Świat

Drugi „reset”?

Wiceprezydent USA Joe Biden zwrócił się do władz Rosji o działania na rzecz poprawy wzajemnych stosunków. To próba wznowienia polityki „resetu” sprzed paru lat.

Gdy na początku lat dwutysięcznych do władzy doszli Władimir Putin w Rosji i George Bush w Stanach Zjednoczonych, nic nie zapowiadało gwałtownego pogorszenia się stosunków między tymi dwoma państwami – wystarczy wspomnieć sławną wypowiedź Busha o duszy demokraty, którą zobaczył w oczach Putina. Tak się jednak stało. Jak zauważa Marcin Kaczmarski w analizie Ośrodka Studiów Wschodnich, pod koniec rządów Busha i drugiej kadencji Putina stosunki te były najgorsze od czasów zimnej wojny. Główną osią sporu była ingerencja USA na obszarze, nad którym Rosja cały czas stara się utrzymywać silną kontrolę. Problemem więc były na przykład zapowiedzi rozmieszczenie tarczy antyrakietowej w Czechach i Polsce. Jednak bardziej niż tarcza Kreml irytowały próby wciągnięcia Gruzji i Ukrainy do NATO. Zakończyły się one niepowodzeniem, a 2008 rok przyniósł wojnę w Gruzji. Mimo zaangażowania USA konflikt został rozstrzygnięty na korzyść Rosji – Abchazja i Osetia Południowa odłączyły się od Gruzji (chociaż nie zostały uznane przez większość wspólnoty międzynarodowej). Potwierdziło to też dominującą rolę Federacji Rosyjskiej na tym terytorium.

Gdy stało się jasne, że w 2008 roku Dmitrij Miedwiediew zastąpi Władimira Putina, liczono na złagodzenie napięcia. Pierwsze miesiące Miedwiediewa na nowym urzędzie nie zapowiadały jednak tego. W orędziu nie zrezygnował z Putinowskiej retoryki. „To wszystko, z czym stykamy się w ostatnich latach – konstruowanie globalnego systemu obrony przeciwrakietowej, otaczanie nas bazami wojskowymi, niepohamowane rozszerzanie NATO i inne prezenty dla Rosji – prowadzi do wniosku, że testowana jest nasza wytrzymałość” – mówił wówczas Miedwiediew.

Polityka hamburgera

W lutym 2009 roku wiceprezydent USA Joe Biden zaproponował „wciśnięcie przycisku reset” w relacjach amerykańsko-rosyjskich. Poprawa kontaktów z Moskwą miała pomóc w realizacji celów Obamy – rozbrojeniu nuklearnym, zakończeniu wojny w Afganistanie i blokowaniu irańskiego programu atomowego.

W rezultacie w kwietniu 2010 roku został podpisany nowy traktat START – wspólna kontrola i redukcja zbrojeń strategicznych. Wszedł w życie niecały rok później. USA rozpoczęły dyskusję o projekcie tarczy antyrakietowej i ograniczyły swoją aktywność na obszarze Europy Wschodniej i Kaukazu. Oprócz tego prezydenci Miedwiediew i Obama podczas wspólnych spotkań robili wszystko, aby pokazać, że „reset” rzeczywiście się udał – były kurtuazyjne wizyty, wyjścia na hamburgery i zapowiedzi dalszego pogłębiania współpracy. Sekretarz stanu USA Hillary Clinton w 2009 roku mówiła, że „między prezydentami jest znakomita energia. Oni wierzą sobie nawzajem”. Poprawienie relacji z USA wpisywało się również w program innowacyjnej gospodarki, którą promował Miedwiediew. Stąd też w 2010 roku odwiedził na przykład Dolinę Krzemową, która jest wzorem dla powstającego w ogromnych trudach centrum technologicznego w rosyjskim Skolkowie. Jednak większość z tych działań miała wymiar czysto wizerunkowy.

Putin: USA destabilizują Rosję

Po powrocie Putina na prezydencki fotel, pod koniec 2011 roku, gdy w Rosji wybuchły masowe społeczne protesty, retoryka Kremla na powrót stała się antyamerykańska. USA miały rzekomo finansować ruchy opozycyjne – takie insynuacje pojawiły się w propagandowym filmie Anatomia protestu, który wyemitowała związana z władzą stacja NTV. Dowodem na zaangażowanie Ameryki miała być obecność pracowników jej ambasady na demonstracjach i niejasne odpowiedzi na pytania dziennikarzy, po co tu przyszli. W trakcie kampanii prezydenckiej Putin oskarżał Clinton o wywoływanie niepokojów w Rosji, sugerował też, że to właśnie USA są największym zagrożeniem dla stabilności międzynarodowej. Spór wywołała także rezolucja ONZ w sprawie Syrii: Stany Zjednoczone domagały się ustąpienia prezydenta Baszara al-Asada, a Rosja wraz z Chinami nie dopuściła do jej przyjęcia. Zawieszenie w sprawie Syrii trwa do tej pory.

Sankcje dla urzędników i… sierot

Koniec 2012 roku zaowocował kolejnymi spięciami. Rosja wprowadziła ustawę o „agentach zagranicznych”, która uderza w zagraniczne organizacje pozarządowe, a także te, które otrzymują wsparcie spoza Federacji Rosyjskiej. W rezultacie w drugiej połowie września nakazano zaprzestanie działalności na terenie Rosji Amerykańskiej Agencji do spraw Rozwoju Międzynarodowego (USAID). Powodem miała być jej ingerencja w wybory parlamentarne.

Apogeum konfliktu przypadło na koniec roku, gdy Kongres USA przyjął tak zwany „akt Magnitskiego” – zakaz wjazdu dla osób związanych ze śmiercią prawnika Siergieja Magnitskiego i nakaz aresztowania ich aktywów. Magnitski, walczący z korupcją wśród rosyjskiej władzy, zmarł w 2009 roku w moskiewskiej tiurmie, bo nie uzyskał niezbędnej pomocy medycznej. Nikt nie poniósł za to odpowiedzialności.

W odpowiedzi rosyjska Duma postanowiła ukarać podobnymi sankcjami Amerykanów, którzy podpadli Rosjanom. Do tego wprowadzono ustawę zabraniającą adopcji rosyjskich sierot przez obywateli USA. Deputowani argumentowali, że dzieci nie podlegają żadnej kontroli, gdy są poza obszarem Federacji Rosyjskiej i może to grozić handlem ludźmi. Ustawa wzbudziła wiele kontrowersji także wśród samych Rosjan.

Pod koniec stycznia Stany Zjednoczone poinformowały o wyjściu z amerykańsko-rosyjskiej Komisji Prezydenckiej zajmującej się sprawami społeczeństwa obywatelskiego (była pokłosiem i symbolem ocieplenia relacji Obamy i Miedwiediewa w 2009 roku). Jak wyjaśniał „Kommiersantowi” zastępca sekretarza stanu do spraw demokracji, praw człowieka i pracy Thomas Melia, decyzja ta wiązała się z ostatnimi działaniami rosyjskich władz skierowanymi przeciwko społeczeństwu obywatelskiemu. Na reakcję Rosji nie trzeba było długo czekać – wkrótce pojawiła się informacja, że premier Miedwiediew podpisał decyzję o zakończeniu współpracy tych dwóch państw w sprawie walki z narkotykami, handlem ludźmi, korupcją i terroryzmem. Porozumienie działające od 2002 roku miało rzekomo przestać odpowiadać realiom.

1 lutego okazało się, że planowana na lato wizyta Obamy w Moskwie jest mało prawdopodobna. Prezydenci zapewne spotkają się dopiero na wrześniowym szczycie G20 w Petersburgu.

Drugi reset?

Zamiast spotkania prezydentów doszło jednak do rozmowy wiceprezydenta USA Joe Bidena i ministra spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Siergieja Ławrowa. W trakcie czterdziestej dziewiątej Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium Biden wyszedł z inicjatywą: zaproponował Ławrowowi „normalizację stosunków”. „Obie strony rozumieją, że mimo różnic mają wiele wspólnych interesów” – powiedział Ławrow po spotkaniu z Bidenem.

Nowemu „resetowi” nie wróży sukcesu politolog i publicysta Iwan Preobrażeński: – Moskwa swoje relacje z Waszyngtonem uzależniła od sytuacji wewnętrznej i znacznie łatwiej niż dotychczas podejmuje radykalne działania, które będzie gotowa poprzeć większość rosyjskiego społeczeństwa

Ostatnio widać to bardzo wyraźnie – Putin stara się stworzyć konserwatywną większość, opierając się na prawosławnych wartościach i przeciwstawiając je „laickiemu” Zachodowi (przykładem może tu być ostatnia ustawa o zakazie „propagandy homoseksualnej”). Jak mówi Preobrażeński: – Bez poważnych kroków ze strony USA, których celem będzie poprawienie stosunków, szczególnie z Władimirem Putinem i jego otoczeniem, przeciwko któremu skierowano „akt Magnitskiego”, politykę „resetu” można uznać za skończoną.

Bio

Paweł Pieniążek

| Dziennikarz
Relacjonował protesty w Rosji, ukraińską rewolucję, wojnę na Donbasie, kryzys uchodźczy i walkę irackich Kurdów z tzw. Państwem Islamskim. Swoje teksty publikował na łamach m.in. „Gazety Wyborczej”, „Newsweeka”, „Polityki”, „Tygodnika Powszechnego”. W 2014 roku nominowany do nagrody MediaTory. Autor Pozdrowień z Noworosji. W 2017 roku ukaże się druga również poświęcona wojnie na Ukrainie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.