Świat

Popęda: Nie ma czym oddychać

Hasło „Nie mogę oddychać” stało się nowym „I love New York”, promowanym przez celebrytów i zwykłych mieszkańców, starych i młodych.

W kwietniu 2014 roku nowojorska policja zachęcała mieszkańców miasta, żeby podzielili się swoimi wspomnieniami z pozytywnych interakcji z policją. Kampania #myNYPD okazała się kompletnym niewypałem – ludzie zaczęli masowo zamieszczać zdjęcia z agresywnych aresztowań. Twarze wduszone w maski samochodów, przerażenie i ból. W Nowym Jorku osiemdziesiąt procent czarnych mężczyzn między szesnastym a dwudziestym czwartym rokiem życia było przynajmniej raz zatrzymanych bez policję bez powodu (na zaledwie dziesięć procent białych).

Wraz ze zmianą burmistrza na początku roku NYPD miało zarzucić rasistowskiej praktyki typu stop-and-frisk. Od dłuższego czasu dyskutuje się także o nadaktywności policji w prowadzonej od lat 70. wojnie z narkotykami (war on drugs) i skutkującej prześladowaniami muzułmańskiej społeczności wojnie z terroryzmem (war on terror) – obu wymierzonych w kolorowych i biednych.

W lipcu 2014 na Staten Island zginął czarnoskóry Eric Garner, zatrzymany za rzekome sprzedawanie nieopodatkowanych papierosów. Nie był uzbrojony. Zmarł w wyniku ucisku na gardło, które zdaniem większości można nazwać zaduszeniem. Lekarz sądowy zdefiniował je jako zabójstwo. Przed śmiercią Garner jedenaście razy powiedział: „Nie mogę oddychać”. Nie doczekał się reakcji ze strony oficerów. Całe zdarzenie jest zarejestrowanie na filmie. 

W sierpniu 2014 doszło do słynnych wydarzeń w Ferguson. Nadal nie ustalono przebiegu wypadków, w wyniku których policja zastrzeliła nieuzbrojonego Michaela Browna, co z kolei rozpoczęło zamieszki wśród lokalnej ludności. Brown i mieszkańcy Ferguson to w większości Afroamerykanie, podczas gdy władze i policja niemal w całości reprezentują białą mniejszość.

Brutalność policji w Ferguson, uzbrojonej po zęby, jakby przyjechała się bić z Al-Kaidą, rozpoczęła wielką narodową dyskusję nad rolą, zakresem obowiązków i praktykami policji w Stanach Zjednoczonych.

Jak wiemy z amerykańskich filmów, choć może nie do końca sobie to uświadamiamy, wizerunek policji w Stanach Zjednoczonych jest tradycyjnie pozytywny. Dla wielu Amerykanów bycie żołnierzem, policjantem i strażakiem to trzy najbardziej zasługujące na respekt profesje. Wsadzenie policjanta do więzienia za zabójstwo na służbie jest praktycznie nie do przeprowadzenia i chociaż dramatycznych wypadków jest zastraszająco dużo (co nie powinno dziwić w kraju, gdzie broń praktycznie leży na ulicy), większość z nich jest skutecznie i konsekwentnie wyciszana. Po Ferguson było inaczej: wydarzenia dały początek ruchom takim jak Ferguson Action, w większości zorganizowanym i całkowicie pokojowym.

24 listopada sąd uniewinnił Darrena Wilsona, oficera, który zastrzelił Michaela Browna. Nie było nagrania, a zeznania zbyt wielu świadków były sprzeczne. 3 grudnia bieżącego roku sąd uniewinnił Daniela Pantaleo, oficera odpowiedzialnego (?) za śmierć Erica Garnera. I tu chyba zdziwili się wszyscy, którzy obejrzeli nagranie ze zdarzeń i zgadzają się, że policja mocno przesadziła w reakcji. Od początku grudnia Nowy Jork stał się sceną masowych protestów, a hasło „Nie mogę oddychać” stało się nowym „I love New York”, promowanym przez celebrytów i zwykłych mieszkanców, starych i młodych, walczących o konkretne reformy w policyjnym systemie. Organizacje takie jakie jak Black Lives Matter. Justice League NYC i Community United for Police Reform zaczęły być naprawdę widoczne. Za sobą miały autorytet byłego prokuratora generalnego Erica Holdera i poparcie nowego burmistrza Nowego Jorku, Billa de Blasio. Rada Miasta rozpoczęła nawet wstępne rozmowy dotyczące reform. Jednak kilka dni temu klimat w Nowym Jorku zmienił się raptownie. 

20 grudnia czarnoskóry Ismaaiyl Brinsley zastrzelił dwóch policjantów siedzących w policyjnym wozie na Brooklynie. Kilka godzin wcześniej napisał o swoim planie na Instagramie – ogłosił, że robi to w imieniu Michaela Browna i Erica Garnera. Po zabójstwie policjantów poszedł do najbliższej stacji metra, gdzie popełnił samobójstwo. Na swoim koncie miał dziewiętnaście aresztowań i historię nieleczonej choroby umysłowej.

Wkrótce po tych wydarzeniach Patrick Lynch, przewodniczący nowojorskiego związku zawodowego policjantów (paradoksalnie, chyba jedynego potężnego związku zawodowego w Ameryce), stwierdził, że za śmierć policjantów odpowiadają burmistrz i Rada Miasta. Tak właśnie, według Lyncha, kończy się tolerancja dla publicznej krytyki pod adresem policji. Lynch wezwał burmistrza do zakazania dalszych manifestacji. Podobnego zdania są były burmistrz Nowego Jorku, Rudy Giuliani, i były gubernator stanu, George Pataki – obaj znani z konserwatywnych poglądów.

De Blasio poprosił organizatorów protestów, żeby ich zaprzestali, dopóki dwaj oficerowie nie zostaną pochowani. Jednak wielu mieszkańców NY nie zgadza się z nim i nadal wychodzi na ulice, twierdząc, że tragiczne wydarzenia z 20 grudnia niczego nie zmieniają i nie powinny wstrzymać koniecznych reform.

Niektórzy traktują to wręcz jako czas próby. Ich zdaniem przykład Ismaaiyla Brinsleya dowodzi tylko tego, jak łatwy dostęp do broni w Ameryce mają osoby umysłowo chore. Broń użyta przez Brinsleya pochodzi najprawdopodobniej z jednego z południowych stanów, gdzie nie trzeba sprawdzać klienta przy tzw. sprzedaży wtórnej. Taka weryfikacja z pewnością wykazałaby historię aresztowań Brinsleya i zapobiegłaby tragedii.

Od 20 grudnia NYPD otworzyło czterdzieści spraw dotyczących gróźb pod swoim adresem. Dotychczas aresztowano sześć osób, w większości zamieszczających pogróżki pod adresem policji na Facebooku. Aresztowano też mężczyznę, który fałszywie zaalarmował policję, że w drodze do nich są bandyci gotowi ich pozabijać.

Bio

Agata Popęda

| Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w Waszyngtonie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.