Świat

Niemcy kradną w imię godnych warunków pracy

niemcy-ida-krasc

Kampania kolektywu Peng! zwraca uwagę na przyczyny niskich cen na niemieckim rynku oraz ich konsekwencje dla krajów Globalnego Południa.

Zaangażowany kolektyw artystyczny Peng! rozpoczął kampanię pod tytułem „Niemcy idą kraść”. Kontrowersyjna akcja zachęca do… okradania sklepów sieci handlowych z tanich produktów pochodzących z Globalnego Południa.

Jednak pieniądze zaoszczędzone na zdefraudowanych pomarańczach, kawie, czekoladzie czy kwiatach z Afryki uczestnicy kampanii będą wpłacać za pomocą aplikacji na konta związków zawodowych w krajach, z których pochodzą produkty, lub przesłać je organizacjom non-profit wspierającym prawa tamtejszych pracowników.

Kampania zwraca uwagę na to, że niskie ceny, za które dostępne są produkty spożywcze w Niemczech, okupione są łamaniem praw człowieka, złymi warunkami pracy oraz pracą dzieci. Mają to na sumieniu takie sieci handlowe, jak Rewe, Aldi, Edeka czy Lidl. Dlatego też przebrana za szopa superbohaterka z filmiku promującego kampanię mówi: „Ja nie kradnę, tylko płacę właściwym osobom”.

Trudno powiedzieć, ilu Niemców w geście solidarności dopuści się drobnej przestępczości. Sami organizatorzy kampanii mówią, że nie sprawdzają, czy kwoty przesłane na konta związków zawodowych i organizacji pozarządowych to rzeczywiście pieniądze zaoszczędzone dzięki kradzieżom, czy też chodzi o zwyczajne datki darczyńców.

Paradoksalnie prawdziwym celem kampanii zachęcającej do nielegalnego aktywizmu jest przyjęcie ustawy, która uczyniłaby duże sieci handlowe odpowiedzialnymi w obliczu prawa międzynarodowego za pochodzenie produktów, które sprzedają, a także za warunki, w jakich te produkty powstają. W Niemczech wprowadzane są wprawdzie regulacje dotyczące biznesu i praw człowieka, jednak według krytyków są one pełne niejasnych sformułowań i nie nakładają na przedsiębiorców należnych zobowiązań.

Kto ponosi odpowiedzialność?

Niemieckie firmy zasłaniają się retoryką broniącą praw człowieka. Jednak według ustaleń niemieckiego „Der Spiegel” rzeczywistość wygląda inaczej. Jorge Acosta, założyciel związków zawodowych dla ekwadorskich pracowników na plantacjach bananów, opisał dla tego tygodnika szereg niepokojących faktów. Robotnicy otrzymują pensje niższe od wartości minimum egzystencji, podczas pracy mają kontakt z niebezpiecznymi toksynami, a za próby wstępowania do związków zawodowych są prześladowani i zastraszani. Przedstawiciele Lidla, który jest jednym z największych nabywców ekwadorskich bananów, spotkali się wprawdzie z Acostą, jednak jak dotąd nie zrobili niczego konkretnego. Jednocześnie jedną z głównych przyczyn nieludzkich warunków pracy są właśnie dążenia supermarketów do jak największego obniżenia cen detalicznych.

Na wyniki kampanii kolektywu Peng! będziemy musieli poczekać. Aktywiści zwracają uwagę na ważny problem społeczny i być może uda im się wytworzyć pewną presję społeczną. Dla organizatorów kampanii ważne jest też, aby pokazać, kto powinien ponosić odpowiedzialność za godne warunki życia pracowników w krajach Globalnego Południa.

– Reprezentacja polityczna przerzuca odpowiedzialność na przedsiębiorstwa, a one przesuwają ją jeszcze dalej, na konsumentów i konsumentki – mówi aktywistka Gil Schneider. W takiej logice konsumenci mogą przecież wybrać, czy chcą zapłacić drożej za produkt fair trade, czy nie. Ale dla aktywistów to za mało.

**
Artykuł z A2larm.cz przetłumaczyła Olga Słowik.

Polska była kiedyś nie tyle peryferiami Zachodu, ile razem z całym Zachodem byliśmy wspólnie peryferiami świata islamu

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.