Świat

Przyszły władca Czechii? Poznajcie Andreja Babiša

Miliarder i mistrz politycznego bullshitu zawładnął umysłami naszych sąsiadów.

Partia ANO miliardera Andreja Babiša znowu zatriumfowała.

O czeskich mężczyznach mówi się, że są specjalistami od piwa, piłki nożnej i polityki. Do tych trzech tradycyjnych cech czeskich mężczyzn przesiadujących w hospodach można dodać jeszcze jedną nową specjalizację – marketing polityczny. Mocne wejście miliardera Andreja Babiša i jego partii ANO do czeskiej polityki przed trzema laty sprawiło, że opinia publiczna doceniła ich profesjonalną kampanię polityczną, którą uważa się za jedno z głównych źródeł sukcesu ANO. Mówiło się i pisało o „marketingowym produkcie bez zawartości” a posiedzenia przy piwie wzbogaciły się o dywagacje i zafascynowanie sztuką „robienia dobrej kampanii”.

Marketing na pewno dobrze się Babišowi przysłużył, ale przyczyny jego sukcesu leżą gdzie indziej. Pomimo mocno konfrontacyjnej retoryki przewodniczącego Babiša, kampanie jego partii są zawsze bardzo stonowane i beztreściowe, z dominacją haseł w stylu „będzie lepiej” czy „chcemy, żeby w Czechach żyło się lepiej”.

Fot. facebook.com/AndrejBabis

Drugie miejsce w 2013 roku z prawie dwudziestoma procentami, za socjaldemokracją, która była liderem sondaży typowanym do samodzielnych rządów, było wielkim sukcesem ANO. Do pełnego sukcesu zabrakło partii ANO kilku miesięcy – gdyby wybory odbyły się w ustawowym terminie, premierem byłby dzisiaj najprawdopodobniej Andrej Babiš. Ale i tak został ministrem finansów, wicepremierem i oficjalnym „współrządzącym”, obok socjaldemokratycznego premiera Sobotki. Od tych wyborów partia, czy raczej firma polityczna Babiša, ANO, nie zatrzymała się w drodze na szczyt. W 2014 roku wygrała wybory samorządowe w całym kraju, w tym również w Pradze, a w miniony weekend zwyciężyła w wyborach do władz krajów. Jeżeli nic im nie przeszkodzi, w przyszłym roku potwierdzą swoją siłę w wyborach parlamentarnych, zyskując jednocześnie kontrolę nad rządem, krajami i samorządami.

Ostatnie wybory do krajów potwierdziły tylko słuszność obranego kierunku. Malejące poparcie dla rządzącej socjaldemokracji oraz związanych z polityką cięć budżetowych z lat 2006-2013 partii prawicowych, przy ciągłym wzroście popularności Andreja Babiša, który nadal potrafi przekonać opinię publiczną (mimo współrządzenia z socjaldemokracją i chadekami), że jest tym, który „zrobi porządek ze starymi układami”. Za zaskakujące możemy uznać brak sukcesu którejś ze skrajnie prawicowych partii, które wydawały się zyskiwać na antyimigracyjnej i islamofobicznej fali (z wyjątkiem odrobinę kuriozalnego projektu japońsko-koreańskiego Czecha Tomia Okamury, któremu udało się wejść do kilku przedstawicielstw krajów).

Jak wyjaśnić, że w państwie z procentowo prawie największą deklarowaną niechęcią wobec muzułmanów i uchodźców skrajna prawica nie jest w stanie wygrzebać się z politycznego marginesu?

Odpowiedź jest prosta, nie oferują oni nic ponadto, co obiecują partie rządzące na czele z liderem ANO Andrejem Babišem.

Trzeba zauważyć, że Andrej Babiš w temacie uchodźców bardzo długo milczał. Dopiero, gdy Angela Merkel zgodziła się przyjąć syryjskich uchodźców, zatrzymanych na Węgrzech, co spowodowało falę krytyki w Czechach, Babiš postanowił wykorzystać te nastroje.

Ale ograniczenie przyczyn jego sukcesów do wykorzystania antyislamskich nastrojów byłoby zbyt wielkim uproszczeniem. Antyimigranckie wypowiedzi dopełniły raczej jego przekaz. Babiš, podobnie jak prezydent Miloš Zeman, stara się prezentować jako lider w walce ze skorumpowanym establishmentem, stojący na straży spokojnego życia poczciwego czeskiego obywatela. Obrona przed islamem jest częścią tej „opieki”, a krytyka napływających uchodźców jest częścią szerszej krytyki niekompetentnych (tym razem) europejskich polityków. Podstawą jego krytyki była zawsze niekompetencja oraz skorumpowanie polityków, a przeciwwagą dla nich – oczywiście sam Andrej Babiš. On jest inny, a dowodem jego kompetencji jest jego odnosząca sukcesy firma Agrofert. Za jego brakiem podatności na korupcję przemawia jego ogromny majątek.

Fot. facebook.com/AndrejBabis

Zachłanny Europejczyk

Babiš wielokrotnie pozytywnie wypowiadał się na temat węgierskiego premiera Viktora Orbana. Nie żeby podzielał jego antyeuropejską postawę (w tym przeszkadzają mu europejskie dotacje, które pozyskuje dla własnej firmy), ale imponuje mu, że Fidesz rządzi samodzielnie i nie musi tracić czasu i energii na zawieranie politycznych kompromisów. Takie same sympatie miał wobec słowackiego premiera Roberta Fico, a przynajmniej do czasu, kiedy polityk ten miał większość w słowackim parlamencie. Wcześniej Babiš wypowiadał się pozytywnie również o Angeli Merkel i wychwalał niemiecki system wsparcia przedsiębiorców. Jeszcze trzy lata temu Czechom bliżej było do niemieckiego dobrobytu niż do węgierskiego autorytaryzmu. Ale czeski obraz Zachodu uległ zmianie w ciągu ostatnich lat. Dobrobyt i demokracja zostały zastąpione przez wszechobecny islamski terroryzm i getta, w których czai się niebezpieczeństwo. Babiš ma do EU pragmatyczne podejście: „dostajemy od nich pieniądze, więc członkostwo nam się opłaca”. Idealistyczne uniesienia na „Europą” są mu obce, spokojnie krytykuje oderwanych od rzeczywistości idiotów z Brukseli, dbając jednocześnie o napływ europieniędzy. Taka postawa pozwala mu z czystym sumieniem krytykować zarówno proeuropejskie, jak i antyeuropejskie postawy.

Podobnie pragmatyczne stanowisko zajmuje wobec komunistycznej przeszłości oraz „dzikiego kapitalizmu lat dziewięćdziesiątych”. Nigdy nie udało mu się całkowicie oczyścić z podejrzeń o współpracę z tajnymi komunistycznymi służbami, tak jak nie do końca jest jasne pochodzenie jego majątku, którego dorobił się w latach dziewięćdziesiątych. Paradoksalnie nie przynosi mu to szkody. Ideologiczny antykomunizm jest mu obcy, w kampanii w 2013 roku chwalił pewne elementy komunistycznego reżimu, jednocześnie poprzez swoje wejście do polityki chciał udaremnić powrót komunistów do władzy. Krytykował czasy mafijnego kapitalizmu lat dziewięćdziesiątych, kiedy sam stał się miliarderem, ale jednocześnie wychwala czeskich przedsiębiorców, którzy, podobnie jak on, dorobili się fortun w tamtych czasach. Wreszcie, podobnie jest z jego stosunkiem do demokracji. Nie jest jej ideologicznym wrogiem, pojmuje ją jako zbiór formalnych reguł, do których trzeba się w pewnym stopniu stosować, przy czym w interesie podejmowania działań nie należy z tą demokracją przesadzać.

Jedna wielka kapitalistyczna rodzina

Bezpośrednio po wyborach do krajów swoją wizję sprawowania władzy przedstawił Babiš w rozmowie dla czeskiego radia: „chcę, żeby Czechy były jak jedna wielka rodzinna firma”. Właściwie było to rozwinięcie i doprecyzowanie jednego z jego nieoficjalnych haseł z kampanii wyborczej z 2013 roku, aby „zarządzać państwem jak firmą”. I też w rzeczywistości wydaje się, że rządzi państwem jak jedną ze swoich firm. Skonsolidowany zysk jego holdingu Agrofert w roku 2015 wzrósł z 6,1 miliarda do 8,7 miliard koron, a sam Babiš jest według magazyny Forbes drugim najbogatszym Czechem. Jego majątek w ciągu roku wzrósł o 6 miliardów. Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) bada obecnie przebieg przyznania dotacji na Babišowy resort wypoczynkowy Čapí hnízdo. OLAF sprawdza również, czy Babiš nie kontroluje przyznawania dotacji dla swojej firmy Agrofert, do czego jako minister finansów ma całkiem niezłe narzędzia.

W europejskich i światowych mediach często pisze się, że Babiš jest czeskim Berlusconim lub Trumpem. Porównanie do Berlusconiego nie jest bezpodstawne, ponieważ tuż przed wyborami w 2013 roku Babiš posiadał w swoich rękach prawie jedną trzecią z najważniejszych czeskich mediów. Natomiast jedna rzecz zdecydowanie odróżnia Babiša od Berlusconiego i Trumpa – Babiš nie epatuje ekscentrycznym stylem życia, wręcz przeciwnie, stylizuje się na ascetycznego pracoholika, który poświęca siebie na rzecz państwa, tak jak wcześniej poświęcał się dla dobra swojej firmy. Prezentuje się jako prosty, wstrzemięźliwy i poważny człowiek, który nie certoli się i nie traci czasu na bezproduktywne gadanie. I to jest twarz Babiša, która najbardziej imponuje czeskiemu wyborcy.

„Zwierzęta nie kłamią, nie kradną i są szczere. Tradycyjni politycy mają zupełnie odwrotnie. Szczególnie teraz, w kampanii wyborczej“ – napisał Babiš na swoim facebooku

Jest on reprezentantem niepolitycznej polityki, która powstała po 1989 roku w reakcji na autorytarny reżim komunistyczny. Babiš całkiem naturalnie wykorzystuje wszechobecne przekonanie, że polityka to bagno, gdzie niemoralne jednostki dążą jedynie do wzbogacenia się. Nie oszukujmy się – ostatnich dwadzieścia pięć lat dostarczyło wyborcom wystarczająco dużo dowodów, że to prawda.

**
Jan Bělíček i Pavel Šplíchal są autorami progresywnego czeskiego dziennika A2larm.cz oraz regularnymi korespondentami anglojęzycznego wydania Krytyki Politycznej, PoliticalCritique.org.

Tłum. Vendula Czabak.

PIKETTY-JAK-URATOWAC-EUROPE

 

 **Dziennik Opinii nr 291/2016 (1491)

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.