Świat

Dymek: Życzenia dla Komisji Europejskiej na Dzień Uchodźcy

Półśrodki wam nie wyszły, więc może weźmiecie się do pracy?

Światowy Dzień Uchodźcy, przypadający na 20 czerwca, przyniósł tragiczne dane. UNHCR, agenda do spraw uchodźców przy Organizacji Narodów Zjednoczonych, w swoim dorocznym raporcie poinformował o tym, że dziś na świecie jest rekordowo dużo osób, aż 65 milionów, które opuściło pod przymusem lub by ratować życie lub zdrowie swoje miejsce zamieszkania. To liczba, która swoim ogromem przywołuje największe klęski i wojny w historii. Dla zrozumienia skali: Palestyński exodus, czyli Nakba, dotknął około 700 tysięcy ludzi, Kubę od rewolucji pięćdziesiąt lat temu opuściło łącznie milion osób, w trakcie II wojny z polskich Kresów deportowano 1,5 miliona, o jedną czwartą więcej objęła wymiana Grecko-Turecka w 1922 roku, w całym XIX wieku za ocean wyprawiło się ponad 4 miliony Irlandczyków, a nazywane przez niektórych historyków „największą wymuszoną wędrówką ludów” przesiedlenia i wypędzenia Niemców liczyły nawet czterokrotnie tyle, kalkulacje mówią nawet o 17 milionach. To znaczy, że i tak cztery razy mniej niż uchodźców dziś.

Fakty z raportu są takie: „co 113. mieszkaniec naszej planety albo ubiega się o azyl, albo jest uchodźcą, albo wewnętrznym przesiedleńcem. Liczba przymusowo przesiedlonych na całym świecie jest większa niż liczba mieszkańców Wielkiej Brytanii , która na liście państw pod względem liczby ludności zajmuje 22. miejsce”. W porównaniu z poprzednim rokiem, liczba wzrosła o pięć milionów, po raz pierwszy przekraczając 60 milionów. Co drugi ze światowej populacji uchodźczyń i uchodźców to dziecko. Większość uchodźców nie mieszka w Niemczech, Szwecji czy Stanach Zjednoczonych – ani krajach zamożnych w ogóle – ale krajach rozwijających się. Sama wojna z Syrii wypędziła tyle osób, ile liczą sobie Słowacja czy Norwegia.

Wystarczy wymieniania liczb – nie są dziś w stanie na wielu zrobić wrażenia. Po publikacji raportu głównymi tematami najważniejszych dzienników były Orliki (w „Gazecie Wyborczej”) albo dymisja szefa kampanii Trumpa („New York Times”). Nie jest to zarzut, ale stwierdzenie faktu: tak zwany „kryzys uchodźczy” nam spowszedniał, jak każda klęska, katastrofa i tragedia zapośredniczona przez współczesny 24-godzinny cykl medialny. Ciekawe są jednak strategie polityczne służące do radzenia sobie i ogrywania faktycznej obojętności lub bezradności. Można zrobić to a’la Szydło, a’la Merkel, można a’la Szwedzi i a’la Brytyjczycy. I tu zachęcam do przyjrzenia się Komisji Europejskiej. Można się niemało dowiedzieć.

***

Podejście instytucji UE do kolejnych fal tej globalnej tragedii dobrze pokazuje, dlaczego UE traci poparcie po obu stronach spektrum politycznego, Brexit jest możliwy, a polityczne centrum gnije. Dlaczego wszystko to, co utożsamia dziś Bruksela – półśrodki, lawirowanie, niewspółmierność gadaniny i widocznych efektów – z taką łatwością poddaje się kontestacji i z lewej, i prawej strony.

W komunikacie prasowym podpisanym przez m.in. dwójkę wiceszefów Komisji Europejskiej, Franza Timmermansa i Fredericę Morgherini, czytamy:

UE nie odwróciła i nie odwróci oczu od tego kryzysu i będzie w dalszym ciągu współuczestniczyć w globalnych staraniach nań odpowiadających. Nieprzerwanie szukamy sposobów na wzmocnienie naszej odpowiedzi humanitarnej, wsparcia dla uchodźców, osób wewnętrznie przesiedlonych i milionów dotkniętych kryzysem na świecie. Jako wiodący darczyńca humanitarny na świecie pomogliśmy milionom dotkniętych przez kryzys (sic!) w Syrii: przekazaliśmy ponad 6 miliardów euro ze środków UE i budżetów państw członkowskich […] Jasnym jest, że jakiekolwiek trwałe rozwiązanie wymaga zarówno ścisłej współpracy z państwami pochodzenia [uchodźców] i państwami tranzytowymi, jak i legalnych kanałów bezpiecznej podróży do Europy. Współpracujemy ściśle z Turcją, aby kontrolować przepływy uchodźców i wspierać potrzeby bardzo dużej społeczności uchodźczej tam mieszkającej oferując jej równoległe możliwości przesiedlenia. [za: www.europa.eu]

Nie ma sensu drobiazgowo rozkładać każdego zdania i poddawać je fact-checkingowi, podobnie jak można oszczędzić sobie kpin z języka korporacyjnego PR-u, którym napisany jest ten dokument. Nie warto też negować wszystkiego – Unia, owszem, podejmuje w ramach dostępnych jej możliwości działania, które w teorii nawet mogą być sensowne. Problem jednak jest widoczny gołym okiem – chcemy, aby wilk (prawicowi populiści) był syty, a i owca (unijne standardy i prawa człowieka) cała

Nie da się, szwy widać od razu – nie można być w połowie liberałem, jak i nie można tylko trochę szanować praw człowieka.

Komisja chce przekazać to, co próbuje przekazać przynajmniej od fiaska programu relokacji uchodźców po krajach – fiaska, do którego przyłożyły się ochoczo państwa Grupy Wyszehradzkiej. Chce przekazać mantrę, którą dobrze znamy już z innych źródeł: pomagamy, ale na zewnątrz. Dajemy pieniążki. Macie, co chcieliście: jesteśmy dobrzy, ale nie za dobrzy.

***

Kogo to przekonuje? Nikogo. Oczywiście hasło „pomagamy, ale na zewnątrz” znamy doskonale z publikacji prawicowej prasy i przekazów dnia PiS-u w Polsce. Może im się to powinno spodobać? Cóż, to środowiska raczej na opinie instytucji UE głuche, a na problem ślepe. Więc średnio – przekonanie ich zwolenników, że Unia realizuje ich postulaty w tej sprawie jest misją równie straceńczą, co przekonanie zwolenników Le Pen i Farage’a, że Unia broni ich przed Islamem i Polakami. Sensem istnienia antyunijnej prawicy jest negowanie wszystkiego, co Unia robi. Nawet gdyby Komisja Europejska własnoręcznie zbudowała mur dookoła Europy, a Komisarz Morgherini usiadła za CKM-em w wieżyczce strażniczej – nie liczyłbym na entuzjazm eurokorwinistów.

Może zatem deklarowane poświęcenie UE powinno przekonywać lewicę? Nic z tego i tu. Minimum świadomości realiów „kryzysu uchodźczego” każe wszystkie te deklaracje traktować z dystansem, jeśli nie jako smutny żart. To z poparciem UE wycofywano finanse na akcje ratunkowe, a przesuwano na budowę murów i ta sama UE dziś udaje wbrew zdrowemu rozsądkowi, że Turcja jest państwem bezpiecznym, do którego możemy deportować uchodźców. Prezydentowi Tuskowi – który chyba sam sprawy nie ogarnia najlepiej – możemy być wdzięczni za szczerość, bo wielokrotnie mniej lub bardziej wprost przyznał, że celem umowy z Turcją jest przede wszystkim zatrzymanie uchodźców.

Nie da się dłużej wierzyć w szczerość intencji UE, w chęć pomocy, w zdecydowanie – te zostały poświęcone, na darmo moim zdaniem, w intencji powstrzymania skrajnej prawicy, w intencji nie rozjuszania elektoratów Le Pen, Farage’a, Kaczyńskiego, Orbana, Fico i Zemana. Z czym UE zatem zostaje?

Lekarze Bez Granic – jedna z najbardziej aktywnych w pomocy organizacji – właśnie ogłosili, że przestają przyjmować pieniądze od Unii Europejskiej i rządów krajów członkowskich w proteście przeciwko „szkodliwej” i „niehumanitarnej” polityce odstraszania uchodźców od jej granic. Organizacje broniące praw człowieka – w tym Amnesty International – wykazały, że postanowienia porozumienia z Turcją je łamią. Wątpliwości i zastrzeżeń nie kryje się także w centrach europejskiej polityki, w Strasbourgu i Brukseli: w tym tygodniu komisja LIBE skierowała zapytanie do Komisji Europejskiej z prośbą o zbadanie doniesień o strzelaniu do obywateli i obywatelek Syrii przez turecką straż graniczną (wyposażoną za europejskie pieniądze). LIBE dopytuje się, czy w ogóle, jeśli doniesienia się potwierdzą, można deal kontynuować. Pani komisarz Morgherini interweniuje w sprawie kolejnych zatrzymań dziennikarzy i prawników zajmujących się prawami człowieka w Turcji.

Przekonanie, że Erdogan stracił cierpliwość i cały deal pójdzie w diabły zaczyna trafiać do najwyższych kręgów eurokracji. Zaraz dotrze do nich i to, że to wszystko było po nic: politycznie centrum się nie obroniło, lecz osłabiło. Uchodźcy bynajmniej Wilkomenskultur nie poczuli, szczególnie na granicach. Skrajna prawica dalej skacze po głowie mainstreamowym nudziarzom, których coraz to mniej osób ma ochotę słuchać.

„Wydaliście 6 miliardów euro z naszych pieniędzy na taką pomoc? To dzięki, do zobaczenia nigdy”.

Nikt nie będzie umierać za unijną półpolitykę – połowę czasu uchodźców zapraszamy, drugą połowę czasu przepędzamy. Poradzimy sobie sami, nie jesteście nam potrzebni, wolimy jednak osobno – to hasło wspólne dziś dla Lekarzy Bez Granic i UKIP-u. Za półśrodki dziękuje coraz więcej osób przekonanych, że inne – bardziej lokalne i autonomiczne – formy działania zastąpią ten marazm. Opiekę nad uchodźcami przejmują w Grecji od państwa – i przy jego cichej aprobacie – anarchiści, a dla odmiany pilnowania granic na Węgrzech czy w Polsce chętnie podjęłyby się nacjonalistyczne bojówki. I tu, i tu zdanie i polityka Brukseli są tak odległe, jakby UE już nie istniała. Dziękujemy. Cóż, niestety te 65 milionów uchodźców nie do końca ma komfort podziękowania za pomoc. Zrobienie czegoś dla nich, z przekonania i najlepiej jednak uchylając drzwi – tę poradę oddaję Komisji Europejskiej za darmo – jest jedynym sposobem, by tę półpolitykę zmienić w coś sensownego i przy okazji ocalić siebie. Życzę powodzenia.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat sytuacji uchodźców, uczestniczyć w organizowaniu dla nich pomocy, zajrzyj na stronę uchodzcy.info

**Dziennik Opinii nr 175/2016 (1375)

UCHODZCY-pismo

Bio

Jakub Dymek

| Publicysta Krytyki Politycznej
Kulturoznawca, dziennikarz i publicysta Dziennika Opinii Krytyki Politycznej. Absolwent MISH na Uniwersytecie Wrocławskim, studiował Gender Studies w IBL PAN i nauki politycznej na Uniwersytecie Północnej Karoliny w USA. Publikował m.in w magazynie "Dissent", "Rzeczpospolitej", "Dzienniku Gazecie Prawnej". Za publikacje o tajnych więzieniach CIA w Polsce był w 2015 roku nominowany do nagrody dziennikarskiej Grand Press.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.