Świat

Sport, modlitwa i indoktrynacja. Na antyaborcyjnym obozie w Kolumbii

Dziesięć lat po częściowym złagodzeniu bezwzględnego zakazu aborcji władzę w Kolumbii sprawuje nowy, konserwatywny i religijny rząd. Tymczasem ugrupowania dążące do przywrócenia tego zakazu są coraz lepiej skoordynowane i coraz ambitniejsze. Teraz do udziału w walce rekrutują nastolatków.

Choose Life Colombia to religijny ruch antyaborcyjny, ściśle związany z międzynarodową siecią 40 Days for Life (40 Dni dla Życia). Od 2017 roku organizacja prowadzi obozy młodzieżowe łączące sporty ekstremalne ze skrajną retoryką anti-choice, na których szkoli się nastolatków, jak prowadzić kampanie przeciwko prawom reprodukcyjnym kobiet. Choose Life to nowe oblicze coraz śmielej poczynających sobie antyaborcyjnych ugrupowań w Kolumbii, które sprzeciwiają się podjętej przez rząd w 2006 roku decyzji o złagodzeniu restrykcji dotyczących aborcji. Organizacja należy również do tzw. ola celeste, „niebieskiej fali” antyaborcyjnego aktywizmu, który narodził się w Argentynie i rozprzestrzenia w całej Ameryce Łacińskiej.


We wrześniu ubiegłego roku, wraz z blisko trzydziestoma innymi osobami w wieku od piętnastu do dwudziestu dwóch lat, miałam okazję uczestniczyć w jednym z takich dwudniowych obozów, zorganizowanym w górzystym regionie La Mesa, dwie godziny jazdy od Bogoty.

Powitali nas organizatorzy – wszyscy w identycznych niebieskich swetrach – w kościele o 6.30 rano, gdzie wzięliśmy udział w niedzielnej mszy przed wyruszeniem w trasę.

Fot. Choose Life Colombia, Facebook

Otoczony wiecznie zielonymi wzgórzami obóz znajdował się w parku sportów ekstremalnych, który wyglądał jak idealne miejsce na szkolną wycieczkę lub dzień pełen przygód – czekały tu tory przeszkód, ścianki do wspinaczki i rappellingu. Oprócz tych atrakcji program obozu obejmował też godzinne pogadanki o aborcji, nazywanej tu „symptomem zglobalizowanej kultury śmierci”.

Obozem kierowała Melisa Castro, dwudziestoletnia studentka kulturoznawstwa na prestiżowym Uniwersytecie Andyjskim. W prezentacji zatytułowanej Obrona życia potępiła „kulturę aborcji” i oskarżyła dwie najbardziej znane kolumbijskie organizacje pozarządowe zajmujące się prawami reprodukcyjnymi, Profamilia i Oriéntame, o „czerpanie korzyści ze śmierci”.

Kiedy szalejąca burza spowodowała przerwę w dostawie prądu, poproszono nas, żebyśmy położyli się na podłodze, zamknęli oczy i posłuchali nagrania, na którym głos należący do „płodu” z meksykańskim akcentem opowiadał o własnej aborcji: „Mamusiu! Bardzo cię kocham. Nie rozumiem, dlaczego jesteś taka smutna i dlaczego ciągle kłócisz się z tatusiem”. Nagranie trwało dziesięć minut. „Mamusiu, dlaczego leżysz w łóżku? Jest dopiero druga po południu” – po czym z głośnika dobiegł krzyk: „Mamusiu, co oni robią w moim domu? Odrywają mi rączki! Powiedz im, żeby przestali, mamusiu!”.

Krzyk nagle się urwał, co najwyraźniej miało oznaczać, że aborcja dobiegła końca. Po długiej ciszy ten sam niepokojący głos odezwał się znowu, kończąc nagranie przejmującymi słowami: „Mamusiu, to już siedemnaście lat… ale nadal cię kocham i czekam na dzień, kiedy się znowu spotkamy”. Wtedy rozdano nam kartki papieru, na których mieliśmy ćwiczyć pisanie listów do kobiet, tak jakbyśmy uczestniczyli w kampanii „40 Days for Life” pod klinikami Oriéntame.

Do 2006 roku aborcja w Kolumbii była nielegalna, a prawo nie przewidywało żadnych wyjątków. Po zmianie przepisów jest dozwolona, jeśli ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, w tym dla jej stanu psychicznego, jeśli płód ma poważne wady rozwojowe lub w przypadku, gdy do zapłodnienia doszło w wyniku gwałtu lub kazirodztwa. Według oficjalnych danych w Bogocie w latach 2006–2013 przeprowadzono 16 947 legalnych aborcji.

Legalne aborcje w Polsce – ile ich jest?

Na tle innych państw w Ameryce Łacińskiej, gdzie prawa reprodukcyjne kobiet są drastycznie ograniczone, Kolumbia jawi się jako jeden z bardziej postępowych krajów pod względem dostępu do legalnej aborcji. Jednak religijne i ultrakonserwatywne ruchy od lat zabiegają o zaostrzenie przepisów. Organizacja Choose Life koncentruje się na młodzieży, wykorzystując do tego celu swoje międzynarodowe kontakty.

Na obóz Choose Life trafiłam przez Daniela Garcíę, pogodnego dwudziestoparolatka. García, absolwent studiów inżynierskich, działa w ruchu od ponad czterech lat, bo – jak mówi – zobowiązał się  podążać „drogą Boga”.

Za udział zapłaciłam 230 tysięcy kolumbijskich pesos (równowartość ok. 280 złotych – przyp. tłum.), czyli około jednej trzeciej miesięcznej płacy minimalnej. Poprosiłam o pokwitowanie, ale García nie mógł go wystawić. „Nie mamy osobowości prawnej, więc na razie działamy dość nieformalnie” – powiedział, choć  jego ugrupowanie zaczęło organizować wyjazdy dla młodzieży już w 2017 roku, a „mój” obóz był czwarty z kolei. Przez znajomego z drukarni załatwił mi natomiast pokwitowanie za zupełnie inną transakcję, przez co nie miałam żadnego dowodu na to, że zapłaciłam za udział w obozie. Paragon za fikcyjną usługę drukarską kosztował mnie  dodatkowe 40 tysięcy pesos.

Aborcja bez tłumaczeń i bez wstydu [rozmowa z Karoliną Więckiewicz]

García opisał bliskie związki Choose Life Colombia z siecią 40 Days for Life, która sama siebie nazywa „największą międzynarodową mobilizacją pro-life w historii, pomagającą lokalnym społecznościom położyć kres bezprawiu aborcji”. Sieć zawiązała się w Teksasie w 2004 roku i stała się znana z organizowania spotkań modlitewnych pod klinikami. Obecnie zrzesza grupy w ponad dwudziestu krajach. García powiedział mi, że kiedy natknął się na działaczy 40 Days for Life, wiedział, że właśnie „na coś takiego czeka”. Wcześniej prowadził antyaborcyjnego bloga, ale czuł się bezradny i bierny.

Ruch 40 Days for Life trafił do Kolumbii trzy lata temu za sprawą Danelii Cardony, lekarki, która wcześniej mieszkała w Wielkiej Brytanii. Z Bogoty rozprzestrzenił się już do dwudziestu sześciu miast, a czuwania modlitewne odbywają się regularnie przed klinikami w całym kraju. Organizacja nawiązała sojusze z innymi ugrupowaniami antyaborcyjnymi, takimi jak Choose Life Colombia.

García wyjaśnił, że wolontariusze 40 Days for Life „modlą się” o misję Choose Life Colombia i kierują do grupy nowych członków. W zamian Choose Life Colombia uczestniczy w ich czuwaniach i prowadzi warsztaty dla sieci.

Role-playing i dezinformacja

Kluczowym tematem naszego pobytu na obozie było ćwiczenie metod zniechęcania kobiet do aborcji. Po skończonej prezentacji Castro rozdała niebieskie apaszki, jakie noszą działacze ola celeste w Ameryce Łacińskiej, i plakaty z hasłem „Potrzebujemy cię”, które sama wykonała. Obozowicze nałożyli apaszki i zostali podzieleni na grupy. W mojej drużynie znalazły się trzy młode dziewczyny, z których najmłodsza miała zaledwie piętnaście lat. Miałyśmy odegrać scenkę polegającą na tym, że próbujemy przekonać hipotetyczną dwudziestolatkę, która zaszła w ciążę w wyniku gwałtu, by nie dokonywała aborcji. Innym grupom przydzielono inne scenariusze, ale cel był zawsze ten sam: przekonać kobiety, żeby nie korzystały ze swoich praw reprodukcyjnych.

Aborcja to wybór [rozmowa]

czytaj także

Później tego samego dnia Juan Carrasquilla, kolejny aktywista Choose Life, wygłosił referat, w którym błędnie –  ale najwyraźniej rozmyślnie – przytaczał statystyki organizacji pro-choice Oriéntame, twierdząc, że spośród 250 kobiet i dziewcząt skierowanych do niej na konsultację w sprawie ewentualnej adopcji 236 zdecydowało się na przerwanie ciąży.

Rozmawiałam potem na temat tych danych z Marią Vivas, dyrektorką Oriéntame. „Przywykliśmy już do tego typu dezinformacji – powiedziała mi. – Oni manipulują danymi”. Jak wyjaśniła Vivas, fakt, że czternaście kobiet i dziewcząt pomyślnie zakończyło proces adopcyjny, nie oznacza, że pozostałe 236, które brały pod uwagę aborcję, zdecydowało się na nią.

„Teorie spiskowe to ich chleb powszedni” – dodała, odwołując się do innego rozpowszechnianego na obozie twierdzenia, według którego kliniki przeprowadzające aborcje sprzedają tkanki płodowe „korporacjom produkującym kremy do makijażu i inne kosmetyki”. Jak wyjaśniła Vivas, aktywiści antyaborcyjni „mają obsesję na punkcie tego, że płody nie otrzymują «chrześcijańskiego» pochówku”.

Fot. Choose Life Colombia, Facebook

Kolumbijczycy coraz częściej słyszą takie „teorie” nie tylko od działaczy antyaborcyjnych, ale także od wpływowych postaci życia publicznego i politycznego, w tym od niezwykle popularnego w kraju byłego prezydenta, Alvaro Uribe Véleza. W tym samym tygodniu, kiedy odbywał się obóz Choose Life, Vélez wystosował list otwarty do Cristiny Pardo – sędzi Trybunału Konstytucyjnego otwarcie popierającej ruch anti-choice –  w którym protestował przeciwko „komercjalizacji tych, którzy stracili życie w wyniku aborcji”.

Edwin Danilo Sonza, jeden z wolontariuszy Choose Life, jest jednocześnie koordynatorem do spraw młodzieży u Marca Fidela Ramireza. W 2016 roku Ramirez został wybrany na radnego Bogoty, stając się tym samym członkiem najwyższych władz administracyjnych stolicy.

Płakaliśmy, ściskaliśmy się i wiwatowaliśmy. Wydawało się, że cały świat walczy o zniesienie ósmej poprawki

Ramirez, który wcześniej dwukrotnie poniósł klęskę w wyborach, powiedział mi, że tym zwycięstwem jego „elektorat nagrodził go” za zajęcie stanowiska „przeciwko aborcji, w obronie rodziny, przeciwko ideologii gender (…) i przeciwko straszliwej laicyzacji, która pustoszy wartości naszego społeczeństwa”.

Tego samego dnia, kiedy rano spotkałam się z Ramirezem, natknęłam się też na Sonzę, który powiedział mi, że chciałby kiedyś wejść do lokalnego samorządu. Nosił na nadgarstku taką samą bransoletkę Choose Life, jaką dostałam w obozie, i właśnie wracał z protestu pod stołeczną siedzibą Trybunału Konstytucyjnego, na którym spotkał się z działaczami ruchu. Tonem kazania, w którym pobrzmiewało wieloletnie doświadczenie protestanckiego pastora, oświadczył: „Wszystkie nasze problemy społeczne: wzajemna niechęć, gorycz, przemoc, destrukcja, niezadowolenie, narkomania i tak dalej, biorą się właśnie ze zniszczenia rodziny”.

Ramirez jest zapalonym orędownikiem „klauzuli sumienia”, umożliwiającej lekarzom odmowę wykonania aborcji. Poparł również publicznie przyjazd do Ameryki Łacińskiej tak zwanego „autobusu nienawiści”, należącego do ultrakonserwatywnej hiszpańskiej grupy CitizenGO, który w 2017 roku objechał kolumbijskie miasta ze sloganami przeciwko osobom transpłciowym.

Żołnierze Boga poszli na wojnę

czytaj także

Żołnierze Boga poszli na wojnę

Magdalena Bazylewicz

W styczniu Ramirez wydał nową książkę Los Que Transforman El Mundo (Ci, którzy przekształcają świat) – ukazała się nakładem oficyny Panamerica, największego wydawnictwa w Kolumbii. „Moja książka wyjaśnia, jak chrześcijański przywódca może bronić swojej wiary i odczytywać jej przesłanie w taki sposób, żeby znalazło ono miejsce w codziennym życiu miasta i kraju, w prawodawstwie i normach – mówi. – Już dziś w wielu państwach działają przywódcy, którzy bronią życia i rodziny (…). Jesteśmy coraz bliżej siebie, bo tego potrzebujemy. Wielka przyszłość tego strategicznego sojuszu jest na wyciągnięcie ręki”. Ramirez, który w ubiegłym roku brał również udział w wyścigu o nominację w wyborach prezydenckich, ma zamiar się ubiegać o miejsce w senacie w 2022 roku.

Świat według Ordo Iuris

czytaj także

Dziś, ponad dziesięć lat po złagodzeniu przez Kolumbię ograniczeń w dostępie do aborcji, władzę sprawuje nowy konserwatywny i religijny rząd. Nie można wykluczyć, że do senatu trafi projekt nowelizacji ustawy aborcyjnej.

Tymczasem ugrupowania dążące do ograniczenia praw reprodukcyjnych są coraz lepiej skoordynowane i coraz ambitniejsze. Teraz do udziału w walce rekrutują nastolatków.

 

**
Camille Mijola jest dziennikarką śledczą, pisze dla portalu openDemocracy. Udziela się w alternatywnych mediach Novara Media i Airwars. Na Twitterze: @cmijola.

Artykuł ukazał się w magazynie oOpenDemocracy na licencji Creative Commons Attribution 4.0 International. Z angielskiego przełożyła Katarzyna Gucio.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.