Świat

Politycy zrobili już swoje. Czas wezwać inżynierów

Na zakończonym niedawno szczycie klimatycznym w Katowicach dyplomaci przyjęli „zbiór zasad”, którymi powinna się kierować polityka klimatyczna wszystkich krajów. Kiedy przywódcy polityczni spotkają się ponownie we wrześniu, by znów debatować o zmianie klimatu, powinni ich tam powitać najwybitniejsi inżynierowie świata – i wręczyć politykom gotowy plan działania.

NOWY JORK – Na 24. Konferencji Stron Konwencji Narodów Zjednoczonych w Sprawie Zmian Klimatu (COP24), która odbyła się w Katowicach, udało się ustalić zbiór zasad dotyczących wdrożenia Porozumienia paryskiego z 2015 roku. Pod umową podpisały się wszystkie państwa członkowskie ONZ. Ale to nie wystarczy, żeby uniknąć katastrofy klimatycznej. Czas wezwać inżynierów.


Sukces COP24 jest znaczący, jak na nieustępliwy lobbing i opór branży paliw kopalnych. Dyplomaci posłuchali naukowców i wiedzą, jaka jest prawda: jeśli do połowy stulecia świat nie przejdzie na gospodarkę bezemisyjną, ludzkość stanie w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Miliony ludzi w ostatnich latach odczuły już boleśnie skutki takich zjawisk jak ekstremalne upały, susze, nagłe powodzie, potężne huragany i niszczycielskie pożary lasów, które wiążą się z tym, że temperatura na Ziemi jest już o 1,1°C wyższa od średniej sprzed rewolucji przemysłowej. Jeśli ocieplenie przekroczy 1,5 albo 2 stopnie jeszcze w tym stuleciu (a takich temperatur nie było jeszcze w całej, liczącej 10 tysięcy lat historii ludzkiej cywilizacji), świat stanie się znacznie bardziej niebezpieczny.

Klimatyczny holocaust, czyli ostateczny triumf pogoni za wzrostem

Porozumienie paryskie zobowiązuje rządy państw do zahamowania wzrostu temperatury „znacznie poniżej progu 2°C” oraz do podjęcia „wysiłków mających na celu ograniczenie wzrostu temperatury do 1,5 °C powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej”. Teraz mamy także zbiór zasad dotyczących pomiarów emisji gazów cieplarnianych, dzielenia się wiedzą oraz obliczania transferów finansowych między państwami bogatymi a biedniejszymi. Wciąż jednak brakuje planów przestawienia globalnej energetyki na energię odnawialną do połowy stulecia.

Dyplomaci nie są oczywiście ekspertami od zagadnień technicznych. Do kolejnego etapu potrzeba światowych ekspertów w dziedzinie inżynierii – ludzi zajmujących się wytwarzaniem i przesyłem energii, projektowaniem pojazdów elektrycznych i ogniw wodorowych, zastosowaniem sztucznej inteligencji w systemach zarządzania energią, energooszczędną urbanistyką, transportem publicznym i pokrewnymi tematami. Przez ostatnie 24 lata pierwszoplanową rolę na szczytach klimatycznych ONZ grali dyplomaci. Czas, by centralne miejsce na scenie zajęli inżynierowie.

Bińczyk: Ludzkość jest dziś jednocześnie supersprawcza i bezradna!

Porozumienie paryskie zakłada, że każdy rząd osobno przeprowadzi konsultacje ze swoimi, krajowymi inżynierami, a następnie stworzy krajową strategię energetyczną. Każde ze 193 państw członkowskich ONZ ma więc przygotować osobny plan. Takie podejście świadczy o zasadniczym niezrozumieniu tego, jak powinna przebiegać światowa transformacja energetyczna. Potrzebujemy rozwiązań, które zostaną uzgodnione i skoordynowane w skali międzynarodowej, a nie w każdym kraju z osobna.

Globalne systemy inżynieryjne wymagają globalnej koordynacji. Spójrzmy na lotnictwo cywilne, triumf skoordynowanej pracy inżynierów. W 2017 roku na całym świecie odbyło się 41,8 miliona lotów bez ani jednego wypadku pasażerskiego odrzutowca, w którym zginęliby ludzie.

System lotnictwa cywilnego działa tak dobrze, bo wszystkie państwa świata używają maszyn produkowanych przez kilka globalnych firm i stosują te same standardowe procedury operacyjne w obszarach takich jak nawigacja, kontrola lotów, bezpieczeństwo lotnisk i maszyn lotniczych, serwis, ubezpieczenia itd. Inne globalne systemy mają podobny poziom koordynacji. Każdego dnia banki wykonują  transfery pieniężne na nieprawdopodobną kwotę 2,7 biliona dolarów (bilion, czyli tysiąc miliardów). Mimo to operacje przebiegają rutynowo, według ustandaryzowanych procedur bankowości i komunikacji. Miliardy operacji w internecie oraz działanie telefonii komórkowej jest możliwe dzięki wspólnym protokołom. Skala i niezawodność światowych systemów technologicznych zapiera dech w piersiach – a wszystkie one wymagają rozwiązań wprowadzanych na poziomie globalnym, a nie w poszczególnych krajach.

Przejście na energię odnawialną dałoby się znacznie przyspieszyć, gdyby rządy państw świata postawiły wreszcie na inżynierów. Spójrzmy, co się działo, kiedy w maju 1961 roku prezydent John F. Kennedy wezwał Amerykanów, by do końca dekady wysłali ludzi na Księżyc i bezpiecznie sprowadzili ich na Ziemię. NASA zmobilizowała setki tysięcy inżynierów i innych ekspertów. Cel osiągnięto w lipcu 1969, tuż przed niezwykle ambitnym terminem wyznaczonym przez Kennedy’ego.


Niedawno uczestniczyłem w dyskusji panelowej z trzema ekonomistami i jednym inżynierem wysokiego szczebla, który pracuje w sektorze biznesowym. Ekonomiści zabrali głos jako pierwsi. Mówili o cenach emisji węglowych, internalizacji efektów zewnętrznych, taryfach gwarantowanych, kompensacji emisji i tak dalej. Inżynier mówił krótko, rzeczowo i mądrze. – Nie bardzo rozumiem, o czym wy, ekonomiści, mówicie, ale mam pewien pomysł. Dajcie nam, inżynierom, docelową „specyfikację” i termin, a my wykonamy zadanie – oświadczył. Nie była to z jego strony brawura.

Wobec tego podajmy specyfikacje. Aby ocieplenie nie przekroczyło 1,5 stopnia Celsjusza, do połowy stulecia system energetyczny świata musi stać się bezemisyjny. Wymaga to ogromnej mobilizacji bezemisyjnych źródeł energii, takich jak wiatr, słońce i woda, a także stworzenia takiego systemu energetycznego, który będzie mógł się uporać z przerwami w dostawie mocy związanymi z tym, że akurat słońce nie świeci, wiatr wieje słabo, a wody w rzekach płyną bardziej leniwie niż zwykle.

Zamiast dać się wmanewrować w poczucie winy lepiej porządnie się wkurzyć

Bezemisyjna energia elektryczna będzie napędzać samochody elektryczne, które zastąpią całkowicie auta z silnikami spalinowymi. Dzięki niej wytwarzać będziemy także paliwa bezemisyjne – wodór dla transportu oceanicznego oraz syntetyczne węglowodory dla lotnictwa. Zamiast węgla, ropy i gazu do ocieplania domów i biur wykorzystywać będziemy ogrzewanie elektryczne. A wysokonakładowe energetycznie gałęzie przemysłu – np. produkcja aluminium lub stali – zamiast paliw kopalnych będą wykorzystywać bezemisyjną elektryczność oraz wodór.

Wszystkie te bezemisyjne rozwiązania nie mogą się zamykać w granicach żadnego kraju. Najtańsze w eksploatacji i najbardziej obfite źródła energii odnawialnej zwykle znajdują się z dala od skupisk ludzkich: na pustyni, w górach albo na morzu, gdzie buduje się farmy wiatrowe. Dlatego w przyszłości trzeba będzie tę energię przesyłać na duże odległości (w wielu przypadkach przez granice kilku państw) za pomocą specjalnych wysokonapięciowych linii przesyłowych. Korzyści z budowy międzypaństwowego systemu do przesyłu energii na duże odległości bardzo mocno podkreśla organizacja GEIDCO (Global Energy Interconnection Development and Cooperation Organization), zrzeszająca firmy i instytucje z całego świata, założona w 2016 roku przez państwowego chińskiego dostawcę energii elektrycznej, State Grid Corporation of China.

Żeby czarny był zielony, czyli jak odchodzić od węgla?

Każdy rozsądny scenariusz światowej dekarbonizacji zakłada, że wiele z państw, które dziś eksportują paliwa kopalne, stanie się w przyszłości eksporterami energii bezemisyjnej. Producenci ropy naftowej z Zatoki Perskiej powinni na gigantycznych pustyniach Półwyspu Arabskiego wytwarzać energię słoneczną i przesyłać ją do Europy i Azji. Australia – wielki eksporter węgla – powinna wykorzystać solarny potencjał swoich wielkich pustkowi, by podwodnymi kablami słać energię dla całej Azji Południowo-Wschodniej. Kanada powinna zwiększyć eksport bezemisyjnej energii wodnej na rynek amerykański i skończyć wreszcie z eksploatacją piasków bitumicznych.

W Katowicach dyplomatom udało się zgodnie z oczekiwaniami wypracować zasady wdrażania porozumienia paryskiego w założonych ramach czasowych – to istotne osiągnięcie. Następny etap należy do inżynierów. Transformacja energetyczna dla bezpieczeństwa klimatycznego to nasz lot na Księżyc. Kiedy we wrześniu przyszłego roku głowy państw zbiorą się na sesji ONZ, czołowi inżynierowie całego świata powinni przygotować im na powitanie przełomowy, ramowy plan globalnych działań.

 

**
Copyright: Project Syndicate, 2018. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożył Maciej Domagała.

Bio

Jeffrey D. Sachs

| Ekonomista, Columbia University
Profesor Zrównoważonego Rozwoju oraz profesor Polityki i Zarządzania Zdrowiem Publicznym na Uniwersytecie Columbia. Jest dyrektorem Centrum ds. Zrównoważonego Rozwoju na Columbii oraz Sieci Rozwiązań na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju przy ONZ.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.