzemplarze posiadające zaczep do montowania bagnetu, albo perforowaną chłodnicę na lufię, chwyt pistoletowy czy składaną kolbę. Czyli, z praktycznego punktu widzenia to, czego wcale albo rzadko używali przestępcy, ale co imponująco wyglądało na konferencjach prasowych i filmach akcji. Ta nazwa to obecnie taki wytrych dla felietonistów i prasy, mogą się popisywać postulatem zakazu czegoś co jest groźne bo groźnie wygląda. Teraz już nikt nie wie co to znaczy assault weapon, może to być zarówno karabin maszynowy jak i wiatrówka na kulki plastikowe, zależy jak bardzo ignorancki i cyniczny jest projektodawca. To tak jak z marihuaną pośród prawaków - gateway drug itp.

I Gabby Giffords, i Steve Scalise przeżyli bycie "postrzelonym" raczej niż "zastrzelonym"