Świat

Bardzo długi marsz powrotu

Mural w Betlejem (Zachodni Brzeg). Fot. Dalia Mikulska

W 2013 roku raport UNRWA ostrzegał, że jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie do 2020 roku, Gaza może stać się miejscem, w którym życie praktycznie nie będzie możliwe. Palestyńczycy pytają jednak smutno: a czy Gaza nie jest takim miejscem już teraz? Dalia Mikulska pisze, jak dziś wygląda życie w Strefie Gazy.

Choć zwieńczeniem trwających w Strefie Gazy protestów miał być 15 maja, czyli dzień Nakby (katastrofy), jak Arabowie określają powstanie Izraela, brutalna reakcja tego państwa dołożyła tylko kolejnych kamieni do palestyńskiej szali goryczy. Palestyńczycy demonstrujący pod hasłem Wielkiego Marszu Powrotu domagają się zniesienia blokady Gazy i prawa do powrotu do znajdujących się na terenie Izraela domów, które ich przodkowie zmuszeni byli opuścić w 1948 roku, wraz z powstaniem państwa Izrael.

Izrael wygrał, Izrael przegrał

czytaj także

Na początku września oliwy do płonącego od 30 marca ognia dolał po raz kolejny Donald Trump, zapowiadając wycofanie wsparcia, jakiego do tej pory Stany Zjednoczone udzielały Agendzie Narodów Zjednoczonych dla Pomocy Palestyńskim Uchodźcom na Bliskim Wschodzie (UNRWA). Środki, którymi dysponuje ta organizacja, pochodzą niemal wyłącznie z dobrowolnych wpłat państw członkowskich ONZ. Jak dotąd jej głównym sponsorem były Stany Zjednoczone. A pomoc z zewnątrz jest dla funkcjonowania oblężonej Gazy niezbędna.

Getto Gaza

Strefa Gazy to obszar o najgęstszym zaludnieniu na Bliskim Wschodzie – zajmuje zaledwie 365 kilometrów kwadratowych, a mieszkają tam blisko 2 miliony ludzi. Około 70% z nich to uchodźcy i potomkowie uchodźców z miejsc, które według współczesnych map należą do Izraela, lecz przez samych Palestyńczyków określane są częściej mianem „historycznej Palestyny” czy też „Palestyny z czterdziestego ósmego”. Kolejne pokolenia dorastają w obozach dla uchodźców, które dziś przypominają raczej zatłoczone slumsy, a w ich świadomości od 70 lat pielęgnowana jest tożsamość wypędzonych ze swojej ziemi uchodźców. Pytani, skąd pochodzą, nawet najmłodsi nie podadzą nazwy obozu, ale miasta, z którego ich dziadkowie zmuszeni byli uciec, gdy w wyniku wysiedleń kilkaset miasteczek i wiosek arabskich zniknęło z powierzchni ziemi, by na ich miejscu mogły powstać izraelskie miejscowości.

Choć protesty rozpoczęły się pod hasłem „Wielkiego Marszu Powrotu”, stłoczeni na tym skrawku ziemi uchodźcy i ich potomkowie nie tylko o powrocie, ale nawet o zobaczeniu na własne oczy ziemi swoich przodków mogą jedynie marzyć. W 1994 roku drogę zagrodził im wybudowany przez Izrael monumentalny mur, biegnący wzdłuż całej granicy lądowej. Wprowadzone na początku lat 90. ograniczenia Izrael dodatkowo zaostrzył w czerwcu 2007 roku w reakcji na przejęcie władzy w Gazie przez Hamas. Rozpoczęła się blokada, ograniczająca mieszkańcom Gazy przemieszczanie się zarówno drogą lądową, jak i morską, a także dostęp do towarów, usług i opieki medycznej.

Izraelski mur oddzielający Strefę Gazy z zaznaczonymi przejściami. Grafika: OCHA
Izraelski mur oddzielający Strefę Gazy z zaznaczonymi przejściami. Grafika: OCHA

Od czasu rozpoczęcia blokady Gazy eksport i import towarów na jej teren obwarowany jest ścisłymi restrykcjami. W teorii nie można tam sprowadzać wyrobów o podwójnym zastosowaniu – cywilnym i wojskowym, w tym również części, które mogłyby zostać wykorzystane w przemyśle zbrojeniowym. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że w praktyce klauzula ta jest dowolnie, często bardzo szeroko interpretowana, przyczyniając się między innymi do ogromnych braków w wyposażeniu szpitali. To dlatego mieszkańcy Gazy w dużym stopniu są zależni od służby zdrowia poza jej terytorium – we wschodniej Jerozolimie, na Zachodnim Brzegu Jordanu, a także w Izraelu. By jednak dotrzeć tam, gdzie mogliby uzyskać specjalistyczną pomoc, potrzebują izraelskich  przepustek.

Smoleński: Strefa Gazy bez wyjścia

Spośród sześciu przecinających mur posterunków kontrolnych połowa od kilku lat jest całkowicie zamknięta. Jedno z pozostałych trzech przejść, kontrolowane przez Egipt przejście w Rafah, otwierane jest tylko w niektóre dni – przez cały 2017 rok Egipt otworzył je na zaledwie 36 dni, a w bieżącym roku – jak dotąd na 88. Choć z uwagi na długotrwałe kontrole bezpieczeństwa przekroczenie Rafy może zająć wiele godzin, a otwarcie czy zamknięcie przejścia zależy wyłącznie od arbitralnej decyzji Egiptu, opuszczenie Gazy drogą egipską jest dla wielu Palestyńczyków jedyną możliwością.

Na teren Izraela (a także okupowanego Zachodniego Brzegu Jordanu i Jerozolimy) wiodą położone na południowym-wschodzie Gazy przejście Karem Shalom oraz Erez na północy. Karem Shalom przeznaczone jest do transportu dóbr, a w ramach zbiorowej kary za przygraniczne protesty było w ostatnim czasie zamknięte. Aby przekroczyć Erez, trzeba zdobyć przepustkę, wydawaną przez izraelskie władze jedynie osobom należącym do określonych kategorii. Mogą się o nie ubiegać biznesmeni, chorzy wymagający specjalistycznego leczenia, którego nie można uzyskać w Gazie (takiego jak radioterapia, całkowicie tam niedostępna) czy ci, których członek najbliższej rodziny żyjący poza Strefą Gazy znajduje się na łożu śmierci. W każdym przypadku muszą się jednak liczyć z ryzykiem odmowy. Dzieci, które za zgodą Izraela są operowane w Jerozolimie czy na Zachodnim Brzegu, często opuszczają Gazę w towarzystwie dziadków lub dalszych krewnych, bo ich rodzice nie otrzymują zgody na wyjazd.

Wnioski o zgodę na przejazd pacjentów przez Izrael. Grafika: OCHA
Wnioski o zgodę na przejazd pacjentów przez Izrael. Grafika: OCHA

Według Ministra Obrony Izraela, bariera ochronna – jak Izrael określa mur – ma służyć ochronie przed atakami ze strony Hamasu. Jednak trwająca od 2007 roku blokada, która powoduje, że blisko dwa miliony ludzi zamknięte są na niewielkim kawałku ziemi, ma przede wszystkim katastrofalne skutki dla ludności cywilnej. Jak mówi Catherine Cook, przedstawicielka Biura Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (OCHA), ludność Gazy cierpi z powodu braku bezpieczeństwa żywnościowego. Zamieszkujących ten teren Palestyńczyków bardzo często nie stać na zakup żywności, polegają więc na dostarczanej im pomocy humanitarnej. Według danych gromadzonych przez OCHA, ponad połowa ludności Gazy żyje poniżej granicy ubóstwa.

Ograniczone są nawet dostawy energii elektrycznej. W 2016 roku mieszkańcy Gazy, a także położone na jej terenie szpitale i inne instytucje miały do niej dostęp przez 12 godzin na dobę. Obecnie zaledwie przez cztery do pięciu godzin.

Dzienne dostawy energii elektrycznej w Strefie Gazy, w godzinach. Grafika: OCHA

– Palestyńczycy mają ogromne zdolności adaptowania się do sytuacji, w której zmuszeni są żyć – mówi  Issam Younis z organizacji pozarządowej Al Mezan. – Mamy swoje sposoby: gdy na Zachodnim Brzegu drogę zagradzają nam posterunki kontrolne, staramy się znaleźć inne trasy, by je ominąć. Kiedy w Gazie brakuje energii elektrycznej, szukamy innych źródeł prądu, używamy generatorów i energii słonecznej. To jednak nie jest rozwiązanie. Nie leczymy problemu, tylko jego skutki.

Już w 2013 r. sporządzony przez UNRWA raport ostrzegał, że jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie do 2020 roku, Gaza może stać się miejscem, w którym życie praktycznie nie będzie możliwe. Palestyńczycy pytają jednak smutno: a czy Gaza nie jest takim miejscem już teraz?

Spirala przemocy

Tylko 14 maja w przygranicznych protestach zginęło 57 osób, a 1114 zostało rannych w wyniku użycia przez Izrael ostrej amunicji. Strzały padające w stronę demonstrantów dodatkowo uwidoczniły ich dramatyczne położenie. Na skutek blokady w szpitalach na terenie Gazy brakowało wyposażenia od lat, tym razem jednak liczba rannych znacząco przekroczyła nadwątlone możliwości służby zdrowia tej oblężonej enklawy. Brakowało podstawowych leków – antybiotyków, środków przeciwbólowych i znieczulających, stabilizatorów do złamanych kończyn, środków antyseptycznych i dezynfekujących czy szwów niezbędnych przy przeprowadzaniu operacji. Brakowało także miejsc na salach operacyjnych. Cytowany w raporcie izraelskiej organizacji Physicians for Human Rights Izrael (PHRI) doktor Youssef Aqad, dyrektor szpitala w Khan Younis opowiada, że personel jego szpitala zmuszony był do przeprowadzania jednocześnie dwóch operacji na tej samej sali. Szpital wyposażony jest w dziewięć sal operacyjnych, a w ciągu jednej nocy przeprowadzono tam aż 42 operacje.

Zestawienie obrażeń odniesionych przez Palestyńczyków. Grafika: OCHA

Gdy już wszystkie stoły operacyjne w szpitalu Al-Nasser były zajęte, przyniesiono łóżka, biurka i inne meble, na których dało się przeprowadzić zabieg chirurgiczny. Na sali przeznaczonej dla jednego pacjenta operowano jednocześnie dwóch. Jak opowiada doktor Salim Saker w raporcie PHRI, gdy on sam był w trakcie operacji, na tej samej sali otwierano ranę u drugiego pacjenta, aby za chwilę mógł się nim zająć, zostawiając w tym czasie pierwszego. Zdawał sobie sprawę, że stwarza to duże ryzyko infekcji, nie miał jednak wielkiego wyboru. Choć w normalnych warunkach byłoby to niedozwolone, personel szpitalny zmuszony był też do ponownego stosowania używanego sprzętu, wielokrotnie dezynfekując narzędzia jednorazowego użytku.

Zbyt dużo czasu zajmowało transportowanie rannych do szpitali, a później zbyt długo czekali oni na pomoc medyczną. Skutkiem tego była konieczność amputacji kończyn u pacjentów, u których doszło do uszkodzenia naczyń krwionośnych, a w efekcie obumarcia kończyn, zanim udzielono im pomocy.

Według danych gromadzonych przez OCHA od początku protestów śmierć poniosło już 182 Palestyńczyków i jeden izraelski żołnierz. Rany i obrażenia odniosło natomiast 19 690 Palestyńczyków i 37 Izraelczyków. Obecne wydarzenia są już nazywane najbardziej krwawą kartą w historii tego miejsca od zakończenia wojny w 2014 roku.

Zestawienie zabitych i rannych w Palestynie i w Izraelu. Grafika: OCHA

Izraelska pamięć

Bez względu na upływ lat i geopolityczne przemiany, od izraelskich ścian wciąż odbijają się echa Holocaustu. Nawet w środku tygodnia jerozolimskie Yad Vashem, czyli Muzeum Historii Holocaustu, oblegają tłumy zwiedzających. Można tam spędzić wiele godzin, poznając nie tylko liczby, ale także osobiste historie, świadectwa tych, którzy przetrwali Zagładę, pochylając się nad losem byłych mieszkańców gett czy więźniów obozów koncentracyjnych. Niegdyś zalęknionych ofiar lub dzielnych bohaterów, którzy znaleźli się w samym centrum wielkiej historii, a dziś – jeśli wciąż żyją – starszych ludzi, którym pozostała już głównie pamięć.

Silny, kolonizujący Izrael jako zaprzeczenie słabego Żyda z getta

Gdy izraelski przewodnik kończy oprowadzanie grupy zagranicznych turystów, stojąc naprzeciw nich na zewnątrz budynku muzeum, na wzgórzu, z którego rozpościera się widok na jerozolimskie lasy, podsumowuje kilkugodzinne zwiedzanie słowami:

– Mieliście okazję poznać historię prześladowań Żydów w Europie, które apogeum osiągnęły podczas II wojny światowej wraz z utworzeniem obozów Zagłady. Usłyszeliście o krzywdach jakie nas spotkały – o gettach i obozach koncentracyjnych. Mam nadzieję, że po tym co zobaczyliście, lepiej zrozumiecie to, co przechodzi obecnie nasz naród w Izraelu. Dziś, gdy po raz kolejny jesteśmy atakowani na granicy z Gazą, musimy się bronić przed tymi, którzy chcą nas zniszczyć.

Mural w Betlejem (Zachodni Brzeg). Fot. Dalia Mikulska
Mural w Betlejem (Zachodni Brzeg). Fot. Dalia Mikulska

**
Dalia Mikulska – z wykształcenia prawniczka, z zawodu pracowniczka humanitarna. Pracowała z południowo-wschodniej Turcji, Libanie, RPA, Etiopii, a w chwili obecnej na wschodzie Ukrainy. Zafascynowana światem, we wszystkich jego odcieniach i barwach.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.