Świat

Nazwijmy rzecz po imieniu: cyberprzemoc jest nielegalna i karalna!

komputer

Instagramerki, youtuberki, osoby piszące blogi o modzie, teksty o ekonomii czy literaturze podobnie jak polityczki i działaczki społeczne otrzymują niestosowne propozycje i groźby, których treść nie jest w jakikolwiek sposób związana z tym, czym się zajmują.

Zjawisko cyberprzemocy wobec kobiet – w sensie badawczym – należy do stosunkowo nowych, zarówno w kontekście polskim, jak i międzynarodowym, jednak w ostatnim czasie zaczynają się już pojawiać analizy dotyczące tego problemu. Terminem cyberprzemoc – w najogólniejszym ujęciu – określa się takie użycie szeroko pojętej komunikacji internetowej, które prowadzi do wywołania szkody. Badania pokazują, że kobiety w sieci atakowane są częściej niż mężczyźni oraz że przemoc ta często przybiera formę pogardy, seksizmu czy molestowania seksualnego.

Cyberprzemoc to szerokie, złożone zjawisko – tutaj chciałabym poruszyć tylko wybrane wątki, opierając się głównie na dwóch raportach dotyczących sytuacji w Polsce, które ukazały się na przełomie listopada i grudnia 2017 roku. Pierwszy, bardziej ogólny i ilościowy, Cyberprzemoc wobec kobiet w Polsce 2017, opracowało Amnesty International. Badanie zostało przeprowadzone online na reprezentatywnej grupie 500 kobiet użytkowniczek internetu w wieku 18–55 lat.

Natomiast raport Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, Cyberprzemoc wobec kobiet, skupił się bardziej na badaniach jakościowych – na analizie zjawiska (charakterystyce, przykładach, formach) oraz możliwych rozwiązaniach prawnych. Podstawą do stworzenia raportu HFPC były rozmowy z 18 aktywnymi kobietami: polityczkami, aktywistkami społecznymi, dziennikarkami, blogerkami i artystkami. Celem rozmów było z jednej strony dokładniejsze zbadanie zjawiska przemocy w internecie dotykającej kobiet aktywnych w sferze publicznej i posługujących się nowymi mediami, z drugiej natomiast – poznanie postaw tych kobiet w stosunku do przemocy oraz przeanalizowanie, czy podjęły jakieś działania w związku z atakami.

Problem cyberprzemocy może dotyczyć oczywiście wszystkich, niezależnie od płci, statusu, wieku czy zawodu, jednak w przypadku kobiet przemoc ta przybiera specyficzny charakter. Mechanizmy przemocy „wirtualnej” przypominają te „rzeczywiste”: wiele przemocowych sytuacji w sieci odpowiada charakterystyce molestowania seksualnego, czyli niepożądanego zachowania werbalnego, niewerbalnego lub fizycznego, którego celem lub skutkiem jest naruszenie godności, w szczególności przez stworzenie zastraszającej, wrogiej, poniżającej, upokarzającej lub uwłaczającej atmosfery. Większość sprawców cyberprzemocy to mężczyźni; kobiety także stosują cyberprzemoc wobec innych kobiet – ale o wiele rzadziej.

Jaka jest skala cyberprzemocy?

„[Z atakami] spotykam się każdego dnia. W zasadzie niezależnie od tego, jaką czynność wykonam w świecie wirtualnym – czy to jest Twitter, czy Facebook, czy teksty na blogu […] – to za każdym razem jest atak w moją stronę”. „[Z atakami] spotykam się nieustannie. W zasadzie od samego początku, kiedy zaczęłam pojawiać się w internecie i wyrażać swoje opinie” – czytamy w raporcie HFPC.

Również z badań AI wynika, że cyberprzemoc jest powszechnym zjawiskiem. W grupie młodych użytkowniczek (18–34) aż 25% doświadczyło przemocy w internecie przynajmniej raz. Zazwyczaj były to seksistowskie czy inne przemocowe komentarze, ale też umieszczenie prywatnych informacji czy zdjęć bez zgody.

Typową reakcją było zablokowanie stosującego przemoc użytkownika – 47%, zgłoszenie administratorowi portalu lub policji – 38% i, prawie na równi, zgłoszenie w firmie, zmiana ustawień prywatności czy sposobu korzystania z mediów. Aż 78% kobiet czuło bezradność i osamotnienie w obliczu cyberprzemocy, większość też doświadczyła obniżenia samooceny i pewności siebie oraz poczucia izolacji. Zaskakiwać może odpowiedź na pytanie, kto był sprawcą – aż w 43% była to osoba w jakiś sposób znana ofierze, np. z tego samego otoczenia, znajomy etc., a w 9% obecny lub były partner.

Paprota: Ufam, więc ślę

czytaj także

Paprota: Ufam, więc ślę

Katarzyna Paprota

Uciszanie, dyscyplinowanie, wykluczanie, zastraszanie

Cyberprzemoc wpływa na wycofywanie się kobiet ze sfery publicznej. Przejawia się to m.in. autocenzurą – niewypowiadaniem się na dane tematy, łagodzeniem wyraźnych opinii czy rezygnacją z wybranej przez siebie aktywności. W tym sensie cyberprzemoc wpisuje się w szersze zjawisko dyscyplinowania i uciszania kobiet, trzymania ich na dystans od debaty publicznej. I nie ma tu tak naprawdę znaczenia rodzaj działalności – instagramerki, youtuberki, osoby piszące blogi o modzie, teksty o ekonomii czy literaturze podobnie jak polityczki i działaczki społeczne otrzymują niestosowne propozycje i groźby, których treść nie jest w jakikolwiek sposób związana z tym, czym się zajmują. Jak opisała tę sytuację jedna z uczestniczek badania: „Wrzucam post na temat edukacji, referendum, a hejt dotyczy tego, jak wyglądam albo jak mówię, albo czego nie mówiłam – totalnie niezwiązany z tematem”.

Skala przemocy w takich sytuacjach może zniechęcić kobietę do obranej przez nią drogi. Przypadków rezygnacji z działalności czy wypowiadania się może być – jak sugeruje raport HFPC – sporo. Inną, jeszcze trudniejszą kwestią pozostaje pozorne bagatelizowanie przemocy przez same osoby jej doświadczające. Jedna z badanych kobiet stwierdziła na przykład, że groźby czy hejterskie komentarze na nią nie wpływają, gdyż ma „grubą skórę” – po czym w odpowiedzi na inne pytanie przyznała, że nie wychodzi już sama wieczorem z domu.

Mężczyźni objaśniają mi świat

czytaj także

Przyczyny cyberprzemocy i jej treść

Dlaczego ten typ przemocy w ogóle się pojawia? Po części cyberprzemoc stanowi potwierdzenie i przedłużenie relacji istniejących w życiu społecznym – przyzwolenia na seksizm i pogardę wobec kobiet. Jak zauważyła jedna z kobiet biorących udział w badaniu: „Czasem, jak czytam jakiś komentarz, to próbuję go sobie przełożyć językowo na to, jak by brzmiał, gdyby był skierowany do mężczyzny. Czy ktoś by napisał «chłopczyku, zajmij się czymś innym», «jesteś zblazowanym, małym chłopcem, który nic nie wie»? […] Pewne rzeczy są unikalne w przypadku kobiet, a przynajmniej częstsze”.

Cyberprzemoc wpisuje się w szersze zjawisko dyscyplinowania i uciszania kobiet, trzymania ich na dystans od debaty publicznej.

Warto odnotować też inne przyczyny cyberprzemocy, wynikające ze specyfiki wirtualności czy raczej nieprawdziwych przekonań na jej temat. Należy do nich fałszywe przekonanie, że tylko fizyczna przemoc jest „prawdziwa”, czy postrzeganie internetu jako abstrakcyjnej sfery oddzielonej od codzienności, gdzie nie obowiązują żadne zasady, a użytkownicy są kompletnie anonimowi. Dochodzi tu jeszcze jeden czynnik, a mianowicie brutalizacja i wulgaryzacja debaty publicznej w ogóle – i to zjawisko powinno niepokoić, gdyż brutalizacja w sferze makro (publicznej) pociąga czy daje przyzwolenie na podobne praktyki na poziomie mikro. Dobrze ilustruje tę tendencję wzmożona fala nienawiści na tle rasowym, etnicznym czy dotyczącym mniejszości seksualnych w ostatnim czasie.

Cyberprzemoc wobec kobiet często łączy się z treściami o charakterze rasistowskim czy homofobicznym. Jak opisują to kobiety w raporcie HFPC: „W tych komentarzach bardzo często chęć śmierci czy wymierzenia jakiejś kary wobec mnie jest wymieszana z jakimiś uprzedzeniami rasowymi”. Oraz: „Żydowską k***ą zostałam wielokrotnie w swoim życiu nazwana, co jest dla mnie fascynujące, bo nie jestem żydówką. Nie wiem, dlaczego akurat żydowską, ale tak wyszło”.

Niektóre tematy wzmagają falę przemocy; należą do nich aborcja czy ogólnie kwestie związane z prawami kobiet, prawa mniejszości seksualnych czy kwestie związane z uchodźcami. Ale niekoniecznie – czasem wystarczy uśmiechnięte zdjęcie na Facebooku czy Instagramie, aby stać się ofiarą groźby czy wulgarnego komentarza.

Seksizm nasz powszedni

Autorki raportu HFPC zwracają uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt: „Cyberprzemoc wobec kobiet, podobnie jak rasistowska czy ksenofobiczna mowa nienawiści, szkodzi demokracji. Jej najbardziej drastyczny skutek to wyeliminowanie części istotnego przekazu z debaty publicznej. […] Przeciwdziałanie cyberprzemocy sprzyja zatem ochronie obu wymiarów wolności słowa: indywidualnego i kolektywnego. Jest konieczne, aby tworzyć warunki do prowadzenia swobodnej, wolnej od strachu, demokratycznej debaty przez autonomiczne jednostki”.

Co robić? Jak zapobiegać? Jak zgłaszać?

W sytuacji kiedy sfera społeczna sama jest nośnikiem nierówności i seksizmu, trudno się spodziewać równości w internecie. Można i zapewne trzeba karać sprawców cyberprzemocy, ale aby do tego doszło, niezbędnych jest kilka czynników. Po pierwsze świadomość społeczna oraz edukacja, która w praktyce oznaczałaby, że kobiety, które doświadczają tego typu zachowań, rozpoznają je jako cyberprzemoc i zgłaszają, a osoby, które przyjmują zgłoszenie, traktują je poważnie. Na tym pierwszym etapie – zapewne dalekiej drogi – podkreśliłabym rolę nazywania rzeczy po imieniu. Niech zabrzmi to jasno i prosto: cyberprzemoc jest nielegalna i karalna. Obecne przepisy oraz procedury nie są najprostsze, ale można z nich korzystać. Im więcej będzie zgłoszeń, tym większa szansa na lepsze zbadanie zjawiska i usprawnienie procedur prawnych i praktycznych w przyszłości.

Jestem Zła

czytaj także

Jestem Zła

Anna Łoniewska

A co w tym momencie możemy zrobić, gdy spotykamy się z cyberprzemocą? Nie istnieje jeden akt prawny regulujący wszystkie te kwestie. Niektóre ataki należałoby zakwalifikować jako przestępstwa (prawo karne), inne stanowią naruszenie dóbr osobistych (prawo cywilne), a jeszcze inne mogą dotyczyć kwestii zawodowych (prawo pracy). Podział ten jest o tyle ważny, że w zależności od tego, pod jaki kodeks dany przypadek podlega, inaczej będzie wyglądało zgłoszenie. W tym miejscu odsyłam przede wszystkim do praktycznego poradnika Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka Co mogę zrobić, jeśli jestem ofiarą cyberprzemocy? Mam nadzieję, że przekona on do zgłaszania takich przypadków.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. Czemu seksizm? Agresja wobec kobiet znacznie częściej odnosi się do wyglądu czy sfery seksualnej, trzeba być ślepym by tego nie zauważać.

  2. Każda istota ludzka, jeśli wypowiada się w internecie musi być gotowa na atak, nie ma potrzeby by robić z tego problem kobiet. Każdy dostaje swoją część.

    1. Święta słowa. Wejść do do internetu i nie zostać obrażonym, to jak wejść do rzeki i pozostać suchym. Takie dyskusje tylko odwracają uwagę od poważniejszych spraw. Zresztą pewnie dlatego AI dostało grant na takie badania. Tak na marginesie. Reprezentatywna grupa 500 osób to zawsze brzmi zabawnie.

    2. Czemu musi? Bo tak jest i nie wolno nic zmieniać? Osobiście uważam, że należy z tym walczyć, już nie raz okazało się, że w internecie nikt nie jest anonimowy.

  3. Do czego to doszło, aby dorosły człowiek był narażony na niegrzeczne zachowanie. Oburzające i nieludzkie. Jak tak można 🙂

    1. A moim zdaniem to nienormalne, że pozwalamy sobie na przemoc wobec siebie i nawet uznaliśmy ją za normalną. Gdzieś się pogubiliśmy w tej całej technologii i zalewie informacji. Ja u siebie też obserwowałam wzrost napięcia i agresji, gdy non stop siedziałam w cyberprzestrzeni. Wprowadziłam zasadę, że przez jeden dzień nie zaglądam do sieci, nie sprawdzam nawet maili. Wychodzę ze znajomymi do miasta, jadę odwiedzić moich krewnych albo po prostu czytam książki czy pooglądać różne rzeczy na bazarze. Działa! Człowiek nie jest taki spięty, bo mózg nie jest tak zmęczony tym nadmiarem informacji. Dla bardziej aktywnych polecam sport, zwłaszcza pływanie albo sztuki walki.