Świat

Dziesięć dni urlopu dla ofiar przemocy domowej

Na razie w Nowej Zelandii. Kiedy w Polsce?

Nowa Zelandia przyjęła przełomowy pakiet ustaw mających na celu zwiększenie bezpieczeństwa ofiar przemocy domowej. Najważniejsza zmiana, która zapewniła wyspiarskiemu państwu na Pacyfiku kilka dni zainteresowania międzynarodowej opinii publicznej, to wprowadzenie 10-dniowego płatnego urlopu dla ofiar przemocy.

Zmiany zaproponowane przez posłankę nowozelandzkich Zielonych, Jan Logie, nie ograniczają się jednak tylko do specjalnego urlopu. Kiedy w kwietniu następnego roku prawo wejdzie w życie, pracodawcy będą zobowiązani dostosować się do potrzeb osób doświadczających przemocy. W jaki sposób? Na przykład przychylić się do prośby pracownicy o zmianę adresu email, jeśli partner stosujący przemoc wysyła natrętne wiadomości, albo umożliwić pracownikowi zmianę miejsca pracy w obrębie firmy, żeby uchronić go przed atakami ze strony sprawcy przemocy.

Przemoc tuż za ścianą

czytaj także

Przemoc tuż za ścianą

Katarzyna Paprota

Prace legislacyjne nad pakietem ustaw trwały ponad półtora roku. Jan Logie, inicjatorka zmian w nowozelandzkim prawie, zna temat nie tylko jako polityczka. Przed wstąpieniem do Partii Zielonych pracowała między innymi w ośrodku Hutt Valley Youth Health Service zapewniającym pomoc kobietom doświadczającym przemocy domowej. W przemowie wygłoszonej na forum parlamentu w 2012 roku mówiła o sobie z dumą, że jest „lewaczką i feministyczną lesbijką”. W grudniu 2016 roku złożyła projekt zmiany prawa zwiększającego zakres pomocy ofiarom przemocy domowej. 25 lipca 2018 roku parlament przegłosował nowe prawo stosunkiem głosów 63 do 57.

Brytyjski „Guardian”, podobnie jak większość mediów, zaraz po głosowaniu obwieścił, że to pierwsza taka ustawa na świecie. Później zmuszony był sprostować te informacje, odnotowując filipińskie prawo z 2004 roku. „Zgodnie z niniejszym prawem ofiary są uprawnione do wzięcia płatnego urlopu (do 10 dni) nie wliczającego się do pozostałych dni płatnego urlopu (…)” – czytamy na stronie filipińskiego rządu. „Płatne urlopy przysługują również ofiarom przemocy z prowincji Manitoba i Ontario w Kanadzie” – prostuje sam siebie „Guardian”.

Nowa Zelandia ma problem z przemocą domową, a zeszłotygodniowym głosowaniem pokazała, że jest tego świadoma. Za blisko połowę wszystkich zabójstw popełnianych na wyspach odpowiedzialni są członkowie rodziny. Według szacunków nowozelandzkiego Ministerstwa Sprawiedliwości aż 76% przypadków przemocy domowej nie jest zgłaszanych na policję. A tych zgłaszanych jest i tak na tyle dużo, że policja zajmuje się jednym przypadkiem co 5 minut. Co jednak najbardziej niepokojące, ilość przestępstw rośnie z roku na rok. Chociaż autorzy kampanii „It’s not OK”, mającej na celu uświadomić Nowozelandczykom skalę zjawiska, zaznaczają, że „nie jest jasne, czy wzrost zgłoszonych przypadków wynika ze wzrostu przestępczości, czy większej świadomości ofiar, które częściej zaczęły zgłaszać takie przypadki”.

10-dniowy urlop przysługiwać będzie natychmiast, a osoba zatrudniona nie będzie zobowiązana przedstawić dowodów tego, że jest ofiarą przemocy. Celem tego urlopu jest możliwie najszybsza separacja od oprawcy, zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom, przeorganizowanie sytuacji mieszkaniowej i zawodowej. Nie po wieloletnim procesie, nie po miesiącach wewnętrznych śledztw i posiedzeniach komisji, tylko natychmiast, właśnie wtedy, kiedy jest to najbardziej potrzebne.

Takie możliwości przeciwdziałania przemocy będą dostępne w Nowej Zelandii już za kilka miesięcy. A jak wygląda sytuacja w Polsce? I kiedy możemy spodziewać się polskiej wersji prawa przeforsowanego przez Jan Logie? Zapytałem o to osobę, która w latach 2002-2005 uczestniczyła w pracach nad rządowym projektem pierwszej ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie – Sylwię Spurek, zastępczynię Rzecznika Praw Obywatelskich.

– Warto myśleć o najbardziej progresywnych rozwiązaniach, ale my w Polsce powinniśmy skupić się na podstawach – mówi Spurek.

Chociaż o nowozelandzkich rozwiązaniach ma jak najlepsze zdanie: – Ten pakiet ustaw przełamuje niezwykle szkodliwy stereotyp mówiący, że przemoc to jest sprawa prywatna. Nie, nie jest. To my wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za przeciwdziałanie przemocy w rodzinie. A po drugie, zwraca uwagę na wymierne skutki przemocy w rodzinie. To są koszty dla pracodawcy, absencje w pracy, mniejsza wydajność – zaznacza Spurek.

O kosztach ekonomicznych zajmowania się przez instytucje państwowe takimi tragediami jak pobicia, nękanie, znęcanie się psychiczne, czy nawet zabójstwa mówiły również zwolenniczki nowego prawa z Nowej Zelandii. Według ich szacunków koszty, jakie państwo ponosi w związku z istnieniem przemocy domowej, wynoszą pomiędzy 4,1 a 7 miliardów dolarów rocznie. To o tyle istotne, że krytycy pakietu ustaw antyprzemocowych przekonywali, że Nowej Zelandii nie stać na pomoc ofiarom przemocy w formie proponowanej przez posłankę Zielonych.

Polska Gwałcąca

Standardy przeciwdziałania przemocy, które będą obowiązywać od kwietnia w Nowej Zelandii, dzieli od polskich mniej więcej tyle, co wyspę na Pacyfiku od kraju nad Wisłą. – Jesteśmy bardzo w tyle, jeśli chodzi o regulacje dotyczące przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Nie mamy takich podstawowych rozwiązań jak izolacja sprawcy (czasowa, ale natychmiastowa), nie ma dostępu do specjalistycznej pomocy dostosowanej do potrzeb ofiary, takich jak bezpieczne schronienia, opieka nad dzieckiem – wylicza Spurek. I dodaje: – Programy korekcyjno-edukacyjne dla sprawców. Nie ma obowiązku wysyłania sprawcy na taki program. Efekt? Sądy kierują na nie jedynie kilka procent sprawców.

Zasadniczym problemem, na który zwraca uwagę Spurek, jest również brak wiarygodnych danych pozwalających uchwycić skalę przemocy wobec kobiet w Polsce. – Nie wiemy, ile kobiet ginie ze względu na przemoc w rodzinie. A jeżeli nie będziemy znali podstawowych informacji, podstawowych danych, nie będziemy mogli zmienić tego zjawiska – puentuje zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich.

Czy wszystkie kobiety są molestowane? [rozmowa z Agnieszką Grzybek]

Dla porządku należy przypomnieć, że prezydent Bronisław Komorowski ratyfikował w imieniu Polski unijną „Konwencję o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej” w roku 2015. Do czego jesteśmy zobowiązani? Między innymi do „regularnego zbierania (…) danych statystycznych na temat przestępczości seksualnej” oraz „zapewnienia specjalistycznej pomocy ofiarom przemocy seksualnej”.

A jak wygląda to w praktyce? „Ja powiem tak: przede wszystkim nie stosować” – mówił Prezydent Andrzej Duda w programie Jana Pospieszalskiego Warto Rozmawiać. Po wyborach parlamentarnych Ministerstwo Sprawiedliwości w rządzie Prawa i Sprawiedliwości zabrało się do próby wypowiedzenia ratyfikowanej już konwencji, żeby później porzucić ten pomysł i ustami Adama Lipińskiego zapewnić, że nic takiego nie jest planowane. Pozostaje pytanie, jakie w praktyce ma to znaczenie, skoro przepisy konwencji i tak nie są wdrażane w życie?

Ludzie, którzy gwałcą

czytaj także

Bio

Dawid Krawczyk

| Reporter Krytyki Politycznej
Autor reportaży, wywiadów, analiz i recenzji. Absolwent Filozofii i Filologii angielskiej na Uniwersytecie Wrocławskim. W Krytyce Politycznej od 2011 roku. Redaktor działu Narkopolityka poświęconego krajowej i międzynarodowej polityce narkotykowej. Publikował między innymi w Magazynie Świątecznym "Gazety Wyborczej" oraz polskiej edycji "Le Monde Diplomatique". Tłumaczenia jego tekstów ukazywały się w językach: angielskim, czeskim, rumuńskim, węgierskim i włoskim.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.