Świat

Radykalizacja w izolacji – sukces holenderskiej Partii Wolności

Geert Wilders

Czy formacja Geerta Wildersa jest dobrym przykładem bezprecedensowego rozwoju skrajnego prawicowego populizmu na Zachodzie?

Skrajni prawicowi populiści z Partii Wolności (PVV) remisują obecnie w sondażowym wyścigu o pierwsze miejsce w zbliżających się wyborach parlamentarnych. Ich lider – Geert Wilders – nazywany jest „holenderskim Trumpem”. Czy wynik ten świadczy o narastającej fali prawicowego populizmu w tym kraju? Co stoi za sukcesem ugrupowania? Jak wypada jego porównanie z innymi partiami tego typu?

Wilders założył swoje stronnictwo w roku 2004 po odejściu z centroprawicowej partii liberalnej. W dwa lata później PVV po raz pierwszy zdobyła miejsca w parlamencie. Inicjatywa Wildersa zajęła niszę pozostawioną przez Pima Fortuyna. W roku 2002 poczynił on niemałe zamieszanie na holenderskiej scenie politycznej kampanią skupiającą się na imigracji, islamie, integracji oraz tożsamości narodowej. Do tego czasu holenderskie partie skupiały się głównie na kwestiach ekonomicznych. Najważniejszymi z nich – idąc od prawa do lewa – byli konserwatywni liberałowie (VVD), centrowi chadecy (CDA), socjalliberałowie (D66), socjaldemokraci z Partii Pracy (PvdA) oraz dwie mniejsze partie lewicowe, czyli Zielona Lewica (GroenLinks) oraz Partia Socjalistyczna (SP). Debaty polityczne skupiały się na szukaniu równowagi między inwestycjami publicznymi a odpowiedzialnością budżetową, bezrobociem a redystrybucją czy między wzrostem gospodarczym a ochroną środowiska. Zamiast tego Fortuyn mówił o rosnącej liczbie muzułmańskich imigrantów oraz wpływie tego faktu na społeczną akceptację dla homoseksualistów i praw kobiet. Po tym, jak tuż przed samymi wyborami został on zastrzelony, szereg polityków chciało stać się jego kolejnym wcieleniem. Wildersowi sztuka ta się powiodła.

Dziedzice tradycji socjaldemokratycznej

Ideologia Partii Wolności (PVV) ogniskuje się na trzech kwestiach: ochronie holenderskiej tożsamości, suwerenności oraz państwa dobrobytu.

Kwestie kulturowe wysuwają się tu na pierwszy plan. Podobnie jak niegdyś Pim Fortuyn (i inaczej niż tradycyjna skrajna prawica) Wilders cechuje się „nowoczesnymi” poglądami na prawa kobiet, lesbijek, gejów czy osób biseksualnych. PVV nie proponuje poszerzania ich praw – twierdzi za to, że chroni prawa „naszych kobiet” przez zewnętrznym zagrożeniem ze strony islamu. Traktuje go nie jako religię, lecz dążącą do dominacji ideologię. Choć twierdzenie to nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością należy odnotować, że poglądy pierwszego i drugiego pokolenia imigrantów z Turcji czy Maroka w kwestiach takich jak kwestie płci czy etyki seksualnej bywają bardziej konserwatywne niż reszty społeczeństwa. PVV okazuje się zatem formą fundamentalistycznej partii liberalnej, chcącej chronić wartości bliskie pokoleniu ’68 – wolności kobiet oraz osób homoseksualnych. Nawołuje zatem do zamknięcia holenderskich granic przed (muzułmańskimi) imigrantami oraz ograniczeniem ich wolności religijnych.

Drugą istotną kwestią dla tej partii jest suwerenność holenderskich obywatelek i obywateli. Proponuje tu szereg reform. Jest ona silną orędowniczką demokracji bezpośredniej – szczególnie w jej referendalnej formie – a więc opowiada się za czymś, co od lat postulowały również postępowe partie lewicowe. Zdaniem PVV zewnętrznym zagrożeniem dla holenderskiej suwerenności jest Unia Europejska. Prowadziła on kampanię przeciwko przyjęciu europejskiej konstytucji w roku 2005. Mimo iż większość zagłosowała przeciwko traktatowi, został on ostatecznie przyjęty z jedynie kosmetycznymi zmianami. Partia Wolności widzi wielki problem w tym rozziewie między decyzją Holenderek i Holendrów a niezdolnością do jej zrealizowania na szczeblu unijnym. Ów demokratyczny deficyt stanowi problem również z perspektywy ugrupowań lewicowych.

Od roku 2010 PVV rozwija swój własny przekaz ekonomiczny. Podczas zasiadania w szeregach konserwatywnych liberałów Wilders był gorącym orędownikiem obniżania podatków. Choć jest to również hasło Partii Wolności to swoje postulaty społeczno-ekonomiczne uzupełniła o nowe treści. Podczas ostatniego kryzysu ekonomicznego większość partii głównego nurtu postulowała cięcia budżetowe oraz reformy systemu zabezpieczeń społecznych, takie jak podniesienie wieku emerytalnego, liberalizację rynku pracy czy zwiększenie roli prywatnych wydatków w systemie ochrony zdrowia. PVV, która do tej pory była najbardziej prawicowym ugrupowaniem w holenderskim parlamencie, w stanowczy sposób sprzeciwiała się tym reformom – jedynym innym ugrupowaniem o podobnej postawie była Partia Socjalistyczna. Spowodowało to rekonfigurację sceny politycznej. Kwestie ekonomiczne są na niej debatowane na osi przeciwnicy/zwolennicy reform (Partia Socjalistyczna oraz Partia Wolności kontra cała reszta), jak również wzdłuż tradycyjnych podziałów na lewicę i prawicę. PVV nie wspiera większości postulatów dotyczących poszerzania sieci zabezpieczeń społecznych, zamiast tego skupiając się na ochronie interesów jej beneficjentów – starszych białych mężczyzn – poprzez zachowanie jej w dotychczasowej formie. Także i tutaj zagrożenie pochodzi z zewnątrz. Zdaniem ugrupowania holenderskie państwo dobrobytu jest niekompatybilne z imigracją, bowiem imigranci mogą w takim wypadku z łatwością przyjeżdżać i zacząć je nadużywać.

Biorąc pod uwagę międzynarodowy wzrost skrajnego, prawicowego populizmu lewicy z łatwością przychodzi portretowanie Partii Wolności jako zagrożenia dla holenderskiego społeczeństwa. Na bazie jej światopoglądowego liberalizmu, sprzeciwu wobec reformy systemu zabezpieczeń społecznych oraz chęci ochrony demokracji niektórzy argumentują, że upodabnia się ona do lokalnej lewicy. Naczelny ideolog ugrupowania, Martin Bosma, stwierdził wręcz, że równie mocno co dziedziczką holenderskiego liberalizmu jest ono również potomkiem holenderskiej tradycji socjaldemokratycznej. PVV próbuje pozyskać świecki elektorat z klasy robotniczej, tradycyjnie głosujący na PvdA. W dotychczasowych bastionach lewicy, takich jak dzielnice robotnicze czy Rotterdam notowania Partii Wolności są całkiem wysokie. Nieźle radzi sobie nawet wśród osób zrzeszonych w związkach zawodowych.

Radykalizacja w opozycji

Miedzy rokiem 2010 a 2012 ugrupowanie wspierało mniejszościowy rząd centroprawicy. Potem, gdy nadszedł czas koalicji konserwatywnych liberałów i socjaldemokratów, znalazło się w opozycji. Przemiany ideologiczne partii zmierzały w jednym kierunku – radykalizacji. W celu skupienia uwagi mediów jej postulaty stawały się coraz bardziej skrajne.

Przemiany ideologiczne partii zmierzały w jednym kierunku – radykalizacji.

Najmocniej widoczne jest to w kwestiach kulturowych. Przed rokiem 2014 ostro o to pytany Wilders rozróżniał muzułmanów od islamu. Twierdził, że ma problem nie z poszczególnymi osobami, ale z islamem jako ideologią. Jeszcze między 2010 a 2011 był on oskarżany (i oczyszczany z zarzutów) w związku z szeregiem wypowiedzi, w których zrównywał go z faszyzmem. Oczyszczono go również z zarzutów dyskryminacji. W czasie kampanii samorządowej w roku 2014, kiedy to PVV prowadziła kampanię tylko w Hadze i Rotterdamie przesunął środek ciężkości na Marokańczyków. W wieczór wyborczy pojawił się przed niewielką grupką zwolenników i pozwolił im krzyczeć, że chcą ich „mniej, mniej” w Hadze. Ruszyła nowa sprawa sądowa. Jesienią roku 2016 został uznany winnym dyskryminacji, odstąpiono jednak od wymierzenia kary. Wilders przeszedł od skupiania się na „religii jako ideologii” do uznawania za zagrożenie konkretnej grupy etnicznej. Przybliżyło go to do głównego nurtu skrajnej prawicy.

Podobnie radykalną zmianę zauważyć można w wypadku podejścia Partii Wolności do integracji europejskiej. Do roku 2010 była ona eurosceptyczna – apelowała o jej ograniczenie do poziomu Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Od roku 2012 domaga się tymczasem opuszczenia Unii Europejskiej, promując relacje z UE podobne do tych, jakie obecnie mają Norwegia czy Szwajcaria. Kampania referendalna z 2016 dotycząca umowy stowarzyszeniowej UE-Ukraina dała PVV kolejną okazję do okazania swojego sprzeciwu wobec Unii. Niezdolność rządu do wcielenia w życie wyniku na „nie” wyraźnie przypomina sytuację po referendum nad traktatem konstytucyjnym z roku 2005.
Podczas gdy partii udało się pokonać w 2006 innych pretendentów do dziedzictwa Fortuyna w kategorii sprzeciwu wobec islamu, to już jej postawa wobec integracji europejskiej czy skierowane przeciwko Marokańczykom wypowiedzi przyniosły znacznie gorsze rezultaty. Straciła głosy, gdy postanowiła je wykorzystać w kampanii europarlamentarnej w roku 2014. Antymarokańskie komentarze doprowadziły do wystąpienia z ugrupowania szeregu posłów i europosłów. Już wcześniej, będąc niezadowolonymi z kursu społeczno-ekonomicznego PVV, postanowili powołać do życia antyimigrancką, nawołującą do cięć podatkowych formację Dla Holandii (VNL).

Niewidzialna kampania

Partia Wolności powiązała swoją radykalizację z nową strategią medialną. W tegorocznej kampanii parlamentarnej postanowiła zignorować tradycyjne media. Podczas gdy inni politycy nie wychodzą ze studiów programów publicystycznych, PVV jak do tej pory pojawiła się tylko w jednej tego typu audycji, domagając się przy tym, by nie zapraszano do niej żadnych innych gości. W roku 2010 i 2012 pisała obszerne manifesty wyborcze – tym razem nie opublikowała nic poza jednostronicową deklaracją. W przeciwieństwie do poprzednich wyborów, kiedy jak inne partie zwróciła się do niezależnego Holenderskiego Biura Analizy Polityki Ekonomicznej o makroekonomiczny model wprowadzenia w życie swoich postulatów (uwzględniający kwestie, takie jak ich wpływ na poziom bezrobocia czy wzrostu gospodarczego), tym razem nie zdecydowała się na ten krok. Zamiast tego woli komunikować się za pomocą Twittera, którego Geert Wilders używa do prezentowania coraz bardziej skrajnych wypowiedzi. Tradycyjne media nie mogą w tej sytuacji robić nic innego, jak tylko cytować jego tweety w telewizji i pytać o nie innych polityków oraz komentatorów.

Międzynarodowy sukces

O tym, czy strategia ta przyniesie sukces, dowiemy się wkrótce. W „sondażu sondaży” Peilingwijzer Partia Wolności idzie łeb w łeb z konserwatywnymi liberałami. W czasie europejskiego kryzysu uchodźczego w roku 2015 – a nawet jeszcze jesienią 2016, kiedy to Wilders trafił przed sąd – Partia Wolności wyraźnie dominowała.

Z jednej strony media są obecnie pełne kampanii innych partii politycznych. Rządząca VVD przesunęła się mocno na prawo, szczególnie w kwestiach kulturowych. Premier Rutte powiedział np. popierającym Erdogana Holendrom tureckiego pochodzenia, że powinni się „wynieść”. Referendum w sprawie umowy UE-Ukraina w roku 2016 doprowadziło do wypączkowania eurosceptycznych, prawicowo-populistycznych ugrupowań. Poza wspomnianym już Dla Holandii, którego liderem jest jedna z twarzy sprzeciwu wobec tej umowy, dwie kolejne postaci z obozu „nie” założyły własne, populistyczne oraz antyelitarne formacje. Mogą one podciąć szanse Wildersa na sukces wyborczy.

W ostatnich tygodniach obecnej kampanii PVV oraz VVD wiążą swoje nadzieje z zaprezentowaniem decyzji wyborczej jako prezydenckiego wyścigu dwóch ich liderów. Konserwatywni liberałowie chcą przyciągnąć do siebie centrowy elektorat przedstawiając siebie jako główną barierę przed tym, by PVV stała się największym ugrupowaniem. Partia Wolności liczy z kolei na mobilizację rozczarowanych obecnym rządem.

Czy formacja Wildersa jest dobrym przykładem bezprecedensowego rozwoju skrajnego prawicowego populizmu na Zachodzie? Aktualne wyniki sondażowe ma ona wyjątkowe – Peilingwijzer daje jej 17%. Tyle samo, ile udało się zgromadzić w roku 2012 Pimowi Fortuynowi i o kilka punktów procentowych więcej, niż wynik wyborczy PVV z roku 2010. Jedyna różnica polega na tym, że dziś oznacza to bycie łeb w łeb z największą partią, związane z rozdrobnieniem holenderskiego pejzażu politycznego. Jeśli z takim wynikiem uda się jej stać największym ugrupowaniem, to będzie to najmniejsza zwycięska formacja w historii kraju. PVV raczej nie wejdzie do rządu, jako że wszystkie partie poza VVD oraz stronnictwem emerytów zadeklarowały, że nie zamierzają z nią współpracować. Biorąc pod uwagę wspomniane rozdrobnienie ewentualna koalicja do zdobycia większości parlamentarnej potrzebowałaby co najmniej czterech partii. To prawda, że Partii Wolności powodzi się w sondażach, w skali jej obecnego poparcia nie ma jednak niczego szczególnego.

Jak wypada jej porównanie do innych europejskich partii prawicowo-populistycznych? Na szczeblu unijnym zasiada ona w tej samej grupie politycznej co francuski Front Narodowy, Interes Flamandzki, Austriacka Partia Wolności, włoska Liga Północna czy polski Kongres Nowej Prawicy – Europie Narodów i Wolności. Partia Wolności różni się od sporej części z nich brakiem związków z przedwojennym faszyzmem. Co ciekawe jest najbardziej proizraelską partią w holenderskim parlamencie. Twierdziła, że niechętnie współpracuje z formacjami o antysemickiej historii, uznała jednak za swą siostrzaną partię Front Narodowy – szczególnie od czasu, gdy jej liderką została Marine Le Pen.

Jak już zostało to wspomniane PVV jest również bardziej progresywne w kwestiach takich jak prawa kobiet czy osób LGBT. W trakcie europejskiego kryzysu ekonomicznego partie te upodobniły się do siebie w kwestiach związanych z integracją europejską (Front Narodowy również chce dziś wyjścia Francji z UE) i zaczęły głośniej bronić państwo dobrobytu – w szczególności dotyczy to FN oraz Austriackiej Partii Wolności.

Widers płynie na fali fenomenu Trumpa.

Jasne są również podobieństwa między Partią Wolności i samym Geertem Wildersem a Donaldem Trumpem. Widers płynie na fali jego fenomenu. Wziął udział w konwencji Partii Republikańskiej w roku 2016, gdzie przemawiał na wydarzeniu zorganizowanym przez fanów Trumpa ze społeczności LGBT. Pokazywał jego sukces jako przykład tego, co powinno zdarzyć się również w Holandii. Widoczne są również jasne podobieństwa strategiczne i programowe. Obaj politycy lekceważą tradycyjne media, preferując używanie Twittera do szerzenia swych poglądów. Obaj chcą też chronić „nasze kobiety” przeciwko zagrożeniom, mającym na nie czyhać ze strony imigrantów. Swoje ostrze skierowali szczególnie mocno w stronę imigracji muzułmańskiej.

Czy zatem Partia Wolności jest najlepszym przykładem wzrostu populistycznej prawicy? Zarówno jej sukcesy wyborcze, jak i porównywanie z innymi formacjami wymaga pokazania kontekstu – nie jest bowiem obecnie bardziej popularna w sondażach niż inni prawicowi populiści w ostatnich 20 latach, a od innych tego typu formacji na świecie różni się niewykorzystywaniem w przekazie wątków antysemickich, homofobicznych czy mizoginii.

Tekst ukazał się na łamach magazynu „Green European Journal”. Tłumaczenie: Bartłomiej Kozek

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Partia Wildersa występowała również za ochroną praw zwierząt i doprowadziła do zakazu sadystycznych procedur w rzeźniach gdzie bestialsko podrzynali zwierzakom gardła tłumacząc wynaturzenie rytualnym wymogiem - halaal, co lewactwo gorąco popierało w ramach wolności zaboboniarstwa, nieważne że z okrutną, prymitywną mordą, bo jak wiadomo mniejszość może podrzynać ku chwale bóstw, aby nie poczuła się WYKLUCZONA. Słowo klucz lewactwa. Tak jak prawactwa - racja stanu.

Marcin_Lachowski

Postawa w stosunku do islamu staje się głównym kryterium odróżniającym lewicę od prawicy. Choćby tylko to powinno dać do myślenia osobom uważającym islamizację Europy za fikcję.

Prawicowa? Jak najbardziej. Radykalna? Niech nawet to będzie, chociaż nie wiem czy próbę ratowania resztek tożsamości można nazwać radykalizmem, ale dajcie już spokój z tym populizmem. To wy jesteście największymi populistami.

Wilders ma rację w kwestii islamu.

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!