Świat

Masz ochotę na dobrą zabawę dziś wieczorem? Nie na Facebooku

prostytucja

Na największym portalu społecznościowym nie pogadacie o seksie. Bo w domu Zuckerberga o takich sprawach się nie mówi.

W filmie Assasination Nation jest taka smutna scena. Osiemnastoletnia Lily przychodzi do domu zupełnie zdewastowana psychicznie faktem, że jej erotyczne zdjęcia zostały zhakowane. Bogatą kolekcję nudesów przeznaczonych dla żonatego cyberkochanka (ich relacja sprowadza się do przesyłania sobie erotycznych wiadomości) może oglądać teraz całe miasto. Matka dziewczyny idzie za nią do pokoju i wymusza odpowiedź na pytanie: czy to prawda? Tak, to prawda. Nie ma rozmowy, bo w tym domu o seksie się nie rozmawia. Rodzice wyrzucają nastolatkę z domu. Lily błąka się po ulicach Salem. Ucieka przed kolesiami, którzy próbują ją napaść. Jednego nawet udaje jej się zatłuc łopatą.

Dlaczego opowiadam scenę z filmu Sama Levinsona? Bo po pierwsze to bardzo dobry film, a po drugie Facebook właśnie po raz kolejny zaktualizował swoje standardy społeczności. Mark Zuckerberg zachował się dokładnie jak purytańscy rodzice Lily. Zapowiedział bana dla wszystkich zdzir i szmaciarzy, którzy mają czelność wysyłać sobie nudesy. W tym domu, na fejsie, o seksie się nie rozmawia.

Assasination Nation kończy się klasyczną hobbesowską wojną wszystkich ze wszystkimi, totalną rozwałką z użyciem pił, sieker i karabinów maszynowych. Czy zakaz sextingu skończy się tym samym dla Facebooka?

Ludobójstwo na fejsie vs. kobiece sutki

Co dokładnie zmieniło się w grudniu na najpopularniejszym portalu społecznościowym? Facebook cichaczem (bez żadnego korporacyjnego ogłoszenia, ani informacji prasowej) dodał kolejny podrozdział do dokumentu określającego, co publikować można, a co nie. W „Standardach społeczności” pojawiła się zakładka „Nagabywanie seksualne”. Czytamy w niej między innymi, że „(…) stawiamy granicę w miejscu, w którym treści zaczynają służyć do ułatwiania, promowania lub koordynowania kontaktów seksualnych między osobami dorosłymi”. Gwoli przypomnienia, New York Times pisał w październiku o tym, że komunikacja na Facebooku pozwoliła skoordynować ludobójstwo w Mjanmie, Buzfeed z kolei donosił, że Rodrigo Duterte wykorzystuje portal Zuckerberga do promowania morderczej wojny z narkotykami.

W świetle tych tragedii najbardziej palącym „problemem” okazuje się to, że użytkownicy Facebooka umawiają się poprzez platformę na seks. I jak to się ma do słów Zuckerberga ze stycznia tego roku? Wedle zapewnień szefa globalnej marki Facebook miał się stać miejscem „ważnych (ang. meaningful) interakcji” i zbliżać do siebie ludzi. Tak jakby w seksie ludzie nie byli ze sobą blisko.

Dalej w „Standardach społeczności” jest tylko lepiej. „Nie wolno publikować następujących treści:  wyraźne nagabywanie seksualne, które jest definiowane jako oferowanie lub szukanie seksu bądź partnerów seksualnych, czatów lub rozmów erotycznych oraz nagich zdjęć”. Nie mogę sobie odmówić przyjemności zacytowania najbardziej osobliwych fragmentów, chociaż polecam zapoznać się z całym podrozdziałem. Od grudnia zakazane są również: „aluzje o charakterze erotycznym, np. mówienie o rolach i pozycjach seksualnych, fetyszach lub scenariuszach erotycznych”.

Nie można też pisać nic, co wskazywałoby na podniecenie (standardy społeczności wyszczególniają, że chodzi między innymi o wilgotność i erekcję). I zdecydowanie najlepsze z najlepszych: „ogólne sugestywne stwierdzenia, np. «mam ochotę na dobrą zabawę dziś wieczorem»”.

Nie jest to pierwszy ruch ze strony Facebooka, który sugerowałby, że ramy wolności słowa w Krzemowej dolinie określają podręczniki dobrego wychowania z czasów wiktoriańskich. Z fejsa wyleciały z hukiem inicjatywy zajmujące się redukcją szkód wywołanych używaniem narkotyków (rzekomo promowały używanie substancji psychoaktywnych), nie wspominając o panicznym lęku przed kobiecymi sutkami, który spędza sen z powiek moderatorom Facebooka i podległego mu Instagramowi.

Rozum i Godność Człowieka, proszę przyjechać na Facebooka

O co chodzi tym razem? I co wynika z tej mowy trawy ze „standardów społeczności”? Czy jak następnym razem zaproponujecie komuś seks na Facebooku, zostaniecie zbanowani?

Przykład idzie z Waszyngtonu

Na początku była ustawa. Nawet dwie. Jedna nazywa się Fight Online Sex Trafficking Act (Ustawa o walce z internetowym handlem usługami seksualnymi, w skrócie FOSTA) i została przyjęta w amerykańskim Kongresie, a druga Stop Enabling Sex Traffickers Act (Ustawa o przeciwdziałaniu wsparciu osób handlujących usługami seksualnymi, w skrócie SESTA) zaakceptowana przez Senat.

Najważniejsze zapisy obydwu ustaw dotyczą odpowiedzialności wydawców i właścicieli platform społecznościowych za to, co publikują na ich portalach użytkownicy. W Polsce też przerabialiśmy ten problem. W 2011 roku Roman Giertych został obrażony w komentarzach na portalu Fakt.pl. Adwokat i były polityk pozwał wydawcę serwisu, czyli Ringier Axel Springer Polska. W 2015 roku sprawa zawędrowała aż do Sądu Najwyższego, który uznał, że za obraźliwe komentarze odpowiada wydawca serwisu.

Wróćmy do Stanów. FOSTA i SESTA omijają zapisy amerykańskiego prawa z 1996 roku (tzw. Section 230), które wprost zdejmowało odpowiedzialność wydawców za treści publikowane na ich stronach przez osoby trzecie. Dlaczego wydawca Faktu czy The Globe miałby odpowiadać za to, co wypisują miliony czytelników? I czy może pozbyć się tej odpowiedzialności inaczej niż poprzez całkowite uniemożliwienie użytkownikom publikowania treści?

Moje ciało, mój wybór? Tak, dlatego pracuję na czacie erotycznym

FOSTA i SESTA omijają ten istotny przepis w imię wyższego celu – walki z przemocą seksualną i handlem ludźmi. Problem w tym, że ustawy nie różnicują dobrowolnej pracy seksualnej i usług seksualnych sprzedawanych pod przymusem. Przynajmniej na poziomie deklaracji głównym wrogiem inicjatorów ustawy mają być organizacje przestępcze handlujące ludźmi i zmuszające kobiety do płatnego seksu. W efekcie ustawy znacznie utrudniają, a ostatecznie mają całkowicie usunąć, oferty usług seksualnych z przestrzeni internetu. I zmuszają do działania wydawców oraz szefów portali społecznościowych – jeśli nie będą usuwać ogłoszeń z ofertami płatnego seksu, sami zostaną uznani za współwinnych handlu ludźmi.

Środowiska zrzeszające osoby sprzedające seks online głośno protestowały przeciwko przyjęciu nowego prawa. „Ta ustawa zmusiła mnie, żebym wróciła na ulice i tam szukała klientów” – mówi 32-letnia Melissa, pracownica seksualna z Phoenix w rozmowie dla Huffington Post. „Pracownice z większymi kompetencjami i możliwościami, takie jak ja, poradzą sobie. Stać mnie na szyfrowanie wiadomości i zamieszczanie ofert w internecie tak, żeby nie zostały usunięte. Ale dla tych mniej uprzywilejowanych alternatywą jest ulica” – dodaje 21-letnia Kendall z Los Angeles. Lexi z Florydy w wywiadzie dla tego samego portalu: „Nie możemy sprawdzić klientów tak jak wcześniej. To pozwalało na większe bezpieczeństwo”.

Mechanizm działa w następujący sposób. Oferowanie usług seksualnych w internecie pozwalało osobom sprzedającym seks na wstępną selekcję klientów. Jeśli coś budziło ich podejrzliwość, stosunkowo łatwo można było się wycofać. Dzisiaj FOSTA i SESTA cofają realia płatnego seksu do świata sprzed internetu. Pozostaje ulica, gdzie odmowa może skutkować potencjalnym niebezpieczeństwem ze strony agresywnych klientów.

Mieszkanie za seks

czytaj także

Mieszkanie za seks

Adéla Jurečková

Trudno powstrzymać się od wskazania analogii między FOSTA i SESTA a wojną z narkotykami – dzisiaj rozgrywającą się na światową skalę, ale również zapoczątkowaną przez Amerykanów. Zarówno jedno, jak i drugie prawo powstało z wiarą, że „niemoralne”, „nieobyczajne” i „niegodne” zachowania należy usunąć i można zrobić to ustawą. W efekcie usuwa się je tylko z pola widzenia, spycha do podziemia i zwiększa ryzyko dla osób angażujących się w płatny seks.

Wszyscy jesteśmy „prostytutkami”

Jeśli nigdy nie sprzedawaliście seksu online, ani tym bardziej nie handlujecie niewolnikami seksualnymi, pewnie zastanawiacie się, dlaczego w ogóle powinna was to interesować?

Co prawda nikt z Facebooka nie potwierdził, że nowe zapisy w regulaminie wynikają wprost z podpisanych w kwietniu przez Trumpa ustaw, ale wszystko wskazuje na to, że tak właśnie jest. Już w listopadzie zeszłego roku Internet Association, związek przedsiębiorstw oferujących usługi internetowe zrzeszający takich gigantów jak Google, Amazon, eBay i Facebook, poparł senacką ustawę SESTA. Naturalnym krokiem było dopasowanie regulaminu do prawa, które samemu się popiera.

Zdarza się, że prowadzący wychowanie do życia w rodzinie wstydzą się słowa „seks”

Nikt nie chce być odpowiedzialny za współudział w handlu ludźmi i niewolnictwo seksualne, dlatego znany z subtelności w sprawach wolności słowa i cenzury Facebook postanowił zakazać wszystkich rozmów o seksie. Nasze życie towarzyskie nie zostało jeszcze chyba skolonizowane przez fejsa do tego stopnia, że z powodu nowych „standardów społeczności” przestaniemy uprawiać seks. Zawsze można umówić się przez telefon albo, o zgrozo, „na żywo”. Ale inicjatywy zajmujące się edukacją seksualną czy instytucje dbające o zdrowie seksualne mogą mieć poważny problem z dotarciem ze swoim przekazem, skoro „erekcja” i „wilgotność” to od grudnia tematy zakazane.

Rodzice Lily z Assasination Nation też nie potrafili rozmawiać o seksualności ze swoją nastoletnią córką. Podczas obiadu w jednej z początkowych scen filmu Lily stara się im wytłumaczyć, że purytańska paranoja wokół nagości może skończyć się źle. Nie są zainteresowani dyskusją. W ich domu nie rozmawia się na takie tematy. Kilka scen później wyrzucają ją boso z domu, a kilka następnych scen później trup ściele się już gęsto. Innego końca fejsa nie będzie.

Bio

Dawid Krawczyk

| Reporter Krytyki Politycznej
Autor reportaży, wywiadów, analiz i recenzji. Absolwent Filozofii i Filologii angielskiej na Uniwersytecie Wrocławskim. W Krytyce Politycznej od 2011 roku. Redaktor działu Narkopolityka poświęconego krajowej i międzynarodowej polityce narkotykowej. Publikował między innymi w Magazynie Świątecznym "Gazety Wyborczej" oraz polskiej edycji "Le Monde Diplomatique". Tłumaczenia jego tekstów ukazywały się w językach: angielskim, czeskim, rumuńskim, węgierskim i włoskim.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.