Świat

Nowe bunty bałkańskie

Nie tylko państwo, ale cały aparat, na którym ufundowana jest współczesna oligarchia, podawany jest w wątpliwość przez samoorganizujących się obywateli.

Obecna fala protestów w Bośni może okazać się zapowiedzią narodzin prawdziwie aktywistycznego społeczeństwa obywatelskiego. Ruchy społeczne, o których będzie tu mowa, odkrywają nowe formy organizacji zbiorowej i stawiają najbardziej fundamentalne dla każdego społeczeństwa pytania o sprawiedliwość i równość społeczną. Te procesy obejmą nie tylko Bośnię.

W ciągu ostatnich kilku lat byliśmy regularnie świadkami powszechnych protestów i powstań na postsocjalistycznych Bałkanach. Dobrze znane mobilizacje, walki i przemoc uliczna w południowej części półwyspu – w Grecji i Turcji – miały stały oddźwięk w innych państwach bałkańskich (choć nie zostały dostatecznie opisane). Te państwa miały bowiem inną historyczną trajektorię. Po upadku socjalizmów państwowych – okresie przemocy, konfliktu i ogólnej niestabilności ekonomicznej (najbardziej dramatycznych w byłej Jugosławii) – dla wszystkich tych krajów nadszedł czas niekończącej się transformacji ku demokracji liberalnej i neoliberalnej gospodarce.

We wszystkich przypadkach transformacja miała zakończyć się wstąpieniem do Unii Europejskiej. Obecnie jednak sama UE wydaje się projektem o niepewnych perspektywach i bez wyraźnego kierunku: nieustające oszczędności, powracające „kryzysy” – od ekonomicznych do tych instytucjonalnych, wzrost stopy bezrobocia, zwłaszcza wśród młodych, oraz rosnący w siłę prawicowy ekstremizm w Grecji, Francji i na Węgrzech.

Zgodnie z ideałami thatcheryzmu, europejski welfare state jest obecnie prawie całkowicie zdemontowany, prawa pracownicze cofnęły się do przepisów z początku XX wieku, a usługi publiczne zostały sprywatyzowane. Systemy polityczne na Bałkanach podążały za tym powszechnym w Europie trendem – z równie katastrofalnymi skutkami. Jednak dziś w wielu państwach bałkańskich te same systemy po raz pierwszy stają w obliczu poważnego oporu mającego początek bezpośrednio na ulicy.

Powstawanie nowych ruchów społecznych odzwierciedla potrzebę głębokiej transformacji społeczeństw bałkańskich. Jeśli wziąć pod uwagę skomplikowaną sytuację opisaną powyżej, nie jest niczym zaskakującym, że ruchy różnią się między sobą metodami walki, orientacją ideologiczną oraz strategiami działania. Najczęściej są reakcją na pogarszająca się sytuację socjalną i ekonomiczną oraz liczne nadużycia władzy, których dopuszczają się skorumpowane elity polityczne. Często okazują się ośrodkami nowych idei i projektów proponujących progresywne wizje odnowy społeczeństw. W naszym tekście szkicujemy typologię tych ruchów i działań, dzieląc je na pięć głównych bloków: protesty antysystemowe, mobilizacje w imię dobra wspólnego, ruchy studenckie, strajki/walki robotnicze i – last but not least – hegemoniczne wysiłki intelektualne i kulturowe.

Od antyrządowych protestów do walki o dobro wspólne

Od wybuchu kryzysu finansowego w 2008 roku protesty antyrządowe na Bałkanach wybuchały regularnie. Wiosną 2011 roku w Chorwacji przez cały miesiąc około 10 tysięcy ludzi maszerowało przez Zagrzeb, każdego wieczoru kontestując system i wszystkie partie polityczne. W 2012 i 2013 roku w Słowenii powszechne „powstania” zmobilizowały cały kraj, przyczyniając się do upadku prawicowego rządu i odwołania dużej liczby skorumpowanych urzędników. Wiosną 2013 roku w Bułgarii wielotysięczne protesty, dla których bodźcem była drastyczna podwyżka cen prądu, były wstępem do kolejnych – jeszcze większych i mających miejsce zaraz po letnich wyborach powszechnych. Tłumy tygodniami protestowały przeciwko elitom politycznym i ich powiązaniom z mafią oraz potentatami medialnymi. W Rumunii od 2010 roku sporadyczne protesty wybuchały w odpowiedzi na bardzo złe warunki socjalne i ciągłe cięcia budżetowe. Podobne protesty, z różną intensywności wybuchały także w Serbii, Macedonii, Czarnogórze, Kosowie i Albanii.

Prawdopodobnie jednak najważniejsze społeczne wstrząsy na postsocjalistycznych Bałkanach rozpoczęły się w lutym tego roku w Bośni i Hercegowinie. Były one poprzedzone masowymi demonstracjami z czerwca 2013, których celem było wywarcie presji na elity polityczne i zmuszenie ich do rozwiązania problemu numerów identyfikacyjnych obywateli (dzielących społeczeństwo według przynależności etnicznej) – numerów wykorzystywanych, jak wiele innych spraw w tym kraju, przez nacjonalistycznych polityków. Demonstracje przerodziły się w ogólne protesty wymierzone w elity, które objęły wszystkie wspólnoty i oba podmioty administracyjne kraju. Te protesty szybko osłabły. Jednak już 5 lutego 2014 roku – zaledwie osiem miesięcy później – robotnicy z kilku sprywatyzowanych i zniszczonych fabryk zjednoczyli się na ulicach Tuzli by zażądać wypłacenia zaległych pensji i emerytur. Wkrótce dołączyli do nich studenci i inni obywatele – przedstawiciele całego przekroju zawodów.

Wskutek starć z policją spłonął budynek rządowy w Tuzli, a w ślad za nim także te w Mostarze, Zenicy i Sarajewie. Podczas gdy media i klasa polityczna demaskowały „chuliganów” i „wandali”, protestujący pospiesznie ustanawiali „plena”, oddolne formy obywatelskiej samoorganizacji, które rozpowszechniły się w całym kraju – od Tuzli, gdzie zorganizowano pierwsze plenum, do stolicy w Sarajewie; od regionalnych centrów, Mostaru i Zenicy, do mniejszych miejscowości, takich jak Bugojno, Bihać, Brcko, Travnik itd.

Większość rządów kantonalnych podała się do dymisji, a kantonalne zgromadzenia w większości zaakceptowały główne żądania plenów (ich realizacja pozostaje osobą kwestią). Po długich i otwartych dla wszystkich obywateli obradach, wszystkie plena niemal jednogłośnie (z niewielkimi różnicami w poszczególnych regionach) zażądały rewizji prywatyzacji, pozbawienia polityków przywilejów (z których korzystali w nadmiarze) oraz powołania nowych rządów złożonych z ekspertów, którzy nigdy nie byli zamieszani w afery korupcyjne.

Wszystkie te przykłady – a szczególnie bośniacki – pokazują, że po raz pierwszy mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko antyrządową retoryką – mianowicie z postawą prawdziwie antysystemową.

Nie tylko państwo, ale cały aparat, na którym ufundowana jest współczesna oligarchia, podawany jest w wątpliwość przez samoorganizujących się (niekiedy chaotycznie) obywateli.

Pojawienie się tych protestów oraz ich natura skłaniają nas do ponownego przemyślenia kategorii wykorzystywanych do wyjaśniania społecznej, politycznej i ekonomicznej sytuacji na Bałkanach i w pozostałych krajach postsocjalistycznej Europy Wschodniej. Zmuszają nas także do zrozumienia nie tyle istoty instytucji państwowych, ich słabości czy porażek, ile istoty całych systemów postsocjalistycznych. Systemy te, choć (niemal) zabetonowane przez ostatnie dwie dekady, okazują się podatne na pęknięcia pod ciężarem własnych sprzeczności i owoców – takich jak na przykład szalejąca bieda.

Bunt przeciwko tym reżimom jest dużo trudniejszy, ponieważ zazwyczaj nie mają one jednej twarzy dyktatora czy rodziny rządzącej i nie charakteryzują się otwartymi represjami czy cenzurą. Te sporadyczne przejawy gniewu są zalążkiem nowej dynamiki społecznej i politycznej, która może doprowadzić do rozszerzenia zasięgu oddziaływania ruchów społecznych. Z drugiej jednak strony cechuje je także zmienność i przypadkowość działania. Zazwyczaj nie mają też spójnego przekazu politycznego.

Najbardziej zaawansowana walka dotyczy obrony dobra wspólnego – przestrzeni publicznej (często parków miejskich), środowiska naturalnego (woda, lasy, wzgórza, krajobraz), przestrzeni miejskiej oraz infrastruktury usług publicznych (sieci elektryczne, kolejowe itd.).

Przykładów mamy pod dostatkiem: w Zagrzebiu na przełomie 2009 i 2010 roku ruch Prawo do Miasta zmobilizował tysiące ludzi do obrony jednego z placów w centrum stolicy; obywatele Dubrownika bronili okolicznego wzgórza przed przerobieniem go na pole golfowe; mieszkańcy Banja Luki (drugiego co do wielkości miasta Bośni i Hercegowiny) również próbowali bronić jednego z nielicznych parków miejskich; w Belgradzie odbyły się demonstracje przeciwko próbom zniszczenia osiedlowego parku, a także przeciw wycince wiekowych drzew związanej z planami budowy parkingu w centrum miasta; w Bułgarii mieszkańcy protestowali w 2012 roku przeciwko prywatyzacji lasów państwowych, a w Rumunii – przeciwko prywatyzacji służby zdrowia oraz przeciw planowanej, katastrofalnej dla środowiska, budowie kopalni złota w Rosia Montana, etc. Te pojedyncze wystąpienia stały się kanałami powszechnego niezadowolenia społecznego – cieszyły się poparciem większości obywateli uważających prywatyzację i lekceważenie interesu publicznego za sprawy niedopuszczalne. Komercjalizacja edukacji publicznej, postrzeganej przez wielu jako najważniejsze dobro wspólne, zapoczątkowała także masowe wystąpienia studenckie.

Powrót do dawnego sojuszu: studenci, robotnicy i intelektualiści?

Od 2009 roku, silny ruch studencki rozwinął się w Słowenii, Chorwacji, Serbii, do pewnego stopnia w Bośni i Hercegowinie oraz Czarnogórze, a ostatnio – w Kosowie. Podczas, gdy w tych ostatnich krajach protesty przyjmują raczej klasyczną formę (marsze, demonstracje i petycje) – w Słowenii, Serbii, a przede wszystkim w Chorwacji ruch studencki szeroko eksperymentuje z metodami demokracji bezpośredniej oraz okupacją budynków publicznych. To właśnie wśród tych ruchów pojawiły się plena obywatelskie, aktualnie inspirujące bośniackie eksperymenty z demokracją bezpośrednią i horyzontalną.

W tym kontekście szczególną uwagę warto zwrócić na przypadek niezależnego ruchu studenckiego w Chorwacji, który stawił silny opór prywatyzacji i komercjalizacji edukacji wyższej. Ten protest przeciwko neoliberalnym reformom w polu edukacji przekształcił się (prawdopodobnie jako pierwszy) w silny polityczny sprzeciw nie tylko wobec konkretnego rządu, ale wobec całego systemu społeczno-politycznego. W 2009 roku studenci okupowali ponad 20 uniwersytetów w całej Chorwacji, w praktyce kierując ich działalnością przez 35 dni wiosną i przez dwa tygodnie jesienią [1]. „Nic nowego” – można pomyśleć – ale jednak ich sposób działania zasługuje na uwagę ze względu na dużą oryginalność, której nie sposób ograniczyć tylko do kontekstu bałkańskiego czy wschodnioeuropejskiego. Otóż na obrady plenarne zapraszano nie tylko studentów, ale wszystkich obywateli. Razem dyskutowano o istotnych kwestiach publicznych i podejmowano decyzje co do dalszego przebiegu protestów. Najbardziej aktywne plenum – na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu w Zagrzebiu – gromadziło każdego wieczoru nawet do tysiąca osób [2]. To wydarzenie zapoczątkowało ruch na rzecz demokracji bezpośredniej, postrzeganej nie tylko w kategoriach niezbędnej korekty demokracji przedstawicielskiej i partiokracji, ale również, być może, w kategoriach prawdziwej alternatywy dla niej.

Chorwacka Nowa Lewica, której idee szybko rozprzestrzeniły się na obszarze byłej Jugosławii, nie sprowadza demokracji bezpośredniej do praktyki referendum, ale raczej rozumie ją jako środek politycznej organizacji obywateli na wszystkich szczeblach – od lokalnego do narodowego. Od tamtego czasu, taki horyzontalny model inspirował działania zbiorowe na całym obszarze postjugosłowiańskim: ruchy Occupy, marsze uliczne, strajki robotnicze, rolnicze protesty, wreszcie (i to na szeroką skalę) – dzisiejszy protest w Bośni i Hercegowinie.

W ostatnim czasie ożywiły się także protesty robotnicze. Są one niejednorodne – od klasycznych strajków robotniczych dotyczących wpływu na prowadzenie przedsiębiorstw i na obronę ich przed dalszą prywatyzacją (np. Petrokemija factory w Chorwacji), przez akcje przejęcia zakładów (np. Jadrankamen i TDZ w Chorwacji), po próby wprowadzenia modelu mieszanej własności pracowniczej (Jugoremedija w Serbii i ITAS w Chorwacji) – zarówno udane, jak i nieudane. Jesteśmy także świadkami nowego rodzaju kooperacji między różnymi ruchami społecznymi (takimi jak studencki) a robotnikami na rzecz budowy wspólnej strategii antykapitalistycznej.

Wreszcie na uwagę zasługuje jeszcze jeden typ walki, mianowicie hegemoniczny wysiłek intelektualny i kulturowy zorientowany na zmianę ogólnego klimatu politycznego oraz dominującego dyskursu medialnego, a także na ponowne wprowadzenie progresywnych idei do szerokiego obiegu społecznego. Jego głównym celem jest podkopanie neoliberalnej hegemonii, która od 1989 roku z powodzeniem delegitymizuje tradycje lewicowe, promując demokrację przedstawicielską (mimo jej tendencji do przekształcania się w autokrację) i wolny rynek jako jedyne dostępne opcje. W kontekście postjugosłowiańskim powszechna orientacja postsocjalistyczna pozostała  sprzężona – choć nie zawsze harmonijnie – z narodowo-konserwatywnym, prawicowym ekstremizmem i dominacją perspektywy antykomunistycznej. To stanowisko zderzyło się z liberalnymi próbami „demokratyzacji” społeczeństw postjugosłowiańskich, które jednak – skupione przede wszystkim na kwestiach reform instytucjonalnych oraz integracji europejskiej – problematyzowały głównie przestępstwa prywatyzacyjne, nie zastanawiając się nad powszechną orientacją neoliberalną.

Jeszcze do niedawna wprowadzenie progresywnej agendy i myśli radykalnej do dominującego dyskursu było zadaniem wprost niemożliwym. Jednak, ekonomiczny i finansowy kryzys z 2008 roku, a następnie kryzys Unii Europejskiej stworzyły dotychczas marginalizowanym ruchom przestrzeń do szerokiej krytyki obecnego systemu polityczno-ekonomicznego. Taka krytyka wyraża się podczas publicznych zgromadzeń, festiwali (takich jak Mayday school w Ljubljanie, Subversive Festival w Zagrzebiu czy Uniwersytet Otwarty w Sarajewie), szkół letnich, cyklicznych warsztatów akademickich i konferencji, a także w prasie i magazynach internetowych (od chorwackiego „Le Monde Diplomatique” i „Zarez”, przez rumuński „CriticAtac” i „LeftEast”, do słoweńskiej „Mladina”).

Ruchy, plena, partie

Polityczne strategie wyżej omówionych ruchów ograniczają się na razie do okazyjnych protestów, akcji okupacyjnych (często kwestionujących demokrację przedstawicielską w imię idei horyzontalności), petycji, a niekiedy – inicjatyw referendalnych. Nie zauważyliśmy dotąd żadnej poważniejszej próby wejścia w sferę zinstytucjonalizowanej polityki, chociaż model koalicji ruchów społecznych biorących udział w polityce parlamentarnej (zaproponowany przez grecką lewicową partię Syriza) cieszy się powszechną akceptacją [3]. Ponadto aktualne protesty w Bośni i Hercegowinie wyraźnie wskazują, że energia protestu może w najbliższym czasie zniknąć, rozdrobnić się, przekształcić się w jeszcze większą beznadzieję niż dotychczas lub zmienić w to, co Walter Benjamin nazywał „melancholią Lewicy”.

Jeżeli natomiast protesty wyewoluują w stronę zinstytucjonalizowanej polityki – powstaną oddolne, paralelne instytucje i/lub partie polityczne przygotowane do walki o głosy wyborców – wtedy potencjał szerszego wpływu społeczno-politycznego tkwiący w ruchach progresywnych ma szansę pozostać silny. Bez protestów plena straciłyby potencjał wywierania nacisku na władzę, natomiast bez plenów protesty straciłyby legitymację i możliwość artykulacji postulatów. W konsekwencji każda przyszła próba uczestnictwa w partii i reprezentacji politycznej musiałaby być ufundowana, wspierana i kierowana przez ruchy społeczne i organizację plenarną.

Najnowsza fala protestów i plenów w Bośni i Hercegowinie może oznaczać narodziny prawdziwie aktywistycznego społeczeństwa obywatelskiego i głębokie upolitycznienie społeczeństwa wokół kwestii najbardziej fundamentalnych dla każdego kraju – sprawiedliwości społecznej i równości wszystkich obywateli. Te procesy obejmą nie tylko Bośnię.

przeł. Tomasz Rawski, Katarzyna Roman

Artykuł powstał na podstawie fragmentu wstępu do tomu „Welcome to the Desert of Post-Socialism: Radical Politics after Yugoslavia”, red. Srećko Horvat i Igor Štiks, Londyn: Verso, Jesień 2014. Oryginalna wersja artykułu pojawiła się w 12 marca 2014 roku na łamach portalu opendemocracy.net – w ramach debaty „Can Europe Make It?”

Przypisy:

[1] O studenckich i obywatelskich buntach w Zagrzebiu, którym towarzyszyła okupacja uniwersytetów oraz przestrzeni publicznej, obszernie pisaliśmy w książce Prawo do buntu – wprowadzenie do anatomii oporu obywatelskiego [The Right to Rebellion – An Introduction to the Anatomy of Civic Resistance], Zagrzeb: Fraktura, 2010.
[2] Po szczegółowy przegląd protestów studenckich w Chorwacji, zob. The Occupation Cookbook lub Model Okupacji Wydziału Filozoficznego w Zagrzebiu, Minorcompositions: New York, 2011.
[3] Jak dotąd spośród szeregu niewielkich partii lewicowych jedynym wartym odnotowania wyjątkiem jest słoweńska Inicjatywa Demokratycznego Socjalizmu (Initiative for Democratic Socialism), która wyrosła z ulicznych protestów. Razem z innymi partiami progresywnej lewicy, uformowała ona „Zjednoczoną Lewicę” (United Left) – listę kandydatów w wyborach do Parlamentu Europejskiego w maju 2014 roku.

Srećko Horvat – filozof z Zagrzebia. Komentator The Guardian i Al. Jazeera. Jego ostatnio wydane prace to After the End of History. From the Arab Spring to the Occupy Movement (Laika Verlag, Germany, 2013) oraz – razem ze Slavojem Żiżkiem – What Does Europe Want? (Istros Books, 2013); ta ostatnia została przetłumaczona na dziesięć języków.

Igor Štiks – senior research fellow przy projekcie „Citizenship in Southeast Europe” na Uniwersytecie w Edynburgu. Redaktor (razem z Jo Shaw) następujących zbiorów: Citizenship after Yugoslavia (Routledge, 2012) oraz Citizenship Rights (Ashgate, 2013). Jest autorem dwóch nagradzanych powieści: Zamek w Romanii oraz Krzesło Eliasza (W.A.B., Warszawa 2009),  przetłumaczonych na tuzin języków europejskich.

Czytaj także:

Tomasz Rawski, Bośnia chce równośći

Tomasz Rawski: Bośnia płonie

Claudia Ciobanu, Trujące piaski

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.