Świat

Hamon – zwycięzca bez szans?

Tak jak Corbyn i Sanders, Hamon sytuuje się znacznie na lewo od głównego nurtu swojej partii. I tak jak oni nie boi się przedstawiać ambitnych wizji, nie oglądając się na wyborcze kalkulacje.

Prawybory na francuskiej centrolewicy wygrał w niedzielę Benoît Hamon. Były minister edukacji pokonał w drugiej turze byłego premiera Manuela Vallsa. Nie było to jednak triumfalne zwycięstwo.

Frekwencja w prawyborach była niska. Według dziennika „Liberation” wzięło w nich udział około 1,9 miliona osób. Mniej niż w prawyborach w 2011 roku (2,8 miliona głosujących), nie wspominając o zeszłorocznych prawyborach centroprawicy (4,4 miliona). Pokazuje to różnicę w mobilizacji elektoratów i nie jest dobrą wróżbą przed wyborami. Symulacje sondażowe przeprowadzone dla „Le Monde”, pokazywały, że niezależnie od tego, kto będzie kandydatem socjalistów nie ma szans na drugą turę. I Vallsa i Hamona wyprzedzają nie tylko Marine Le Pen i François Fillon, ale także Emmanuel Macron – młody bankier inwestycyjny ściągnięty do administracji Hollande’a. Latem zeszłego roku odszedł z rządu i ogłosił chęć kandydowania w wyborach prezydenckich.

Jakby tego wszystkiego było mało, kandydaturę Hamona mocno kontestuje prawe skrzydło partii. Nie wiadomo, czy zwycięzcy uda się zjednoczyć wokół siebie wszystkich Socjalistów.

Prezydentura zawiedzionych nadziei

A Partia Socjalistyczna i tak ma dość swoich problemów. Prezydentura François Hollande’a powszechnie oceniana jest w niej jako porażka. Notowania prezydenta były pod koniec zeszłego roku tak niskie, iż uznał on, że nie ma szans na reelekcję i postanowił o nią nie walczyć. Można powiedzieć, że jest to przejaw rzadkiej u polityka skromności i pokory, ale nie da się też ukryć towarzyszącego temu poczucia porażki lewicowego obozu.

Hollande wygrywał w 2012 roku wybory obiecując Francji ucieczkę od polityki austerity, koniec z dwucyfrowym bezrobociem, pracę dla młodych, połączenie rozwojowych impulsów z zachowaniem francuskiego modelu społecznego i walką o większą równość ekonomiczną. Nowy, socjalistyczny prezydent miał być także przeciwwagą dla lubującego się w luksusie i przyjaźniach z oligarchami Sarkozy’ego.

Z tych nadziei nie zostało dziś wiele. Mający służyć walce z ekonomicznymi nierównościami próg podatkowy w wysokości 75% okazał się porażką, z której rząd sam musiał się wycofać. Bezrobocie pozostaje na poziomie zbliżonym do 10%. 3,48 milionów Francuzów jest dziś bez pracy. O pół miliona więcej, niż na początku kadencji Hollande’a. Wśród młodych poniżej 25 roku życia bezrobocie sięga 25%. Kosztowna politycznie dla socjalistów liberalizacja kodeksu pracy z lata 2016 roku – przyjęta przy sporym sprzeciwie społecznym ze strony związków zawodowych – miała zbyt mało czasu, by przynieść efekty w postaci społecznie odczuwalnego wzrostu zatrudnienia.

Także o obietnicach, że Paryż z Hollandem w Pałacu Elizejskim będzie stolicą aktywnie walczącą o bardziej solidarną i socjalną Europę szybko można było zapomnieć. Politykę zagraniczną Hollande’a zdominował problem terroru i zamachów na terenie Francji. Czasami takie ataki skupiają społeczeństwo wokół nawet bardzo niepopularnych rządów. Nad Sekwaną tak się jednak nie stało.

Pragmatyk i marzyciel

Temperatura wyborczego starcia między Hamonem i Vallsem pokazała, jak bardzo socjaliści podzieleni są w sprawie tego, co zrobić z dziedzictwem administracji Hollande’a.

Obaj kandydaci zgadzali się w wielu kwestiach. Zgodnie mówili o znaczeniu nowych technologii i odnawialnych źródeł energii, jako koła zamachowego francuskiej gospodarki XXI wieku. Żaden z nich nie zamykał się przed zmianami, jakie nowe technologie mogą wnieść do współczesnych demokracji, przybliżając władzę do ludzi. Obaj zwracali uwagę na rolę zjednoczonej Europy, podkreślali konieczność głębszej integracji społecznej kontynentu i walki z dumpingiem socjalnym. Hamon obiecywał legalizację marihuany, Valls otwarcie drogi do dyskusji o legalizacji eutanazji.

Jednak język, w jakim komunikowali się z wyborcami, nie mógł być bardziej różny. Valls proponował ostrożne korekty dotychczasowej polityki Hollande’a. Przedstawiał się jako doświadczony technokrata, który wie, jak działa maszyna państwa, a przy tym ma dość wizji i energii, by przestawić ją na nowe tory. Hamon przedstawiał się jako outsider. Obiecywał radykalną przemianę samej partii socjalistycznej, a wraz z nią Francji.

Hamon obiecywał legalizację marihuany, Valls otwarcie drogi do dyskusji o legalizacji eutanazji.

Mówił o konieczności zastąpienia V Republiki VI. Wedle programu kandydata, ta miałaby skończyć z monarchicznym, skrojonym pod generała de Gaulle’a systemem, w którym centrum francuskiego życia politycznego jest prezydent. Hamon chce wzmocnienia kontrolnych funkcji parlamentu wobec władzy wykonawczej i wprowadzenia przynajmniej elementów proporcjonalności do obecnie większościowej ordynacji wyborczej. Obiecuje także wzmocnienie ludowej inicjatywy ustawodawczej, czy możliwość zgłaszania „obywatelskich poprawek” do procedowanych w parlamencie ustaw. Część budżetu państwa ma też mieć charakter partycypacyjny– obywatele sami on-line będą mogli zdecydować, jak rozdysponowane co roku będzie „co najmniej 5 miliardów euro”.

Hamon lubił powoływać się w swoich wypowiedziach na przykład Berniego Sandersa i jego kampanii w amerykańskich prawyborach. Niektóre media porównywały go z kolei do Jeremy’ego Corbyna. Tak jak Corbyn i Sanders, Hamon sytuuje się znacznie na lewo od głównego nurtu swojej partii. I tak jak oni nie boi się przedstawiać ambitnych wizji, nie oglądając się na wyborcze kalkulacje. Jego krytycy zarzucali mu, że zachowuje się, jakby zakładał, że socjaliści i tak nie mają w tych wyborach szans i odpuszczał centrowego wyborcę, walcząc o moralne przywództwo po nieuniknionej wiosennej klęsce.

800 euro dla każdego

Marzycielstwo, czy jak kto woli wizjonerstwo, Hamona najlepiej widać było w głównym sporze, jakie podzielił go z Vallsem: dyskusji o minimalnym dochodzie gwarantowanym. Hamon głosił w trakcie kampanii, że automatyzacja nieodwracalnie likwiduje część miejsc pracy, dlatego by zrekompensować efekty tych procesów potrzebny jest mechanizm zapewniający każdemu minimalny dochód niezależnie od pracy. Sfinansować miałby go m.in. specjalny dodatek od bogactwa wytwarzanego przez maszyny – roboty zastępujące pracowników przy taśmach, boty handlujące instrumentami finansowymi itp.

Na początku Hamon mówił o około 750-800 euro dla każdego dorosłego Francuza. Oznaczałoby to wydatki budżetowe na poziomie prawie 500 miliardów euro. Budżet Francji na rok 2016 wynosił 373 miliardy euro. Nawet zakładając, że podatek od robotów przyniesie spore wpływy, a minimalny dochód gwarantowany przyniesie oszczędności w innych wydatkach państwa, trudno uznać, by program ten się księgowo jakkolwiek domykał.

Fiala: Praca zabija nasze życie i związki

Atakowany przez swoich partyjnych kolegów, zarzucających mu kompletne nieprzemyślanie projektu, Hamon zaczął kluczyć i zmieniać swoją propozycję. W końcu z 800 euro dla wszystkich zszedł do podwyżki RSA (zasiłek przyznawany osobom powyżej 25. roku życia, osiągającym dochody poniżej pewnego minimum) do 600 euro i bezwarunkowym świadczeniu tej wysokości wypłacanym wszystkim w wieku 18-25 lat. Jednocześnie Hamon-prezydent ma rozpocząć pracę nad mechanizmem prowadzącym do faktycznego, bezwarunkowego świadczenia dla wszystkich.

Valls od początku atakował ten pomysł nie tylko za to, że nie dopina się budżetowo. Jego zdaniem, nie możemy uznać, że skończyło się społeczeństwo oparte na pracy i rozłożyć bezradnie ręce. To praca powinna być głównym źródłem dobrostanu społeczeństwa, a państwo powinno stać na straży tego, by obywatele osiągali „godziwy dochód”. Jego program proponuje w tym celu dopłaty dla osób zarabiających poniżej pewnego progu, inwestycje państwa w zielone technologie, czy zwolnienie z opodatkowania godzin nadliczbowych.

Złapany w dwa ognie

Program Hamona wygrał. Problem w tym, jak teraz zdoła do niego przekonać tę część własnej partii, która na niego nie głosowała. Jeszcze w ubiegłym tygodniu Valls mówił, że programu Hamona „nie da się bronić”. Jak spekuluje „Le Monde” część prawego skrzydła partii (w tym jej deputowanych) może nie uznać zwycięstwa Hamona i poprzeć Macrona.

Ten jest na razie czarnym koniem kampanii. Na spotkania z nim ściągają prawdziwe tłumy. Podobnie jak Hamon dużo mówi o nowych technologiach, przyszłości, cyfrowej demokracji. Jego retoryka próbuje łączyć ogień z wodą. Macron obiecuje bowiem Francuzom i więcej wolności (w tym gospodarczej) i równości ekonomicznej. Więcej indywidualizmu idącego w parze ze wzrostem solidarności.

Jak się to przekłada na konkretne propozycje? Macron postuluje m.in. uelastycznienie tygodnia pracy – dłuższy byłby dla młodych, skracałby się wraz z wiekiem pracownika. Obiecuje „społeczne ubezpieczenie” od braku zleceń dla samozatrudnionych i mikroprzedsiębiorców. Wielcy przedsiębiorcy mieliby bardziej dokładać się do składek na ubezpieczenie społeczne i emerytalne – tak, by zmniejszyć ich koszty po stronie pracownika. Młodzi mieli dostać voucher na wydatki związane z uczestnictwem w kulturze. Szkoły i inne instytucje publiczne miałyby we Francji Macrona zyskać więcej autonomii, a rynek pracy być bardziej elastyczny.

Te propozycje są mniej lub bardziej sensowne. Trudno w nich jednak dostrzec wielki, rewolucyjny projekt, prawdziwie nową polityczną jakość. A jednak Macronowi jak dotąd skutecznie udawało się sprzedawać jako coś we francuskiej polityce zupełnie nowego. Z pewnością będzie walczył z Hamonem o część tych samych wyborców, głównie miejski, nie-plebejski elektorat w średnim wieku. A to on przede wszystkim według portalu „Politico” miał głosować na Hamona w prawyborach.

Z lewej flanki Hamona atakować z kolei będzie Jean-Luc Mélenchon. Były działacz PS od lat próbuje budować na lewo od niej różne inicjatywy. Do tych wyborów startuje jako reprezentant ruchu społecznego „Francji Niepokornej” (France Insoumise). Mélenchon także chce VI Republiki, wierzy w zielone technologie, jako koło zamachowe rozwoju. Poza tym domaga się 32 godzinnego tygodnia pracy, wielkiej redystrybucji bogactwa, emerytury w wieku 60 lat, wypowiedzenia przez Francję traktatów europejskich i jej wystąpienia z NATO. Z tych dwóch ostatnich powodów w Polsce życzyć mu możemy jedynie jak najszybszej politycznej emerytury.

Stracona druga tura?

Jakie są szanse Mélenchona? Pięć lat temu zdobył 11% głosów. Obecnie sondaże dają mu do 14. Nie ma więc szans wygrać, ale może odebrać socjalistom szanse na drugą turę. Scenariusz, gdy Macron, Hamon i Mélenchon zdobywają każdy po kilkanaście procent, ale żaden nie wchodzi do drugiej tury jest na dzisiejszy dzień bardzo realny.

Hamon zdaje sobie z tego sprawę, dlatego już w niedzielę zapowiedział, że chce się spotkać z Mélenchonem i kandydatami zielonych i komunistów (gromadzących poparcie w okolicy 2%) i przekonać ich do swojej kandydatury. Najważniejszy dla tej układanki Mélenchon na razie odmawia spotkania i negocjacji z Hamonem. Mélenchon wie, że nie wygra, ale kalkuje, że jeśli udałoby mu się wyprzedzić Hamona wyborach, to wokół niego skupiłaby się lewica po kwietniowej klęsce. Dla Mélenchona Macron do lewicy w ogóle się już nie zalicza. A to on ma dziś według sondaży największe szanse na drugą turę.

Tam zmierzyłby się albo z Fillonem albo z Le Pen. Ten pierwszy ma obecnie własne kłopoty. Satyryczny tygodnik „Le Canard enchaîne” ujawnił niedawno, że małżonka Fillona – Penelope – przez lata zatrudniona była jako jego asystentka w parlamencie. W sumie miała zarobić na tym 500 tysięcy euro. Nie było w tym nic nielegalnego. Prawo nie zakazuje deputowanym zatrudniania członków rodziny jako asystentów, każdy poseł ma budżet na pensje dla asystentów – jak w Polsce. Z tym że zatrudnianie na tym stanowisku żony nigdy nie wygląda dobrze. Gazeta w dodatku donosi, że etat pani Fillon był fikcyjny – nie wykonywała żadnej faktycznej pracy. Fillon broni żony i atakuje „Canarda” – wszystko zależy teraz od oceny wyborców.

Kruszejące centrum

Jak się nie ułoży druga tura, to już teraz możemy powiedzieć, że wybory prezydenckie we Francji potwierdzają wspólny dla całego zachodu proces kruszenia politycznego centrum i kryzys tradycyjnych partii politycznych.

W dwóch głównych partiach – Socjalistach i Republikanach – wybory wygrali outsiderzy, kandydaci obiecujący rewolucyjne zmiany. Rewolucja Fillona ma być thatcherowska i katolicka, Hamona sandersowsko-corbynowska. Obaj stali trochę poza głównym nurtem swoich partii – Hamon o wiele mocniej.

Za sprawą Hamona po raz pierwszy w kampanii o najważniejsze stanowiska państwa Grupy G8 projekt minimalnego dochodu gwarantowanego będzie dyskutowany, jako propozycja poważnego kandydata. Silną pozycje odnotują też antysystemowi, populistyczni kandydaci – z lewa (Mélenchon) i prawa (Le Pen). Nawet najbardziej centrowy i nastawiony najmniej rewolucyjnie kandydat – Macron – swój program wyborczy zatytułował… „Rewolucja”.

Majmurek: Czy katolicki thatcheryzm powstrzyma Le Pen?

Stare centrum sceny politycznej, z jego chadecko-socjaldemokratycznymi skrzydłami, wyraźnie kruszeje. I choć nowe nie może się narodzić, widać, że stare utrzymać z dnia na dzień coraz trudniej.

Dla nas w Polsce w żywotnym interesie jest, by to nowe nie wyprowadziło Francji z Europy i NATO, utrzymało francuski kurs w sprawie Rosji i francusko-niemiecki sojusz, jako serce Europy. Dlatego niezależnie od osobistych sympatii, kibicować powinniśmy Macronowi i Hamonowi.

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.