Świat

Marionetka Wall Street?

W żadnym razie. Hillary Clinton idzie do wyborów z najbardziej lewicowym programem od pół wieku.

We wtorek 8 listopada obywatele i obywatelki Stanów Zjednoczonych wybiorą przyszłego prezydenta. Przewaga Clinton nad Donaldem Trumpem według sondaży stopniała do jednego punktu procentowego, jednak ordynacja wyborcza sprawia, że wciąż ma ona większe szanse na zwycięstwo. Z jakim programem gospodarczym idzie do wyborów pierwsza kandydatka jednej z dwóch głównych partii na prezydenta USA?

Wybór pomiędzy Trumpem a Clinton przez część lewicowych komentatorów przedstawiany jest jako konieczność oddania głosu na „mniejsze zło”. Zgodnie z tą narracją Hillary Clinton jest zamieszaną w szereg afer marionetką Wall Street niedającą żadnej nadziei na realną zmianę w Stanach Zjednoczonych. Zwolennicy tej tezy całkowicie ignorują jednak fakt, że kandydatka Demokratów idzie do wyborów z najbardziej lewicowym programem od pół wieku.

Co osiągnął Obama?

Najpierw jednak przyjrzyjmy się dokonaniom obecnego prezydenta. Czy te osiem lat w Białym Domu to dobrze wykorzystany czas? Zdecydowanie tak.

Prezydentura Obamy to 80 miesięcy nieprzerwanego wzrostu gospodarczego, 70 miesięcy wzrostu zatrudnienia i najwyższy kurs Dow Jones w historii. Jeśli te liczby same z siebie nie robią wrażenia, warto nadmienić, że druga z nich to najdłuższy okres wzrostu zatrudnienia od 1939 roku, kiedy Departament Pracy rozpoczął prowadzenie statystyk. W 2009 roku stopa bezrobocia wynosiła 10,1%, w 2016 spadła do mniej niż 5%. Administracja Demokratów przejęła Stany Zjednoczone w najgorszym kryzysie od lat 30., na który odpowiedziała znacznie skutecznej niż konserwatywne europejskie rządy.

Prezydentura Obamy to przyjęty w 2010 roku Affordable Care Act (tzw. Obamacare), który zapewnił dostęp do ochrony zdrowia 32 milionom obywateli i obywatelek dotąd go pozbawionych. To również wart 800 miliardów dolarów pakiet stymulacyjny z 2009 roku i reforma regulacji sektora finansowego, która zwiększa wymogi kapitałowe instytucji finansowych oraz ogranicza możliwość handlu przez nie instrumentami pochodnymi, a także szereg zmian poprawiających pozycję klientów sektora finansowego. To reforma systemu finansowania studiów, która sprawiała, że kredyty przyznawane są bezpośrednio przez władze federalne. Wykluczenie banków z tego procesu umożliwiło zaoszczędzenie 40 miliardów dolarów, które przeznaczone zostały na stypendia dla studentów i studentek z biednych rodzin. Wreszcie to przywództwo, bez którego prawdopodobnie nie byłoby możliwe podpisanie porozumienia paryskiego – pierwszego w historii prawnie wiążącego światowego porozumienia zakładające obniżenie emisji, koniecznego do powstrzymania globalnego ocieplenia.

Czy należało zrobić więcej? Oczywiście – Stany Zjednoczone są wciąż krajem o rekordowo wysokim poziomie nierówności dochodowych, niskiej mobilności społecznej, szkodliwej dla środowiska gospodarce. Biorąc jednak pod uwagę z jak silną republikańską opozycją (kontrolującą 31 z 50 stanów oraz mającą większość w obu izbach Kongresu) musi zmagać się Obama, trudno nazwać jego osiągnięcia inaczej niż sukcesem.

Kim jest Hillary?

Prawdopodobna następczyni Obamy jest umiarkowaną jastrzębicą, ale polityka zagraniczna nie powinna przysłaniać innych jej osiągnięć. Mając za sobą 40 lat działalności publicznej – od organizacji pozarządowej walczącej o prawa dzieci, przez rolę pierwszej damy, dwie kadencje w Senacie Stanów Zjednoczonych i funkcję sekretarz stanu w pierwszej kadencji Obamy – jest prawdopodobnie najlepiej przygotowaną do sprawowania urzędu kandydatką w historii.

W latach 90. sprzeciwiała się uczynieniu redukcji długu najwyższym priorytetem oraz stoczyła przegraną walkę o powszechne ubezpieczenie zdrowotne w Stanach Zjednoczonych. Nawet porażka przyniosła jednak pewne owoce – ustalono Children’s Health Insurance Program, który zapewnił dostęp do opieki zdrowotnej dodatkowym ośmiu milionom dzieci. W 1995 roku na konferencji ONZ w Pekinie mimo sprzeciwu administracji swojego męża zadeklarowała, że prawa kobiet są nieodłączną i integralną częścią praw człowieka.

Analiza głosowań w Senacie USA jasno pokazuje, że Clinton znajduje się gospodarczo na lewo od Obamy i większości Demokratów. W okresie sprawowania senackiego mandatu głosowała przeciwko reformom podatkowym Busha, sprzeciwiła się ratyfikacji CAFTA, argumentując, że porozumienie nie spełnia standardów ekologicznych i prawa pracy. Stała na czele grupy senatorów chcących zwiększyć dostęp do internetu szerokopasmowego na obszarach wiejskich, jasno opowiadała się za liberalizacją prawa imigracyjnego, poparła pokryzysowe pakiety stymulacyjne, proponowała reformy ograniczające gender gap.

Trudno uwierzyć, że osoba, która po ukończeniu prestiżowego wydziału prawa rezygnuje z dobrze płatnej pracy w kancelarii na rzecz działalności w organizacji pozarządowej, kobieta jeszcze dwie dekady temu przedstawiana jako „wojująca feministka”, która utrudni Clintonowi wygranie wyborów, aktywistka i polityczka o szerokiej liście postępowych osiągnięć, dla tak wielu jest dziś jedynie żoną swojego męża i reprezentantką Wall Street.

Polityka w 2016 roku wciąż nie jest miejscem przyjaznym kobietom.

Analizy ilościowe wskazują, że ze względu na rasę Obama osiągnął poparcie niższe o 3-5 punktów procentowych. Badania jasno dowodzą, że wyborcy i wyborczynie wolą głosować na mężczyzn niż kobiety, a kandydatka musi być lepiej wykwalifikowana, jeśli ma osiągnąć sukces. Ile utraconych głosów będzie kosztować Clinton jej płeć?

Co zrobi prezydent Clinton?

Na program gospodarczy Hillary Clinton składają się podwyżki podatków dla najbogatszych, wzmocnienie regulacji Wall Street, największy plan inwestycyjny od czasu budowy autostrad międzystanowych przez prezydenta Eisenhowera, zielona energia oraz darmowe studia. Program, który nawet w Europie uchodziłby za zdecydowanie lewicowy, w „wolnorynkowych” Stanach Zjednoczonych tym bardziej zasługuje na to określenie. Pamiętając, że możliwość jego realizacji zależy w dużej mierze od wyniku wyborów do Izby Reprezentantów, przyjrzyjmy się jego szczegółom.

Hillary Clinton proponuje wprowadzenie „reguły Buffeta” – niezależnie od stosowanych przez znajdujących się w najwyższych progach podatników ulg i odliczeń ich efektywny podatek nie będzie mógł wynieść mniej niż 30%. Najwyższa stawka podatku dochodowego zostanie podwyższona do 43,6%, wprowadzone zostaną także podwyżki podatku od dziedziczenia nieruchomości. Najwyższa stawka podatku od dziedziczenia nieruchomości wyniesie 65%, co bez wątpienia byłoby światowym rekordem. Zamknięte zostaną luki podatkowe, a korporacje na papierze wyprowadzające się z USA, aby uniknąć opodatkowania zysków, będą musiały zapłacić specjalny podatek „od wyjścia” (exit tax). Osoby w górnym 1% dochodów (zarabiające więcej niż 784 tysiące dolarów rocznie) będą musiały zapłacić rocznie ok. 78 tysięcy dolarów więcej. Ci z górnego promila (ponad 3,2 mln dolarów) wpłacą do budżetu państwa przeciętnie pół miliona dolarów więcej. Dla małego biznesu (zatrudniającego mniej niż 5 pracowników) podatki zostaną obniżone i uproszczone, podobnie dla zdecydowanej większości rodzin. Zdaniem ekonomistów kojarzonych z Partią Demokratyczną proponowane zmiany w systemie podatkowym zwiększą dochody sektora publicznego o 1,4 biliona dolarów w ciągu dekady, zdaniem konserwatywnej Tax Foudation o blisko 700 miliardów.

Główną pozycją po stronie wydatków jest opiewający na 275 miliardów dolarów w ciągu pięciu lat plan inwestycyjny. Środki przeznaczone zostaną na inwestycje w infrastrukturę, transport publiczny, zieloną energię oraz zapewnienie wszystkim gospodarstwom domowym w USA dostępu do szerokopasmowego internetu. W ciągu dekady w Stanach ma zostać zainstalowane pół miliarda paneli słonecznych (wzrost o 700% względem dnia dzisiejszego), a konsumpcja energii i zużycie ropy mają zostać obniżone o 1/3. Clean Energy Challange udostępni stanom, władzom samorządowym i społecznościom lokalnym 60 miliardów dolarów na inwestycje w energię odnawialną. 10 miliardów dolarów zostanie przeznaczone na inicjatywę „Make it in America” wspierającą amerykański przemysł. Zwiększone zostaną nakłady na edukację, w tym w szczególności STEM (przedmioty przyrodnicze, matematyczne i techniczne).

Według szacunków głównego analityka Moody’s Marka Zandiego planowane przez Clinton inwestycje wykreują dodatkowych 10 milionów miejsc pracy.

Płaca minimalna zostanie podwyższona z 7,25 do 12 dolarów na godzinę, a władzę stanowe będą zachęcane do podniesienia jej do 15 dolarów. Wzmocnione zostaną związki zawodowe oraz negocjacje zbiorowe, a korporacje zostaną zachęcone do dzielenia się zyskami z pracownikami oraz inwestowania w kapitał ludzki. Stany Zjednoczone przestaną być jedynym rozwiniętym krajem na świecie bez płatnego urlopu macierzyńskiego – wprowadzone zostaną płatne 12-tygodniowe urlopy macierzyńskie i zdrowotne. Rozszerzony zostanie dostęp do świadczeń społecznych, zwiększony zostanie wkład najbogatszych do systemu ubezpieczeń społecznych.

Hillary Clinton często przedstawiana jest jako „kandydatka Wall Street”. Silne regulacje rynku finansowego są oczywiście także w interesie finansjery, ale wątpliwe, aby osoby posługujące się tym określeniem znały plany Clinton względem amerykańskiej giełdy. Największe instytucje finansowe miałyby zostać obłożone składką, która będzie rekompensować ryzyko systemowe, bankierzy będą własnymi wynagrodzeniami odpowiadać za straty banków, opodatkowany zostanie handel automatyczny (High Frequency Trading), korporacje w większym stopniu odpowiadać będą za proponowane szkody.

Czy otrzymywane przez sztab Clinton dotacje od instytucji finansowych każą postawić te plany pod znakiem zapytania? Niekoniecznie. Trudno o większą klęskę dla amerykańskiego rynku finansowego niż ewentualne zwycięstwo Trumpa i wywołane nim zamieszanie na arenie międzynarodowej. W tej sytuacji wsparcie ze strony korporacji dla Clinton nie jest niczym specjalnie zaskakującym.

Jednym z głównych problemów młodych Amerykanek i Amerykanów jest dług studencki. 44 miliony obywateli i obywatelek USA spłaca długi zaciągnięte na sfinansowanie studiów. W wypadku wygranej Clinton od początku kadencji studenci pochodzący z rodzin o dochodach poniżej 85 tysięcy dolarów rocznie zostaną zwolnieni z czesnego, od 2021 roku reforma dotyczyć będzie też osób z gospodarstw domowych poniżej 125 tysięcy dolarów rocznie. Średni dochód gospodarstwa domowego w USA wynosi niecałe 80 tysięcy dolarów, poniżej kwoty 85 tys znajduje się ponad 60% gospodarstw domowych, dochody powyżej 125 tysięcy odnotowuje około 15% najzamożniejszych gospodarstw domowych. Ułatwiona zostanie spłata istniejących i przyszłych długów studenckich, raty nie będzie mogła przekroczyć 10% dochodu, a po 20 latach niespłacona kwota będzie anulowana. Osoby zakładające przedsiębiorstwa lub organizacje społeczne przez pierwsze trzy lata zwolnione będą ze spłat długów studenckich. 25 miliardów dolarów zostanie przeznaczonych na instytucje szkolnictwa wyższego służące mniejszościom.

Program Hillary Clinton to oprócz zagadnień stricte ekonomicznych również liberalizacją prawa imigracyjnego, prawa mniejszości, ograniczenie fali przemocy związanej z użyciem broni, reforma prawa karnego i więziennictwa, ograniczenie wpływu korporacji na politykę – powołanie nowych sędziów do Sądu Najwyższego, którzy mieliby zmienić wyrok w sprawie Citizens United, a w ciągu pierwszych 30 dni rządów projekt poprawki do konstytucji, która ograniczy możliwość finansowania kampanii wyborczych przez milionerów i korporacje.

Clinton to nie „mniejsze zło”

Partia Demokratyczna idzie do wyborów z najbardziej lewicowym programem od dawna. Nie jest to zasługą jedynie Hillary Clinton – na program partii politycznej zawsze wpływają różne grupy interesu i frakcje.

W tej kampanii ogromne znaczenie miała kandydatura lewicowego senatora Berniego Sendersa, który zresztą prawdopodobnie dołączy do administracji Clinton lub zostanie przewodniczącym komisji budżetu w Senacie.

Głos na kandydatkę Demokratów nie jest głosem na mniejsze zło, ale na progresywny i realny program dla Stanów Zjednoczonych.

Po ośmiu latach Obamy Stany Zjednoczone są lepszym krajem do życia. Wciąż pozostało jednak bardzo dużo do zrobienia. Kadencja lub dwie Hillary Clinton to kolejne zdecydowane kroki w słusznym kierunku, a także szansa na to, aby udowodnić miliardom, że kobieta może być prezydentką największego mocarstwa na świecie.

Marcin Wroński – ekonomista, absolwent Szkoły Głównej Handlowej, student Wolnego Uniwersytetu Berlina, członek Rady Krajowej Partii Razem. Publikował między innymi w: „Obserwatorze Finansowym”, „Wiedzy i Życiu”, „Tygodniku Przegląd”.

ZLI-SAMARYTANIE-Ha-Joon-Chang

 

**Dziennik Opinii nr 308/2016 (1508)

Bio

Marcin Wroński

| Absolwent ekonomii, członek Razem
Ekonomista, absolwent Szkoły Głównej Handlowej, student Wolnego Uniwersytetu Berlina, członek Rady Krajowej Partii Razem. Publikował między innymi w: Krytyce Politycznej, „Obserwatorze Finansowym”, „Wiedzy i Życiu”, „Tygodniku Przegląd”.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.